Mainstream też czasem potwierdza to, o czym piszę na blogu

Mainstreamowe media

 
W poprzednim artykule pisałem o ludziach świata nauki potwierdzających wiele kwestii, które poruszam na blogu. Dziś będzie o tym, że czasem nawet mainstreamowe media, które raczej rzadko podejmują się tematu dyskryminacji mężczyzn, jednak czasem potrafią przyznać, że taki problem istnieje.

 

TVN

W telewizji śniadaniowej „Dzień Dobry TVN” został poruszony temat przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn. Z kolei na antenie TVN24 pojawił się reportaż o dyskryminacji ojców i problemie alienacji rodzicielskiej.

 

Newsweek

Newsweek opublikował m. in. artykuł o tym, że przemoc nie ma płci, tekst na temat gwałtów na mężczyznach, a także podjął się tematu fałszywych oskarżeń o molestowanie dziecka przy sprawach okołorozwodowych.

 

Gazeta Wyborcza

To dla wielu pewnie niespodzianka, jako że GW wręcz promuje tematykę profeministyczną i można w niej odczuć negatywny stosunek np. do organizacji ojcowskich. A jednak znalazło się parę wyjątków. Np. całkiem niedawno pojawił się artykuł o dyskryminacji ojców, a jeszcze wcześniej artykuł o przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn. W starszych artykułach, możemy także znaleźć wywiad z seksuologiem i biegłym sądowym na temat pedofilii wśród kobiet.

 

Wirtualna Polska

Portal WP także pochylił się w niedawnym czasie nad problemem dyskryminacji ojców w sądach rodzinnych. Ukazał się w nim także tekst o Społecznym Rzeczniku Praw Mężczyzn i jego krytyce Sylwii Spurek.

 

NaTemat

Na portalu NaTemat możemy znaleźć m. in.: wywiad z Społecznym Rzecznikiem Mężczyzn, artykuł o przemocy wobec mężczyzn, a także ogólne ujęcie tematu dyskryminacji mężczyzn. Odnotujmy, że ostatni wspomniany artykuł został napisany przez feministyczną dziennikarkę, która postanowiła pochylić się także nad problemami płci męskiej.

 

I inni

Na portalu Polsat News możemy znaleźć artykuł o samobójstwach w Polsce, a w nim informacje, że nasz kraj jest pod tym względem na 3 miejscu w UE oraz, że zdecydowaną większość samobójstw popełniają mężczyźni.

Portal Money.pl podaje nam wyliczenia, według których to mężczyźni są dyskryminowani przez system emerytalny.

Oko.press wspomina o dyskryminacji mężczyzn w refundacji leków na osteoporozę.

Na portalu Vice.com możemy przeczytać rozbudowany artykuł na temat męskich ofiar gwałtów ze strony kobiecych sprawców

 
To tylko niektóre przykłady, które można znaleźć nie tylko na portalach internetowych czy prasie drukowanej. Tematykę np. dyskryminacji ojców, alienacji rodzicielskiej, oszukania na ojcostwie czy fałszywych oskarżeń można od czasu do czasu spotkać także np. w „Sprawie dla reportera” w telewizji publicznej, czy też w programach polsatowskich, takich jak „Interwencja” czy „Państwo w państwie”.

Eksperci potwierdzają to, o czym piszę na blogu

Eksperci

 
Skąd możecie wiedzieć, że to o czym piszę jest godne uwagi, a nie jest po prostu szukaniem potwierdzenia pod z góry przyjęte tezy? Dzisiejszym wpisem postaram się udowodnić, że czerpię wiedzę z zupełnie niezależnych i rzetelnych źródeł, a nie np. tylko z innych witryn o tematyce MRA. A przynajmniej to, że istnieje niemałe grono ekspertów potwierdzających co najmniej widoczną część kwestii, które poruszam na blogu.

 

Eksperci z Polski

Zacznę od prof. Zbigniewa Lwa Starowicza, czyli jednego z najlepszych i najbardziej znanych polskich seksuologów, psychiatrów i biegłych sądowych. Niejednokrotnie powoływany na Prezesa Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej, a także były lider programu edukacji seksualnej Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Prof. Lew Starowicz potwierdza m.in. to, że przemoc seksualna wobec mężczyzn ze strony kobiecych sprawców zdarza się częściej niż powszechnie wydaje. Jak wyznaje w wywiadzie dla Newsweeka, sam niejednokrotnie spotkał się w swojej karierze z mężczyznami, którzy doświadczyli właśnie tej formy przemocy. Pan profesor potwierdza również, to że pedofilów płci żeńskiej jest także więcej niż zwykło się przypuszczać. Przy okazji tę kwestię potwierdza także inny doświadczony seksuolog i biegły sądowy Krzysztof Korona.

Starowicz zwraca też uwagę na problem fałszywych oskarżeń o molestowanie dziecka w sprawach okołorozwodowych, podając, że odsetek fałszywych oskarżeń stanowi tu co najmniej 30%. Jak widzimy w artykule, potwierdzają to także inni eksperci, jak dr Barbara Gujska i dr Ewa Milewska.

 
Kolejną osobą, którą warto wymienić jest prof. Brunon Hołyst, czyli jeden z najbardziej znanych polskich kryminologów. We wcześniej wspominanym wywiadzie dla Newsweeka, Brunon Hołyst obok Lwa Starowicza również potwierdza, że mężczyźni padają ofiarami gwałtów ze strony kobiecych sprawców, częściej niż się można by przypuszczać na pierwszy rzut oka.

Prof. Brunon Hołyst poruszył także kwestię fałszywych oskarżeń o gwałt. W taki sposób skomentował sprawę „Wampira z Zielonej Góry”, gdzie kilkanaście kobiet zmyśliło historię o gwałcie, przez co policja szukała seryjnego gwałciciela, który nie istnieje: (Po co więc kobiety składały takie zeznania?) „Dla osiągnięcia pewnej satysfakcji, że są ofiarami gwałcicieli, że mogą zaistnieć w percepcji społeczeństwa miejscowego, że ta sprawa doda im jakiejś chwały”.

 
W tej sprawie jak i ogólnie w temacie fałszywych oskarżeń o gwałt wypowiedziała się także Ewa Pachura, naczelnik wydziału dochodzeniowo – śledczego KWP w Gdańsku. Poniżej fragment z tą panią z Gazety Wyborczej:

„- Śledztwo trwa, więc nie mogę mówić o tej konkretnej sprawie, ale jest jeszcze druga strona medalu. Należy pamiętać, że nie każdy czyn na tle seksualnym to gwałt. Jeżeli osoba dorosła uprawia seks i nie potrafi powiedzieć, czy wobec niej zastosowano przemoc albo grożono jej lub wprowadzono w błąd, to znaczy, że nie ma przestępstwa. Bo wśród zgwałceń – co też trzeba sobie jasno powiedzieć – jest dużo zgwałceń fikcyjnych. I policjant przyjmujący zawiadomienie musi to ocenić. I przyznaję – zdarza się, że się pomyli.

-Co skłania do złożenia fikcyjnego zawiadomienia?

– To są bardzo różne przypadki. Przez ponad 20 lat pracy spotkałam się np. z kobietami, które uprawiały seks za swoją zgodą, ale następnego dnia bardzo tego żałowały. I wyrzuty sumienia zaprowadziły je na komisariat. Tak to sobie wytłumaczyły. Sporo jest też przypadków, gdy kobieta uprawia seks z przypadkowym mężczyzną i w obawie przed ciążą zgłasza zgwałcenie, bo wtedy może dokonać aborcji. Jest też cały szereg różnych i nie do końca zrozumiałych powodów, jak zbyt późny powrót do domu. Spotkałam się też z tak absurdalnymi sytuacjami, jak zniknięcie na kilka dni, a potem przekonywanie, by wytłumaczyć się przed rodzicami, że było się przetrzymywaną na Półwyspie Helskim, a to zwykła balanga była. Dlatego policjant, przy tym pierwszym kontakcie, musi ocenić. Ale ta ocena oczywiście nie zawsze jest trafna. Pamięta pani te słynne seryjne zgwałcenia z okolic Zielonej Góry w 2010 r.?

-Doszło niemalże do psychozy, kobiety rozklejały rysopisy „wampira”.

Potem okazało się, że ok. 50-60 proc. zgwałceń była fikcyjna, a tam, gdzie doszło do przestępstwa, nie chodziło o tego samego sprawcę. Jak się ukazały pierwsze informacje w mediach, część kobiet chciała zaistnieć, inne wytłumaczyć swoją nieobecność w domu, a pewna grupa z tych, które kłamały, nie była nawet w stanie podać sensownej przyczyny.

-Teraz wychodzi na to, że to kobiety ponoszą odpowiedzialność za niski odsetek zgłoszonych zgwałceń, a tak nie jest.

– Absolutnie. Chcę także podkreślić, że odpowiedzialność za zgwałcenie zawsze ponosi gwałciciel. Prawda jest jednak taka i warto także o tym mówić, że przez dużą skalę fikcyjnych zgłoszeń, gdy przychodzi ofiara prawdziwego gwałtu, nie posiada śladów przemocy, jej relacja nie jest spójna, może zostać odebrana jako niewiarygodna„.

 
Kolejnym na liście wartych do wymienienia jest Marian Cabalski, jego promotorem przy pracy doktorskiej był wcześniej wspomniany prof. Brunon Hołyst. Cabalski jest autorem książki „Przemoc stosowana przez kobiety. Studium kryminologiczne”, będąca bardzo profesjonalnym opracowaniem tego tematu tabu. W samej tylko kwestii przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn autor zawarł tyle badań z różnych krajów świata, że ja osobiście, żeby je przedstawić na blogu musiałem podzielić artykuł na całe pięć części, a i tak nie wymieniłem wszystkich z nich. Książkę pozytywnie zaopiniował sam Brunon Hołyst, a także inni uznani badacze jak dr psychologii Katarzyna Korpolewska, czy profesorowie nauk prawnych Bogusław Sygit i Stanisław Pikulski.

 
Dr Aleksandra Piotrowska, uznana psycholog dziecięca potwierdza, że w Polsce mamy bardzo duży problem z alienacją rodzicielską, dyskryminacją ojców i fałszywymi oskarżeniami o molestowanie dziecka przy sprawach okołorozwodowych. Można o tym posłuchać w tej audycji radiowej, gdzie wystąpiła razem z ówczesnym Rzecznikiem Prawa Dziecka Markiem Michalakiem.

 

Eksperci z zagranicy

Martin S. Fiebert, psycholog społeczny z Kalifornijskiego Uniwersytetu Stanowego od ponad 30 lat przeprowadza systematyczny przegląd amerykańskich i międzynarodowych badań dotyczących problematyki przemocy stosowanej przez kobiety. W tym celu stworzył metaanalizę pt. References examining assaults by women on their spouses or male partners: An annotated bibliography. Opracowanie to obejmuje lata 1980–2012, omawiając 286 badania akademickie, 221 sondaży zrealizowanych przez inne podmioty niż uczelnie wyższe oraz 65 analizy i recenzje na ten temat. Wspólnym mianownikiem komentowanych przez M.S. Fieberta komunikatów naukowych jest teza, że kobiety w relacjach ze swoimi małżonkami i partnerami dopuszczają się przemocy fizycznej, a nawet bywają bardziej agresywne niż mężczyźni. Łączna wielkość próby we wszystkich przywołanych przez M.S. Fieberta badaniach przekroczyła już całe 369 800 osób.

 
Do podobnych wniosków doszedł w swoich badaniach także Murray A. Strauss, dyrektor Laboratorium Badań nad Rodziną Uniwersytetu New Hampshire (Family Research Laboratory University of New Hampshire). Temat przemocy w rodzinie bada od lat 80-tych, należąc do grona największych ekspertów na świecie.

 
Erin Pizzey, to prawdziwa prekursorka walki z przemocą domową w współczesnych czasach i założycielka pierwszego schroniska dla kobiet doświadczających przemocy domowej w Chiswick w 1971 r.. Od początku wiedziała, że kobiety potrafią być równie agresywne jak mężczyźni. Dlatego równoległe starała się pomagać również męskim ofiarom przemocy w związkach. Pisałem o niej w poniższym artykule.

 
Lenore E. Walker, to amerykańska psycholog i ekspertka w dziedzinie przemocy domowej, która jako pierwsza opisała tzw. cykle przemocy w rodzinie oraz wprowadziła wiele pojęć w tym temacie jak syndrom maltretowanej żony. Chociaż zajmuje się głównie przemocą wobec kobiet, jest świadoma, że przemoc dotyka również mężczyzn. W swojej najbardziej znanej książce pt. „The battered woman syndrome” wspomina o swoich badaniach według których jedna na cztery kobiety, żyjące w trwałych związkach z mężczyznami „odwoływała się do przemocy fizycznej, aby dostać to, czego chciała”.

 
Suzanne Steinmetz, amerykańska profesor socjologii i zasłużona ekspertka w dziedzinie przemocy domowej jest także autorką określenia „syndrom maltretowanego męża”. W swojej książce „The battered husband syndrome” podała, że w Stanach Zjednoczonych co roku około 250 tysięcy mężów jest maltretowanych przez żony. Jej zdaniem mężczyźni równie często jak kobiety padają ofiarą przemocy w rodzinie.

 
Michele Elliott, to znana i ceniona brytyjska psycholog dziecięca specjalizująca się w temacie przemocy seksualnej wobec dzieci. Jest również założycielką Kidscape, organizacji charytatywnej zajmującej się ochroną dzieci przed przemocą, której programy nauczania trafiają do tysięcy szkół i innych organizacji. Za swojej zasługi dla pomocy dzieciom Michele Elliott odbierała z rąk brytyjskiej królowej Order Imperium Brytyjskiego. Jako „ostatnie tabu” w temacie przemocy seksualnej wobec dzieci uznała pedofilię wśród kobiet, która występuje częściej niż się zwykło przypuszczać, przez co pedofilki dłużej działają niezauważone. Poniżej wywiad z nią z polskimi napisami:

 

Organizacje międzynarodowe

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) 25 maja 2019 r. zaktualizowała Międzynarodową Klasyfikację Chorób (ICD-11), uwzględniając w niej problem alienacji rodzicielskiej. Kod alienacji rodzicielskiej w klasyfikacji chorób ICD-11 wydanej przez WHO to: QE52.0 (Caregiver-child relationship problem) i QE52.1 (Loss of love relationship in childhood).

 
Z kolei Europol rozpoczął w ostatnim czasie kampanię pt. „zbrodnia nie ma płci”, przypominającą, że wśród najbardziej poszukiwanych przestępców są także kobiety, które nie różnią się zbytnio w swoim postępowaniu od przestępców płci męskiej.

Druga rocznica bloga

Rocznica

 
Mijają dwa lata odkąd prowadzę bloga. Pora więc na małe podsumowanie.

 

Trochę statystyk

Obecnie blog liczy 90 323 odwiedzin. Odnotowuje więc średnio 3 763 odsłon miesięcznie. Jeśli chodzi o wyświetlenia unikalne było ich 70 669, a więc jakieś 2 944 miesięcznie. Blog odnotował więc nieznaczny spadek liczby średnich odsłon w porównaniu z pierwszy rokiem.

Lepiej natomiast sytuacja wygląda w Social Mediach. Fanpage bloga przekroczył liczbę 4 tys. fanów, a więc przybyło 2,5 tys. fanów w ciągu ostatniego roku. Moja strona na Minds.com, przekroczyła ostatnio 520 subskrypcji i 224 tys. wyświetleń. Na portalu Steemit, moje konto pod nickiem ludomir, w tej chwili liczy 256 obserwujących, reputację na poziomie 55 (każdy nowy użytkownik zaczyna z poziomu 25) i Steem Power na poziomie ponad 1 343 SP.

Pobiłem też swój osobisty rekord na Wykopie, ponad 3100 wykopnięć i 41 tys. wyświetleń na jednym znalezisku. Smutny to jednak rekord, bo dotyczy wywiadu z dziewczyną, której 17-letni brat popełnił samobójstwo po fałszywym oskarżeniu o gwałt, a następnie ich matka również popełniła samobójstwo, nie radząc sobie ze stratą syna.

 

Co nowego?

W ciągu ostatniego roku tematyka dotycząca praw mężczyzn w Polsce trochę się ruszyła. Powstał rozbudowany portal Czerwona Pigułka. Rozwinęły się również inicjatywy działające w realu. Dlatego m. in. została zorganizowana manifestacja przeciwko dyskryminacji mężczyzn przed biurem RPO w dniu 7 marca 2019 roku. Organizacje męskie i ojcowskie od tego okresu są w ciągłym kontakcie z biurem RPO, o czym możemy poczytać na stronie RPO i tutaj kontynuacja.

Nieco wcześniej powstała także Fundacja Fortior, pomagająca mężczyznom, którzy padli ofiarą przemocy (specjalizuje się w pomaganiu męskich ofiarom przemocy seksualnej), a także inicjatywa Medycy na Ulicy, świadcząca pomoc dla osób bezdomnych.

W świecie wirtualnym doszło także kilka nowych ciekawych inicjatyw, takich jak FP: Feminizm w Dużych Dawkach, Mizoandrii naszej powszechnej, czy kanał YT: Żaden Podrabianiec.

Przypominam także, o możliwości wsparcia bloga, zarówno finansowego, jak i pozafinansowego. Za wszelkie formy wsparcia bardzo dziękuję. A wszystkim czytelnikom dziękuję za kolejny rok.

Absurdalna i groźna kampania Amnesty International

Amnesty International

 
Amnesty International określająca się jako organizacja walcząca o prawa człowieka wystartowała ostatnio z kampanią „Tak to miłość”, propagując zmianę definicji gwałtu jako „braku zgody” i potrzebie pytania o seks za każdym razem. Dlaczego jest to złe podejście, a polskie prawo już teraz uwzględnia każdy rodzaj przemocy seksualnej (art. 197 KK – użycie przemocy lub podstępu, art. 198 KK – wykorzystanie bezradności, art. 199 KK – wykorzystanie zależności) pisałem już dokładnie w artykule „Seksistowskie definicje gwałtu w feministycznych propozycjach”. W tym tekście skupię się głównie na argumentach podawanych przez samą AI i na ogólnej działalności tej organizacji.

 

Polemika z argumentami Amnesty International

Organizacja zamieściła na swojej stronie listę odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania w związku z kampanią. Nie ma tu miejsce na omówienie wszystkich punktów, skupię się tylko na tych, które tyczą się tematyki bloga.

W punkcie pierwszym AI tłumaczy dlaczego skupia się na kobiecych ofiarach, podając, że kobiety padają ofiarą przemocy seksualnej nieporównywalnie częściej niż mężczyźni. Nie podaje jednak na to żadnego źródła. Badania FRA, które widzimy na stronie były przeprowadzane jedynie na kobietach, nie ma w nich żadnej analizy porównawczej pod względem płci. Tymczasem najnowsze badania wykazują, że mężczyźni padają ofiarami przemocy seksualnej niemal równie często jak kobiety. Przy okazji jednak AI przyznała, że autentyczny odsetek kobiet, będących ofiarami gwałtów to 1/20, a nie żadne 1/5 nieustannie przewijające się w feministycznych manipulacjach.

W punkcie czwartym AI twierdzi, że nowa definicja nie narusza zasady domniemania niewinności, jednak pomija możliwości nadużywania prawa. Tak jak stało się w Szwecji, gdzie 27-latek został skazany za „gwałt z nieostrożności” chociaż nic nie wskazywało na to, że kobiecie dzieje się krzywda, a nawet sama zdjęła majtki.

W punkcie piątym Amnesty twierdzi, że nie trzeba podpisywać umowy przed seksem, ale znowu pomija jak to działa w praktyce. W Szwecji, gdzie weszło prawo zgodne z propozycją AI, ludzie autentycznie zaczęli ściągać aplikację na telefon do wyrażania zgody na seks. A w wspomnianej wcześniej sprawie 27-latka, adwokat przyznał, że przy takich przepisach trzeba podpisywać pisemną zgodę, żeby uniknąć skazania, a koledzy po fachu się z nim zgadzają.

W punkcie szóstym AI twierdzi, że zgoda nie musi być wyrażona w sposób werbalny, jednak przez cały tekst przewija się zdanie „W razie wątpliwości, zapytaj”. Czyli nie dość, że sami sobie przeczą, to jeszcze stosują victim blaming w stosunku do ofiar fałszywych oskarżeń o gwałt. Powiedzieć „trzeba było się zapytać” ofierze fałszywego oskarżenia jest równie obrzydliwym jak powiedzieć do ofiary gwałtu: „trzeba było się tak nie ubierać”.

Punkt siódmy to już prawdziwe kuriozum. AI przyznaje wprost, że wprowadzenie ich pomysłów w życie w poszczególnych krajach zaskutkowało ściąganiem przez ludzi aplikacji do wyrażania zgody (widzimy od razu sprzeczność z punktem piątym), ale zamiast wyciągnąć z tego wnioski, brną w temat dalej. Mało tego, stwierdzają, że nawet zgoda wyrażona w aplikacji nie wystarczy, żeby nie móc zostać skazanym. W zasadzie patrząc na to, jak działa to w Szwecji, można mieć nawet nagranie z całym stosunkiem seksualnym, a sąd i tak może subiektywnie uznać, że zgoda nie została wyrażona wystarczająco jasno. Dlatego tak, to prawo to groźny absurd, który nigdy nie powinien powstać.

W punkcie ósmym Amnesty twierdzi, że nie ma dowodów, że fałszywe oskarżenia są powszechne, ani na to, że prawo oparte o brak zgody zwiększa liczbę fałszywych oskarżeń. Obie informacje są nieprawdziwe. Dowody na duży odsetek fałszywych oskarżeń o gwałt (40-65%) istnieją już od lat 80-tych, m. in. w badaniach: Dr Charles’a McDowella i Eugene’a J. Kanina. A najniższy możliwy odsetek fałszywych oskarżeń o gwałt oparty o wieloletnie statystyki zbierane przez FBI w oparciu o analizę DNA, to 25%.

Z kolei wpływ prawa o zgodzie na wzrost fałszywych oskarżeń widać na przykładzie Wielkiej Brytanii. Na początku 2015 r. Alison Saunders, feministka będąca dyrektorką Prokuratury koronnej zaczęła wydawać specjalne wytyczne dla policjantów i prokuratorów, aby za gwałt uważać każdy stosunek bez „świadomej zgody”. W efekcie w styczniu 2018 r. prokurator generalny Jeremy Wright zarządził aby wszystkie sprawy o gwałt z ostatnich lat zostały ponownie rozpatrzone. Wszystko ze względu na bardzo dużą liczbę fałszywych oskarżeń i skandaliczne błędny policji i prokuratury, które doprowadziły nawet do skazywania niewinnych ludzi. Pisałem już o tym, w tym artykule.

Z kolei w Szwecji problem ten istniał jeszcze nawet przed zmianą prawa, o czym swego czasu mówiła publicznie sama Pamela Anderson. Do tego wszystkiego Amnesty w ogóle nie odniosła się do faktu, jak takie prawo zmienia sytuację fałszywie oskarżonego, tj. o ile łatwiej jest mu trafić do więzienia za niewinność.

Punkty dziesiąty i jedenasty to dość wymijające odpowiedzi jak to prawo ma funkcjonować w praktyce, jak udowodnić, „brak zgody”?

I wreszcie w punkcie trzynastym Amnesty International przyznaje, że nie ma dowodów, na to, że to prawo pomaga ofiarom przemocy seksualnej. Czyli nie dość, że prawo jest szkodliwe i niesie ze sobą wiele zagrożeń, to jeszcze jest robione po nic.

 

Kontrowersje wokół Amnesty International

W związku z działaniem tej organizacji już wcześniej wiązało się wiele kontrowersji. W lutym 2019 r. cały zarząd Amnesty podał się do dymisji po opublikowaniu wyników audytu informującego o skandalicznych praktykach w tej organizacji. W 56-stronicowym raporcie przytoczono „niepokojącą” liczbę przypadków zastraszania, rasizmu i seksizmu oraz liczne przypadki, w których menedżerowie publicznie upokarzali personel oraz pozwalali sobie na poniżające i wulgarne komentarze wobec pracowników, co prowadziło nawet do samobójstw. Tego wszystkiego dopuścili się ludzie, niosący na ustach hasła o „prawach człowieka”.

Jak podała Komisja ds. Publicznych w Irlandii Amnesty International przyjęła w sposób bezprawny pieniądze od kontrowersyjnego finansisty George’a Sorosa na kampanię na rzecz liberalizacji prawa aborcyjnego w tym kraju. W dodatku sama kampania AI w Irlandii miała bardzo niesmaczny charakter nawet dla niejednego działacza pro-choice, przedstawiając filmik o irytującej ciąży.

Swój seksizm wobec mężczyzn AI pokazała także w 2014 r. gdzie zachęcała do przyjęcia Konwencji antyprzemocowej przedstawiając plakat z mężczyzną zmywającym krew z podłogi z podpisem: „To nieprawda, że mężczyźni nie robią nic w domu”. W dodatku rozpowszechniając fałszywą informację jakoby 90% ofiar przemocy stanowiło kobiety i dzieci.

Organizacja ta zasłynęła także publicznym odmówieniem zajęcia się sprawą Alfiego Evansa. A także różnych innych spraw. Nawet wśród moich czytelników są osoby, które zgłaszały mi bierność Amnesty w odpowiedzi dotyczących np. dyskryminacji ojców.

Akcja #MeToo szkodzi także kobietom

#MeToo szkodzi kobietom

 
Akcję #MeToo krytykowałem na łamach bloga niejednokrotnie. Pisałem głównie o jej szkodliwym wpływie dla mężczyzn. Jednak kolejnym efektem, co potwierdza wiele badań, jest jej negatywny skutek także dla kobiet. I tę kwestię również warto poruszyć.

 

Zaczęło się od Wall Street

Pierwsze symptomy, że #MeToo może uderzyć rykoszetem w kobiety były widoczne już w grudniu 2018 r., a więc jakiś rok od rozpoczęcia się akcji. Na Wall Street zostały wydane reguły, które można w skrócie podsumować jako: „Unikaj kobiet za wszelką cenę”, a więc żadnych wspólnych posiłków z kobietami, zakaz siadania naprzeciwko niej w samolocie, zakaz rezerwowania wspólnych pokoi w hotelach i unikanie spotkań w cztery oczy (bez świadków). Oczywistym skutkami dla kobiet pracujących w tej branży utrata szansy na awanse i mentoring ze strony męskiej części kadry zarządzającej. Sprawę opisał portal Bloomberg, w Polsce napisały o tym nawet tak „postępowe” portale jak Newsweek i Gazeta Wyborcza.

Nowe zasady na Wall Street były pierwszym zjawiskiem szerzej opisywanym medialne, jednak tak naprawdę pierwsze negatywne skutki dla pracy kobiet były widoczne już wcześniej, niemalże tuż po rozpoczęciu #MeToo. A mianowicie trzykrotnie wzrosła liczba mężczyzn, którzy nie chcą szkolić kobiet w pracy. Tak wykazały badania LeanIn.Org, organizacji walczącej o prawa kobiet. Jako, że (parafrazując Stefana Kisielewskiego), feminizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju, organizacja zainicjowała kampanię zachęcającą mężczyzn do mentorowania koleżanek z pracy, o nazwie #MentorHer.

 

W innym branżach również można dostrzec ten problem, potwierdza to coraz więcej badań

Niewątpliwym ciosem dla entuzjastek #MeToo musiały być kolejne, nowsze (maj 2019 r.) wyniki badań przeprowadzone przez organizację LeanIn.Org, według której aż 60% męskich menedżerów stara się unikać kobiet w pracy, co blokuje im (kobietom) awanse i rozwój kariery.

Kolejne badania przeprowadzone przez Harvard Business Review, dały następujące wyniki: 19% mężczyzn stwierdziło, że niechętnie zatrudnia atrakcyjne kobiety, 21% stwierdziło, że niechętnie zatrudnia kobiety do prac wymagających bliskiej interakcji interpersonalnej z mężczyznami (powiedzmy, praca związana z podróżowaniem), a 27% stwierdziło, że unika indywidualnych spotkań z koleżankami z pracy (np. zostanie z kobietą sam na sam w pokoju). Co ciekawe zjawisko to jest widoczne także wśród kobiet pracodawców, 10% z nich jest mniej skłonnych do zatrudniania atrakcyjnych kobiet.

Kwestię tę poruszył także magazyn Forbes, który opublikował wyniki badań, według których: 21% mężczyzn i 12% kobiet deklaruje, że osobiście niechętnie zatrudniają kobiety do prac wymagających ścisłej interakcji interpersonalnej z mężczyznami, takich jak podróże służbowe. A to tylko pracodawcy, którzy są świadomi swoich uprzedzeń – prawdopodobnie więcej jest nieświadomych stronniczości na korzyść mężczyzn do tych prac. Ponadto prawie jeden na pięciu mężczyzn i około 6% kobiet informuje, że w wyniku #MeToo rzadziej zatrudniają atrakcyjne kobiety.

 

Pozazawodowe konsekwencje #MeToo dla kobiet

Skutki #MeToo to nie tylko kwestie zawodowe. Ogólnie rzecz biorąc, mężczyźni przez to częściej unikają kobiet, stają się bardziej powściągliwi w kwestii podrywu, inicjowania konwersacji z kobietą itd. Jeszcze przed #MeToo można było to zaobserwować w krajach zachodnich, stąd popularność ruchów typu MGTOW. Teraz zjawisko to jeszcze się nasiliło. Doszliśmy już do takiego momentu, że kobiety mają mniejsze szanse na udzielenie im pierwszej pomocy poprzez resuscytację krążeniowo-oddechową ze strony mężczyzny, ze względu na obawę o bycie oskarżonym o molestowanie seksualne.

Należy również pamiętać, że praktycznie wszystkie kobiety mają w swoim życiu jakiś bliskich mężczyzn: synów, mężów, ojców, braci, chłopaków, przyjaciół, którzy mogą paść ofiarą fałszywego oskarżenia (sama kobieta zresztą też może zostać fałszywie oskarżona). Do przemyślenia polecam przeczytać poniższy wywiad z Camellią Cheshire z Wielkiej Brytanii, której brat w wieku 17 lat popełnił samobójstwo przez fałszywe oskarżenie o gwałt, rok później ze względu na śmierć syna, samobójstwo popełniła także jej mama:
https://www.mirror.co.uk/news/uk-news/young-womans-agony-over-mum-10512152

Feminizm traci na poparciu, sprzeciw i sceptycyzm wobec niego zyskuje

Antyfeminizm

 
Jakieś półtora roku temu pisałem na blogu o tym, że feminizm traci na poparciu. Większość społeczeństwa popiera ideę równouprawnienia płci, ale jednocześnie większość ludzi nie określa swoim poglądów jako feministyczne. W dodatku odsetek ludzi, którzy określają tak swoje poglądy maleje. Wówczas nie dysponowałem jednak danymi z Polski, tylko z USA i Wielkiej Brytanii. W międzyczasie dodarłem w końcu do badań z Polski oraz pojawiły się także nowe interesujące dane z Wielkiej Brytanii. Także temat potrzebuje aktualizacji.

 

Dane z Polski

Według sondażu „Wysokich Obcasów” tylko 5% Polek uważa się za feministki. Osobiście jakąkolwiek feministkę poznało 18%, 43% zna je wyłącznie z mediów, a 33% w ogóle nie zna żadnej feministki. Jak to wygląda u polskich mężczyzn nie wiadomo, ale trudno, żeby poparcie dla feminizmu było u nich jakość szczególnie większe.

Jak pisałem w ostatnim artykule krytyka feministek i ich działania jest zauważalna na YouTube w masie rozmaitych filmików. Jest to głównie kontent z USA, ale zaczyna być widoczny także w Polsce. Przykładowo film na kanale „Wojna Idei” omawiający dlaczego ludzie nie lubią feminizmu, ma już ponad 373 tys. wyświetleń, 17 tys. łapek w górę i jest drugim najpopularniejszym filmem na kanale:

 
Z kolei filmy z kanału pyta.pl z feministycznych manifestacji mają już po 500-700 tys., rekordowy nawet ponad milion wyświetleń.

 

Nowe badania z Wielkiej Brytanii

Dla przypomnienia, według badań z 2016 r., ponad 2/3 Brytyjczyków wspiera ideę równouprawnienia płci, ale tylko 7% społeczeństwa określa swoje poglądy jako feministyczne. U kobiet odsetek ten wynosi 9%, u mężczyzn 4%.

W tym roku pojawiły się nowe badania, mówiące o tym, że z kolei 33% młodych Brytyjczyków w wieku 18-24 lat uważa, że feminizm winny jest temu, że niektórzy mężczyźni czują się marginalizowani i demonizowani w społeczeństwie. Z tym zdaniem zgadza się również 42% mężczyzn we wszystkich grupach wiekowych oraz 25% kobiet.

Innymi słowy, nie tylko ponad 90% społeczeństwa nie chce utożsamiać się z feminizmem, ale 42% mężczyzn i 25% kobiet uważa swoje poglądy wręcz za antyfeministyczne. Trzy razy więcej kobiet ma poglądy antyfeministyczne, niż feministyczne.

Powyższe wyniki badań zostały dokładnie omówione na kanale „Żaden Podrabianiec”:

 
PS. To nie znaczy, że wszystkie feministki są złe, ale ruch ten, przynajmniej w swojej mainstreamowej wersji jest ewidentnie problematyczny i coraz więcej ludzi zaczyna to dostrzegać. Za przykład dobrej feministki może posłużyć autorka strony Mizoandrii naszej powszechnej, która stara się przeciwstawiać mizoandrii i dyskryminacji mężczyzn. Jak widzimy w opisie strony, nie jest wcale łatwo przebić z tym tematem w jej bańce informacyjnej, bo feministki często po prostu nie słuchają…

Aktywistki hiszpańskiej organizacji feministycznej fałszowały dokumenty w celu odbierania ojcom dzieci – działały niczym grupa przestępcza

Przemoc kobiet

 
W ostatnim czasie w Hiszpanii wybuchła afera. Jak pokazuje raport hiszpańskiej policji, aktywistki feministycznej organizacji Infancia Libre (hiszp. Wolne Dzieciństwo), działały jak zorganizowana grupa przestępcza, dopuszczając się fałszowania dokumentów w celu obierania ojcom dzieci.

 

Nakreślenie sprawy w skrócie

Pod koniec lipca br. hiszpańska policja wydała raport według którego działaczki Infancia Libre, feministycznej organizacji powiązanej, z niektórymi politykami lewicowej partii Podemos, dopuściły się w ostatnich latach szeregu fałszerstw służących odebraniu ojcom praw do opieki nad dzieckiem. W procederze pomagali zaprzyjaźnieni prawnicy i lekarze.

Działało to według schematu: kobieta należąca do Infancia Libre lub sympatyzująca z tym stowarzyszeniem fałszywie oskarżała byłego partnera o przemoc domową lub nadużycia seksualne wobec ich dziecka. Następnie przedstawiała sfałszowane dokumenty, np. mające świadczyć o skłonnościach pedofilskich ojca dziecka, wystawione przez zaprzyjaźnionego lekarza.

Policja potwierdza co najmniej 22 przypadki takich oszustw, od kwietnia tego roku zostały aresztowane już cztery członkinie organizacji. Policja w swoim raporcie stwierdziła ponadto, że: „Organizacja funkcjonowała niczym siatka przestępcza skierowana na odbieranie opieki nad dziećmi ich ojcom”.

Więcej o tej sprawie możemy poczytać w artykułach na: dziennik.pl, Superstacji, a także w źródłach anglojęzycznych jak: portal Spain’s News oraz na portalach hiszpańskich: tutaj lub tutaj.

 

Dziecko to wyjątkowo trudny świadek

Działaczki stowarzyszenie Infancia Libre, głosiły hasło: „Dzieci nie kłamią. Gwałciciele tak” podczas gdy były w pełni świadome, że oskarżenia były fałszywe. Jest to oczywiście cyniczna próba wykorzystania ludzkiej empatii wobec dzieci. Tymczasem prawda kształtuje się dokładnie odwrotnie, co podkreślają psychologowie, psychiatrzy, seksuologowie, dzieci są wyjątkowo trudnym świadkiem.

Jak pisałem w tekście o wykorzystywaniu fałszywych oskarżeń o pedofilię w sprawach rozwodowych, dzieci mogą mówić nieprawdę niekoniecznie złośliwie, ale przez manipulację ze strony innego dorosłego, który poinstruował dziecko co ma mówić. Istnieje nawet możliwość wmówienia dziecku, że było molestowane przez implementację fałszywych wspomnień. Dziecko może również konfabulować lub opowiadać zmyślone historie, w celu zwrócenia na siebie uwagi dorosłych, nie zdając sobie sprawy, jakie może to przynieść konsekwencje dla innych ludzi, bo po prostu jest zbyt małe, żeby rozumieć takie rzeczy.

W ostatnim czasie w Polsce mieliśmy tego wymowny przykład. Przez pewien czas opinia publiczna żyła historią 10-letniej Wiktorii, która miała zostać brutalnie pobita przez dwie koleżanki. Jednak jak się okazało, była to całkowicie zmyślona historia, motywacją kłamstwa dziewczynki była chęć zwrócenia na siebie uwagi matki.

Z tego względu biegli psychiatrzy, seksuolodzy, psychologowie itd. starają opracować możliwie najlepsze metody oceny czy zeznania dziecka są prawdziwe, czy fałszywe. Jak wyglądają kryteria oceny wiarygodności zeznań dzieci możemy przykładowo poczytać w niniejszym opracowaniu.

 

Szansa na zmiany w Hiszpanii?

Jak już kiedyś pisałem w Hiszpanii istnieje problem z dyskryminującym mężczyzn prawem dotyczącym przemocy domowej oraz wykorzystywaniem fałszywych oskarżeń przeciwko nim. Pisałem również o tym, że pomimo, iż rząd Zapatero odpowiedzialny za te regulacje utracił władzę w 2011 r., to kolejne rządy (głównie była to chadecka Partia Ludowa (PP)) nie naprawiły sytuacji. Co więcej Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) wróciła do władzy w marcu tego roku.

Jednak z drugiej strony PSOE tworzy obecnie rząd mniejszościowy, były spekulacje, czy zawiążą koalicję z Podemos, do czego nie doszło. Po tej aferze z Ifancia Libre pewnie Podemos, która i tak straciła na poparciu w ostatnich latach, straci jeszcze więcej. A w dodatku coraz większą popularnością w Hiszpanii cieszy się partia Vox, która bierze na sztandar problem dyskryminacji mężczyzn w prawie dotyczącym przemocy domowej i luki systemowej sprzyjającej fałszywym oskarżeniom. Niewątpliwie kraj ten czeka walka ideologiczna pomiędzy poszczególnymi obozami politycznymi, ale problemu fałszywych oskarżeń nie da się dalej unikać i będzie obecny w debacie publicznej.

 

Wykorzystywanie fałszywych oskarżeń na swoją korzyść

Na koniec dodam tylko, że cała ta afera z Infancia Libre pokazuje, że te środowiska feministyczne, które lekceważą fałszywe oskarżenia, naciskają na „wierzenie ofiarom” działają świadomie i z premedytacją. Już wcześniej mieliśmy na to przykłady, od amerykańskich feministek, które próbowały wrabiać w molestowanie lub gwałt, znanych programistów, poprzez wydanie książki „Jak zniszczyć mężczyznę”, po polskie feministki, które też mówiły jak to trzeba „wierzyć ofiarom”, a potem same próbowały wykorzystać oskarżenie o molestowanie w pewnej kawiarni.

Nie tyczy się to tylko feministek, ale również części prawników (zwłaszcza rozwodowych), nieuczciwych psychologów czy lekarzy i wszystkich, którzy chcą mogą zyskać na fałszywych oskarżeniach. Dlatego tak ważne jest domniemanie niewinności, prawo do rzetelnego procesu oraz kary za fałszywe oskarżenia, fabrykowanie dowodów i inne oszustwa.

Jedna z autorek tekstu „Papierowi feminiści” publicznie przeprasza Jakuba Dymka za pomówienie

Jakub Dymek przeprosiny

 
Dawno nie pisałem nic o #MeToo, akcji zainicjowanej na świecie zasadniczo przez dwie aktorki. Rose MCGowan, która już po roku stwierdziła, że cytując jej słowa: „Ruch #MeToo to bullshit i kłamstwo stworzone po to, żeby bogate gwiazdy Hollywood poczuły się lepiej”. Druga to oczywiście Asia Argento, która jak się okazało sama miała wykorzystać seksualnie 17-latka, prawdopodobnie doprowadziła też do samobójstwa byłego partnera, a w oskarżeniu Harveya Weinsteina zwyczajnie kłamała. Pisałem o tym dokładniej w tekście „Jeszcze większa kompromitacja akcji #MeToo”.

Póki co nadal nikt nie został skazany, nikomu nie uwodniono winy, a kolejni oskarżeni zostają oczyszczeni z zarzutów. Za to faktycznym skutkiem #MeToo jest to, że 60% męskich menedżerów stara się unikać kobiet w pracy, co blokuje im (kobietom) awanse i rozwój kariery. Ale wróćmy do sprawy z naszego polskiego podwórka.

 

Dla przypomnienia tło sprawy

Całe zamieszanie zaczęło się od artykułu o „Papierowych feministach”, na Codzienniku Feministycznym, gdzie w absurdalny sposób przemieszano różne zarzuty typu zatrzaśnięcie drzwi przed nosem z oskarżeniami o molestowanie oraz pomówieniem o gwałt. Na nic nie było żadnych dowodów. Jedynie Michał Wybieralski przyznał się do chamskich zachowań i przeprosił wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Ale już na oskarżenie o gwałt Jakuba Dymka, nie przedstawiono żadnych dowodów. W dodatku było mocno nielogiczne, była partnerka Dominika Dymińska twierdziła, że po gwałcie jak gdyby nigdy nic weszła w związek ze „sprawcą” i była w nim kilka miesięcy. A Dymek przedstawił opinii publicznej e-maila, w którym był szantażowany zostaniem nową twarzą polskiego #MeToo, który przyszedł z adresu, będącego kontaktem dla ofiar przemocy i został zamieszczony pod tekstem na CF o „papierowych feministach”.

Kolejnym akcentem było to, że dwie z autorek artykułu o „papierowych feministach”, Patrycja Wieczorkiewicz i Sara Czyż były później bohaterkami zamieszania w Kawiarni Amatorska, gdzie zostały wyproszone za agresywne zachowanie (oficjalny powód wyproszenia to rzucanie w ludzi kapslami), a potem namawiały znajomych do wystawiania kawiarni ocen „1” na Facebooku i wysnuły oskarżenie o molestowanie, którym miało być złapanie za rękę. Przegrały jednak z „Wykop efektem”.

Równolegle sprawą „papierowych feministów” zajęła się prokuratura. Dlatego z tekstu na CF zniknął fragment z oskarżeniem o gwałt. Po rocznym śledztwie i przesłuchaniu stu świadków, obaj panowie zostali oczyszczeni z zarzutów.

Pisałem o tych wszystkim aspektach sprawy w tekstach: „Sprawa Jakuba Dymka, #MeToo i kompromitacja Codziennika Feministycznego”, „Doszczętna kompromitacja akcji #MeToo” oraz „Koniec polskiego #MeToo”.

 

Agnieszka Ziółkowska, jedna z autorek tekstu „Papierowi feminiści” publicznie przeprasza Jakuba Dymka

Jakub Dymek został oczyszczony z zarzutu gwałtu przez prokuraturę po rocznym śledztwie i przesłuchaniu blisko stu świadków. A w zasadzie to przez cały czas śledztwa występował jako świadek, a nie podejrzany. Prokuraturze nie udało się nawet postawić mu zarzutów. Innymi słowy on nie tylko jest niewinny w świetle prawa, ale nie był nawet osobą podejrzaną o gwałt. Co najwyżej można powiedzieć, że o gwałt został pomówiony.

Zakończenie śledztwa prokuratorskiego nie kończy sprawy. Dymek walczy również w procesach cywilnych w sprawie naruszenia jego dobrego imienia. Póki co udało mu się w ramach ugody uzyskać przeprosiny od Agnieszki Ziółkowskiej, jednej z autorek tekstu o „papierowych feministach”. W treści przeprosin autorka stwierdziła, że część jej listu użyta w tekście „Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach polskiego #metoo” nie odnosiła się do osoby Jakuba Dymka oraz że przeprasza, za wszelkie sformułowania jej autorstwa, które mogłby godzić w jego dobre imię.

Przeprosiny możemy zobaczyć na screenie poniżej:

Jakub Dymek przeprosiny

Treść przeprosin została umieszczona także w artykule na Onecie. O sprawie napisano także na portalu Wirtualne Media oraz na press.pl.

Na zawarcie ugody nie zgodziły się pozostałe autorki tekstu, ani redaktor naczelna Codziennika Feministycznego Kamila Kuryło. Dlatego będą kolejne rozprawy sądowe w tej sprawie. O ich wynikach będę informował możliwie na bieżąco. Jakub Dymek udzielił niedawno także wywiadu dla tygodnika Polityka, gdzie opowiada o kulisach swojej sprawy, jednak aby go przeczytać potrzebna jest cyfrowa prenumerata tego portalu.

„Natychmiastowa izolacja sprawcy od ofiary” – groźny projekt Ministerstwa Sprawiedliwości

Izolacja sprawcy od ofiary

 
W czerwcu br. Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przedstawił projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej. A w niej m.in. propozycję nadania policji nowych uprawnień, a mianowicie możliwość wydania natychmiastowego nakazu opuszczenia lokalu przez potencjalnego sprawcę przemocy na okres 14 dni. Dziś omówię jakie zagrożenia mogą nieść ze sobą takie przepisy, gdyby weszły w życie.

 

O co w tym wszystkim chodzi?

Obecnie nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę przemocy domowej na okres do 3 miesięcy jest możliwy do wydania przez decyzję sądu lub w niektórych sytuacjach przez prokuraturę jako środek zapobiegawczy. Taki nakaz jest wydawany w sytuacji, gdy zachodzi uzasadniona obawa, że podejrzany ponownie popełni przestępstwo z użyciem przemocy wobec osoby z którą mieszka, zwłaszcza gdy popełnieniem takiego przestępstwa groził.

Jest to logiczne, decyzję może podjąć sąd po przeprowadzeniu procesu lub w szczególnych przypadkach zagrożenia prokurator. Środek zapobiegawczy nie może natomiast być zastosowany w stosunku do osoby, której nawet nie postawiono zarzutów, nie ma dowodów, ani wiarygodnych przesłanek, że jest winna. Z drugiej strony niektórzy wskazują na to, że rozpatrywanie wniosku o wydanie nakazu przez sąd trwa zbyt długo, z kolei prokuratura nie może go wydać, jeśli sprawa nie trafiła na drogę prawną.

Stąd pojawiła się propozycja, aby to policja na interwencji, jeśli uzna, że zachodzi zagrożenie dla zdrowia lub życia ofiary mogła wydawać tymczasowy nakaz opuszczenie lokalu przez sprawcę na okres 14 dni, zostałby on skierowany do miejsca noclegowego na ten czas. Nakaz ten mógłby zostać zaskarżony do sądu, przez osobę, którą został objęty, nie miałby też żadnego wpływu na kwestie własności. Teoretycznie wydaje się to być słuszna inicjatywa, istnieją jednak poważne zastrzeżenia i zagrożenia takiej zmiany przepisów, które teraz przedstawię.

 

Zastrzeżenia, zagrożenia i doświadczenia innych krajów

Zagrożenia jakie przyniosłaby zmiana przepisów, gdyby doszła do skutku są chyba oczywiste. A mianowicie wykorzystywanie fałszywych oskarżeń, przy sprawach rozwodowych, w celu stosowania alienacji rodzicielskiej (izolowanie drugiego rodzica od dzieci), jako forma przemocy (celowe wyrzucenie domownika z mieszkania), jako próba przejęcie mieszkania (np. celowe fałszywe zgłoszenia wiele razy pod rząd), czy po prostu w celu zemsty na partnerze.

Kłania się tu podstawowe pytanie. Czy zwykli policjanci posiadają wystarczające kwalifikacje aby odróżnić prawdziwe oskarżenie o przemoc od fałszywego i prawidłowo ocenić sytuację zagrożenia? A co z przypadkami nadużywania uprawnień przez samych policjantów? Sama możliwość zaskarżenie wydanego nakazu do sądu wydaje się być niewystarczająca. Jeśli już powinny być jasno określone kryteria, kiedy policja może wydać taki nakaz, jak również konkretne kary za fałszywe oskarżenia oraz rażące błędy i przekroczenia uprawnień przez policjantów.

Doprawdy rozbrajające jest to, że w artykułach chwalących projekt ustawy przytacza się inne kraje, gdzie obowiązują podobne przepisy, a wśród nich Hiszpanię. Czyli kraj, w którym 90% oskarżeń o przemoc domową to fałszywe oskarżenia, gdzie wystarczy fałszywe oskarżenie, żeby wyrzucić partnera z mieszkania, a nawet go aresztować. Pisałem już o tym w niniejszym tekście, polecam także artykuł na ten temat na Honey Badger Brigade oraz anglojęzyczny film dokumentalny, także w tym temacie.

 
Nieco lepiej wygląda powoływanie się na przykład Austrii. Zapis tamtejszych przepisów stanowi: „Jeśli na podstawie niezaprzeczalnych faktów, szczególnie wziąwszy pod uwagę poprzednie niebezpieczne napaści (ataki), istnieje niebezpieczeństwo zagrożenia życia, ciała lub naruszenia wolności drugiej osoby, to organy publicznych służb bezpieczeństwa są upoważnione do wydania osobie powodującej zagrożenie nakazu opuszczenia mieszkania, które zamieszkuje osoba zagrożona, oraz jego najbliższej okolicy. Osobie wydalanej z mieszkania zostaje przedstawiony do wiadomości zakres działania nakazu opuszczenia mieszkania; zakres ten jest określony w taki sposób, aby umożliwiał rzeczywistą i skuteczną ochronę (profilaktyka) przed podobnymi zdarzeniami”.

Nakaz opuszczenie mieszkania wydaje policja na okres 10 dni. Tu jak widać mamy jasno określone kryteria kiedy taki nakaz może zostać wydany. Pytanie tylko, na jakiej podstawie policjanci oceniają sytuację zagrożenie, czy przepisy nie są nadużywane? Czy najpierw dokładnie przesłuchuje się strony, sprawdza dowody itd.? Niestety nie znam zbytnio sytuacji w Austrii, więc trudno mi coś więcej powiedzieć, jeśli ktoś ma więcej informacji na ten temat, proszę o kontakt, można pisać w komentarzu pod tekstem, na skrzynkę odbiorczą bloga (zakładka „Kontakt”) lub na Facebooku.

 
Zastrzeżenia i wątpliwości co do propozycji Ziobry wyrażają także polscy prawnicy ds. rozwodowych, którzy dobrze znają realia wykorzystywania fałszywych oskarżeń do rozgrywek rozwodowych:
https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/nakaz-opuszczenia-lokalu-bedzie-wykorzystywany-przy-rozwodach,447602.html

 

Czy zmiana przepisów jest w ogóle potrzebna?

W chwili obecnej nakaz opuszczenie lokalu potencjalnemu sprawcy przemocy domowej może wydać sąd lub prokurator. Jeśli te sprawy trwają zbyt długo, można by je po prostu uprościć i przyspieszyć. Sam Ziobro mówi o tym, że taka procedura może działać bardzo szybko, jeśli pisma procesowe będą doręczane również za pośrednictwem policji, a nie jedynie przez pocztę. Policja z kolei byłaby zobowiązana do udzielania sądowi wszelkiej pomocy, niezbędnej do szybkiego zakończenia sprawy, np. do ustalenia adresu zamieszkania świadka.

W przypadku zagrożenia zdrowia lub życia ofiary, czy kiedy sprawca zachowuje się w sposób agresywny, policja już teraz może go zatrzymać na „dołek” na 48 godzin i przesłuchać, zgodnie z art. 15a ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji (Dz. U. z 2016 r. poz. 1782). Policja ma też prawo zatrzymać osobę podejrzaną, jeżeli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że popełniła ona przestępstwo z użyciem przemocy na szkodę osoby wspólnie zamieszkującej, a zachodzi obawa, że ponownie popełni przestępstwo z użyciem przemocy wobec tej osoby, zwłaszcza gdy popełnieniem takiego przestępstwa grozi, zgodnie z art. 244 § 1a k.p.k.. Policja ma również nawet nie tyle prawo, co obowiązek do zatrzymania sprawcy, jeśli przestępstwo przemocy w rodzinie zostało popełnione z użyciem niebezpiecznego przedmiotu lub zachodzi obawa, że ponownie popełni przestępstwo z użyciem przemocy wobec osoby, z którą mieszka, zwłaszcza jeśli popełnieniem tego przestępstwa grozi. Mówi o tym art. 244 § 1b k.p.k..

Mało tego, jeśli sprawa jest poważna (wysokie prawdopodobieństwo winy oskarżonego), prokurator skieruje wniosek do sąd o tymczasowe aresztowanie podejrzanego (do 3 miesięcy) lub objęcie go dozorem policyjnym (dozór policyjny zamiast tymczasowego aresztowania jest możliwy tylko, jeśli podejrzany opuści wspólnie zajmowany lokal i wskaże swoje miejsce pobytu). Więcej o tym, co może policja na interwencji w przypadku przemocy domowej, do poczytania tutaj.

Kolejnym środkiem jaki może zostać zastosowany jest uzyskanie sądowego zakazu zbliżania się. Taki zakaz może zostać także wydany przez prokuratora jeszcze na etapie śledztwa, stosuje się go łącznie ze wspomnianym wcześniej nakazie opuszczenie lokalu.

Dodam na koniec, że samo Ministerstwo Sprawiedliwości jeszcze dwa lata temu na interpelację Pani Poseł Moniki Wielichowskiej w sprawie izolacji sprawcy od ofiary przemocy domowej odpowiadało, że istniejące procedury stanowią realną gwarancję ochrony prawnej osób pokrzywdzonych przemocą domową:
http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=42159987

Międzynarodowe badania nad przemocą domową kobiet wobec mężczyzn – Cz.5, Afryka

Przemoc wobec mężczyzn

 
Część piąta serii, w której przedstawiam wyniki badań nad zjawiskiem przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn, przeprowadzone w różnych krajach świata, które to można znaleźć w książce Mariana Cabalskiego „Przemoc stosowana przez kobiety”. W tej części będzie o badaniach z krajów afrykańskich.

 

Badania z RPA

Interesujące wyniki badań na temat przemocy kobiet wobec mężczyzn przyniósł sondaż przeprowadzony w Transkei w 1998 roku. Przepytano grupę 219 studentów wyższej uczelni z tego miasta (138 kobiet i 81 mężczyzn) na temat, czy byli świadkami przemocy stosowanej przez kobiety wobec mężczyzn. Jedynie 2% badanych przyznało, że byli świadkami bicia ojca przez matkę, 18% widziało lub słyszało, jak ich krewne biły swoich mężów, ale aż 26% widziało lub słyszało, jak sąsiadki używały przemocy fizycznej wobec swoich mężów. Wyniki pokazują, że badani niechętnie wspominali o przemocy w najbliżej rodzinie, chętniej natomiast mówili o takich zachowaniach u dalszych krewnych i sąsiadów.

W 2002 roku w Republice Południowej Afryki przeprowadzono sondaż na temat poziomu agresji między nastolatkami obojga płci na randkach. Badaniami objęto 918 uczniów z siedmiu szkół średnich (494 dziewcząt i 424 chłopców). Wyniki sondażu pokazały, że 35,3% chłopców i 43,5% dziewcząt przyznało się do użycia przemoc fizycznej podczas randek w okresie 12 miesięcy poprzedzających badanie.

 

Badania z Botswany

W 2011 roku w Botswanie zainteresowano się tematem wzajemnego używania przemocy wśród młodych par heteroseksualnych. Badaniami objęto reprezentatywną dla młodego pokolenia grupę 562 studentów obojga płci. W wynikach nie stwierdzono istotnych różnic między kobietami i mężczyznami w częstotliwości stosowania przemocy fizycznej.

 

Badania z Jordanii, Namibii, Suazi i Zambii

Badanie kondycji psychofizycznej uczniów przeprowadzone przez Światową Organizację Zdrowia w Jordanii, Namibii, Suazi i Zambii miało za zadanie wskazać występowanie czynników ryzyka przemocy fizycznej wśród chłopców i dziewcząt w wieku od 13 do 15 lat. Uczniowie obojga płci z wcześniej wymienionych krajów, z grupy stanowiącej próbę reprezentatywną dla swojego pokolenia udzielili spontanicznych odpowiedzi na pytanie, czy w ciągu ostatnich 12 miesięcy zostali uderzeni albo w inny sposób skrzywdzeni fizycznie przez rówieśnika płci przeciwnej. Chłopcy okazali się być ofiarami agresji fizycznej ze strony dziewcząt częściej niż dziewczęta ze strony chłopców.

Dokładniej wyniki prezentowały się następująco. Odsetek badanych odpowiadających twierdząco na powyższe pytanie:

Jordania: chłopcy – 29%, dziewczęta – 15%
Namibia: chłopcy – 16%, dziewczęta – 9%
Suazi: chłopcy – 8%, dziewczęta – 6%
Zambia: chłopcy – 23%, dziewczęta – 18%

Ps. Jordania akurat nie leży w Afryce, znalazła się w zestawieniu przy okazji, jako że badania WHO były przeprowadzane także tam.

 

Bibliografia

-Marian Cabalski, Przemoc stosowana przez kobiety
-Tuntufye S. Mwamwenda, Reports of husband battering from an undergraduate sample in Umtata, „Psychological Reports” 1998, nr 82
-Lu-Anne Swart, Garth Stevens, Izabel Ricardo, Violence in adolescent’ romantic relationships: Findings from a survey amongst school-going youth in a South African community, „Journal of Adolescence” 2002, nr 25
-Odireleng Jankey, Moisés Próspero, Peter Fawson, Mutually violent attitudes: Effects on intimate partner violence and mental health symptoms among couples in Botswana, Africa, „Journal of Aggression, Conflict and Peace Research” 2011, nr 3
-Murray A. Straus, Dominance and symmetry in partner violence by male and female university students in 32 nations, “Children and Youth Services Review” 2008, nr 30