Feministyczne kompromitacje – ciąg dalszy

Feminizm

 

Wydawać by się mogło, że wraz z protestami po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, polskie feministki dostały prezent i szansę, żeby mieć swoje 5 minut. Tyle, że feministka to często osoba, która jest jak ten lekkoduch, który jak dostanie w prezencie samochód, to pierwsze co z nim zrobi to rozbicie go na prostej drodze. Nie trzeba było długo czekać, jak jeszcze przed końcem minionego już roku po stronie feministycznej pojawią się przypały, które warto omówić.

 

Ogólnopolski Strajk Kobiet proponuje definicję gwałtu wykluczającą wiele ofiar

OSK na stronie loomio.org, którą używa do zamieszczania swoich postulatów i głosowania nad nimi, przedstawił propozycję zmiany definicji gwałtu (a raczej zgwałcenia, to tak to się określa w prawie). Nowa definicja miałaby brzmieć tak: „Gwałt to seksualna penetracja waginalna, analna lub oralna ciała innej osoby jakąkolwiek częścią ciała lub przedmiotem bez jej zgody”. Taka definicja jest gorzej niż zła, dlatego że zwyczajnie wyklucza wiele ofiar. Wyklucza to większość mężczyzn, którzy padli ofiarą gwałtu ze strony kobiety, dlatego, że mężczyzna zmuszony do seksu, jest zazwyczaj stroną „penetrującą”, a nie „penetrowaną”, tu polecam wygooglować sobie hasła „forced to penetrate” i „made to penetrate”, żeby poczytać więcej o tej kwestii. Taka definicja wyklucza także kobiety, które zostały zgwałcone przez kobiety, jak również kobiety zgwałcone w inny sposób niż przez penetrację. Wyklucza także wiele osób trans.

Skoro mowa już o osobach trans, ich środowisko bardzo mocno oburzyło się na taką propozycją, co możemy zobaczyć na poniższym screenie z FP Angry Trans:

Definicja gwałtu

 

To wszystko wywołało burzę wśród internautów i przedwczesne wycofanie ankiety z postulatem przez OSK. Następnie przedstawili nową propozycję, co do definicji gwałtu, która miała uwzględnić zgłaszane zastrzeżenia. Tyle, że tu też się nie popisali. Tym razem definicja jest zbyt długa i zawiła, zwyczajnie nie da się czegoś takiego wprowadzić do Kodeksu karnego. Nadal na pierwszym miejscu stawia się penetrację (bycie penetrowanym), a bycie zmuszonym do penetracji mogłoby być traktowane jako „inna czynność seksualna”, co mogłoby przekładać się na niższe wyroki i zaniżanie statystyk.

Niezbyt jasne jest także definiowanie zgody jako: „dobrowolne, świadome i jednoznaczne wyrażenie woli na każdym etapie stosunku seksualnego lub czynności o charakterze seksualnym, przy czym osoba udzielająca zgody musi być uprawniona do jej udzielenia, a wyrażenie zgody musi być wynikiem swobodnej i świadomej decyzji tej osoby”. Przy takiej definicji wyrażanie zgody musiałoby mieć charakter werbalny, brakuje chociażby wyrażania zgody gestem, co jest uwzględnione nawet w osławionym prawie szwedzkim. W dodatku takie „jednoznaczne wyrażanie woli na każdym etapie stosunku”, oznaczałoby że trzeba udzielać zgody przed każdym kolejnym pocałunkiem, dotykiem, czy drobną nawet zmianą pozycji. Na jeden stosunek trzeba by zadać z 10 pytań. Widać, że to propozycja przedstawiana bez konsultacji z prawnikami i niezbyt przemyślana.

To, że OSK przestawił taką propozycję zmiany definicji gwałtu zawężonej tylko do penetracji nie było przypadkiem. Taki postulat został im przesłany przez Fundację Feminoteka. Na dowód screen poniżej z ich FB:

Feminoteka

 

To nie pierwszy raz kiedy Feminoteka wyskakuje z taką propozycją. W lutym 2019 r. wystosowali petycję do Ministerstwa Sprawiedliwości, w której domagali się aby gwałt był definiowany jako „seksualna penetracja bez zgody ofiary”. Pisałem o tym dokładnie w tym artykule.

 

Maja Staśko i jej seksistowski artykuł

Feministka Maja Staśko napisała artykuł dla Gazety Wyborczej, teoretycznie o problemie molestowania oraz o flirtowaniu w współczesnym świecie (po #MeToo itd.). W praktyce jednak tekst jest bardzo generalizujący i seksistowski w stosunku do mężczyzn. Już na wstępnie autorka pisze: „Jeszcze przed pandemią chodziłam do klubów jak na pole walki, by bronić się przed molestującymi z każdej strony facetami. W klubach byłam jak Kobieta Kot – jednego z łokcia, drugiego z wykopu, od trzeciego się odbiłam. Patrzyłam z góry, czy ktoś nie obmacuje wbrew woli. Podlatywałam i wyrzucałam na drugi koniec sali albo z kopa z klubu. Po chwili na parkiecie tańczyły same dziewczyny. I to był dopiero raj”. Nie ma to jak pisać artykuł przeciwko przemocy i jednocześnie samemu chwalić się stosowaniem przemocy (a raczej fantazjowaniem o przemocy, ale o tym za chwilę). W dodatku widzimy, że Staśko wszystkich mężczyzn traktuje jak molestatorów i marzy jej się parkiet bez żadnych facetów, z samymi tylko kobietami.

W tekście możemy znaleźć więcej takich kwiatków. Np. autorka pisze, że coraz częściej ma poczucie, że nie znajdzie faceta i czuje z tego powodu ulgę. Albo cytując: „Męczyłyśmy się z tym latami, obwiniałyśmy się, rozmawiałyśmy ze sobą, pisałyśmy książki i prowadziłyśmy wykłady. Teraz wy się trochę pomęczcie, gdy musicie się pogimnastykować, żeby zaprosić nas na randkę czy zapytać o zgodę na seks. Wiem, nieprzyjemnie, niekomfortowo. Ale mam opowiedzieć, jak nieprzyjemnie i niekomfortowo jest być gwałconą?”. Staśko nawet zbytnio nie kryje się z tym, że nie chodzi jej o ofiary, tylko o zemstę i nienawiść w stosunku do płci męskiej.

Jak widać w komentarzach, czytelnicy Wyborczej, a więc ludzie o przeważnie lewicowych i liberalnych poglądach w większości oceniają artykuł negatywnie. W zasadzie to prawie wszystkie komentarze są mocno krytyczne.

Do tekstu w satyryczny sposób odniósł się również dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski:

 

Odpowiedzią Mai Staśko było odwrócenie kota ogonem i twierdzenie, że Stanowski wyśmiewa się z ofiar przemocy, co zostało podłapane przez sprzyjające feministce media (Wyborcza, Wysokie Obcasy, ASZdziennik itp.). Jednak jak widać na filmie, w żadnym razie dziennikarz nie wyśmiewa się z żadnych ofiar, tylko krytykuje samą Staśko i jej artykuł. Niemniej każdemu polecam najpierw obejrzeć to wideo i dopiero wtedy wyrobić sobie własne zdanie.

A już wyjątkowo tragikomicznie Staśko odniosła się do samego początku swojego tekstu, co możemy zobaczyć na screenie poniżej:

Maja Staśko

Pani Maja przyznała tu, że historie o molestowaniu w klubie były wymyślone, „taka konwencja”, jak w filmie. Nadal pozostaje też kwestia jej zwyczajnego fantazjowania o przemocy i wyrzucaniu ludzi siłą z parkietu (wszystkich mężczyzn na parkiecie).

To nie pierwszy taki przypał Mai Staśko. Swego czasu napisała artykuł na Krytyce Politycznej, w którym zwykłych patostreamerów określiła mianem „przedstawicieli czwartej fali feminizmu”. Pod postem FP Krytyki Politycznej o tym tekście możemy zobaczyć, że praktycznie 100% komentarzy czytelników KP (a więc w większości ludzi o poglądach lewicowych) ocenia ten artykuł bardzo negatywnie. Komentarze w necie co prawda jeszcze niczego nie udowadniają, ale faktem jest, że omawiana feministka dokonała niezłej sztuki napisanie dwóch tekstów, które oceniają negatywnie prawie wszyscy z jej własnego kręgu ideowego.

Staśko ma na koncie także stworzenie dwóch list seksistów, gdzie wymieniała z imienia i nazwiska ludzi, którzy mieli dopuścić się seksistowskich czynów, nie tylko nie podając żadnych dowodów, ale nawet tego o co w ogóle ich oskarża. Pisałem o tym tutaj. Przypomnę także co takich akcjach napisały inne feministki, które ją znają:

Co ciekawe, o pomysłach Mai Staśko na walkę z seksizmem nie chciały z WP rozmawiać znane w środowisku feministki. Dwie z nich odmówiły komentarza. Jedna powiedziała, że po prostu „boi się Staśko, bo ona jest nieprzewidywalna i miała już z nią konflikt, a nie chce następnego„.

Inna autorka feministyczna, mówi WP anonimowo: – Seksizm jest zjawiskiem powszechnym, ale metoda publicznego napiętnowania znanych osób na podstawie anonimowych doniesień to słaby pomysł na jego likwidację. Jest to natomiast rewelacyjny sposób na skłócenie środowiska. I forma autopromocji. Maja Staśko jest w środowisku znana z tego, że biada każdej i każdemu, kto jej podpadnie. Masz wątpliwości co do jej metod? No to jesteś seksistą! To nie ma nic wspólnego z feminizmem! Nazwałabym to raczej rodzajem inkwizycji.

Zamieszanie po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji

manifestacja

 
Dnia 22 października br. Trybunał Konstytucyjny dość niespodziewanie dla wielu ludzi orzekł, że jedna z trzech przesłanek dopuszczających legalną aborcję w Polsce, tj. duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodna z konstytucją. Stało się to punktem zapalnym dla dużych protestów na ulicach i w internecie i ogólnie narobiło niezłego bigosu.

 

Kwestia wyroku TK

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy wyrok TK były efektem upolitycznienia instytucji, czy zwyczajnie polska konstytucja jest tak napisana. Najlepiej chyba opisał to Robert Gwiazdowski. Otóż przepisy konstytucji są tu na tyle niejasne, że Trybunał mógłby wydać wyrok zarówno w jedną, jak i w drugą stronę.

Co zaś się tyczy samej aborcji, muszę przyznać, że nie mam wyrobionego jednoznacznego stanowiska. Słuchając argumentów różnych stron tego sporu można zauważyć, że to jeden z tematów, w których nie ma jakiejś jednej wielkiej prawdy. Czego się również nauczyłem zgłębiając w ten temat, to fakt, że w prawie każdym kraju prawo w sprawie aborcji jest efektem pewnego społecznego kompromisu. W krajach, które skrótowo określa się jako te, gdzie aborcja jest legalna, prawo dokładnie określa w jakich ramach jest ona dopuszczalna, tzn. do którego tygodnia ciąży, jak wygląda procedura, tj. czy wymagana jest konsultacja psychologiczna przed podjęciem decyzji, itd.. Z kolei w krajach, o których skrótowo mówi się, że aborcja jest nielegalna, prawo określa konkretne wyjątki, w których można dokonać jej legalnie.

W Polsce większość ludzi popiera tzw. kompromis aborcyjny, czyli ustawę obowiązującą od 1993 r., wedle której aborcja jest dopuszczalna w trzech przypadkach: zagrożenia życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, ciężkiej wady płodu i w przypadku ciąży z gwałtu. I stało się to niepisaną zasadą, że ruszanie tej ustawy jest bardzo ryzykowne. Wiedzieli o tym także politycy PIS-u regularnie oddalający do sejmowej zamrażarki wszystkie ustawy o zaostrzeniu prawa aborcyjnego składane np. przez Ordo Iuris czy Kaję Godek. Teraz jednak w szczycie pandemii COVID-19 nagle stało się inaczej, podobnie jak rząd dwa lata temu wycofał się z zakazu hodowli zwierząt futerkowych, po czym niedawno wyskoczył z dużo dalej idącą „piątką dla zwierząt”, z której to jednak się wycofał po protestach rolników. Co raz bardziej widać, że rząd zwłaszcza w trakcie pandemii działa ad hoc, czego najlepszą laurką była zapowiedź Jacka Sasina, że nie będzie zamknięcia cmentarzy na Dzień Wszystkich Świętych, po czym na drugi dzień premier Mateusz Morawiecki ogłosił zamknięcie cmentarzy.

 

Protesty, protesty, co z tym protestami?

Zaczęło się nie najgorzej. Pierwsze protesty wyglądały na dosyć spontaniczne i raczej pokojowe. Jednak szybko podczepiły się pod nie organizacje skrajnie lewicowe i feministyczne. Zaczęły się więc ataki na kościoły, do tej pory uszkodzono 79 elewacji kościołów, a także kilka, kilkanaście pomników i zabytków. Protesty przynajmniej w pewnej części stały się wulgarne, a nawet agresywne. Doszło także do różnych innych incydentów, jak fałszywe oskarżenie o pobicie kobiety kickboksera Maksymiliana Bratkowicza, atak niemieckiej Antify, czy zniszczenie samochodu, w którym brał udział znany już opinii publicznej Michał Szutowicz, pseudonim Margot.

Swoje 5 minut próbuje znaleźć także Marta Lempart, wraz ze swoją nieco zapomnianą inicjatywą Ogólnopolski Strajk Kobiet. Organizacja ta nie tylko w dość samozwańczy sposób stara się odgrywać rolę głównej zarządzającej protestami, ale także stara się przedstawiać jako wielka siła, która obali rząd i zaprowadzi własne lewicowe rządy. W tym celu nawet powołano Radę Konsultacyjną o mocno podejrzanym składzie, a także z bardzo naiwną listą postulatów.

Abstrahując nawet od tego, że większość Polaków, w tym wielu protestujących na ulicach nie popiera aborcji na życzenie, a do wprowadzenia takiego rozwiązanie potrzebna jest zmiana konstytucji, same postulaty gospodarcze są tu zwyczajnie nierealne. Na przykład, żeby zwiększyć wydatki na służbę zdrowia do 10% PKB potrzeba dodatkowych około 100 mld zł. A już teraz mamy 110 mld deficytu. Wielu protestujących wyszło na ulicę, także ze względu na przesadne restrykcje uderzające w gospodarkę. Ciężko, żeby byli oni zadowoleni z ponad 200 mld deficytu, dalszego podwyższania podatków i inflacji (efekt dodruku pieniądza). A tu jeszcze mowa o refundowaniu antykoncepcji i tym podobne postulaty pochłaniające duże środki finansowe.

Niejasny jest także postulat o zakazywaniu działalności organizacji subiektywnie nazywanych faszystowskimi, zwłaszcza że, według Marty Lempart nawet Agnieszka Gozdyra wspiera-legitymuje faszyzm, zapraszając do swoich programów polityków Konfederacji.

Tymczasem ludzie biorący udział w protestach w większości po prostu sprzeciwiają się decyzji TK i nie podpisaliby się pod takimi postulatami. Wielu nawet pewnie nie wie o istnieniu jakiegoś OSK, Marty Lempart, czy Klementyny Suchanow. Sam zauważyłem, że niektóre moje znajome na FB wsparły protest wstawiając stosowną grafikę w zdjęciu profilowym, niektóre nawet wzięły udział w manifestacjach, ale żadna, dosłownie żadna z nich nie lajkuje, ani nie komentuje nic na FP OSK, ani w ogóle na żadnym z charakterystycznych feministycznych FP.

Osobiście doradzam, jeśli ktoś chce protestować, wspierać ogólnie protesty przeciwko wyrokowi TK i jakieś antyrządowe inicjatywy jak Strajk Przedsiębiorców, ale od Ogólnopolskiego Strajku Kobiet trzymać się z daleka. Przykłady z KOD-em, Kijowskim, Margot itp., powinny być tu najlepszą przestrogą. Zwłaszcza że same organizatorki już „kulturalnie” odpowiedziały Szymonowi Hołowni, czy polskim libertarianom.

 

Prawa reprodukcyjne mężczyzn

Dużo mówi się o prawach reprodukcyjnych kobiet, a często pomija prawa reprodukcyjne mężczyzn. A te wyglądają naprawdę nieciekawie. Cassie Jaye w filmie dokumentalnym „The Red Pill” zrobiła zestawienie jak to wygląda po stronie mężczyzn i kobiet i wyszło, że po stronie męskiej jest tylko prezerwatywa (i ewentualny celibat, ale trudno to traktować jako poważną opcję) a po stronie kobiet cała reszta, niemal cała antykoncepcja, decyzja o aborcji, wiedza o tym kto jest ojcem i całkowita pewność, że sama jest matką. Kobieta może łatwo oszukać mężczyznę na antykoncepcji (w internecie można znaleźć masę postów o tym jak wrobić faceta w dziecko), dokonać aborcji wbrew woli ojca dziecka, może także wrobić mężczyznę w wychowywanie nieswojego dziecka (i dziecko co do tego, kto jest jego ojcem). Do tego problem alienacji rodzicielskiej, nastawiania dziecka przeciwko drugiemu rodzicowi, co częściej tyczy się matek, dlatego że to one częściej dostają opiekę nad dzieckiem po rozstaniu.

Rozwiązania na te problemy nie zawsze są łatwe i wzbudzają pewne kontrowersje. Wśród takich rozwiązań wymienia się np. współdecydowanie ojca przy decyzji o aborcji, czy tzw. aborcję prawną, czyli dobrowolną rezygnacją z wszelkich praw, przywilejów i obowiązków wobec dziecka jeszcze przed jego narodzeniem, do tego samego tygodnia ciąży, do którego prawo dopuszcza aborcję. Pierwsze rozwiązanie jest już proponowane, w niektórych stanach w USA, a drugie miało swoje próby (na razie bez powodzenia) w Szwecji i Danii. Chociaż trzeba pamiętać, o tym, że takie rozwiązania wiążą się jednocześnie z prawem do aborcji na życzenie.

Natomiast nie powinno wzbudzać kontrowersji karanie oszukania na antykoncepcji (czy wrobienia w dziecko w inny sposób, np. przez użycie nasienia z prezerwatywy), a także bezproblemowe zaprzeczanie ojcostwa i karanie za oszukanie na ojcostwie. Oszustwa powinny być karane, prawo powinno chronić ofiary oszustwa, a nie ich sprawców. Potrzebne jest także skuteczniejsze przeciwdziałanie alienacji rodzicielskiej, łącznie z karami więzienia w skrajnych przypadkach, jak już jest w Niemczech, Francji, czy Belgii.

Ofiary przemocy zasługują na coś lepszego niż zła akcja #MeToo

 

#MeToo

 

Krytykując skompromitowaną akcję #MeToo można spotkać się czasem z pytaniem: Co z ofiarami? Jeśli potępiamy #MeToo, to co zrobić z faktem, że przemoc istnieje i stanowi problem społeczny? A ja myślę, że odpowiedź jest tu bardzo prosta. Ofiary przemocy zasługują na coś lepszego niż zła akcja #MeToo.

 

Dla przypomnienia, dlaczego akcja #MeToo jest zła?

W ruchu #MeToo od samego początku brakowało zdrowego rozsądku, jasnych zasad i kryteriów. Co gorsza nie zadbano o przestrzeganie tak elementarnych zasad jak domniemanie niewinności w poza procesowym charakterze, czy jasne definicje i kryteria aktów przemocy i molestowania. Szybko więc zapanował chaos, powstało wielu irracjonalnych lub zwyczajnie fałszywych oskarżeń, wielu ludzi którzy podłączyli się pod akcję okazało się być zwykłymi hipokrytami (jak np. Asia Argento). W dodatku #MeToo ma wprost tragiczny bilans. Przez 3 lata nie udało się nikogo skazać, nikomu nie udowodniono winy, za jednym tylko wyjątkiem jakim jest Harvey Weinstein, który ostatecznie został skazany na 23 lata więzienia.

A i tu w zasadzie można powiedzieć, że to nie do końca jest taki wyjątek. Bo sprawa Weinsteina nie miała miejsca „w ramach akcji #MeToo”, tylko najpierw mieliśmy aferę Weinsteina, a dopiero potem ruszała akcja #MeToo. O licznych kompromitacjach #MeToo pisałem kilkukrotnie na blogu, w przerwach po kilka miesięcy, jako że co i rusz dochodziły nowe fakty, które jeszcze bardziej dyskredytowały tę inicjatywę. Można o tym wszystkim poczytać, zaglądając na tag „#metoo”, na mojej stronie. Od ostatniego mojego wpisu w tym temacie, doszła kolejna sprawa będąca ciosem dla zwolenników MeToo. Joe Biden, kandydat demokratów na prezydenta USA i główny rywal Donalda Trumpa, gorąco popierający MeToo, głoszący wcześniej hasła typu „believe women”, sam został oskarżony o molestowanie.

Kolejna rzecz, w tym artykule, pisałem o tym, że poza fałszywymi oskarżeniami np. o molestowanie, dochodzi jeszcze taka kwestia, że zmierzamy w stronę świata, gdzie każdego można oskarżyć o wszystko. Wspominałem, że np. J. K. Rowling została oskarżona o rasizm, bo w jej filmie rolę węża Lorda Voldemorta zagrała azjatycka aktorka. Teraz ta bardzo tolerancyjna osoba, który regularnie wspiera finansowo organizacje LGBT, która wykreowała postać potężnego czarodzieja homoseksualisty (Dumbledore’a) został uznana za przez „transfobkę”, dlatego że napisała książkę o mordercy, przebierającym się za kobietę.

Tylko w ostatnich tygodniach mieliśmy wiele więcej takich przykładów. Agnieszka Gozdyra, została oskarżona przez działaczy LGBT o „transfobię” i „misgenderowanie”, za skrytykowanie postawy Michała Sz. pseudonim Margot, który swoją drogą sam siebie określa męskim zaimkiem. Dziennikarka Polsat News już wcześniej została oskarżona przez Martę Lempart o to, że „wspiera-legitymizuje faszyzm”, bo zaprasza do swojego programu polityków Konfederacji. „Faszystką” została ostatnio także Monika Jaruzelska, córka gen. Wojciecha Jaruzelskiego, radna Warszawy, startująca w wyborach z list SLD, za to, że zaprosiła do swojego programu Grzegorza Brauna i mu nie przerywała. Stowarzyszenie „Nigdy Więcej” z tego powodu nawet chciało ją umieścić w „Brunatnej Księdze”. I takich przykładów można by mnożyć i mnożyć.

 

Co w takim razie zamiast akcji #MeToo?

Oczywiście zamiast oferować hasztagi potrzebna jest realna pomoc dla ofiar przemocy. Zamiast sądów ludowych na Twitterze i Facebooku potrzebny jest dobrze funkcjonujący wymiar sprawiedliwości, od policji, po prokuraturę, aż po sądy. W Polsce prawo akurat jest dość dobre (tylko trzeba je egzekwować), procedury też nie najgorsze, o czym pisałem tutaj, ale trzeba pamiętać, że pewne rzeczy kosztują. Na przeszkolony personel, psychologów obecnych przy składaniu zeznań etc. potrzeba pieniędzy. Dlatego potrzebne jest coś dokładnie odwrotnego niż to co proponują fantaści od „defund the police”.

Na wymiarze sprawiedliwości temat jednak się nie kończy. Potrzebne jest także zapobieganie przyczynom przemocy przez przerwanie błędnego koła przemocy. W skrócie chodzi tu o przeciwdziałanie przemocy wobec dzieci i promocję zdrowia psychicznego, w celu zapobiegania powstawania postaw przemocowych w wieku dorosłym. Potrzebna jest także edukacja psychologiczna, uświadamianie społeczeństwa na temat mechanizmów takich jak wyuczona bezradność, fazy przemocy w rodzinie, syndrom sztokholmski, zespół współuzależnienia, gaslighting etc. Przy okazji podkreślam, że w tytule wpisu nie bez powodu napisałem „ofiary przemocy”, a nie np. ofiary przemocy seksualnej, dziś piszę o wszystkich ofiarach przemocy fizycznej, psychicznej, seksualnej itd. Jedna uwaga na koniec, edukacja to nie indoktrynacja, tym powinni zająć się psychologowie, psychiatrzy, seksuologowie, a nie feministki czy działacze LGBT. Od siebie polecam na początek cykl wykładów Uniwersytetu SWPS na ten właśnie temat.

Konwencja Stambulska – fakty i mity

Konwencja Stambulska

 
Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro pod koniec lipca br. złożył wniosek o wycofanie tzw. Konwencji antyprzemocowej, znanej też jako Konwencja Stambulska (Istanbul Convention). Z tego względu pozwolę sobie pochylić się nad tym dokumentem, i czy faktycznie powinniśmy go wycofać.

 

Czym jest Konwencja Stambulska, i co jest w niej zawarte?

Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, bo taka jest jej pełna nazwa została opracowana przez Radę Europy. Jej teoretycznym celem jest zwalczanie przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jej treść możemy przeczytać pod tym linkiem.

Problem z konwencją jest taki, że jest praktycznie niczym więcej jak ideologicznym manifestem, konkretnie manifestem feministycznym i do tego genderowym. Na żadną z założonych tez nie przedstawia żadnych dowodów ani badań.

Możemy w niej przeczytać, że „przemoc wobec kobiet jest manifestacją nierównego stosunku sił pomiędzy kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków który doprowadził do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji tych ostatnich, a także uniemożliwił pełną poprawę sytuacji kobiet”. Oraz, że „przemoc wobec kobiet stanowi jeden z podstawowych mechanizmów społecznych, za pomocą którego kobiety są spychane na podległą wobec mężczyzn pozycję”.

Konwencja przedstawia więc to trochę tak, jakby istniał męski spisek przeciwko kobietom. Tymczasem przyczyny przemocy są zupełnie inne, o czym więcej za chwilę. Pozostaje również pytanie: skoro przyczyną przemocy wobec kobiet jest patriarchat, to co jest przyczyną przemocy kobiet wobec mężczyzn? Zwłaszcza, że sama konwencja mówi nam dalej o tym, że mężczyźni również mogą być ofiarami przemocy domowej.

Dokument mówi nam również o tym, że „kobiety i dziewczęta są często narażone na poważne formy przemocy takie jak: przemoc domowa, molestowanie seksualne, gwałt, małżeństwo z przymusu, tak zwane „przestępstwa w imię honoru” i okaleczanie narządów płciowych, które stanowią poważne naruszenie praw człowieka wobec kobiet i dziewcząt i główną przeszkodę w osiągnięciu równouprawniania kobiet i mężczyzn”. Tymczasem nie dość, że na takie formy przemocy są narażeni również mężczyźni i chłopcy, to jeszcze pominięto tu morderstwa i ciężkie pobicia, którym ofiarami, akurat częściej padają mężczyźni.

Możemy również przeczytać, że „stałe łamanie praw człowieka podczas konfliktów zbrojnych, dotykające ludność cywilną, przede wszystkim kobiety, przybierające formę systematycznego stosowania na szeroką skalę gwałtów oraz przemocy seksualnej, powoduje eskalację przemocy ze względu na płeć zarówno w trakcie konfliktu, jak i po jego zakończeniu”. I znowu nie dość, że pominięto przemoc seksualną wobec mężczyzn w czasie wojen, to jeszcze przemilczano fakt, że mężczyźni stanowią większość ofiar śmiertelnych na wojnach.

Z kolei fragment „uznając, że kobiety i dziewczęta są bardziej niż mężczyźni narażone na przemoc ze względu na płeć” de facto sugeruje nam, że mężczyzna również może doświadczyć „przemocy ze względu na płeć”. Jednak w definicjach konwencja podaje na tylko hasło „przemoc wobec kobiet, ze względu na płeć”, a nie podaje nam hasła „przemoc wobec mężczyzn ze względu na płeć”.

W dokumencie kilkanaście razy zostało użyte określenie „płeć społeczno-kulturowa”, a to dlatego, że ta konwencja mówi tylko o przemocy i nie ma nic wspólnego z teorią gender. 😉

 

„Nie dla legalizacji przemocy domowej” – kolejna feministyczna histeria

Przeciwko planom wycofania Konwencji Stambulskiej odbyły się feministyczne manifestacje, krzyczące o „legalizacji przemocy domowej”, co jest oczywiście bzdurą. Polskie prawo zakazuje przemoc domowej niezależnie od konwencji. Co więcej do zwalczania przemocy wobec kobiet zobowiązuje nas już od 1993 r. Deklaracja o eliminacji przemocy wobec kobiet, przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. O przeciwdziałaniu przemocy mówią także inne akty prawa międzynarodowego.

Feministyczne protesty miały miejsce głównie przed siedzibą konserwatywnej organizacji Ordo Iuris, która również podchodzi do sprawy ideologicznie, starając się forsować swoje bardziej konserwatywne podejście do przeciwdziałania przemocy. Chociaż trzeba przyznać, że Ordo Iuris przynajmniej podaje jakieś argumenty, np. to, że konwencja błędnie identyfikuje przyczyny przemocy.

Tymczasem jedynym argumentem jaki przedstawiły feministki to złożenie petycji pod tytułem… „Przestańcie nas wku**iać”. Taka ciekawostka: petycję złożyła Klementyna Suchanow, która ostatnio została oskarżona o molestowanie seksualne. I to nie przez byle kogo, tylko samego/samą Margot, osobę która na lewicy stała się ostatnio niemal święta, za napaść na kierowcę furgonetki organizacji pro-life, zniszczenie mienia i kradzież. Po lewej stronie Monty Python trwa nieprzerwanie.

 

Czynniki ryzyka przemocy w rodzinie

Feministki podchodzą do tematu podług swojej ideologii, Orgo Iuris podług swojej. Tymczasem co o przemocy mówią eksperci? Przykładowo możemy to zobaczyć w poniższym wykładzie dr hab. prof. Danuty Rode:

 
W skrócie czynniki ryzyka przemocy w rodzinie to:

  • doświadczenie przemocy w okresie dzieciństwa
  • alkohol
  • status socjoekonomiczny rodziny
  • status zawodowy małżonków
  • psychopatologia sprawców

 
Tymczasem żaden z tych czynników nie został wymieniony w Konwencji Stambulskiej. Nic dziwnego, że w krajach, gdzie od wielu lat stosuje się takie podejście przemocy domowej jest więcej. Bo tak się składa, że według badań Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, Polska ma najmniej przemocy wobec kobiet ze wszystkich krajów UE. Badanie zostało przeprowadzone na podstawie anonimowych ankiet, dlatego wyniku nie można zgonić na niską zgłaszalność, która w dodatku w tym samym badaniu również wypadła najlepiej z całej UE.

Polecam także mój artykuł o tym, że przemoc nie ma płci oraz krytykę Konwencji Stambulskiej przez Męski Głos.

Stop alienacji rodzicielskiej

Alienacja rodzicielska

 
Ze względu na wznowienie prac w Senacie nad drukiem 63, który jest kontynuacją druku 776 z poprzedniej kadencji Parlamentu, warto przywołać temat prawa do kontaktu dziecka z obojgiem rodziców i przeciwdziałaniu alienacji rodzicielskiej. Druk zakłada zmiany w prawie rodzinnym, wprowadzające opiekę naprzemienną jako priorytetową oraz wprowadzenie wyższych sankcji za izolowanie dziecka od drugiego rodzica, w tym kary ograniczenia, a nawet pozbawienia wolności do 2 lat, w przypadku gdy inne środki (kary grzywny) okazały się nieskuteczne.

 

Alienacja rodzicielska a syndrom alienacji rodzicielskiej

Zacznijmy od tego, że alienacja rodzicielska i syndrom alienacji rodzicielskiej to dwa różne pojęcia. Jest to ważne do zrozumienia z uwagi na propagandę, mającą na celu zdyskredytowanie problemu alienacji rodzicielskiej, przez niektóre środowiska, np. Fundację Eurydyka.

 
Alienacja rodzicielska jest to zespół świadomych lub nieświadomych zachowań, prowadzących do powstawania zaburzeń w relacji pomiędzy dzieckiem, a co najmniej jednym z rodziców, w sytuacji rozpadu rodziny i nieprawidłowego funkcjonowania instytucji prawa rodzinnego. Jest to przemoc emocjonalna wobec dziecka. Metody alienacji rodzicielskiej to manipulowanie strachem i lękami dziecka, szantaż emocjonalny, utrudnianie kontaktów oraz inne negatywne działania. Indukowane są w dziecku negatywne emocje, postawy i przekonania wobec drugiego rodzica. AR może przyczyniać się do powstawania zaburzeń emocjonalnych, rozwojowych, osobowościowych i psychicznych u dziecka.

I żaden rozsądny psycholog, czy naukowiec nie ma wątpliwości, że jest to przemoc wobec dziecka, przynosząca fatalne skutki dla jego psychiki. Dlatego 25 kwietnia na całym świecie obchodzony jest Dzień Świadomości Alienacji Rodzicielskiej. Jedyny spór naukowy jaki istnieje to, czy te negatywne skutki można ująć w jednorodny syndrom czy zespół, jako że mogą być one różnego rodzaju. Na tej samej zasadzie psycholodzy, psychiatrzy i seksuolodzy zastanawiają się czy można wyodrębnić konkretny syndrom traumy zgwałcenia (rape trauma syndrome – RTS). Nikt rozsądny jednak nie będzie negował faktu, że gwałt jest przemocą i może przynieść negatywne skutki dla ofiary i że powinien być karany jako przestępstwo.

 
Zespół alienacji rodzicielskiej (parental alienation syndrome – PAS) określa zaburzenie występujące u dziecka, które w trakcie rozwodu rodziców jest czynnie angażowane w potępianie i krytykowanie jednego z rodziców (zazwyczaj tego, który nie mieszka w domu). Krytyka ta jest najczęściej nieuzasadniona, zarzuty są albo nieprawdziwe, albo znacznie wyolbrzymione. W drastycznych przypadkach miłość, szacunek, przywiązanie do oczernianego ojca czy matki ulegają bezpowrotnie zniszczeniu. Zostają zastąpione przez wrogość, niechęć, pogardę. Stosowane wobec dziecka metody (pranie mózgu: manipulacja, szantaż emocjonalny, indoktrynacja) powodują daleko idące konsekwencje dla psychiki. Celem tych działań jest zaburzenie relacji dziecka z drugim rodzicem. Dziecko ma poczucie wyobcowania, negatywną samoocenę, problemy z tożsamością i autonomią, a w życiu dorosłym – trudności z nawiązaniem bliskich relacji, depresje, stany lękowe, fobie, łatwo się uzależnia.

Problem został początkowo zasygnalizowany w 1985 r. przez amerykańskiego psychiatrę sądowego – dr Richarda Gardnera. Jednak jego badania, pomimo wielu trafnych wniosków nie zostały dokończone, a sam autor padł ofiarą czarnego PR-u, w dodatku cierpiał na bolesną chorobę neurologiczną, co doprowadziło do jego samobójczej śmierci.

Badania nad zespołem alienacji rodzicielskiej były kontynuowane na początku XXI w., w tym także w Polsce. Zrealizowano je w Instytucie Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie. Wykazały one bezpodstawność zastrzeżeń osób zmierzających do zdyskredytowania syndromu.

Psycholog z Instytutu Ekspertyz Sądowych, Alicja Czerederecka, w swoim opracowaniu podkreśliła użyteczność PAS „w ustalaniu źródeł zaburzeń, ocenie nasilenia objawów i przewidywania konsekwencji dla dalszego rozwoju dziecka”. Wskazała na potrzebę kontynuowania badań w celu doprecyzowania użytych przez Gardnera sformułowań, ale jednocześnie opowiedziała się za odrzuceniem pochopnych wniosków krytycznych i trywializujących uproszczeń. Postulowała praktykę indywidualnego podejścia do każdego rozpatrywanego przez psychologów lub psychiatrów incydentu wykazującego cechy syndromu.

W materiałach informacyjnych przygotowanych przez A. Czerederecką w 2008 roku na zlecenie Ministerstwa Sprawiedliwości znajduje się ostrzeżenie przed możliwością udziału drugiego rodzica w pogłębianiu syndromu oraz wskazanie roli związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy stosowaniem przemocy emocjonalnej przez głównego opiekuna a kształtowaniem się u dziecka zaburzeń w postaci odrzucania wbrew sobie drugoplanowego opiekuna, a nawet jego najbliższych krewnych.

Według A. Czeredereckiej PAS prawidłowo opisuje objawy i zależności będące następstwem relacji pomiędzy pierwszoplanowym rodzicem a dzieckiem. Autorka zaproponowała, aby zamiast syndromu alienacji rodzicielskiej używać w polskiej literaturze naukowej pojęcia „oddzielenie od drugoplanowego opiekuna”. Jednocześnie zaleciła rozpoznawanie syndromu z dużą ostrożnością, zwłaszcza w zakresie proponowania przez biegłych daleko idących rekomendacji w sprawie radykalnego rozwiązania trudnej sytuacji rodzinnej.

W wydanej w 2008 roku publikacji A. Czerederecka zwróciła uwagę na:

  • docenianie przez większość amerykańskich psychologów i psychiatrów wkładu Gardnera w opisanie zjawiska przy jednoczesnej zmianie jego nazwy na parental alienation (alienacja rodzicielska);
  • fakt, że w USA tylko sporadycznie podważa się zaobserwowane przez R.A. Gardnera zależności „pomiędzy stosowaniem przemocy emocjonalnej przez głównego opiekuna a kształtowaniem się u dziecka zaburzeń w postaci odrzucania drugiego opiekuna oraz jego najbliższej rodziny”;
  • sytuacje, w których oboje rodzice mają udział w powstawaniu zaburzeń u dzieci;
  • powinność bezstronnego i indywidualnego rozpoznawania każdego przypadku oraz bezzwłocznego reagowania na manipulowanie psychiką dziecka.

Z badań Teresy Jaśkiewicz-Obydzińskiej i Alicji Czeredereckiej wynika, że z upływem czasu postawa dziecka wobec wyalienowanego rodzica może się zmieniać, to znaczy stopniowo ewoluować w kierunku akceptacji. W konsekwencji procesu usamodzielniania się dorastający syn lub córka może inaczej oceniać zachowanie opiekuna pierwszoplanowego: zdarzało się bowiem, że postawa aprobująca przeobrażała się w jednoznacznie wrogą i odrzucającą.

Uwaga, powyższy fragment tekstu, umieszczony na portalu Polki.pl to fragment książki Mariana Cabalskiego „Przemoc stosowana przez kobiety”. Nie jest więc to tylko jakiś randomowy artykuł z sieci, a merytoryczne przedstawienie tematu, ze źródłami naukowymi. Więc o badaniach dr Czeredereckiej można poczytać w poniższych źródłach:

  • A. Czerederecka Syndrom odosobnienia od jednego z rodziców u dzieci z rozbitych rodzin, „Nowiny Psychologiczne”, 1999; 4
  • A. Czerederecka Syndrom oddzielenia od drugoplanowego opiekuna (PAS) – przydatność analizy w badaniach sądowych w kontekście krytyki zjawiska, „Nowiny Psychologiczne” 2005, 3
  • A. Czerederecka, Manipulowanie dzieckiem przez rodziców rywalizujących o udział w opiece, „Dziecko Krzywdzone” 2008, 4 (25)

Włoskie Towarzystwo Neuropsychiatrii Dzieci i Młodzieży (Società Italiana di Neuropsichiatria dell’Infanzia e dell’Adolescenza – SINPIA) w swoich wytycznych w sprawie znęcania się nad dziećmi, opublikowanych w 2007 roku , uznało PAS za jedną z możliwych form przemocy psychicznej.

Oświadczenie Koordynatora Psychologii Prawnej Rady Głównej Oficjalnych Kolegiów Psychologów Hiszpanii z 2008 r. stanowi, że w sprawie zespołu alienacji rodzicielskiej badacze i psychologowie wykazują duży konsensus, gdy traktują to jako zmianę poznawczą, behawioralną i emocjonalną, w której dziecko gardzi i krytykuje jednego ze swoich rodziców. Takie zachowanie i postawa odrzucenia i niedowartościowania jest nieuzasadnione lub stanowi odpowiedź na wyraźną wyolbrzymienie rzekomych wad odrzuconego rodzica.

Wbrew opiniom rozpowszechnianych przez niektóre środowiska, Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (American Psychiatric Association – APA) nie ma negatywnego stanowiska do PAS, w tej sprawie nie zajmuje żadnego oficjalnego stanowiska, twierdząc, że potrzeba więcej badań. Jednocześnie jednak w swoich „Wytycznych oceny opieki nad dzieckiem w postępowaniu rozwodowym”, cytuje trzy książki Richarda Gardnera: „Family evaluation in child custody mediation, arbitration, and litigation”, „The parental alienation syndrome: A guide for mental health and legal professionals” oraz „True and false accusations of child abuse”.

Co więcej w DSM-5, czyli Klasyfikacji Zaburzeń Psychicznych, przygotowanym przez APA, możemy znaleźć coś bardzo zbliżonego do PAS. A mianowicie w kategorii psychicznego znęcania się nad dzieckiem uwzględnia się „niezamierzone werbalne lub symboliczne działania rodzica lub opiekuna dziecka, które powodują lub mogą spowodować znaczną szkodę psychiczną dziecku”. I co ważniejsze w kategorii problem relacji rodzic-dziecko, stwierdza, się że ​​„postrzeganie przez dziecko alienowanego rodzica może obejmować negatywne atrybucje intencji drugiej osoby, wrogość wobec innych lub traktowanie jako kozła ofiarnego, oraz nieuzasadnione poczucie wyobcowania”.

Także Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization – WHO) w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD-11), uwzględnia problem alienacji rodzicielskiej pod kodami: QE52.0 (Caregiver-child relationship problem) i QE52.1 (Loss of love relationship in childhood).

Temat alienacji rodzicielskiej jako takiej został także dobrze omówiony w wielu publikacjach amerykańskiego psychologa sądowego dr Douglasa Darnalla.

Więcej na temat alienacji rodzicielskiej i zespołu alienacji rodzicielskiej możemy poczytać także w polskich źródłach, autorstwa Macieja Wojewódki, tutaj i tutaj.

 

Opieka naprzemienna, wspólna, równoważna w świetle badań naukowych

Edward Kruk w czasopiśmie „The American Journal of Family Therapy” w 2012 dokonał przeglądu literatury naukowej świadczącej o zaletach wprowadzenia w systemie prawnym priorytetu równego czasu opieki nad dzieckiem w sporach rozwodowych (equal parenting – dziecko jest wychowywane przez obojga rodziców po połowie np. co dwa tygodnie przenosi się do drugiego rodzica). Wymienia on 16 podstawowych zalet takiego systemu opieki nad dzieckiem, przeprowadzając dla każdego z nich dyskusję literatury psychologicznej i prawnej świadczącej o pozytywnych skutkach opieki, jak i poglądów krytyków:

    1. Równy czas opieki pozwala dziecku na zachowanie relacji z obojgiem rodziców, podczas gdy ograniczenie czasu spędzanego z jednym z rodziców wpływa negatywnie na poczucie bezpieczeństwa dziecka.
    2. Ograniczanie kontaktu z dzieckiem jednemu z rodziców wpływa negatywnie na jego zdrowie fizyczne i psychiczne, zwiększa skłonność do depresji, co przekłada się jednocześnie na obniżenie poczucia własnej wartości u dziecka.
    3. Równy czas opieki zmniejsza konflikt pomiędzy rodzicami i zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia przemocy domowej.
    4. Równy czas opieki pokrywa się z preferencjami dzieci oraz ich poglądami o swoich potrzebach i własnym dobru.
    5. Równy czas opieki jest zgodny z preferencjami rodziców i ich poglądami na temat potrzeb i dobra dziecka.
    6. Opieka równoważna odzwierciedla opiekę nad dzieckiem przed rozwodem. Pogląd, że to głównie matka opiekuje się dzieckiem jest zdaniem autora przestarzały i nie znajduje potwierdzenia we współczesnych badaniach empirycznych.
    7. Polepsza się jakość relacji rodziców z dzieckiem.
    8. Zmniejsza się liczba sporów sądowych między rodzicami.
    9. Równy czas opieki stwarza bodźce do negocjacji, mediacji i rozwoju planu wychowawczego pomiędzy rodzicami.
    10. Klarowne i spójne wskazówki dla sądowego podejmowania decyzji.
    11. Równy czas opieki zmniejsza ryzyko wystąpienia i nasilenia zjawiska alienacji rodzicielskiej.
    12. Równy czas opieki pozwala na wprowadzenie stałego porządku wychowawczego.
    13. Ochrona relacji dziecka z obojgiem rodziców zostaje zostaje zapewniona w największym stopniu.
    14. Równy czas opieki to spełnienie zasad sprawiedliwości społecznej w odniesieniu do władzy, autonomii, równości, praw i obowiązków rodziców.
    15. Model opieki sprawowanej przez jednego rodzica nie znajduje poparcia w badaniach empirycznych, prowadzi do osłabienia więzi dziecka z jednym rodziców, braku pewności siebie oraz pogorszenia emocjonalnego samopoczucia.
    16. Model równej odpowiedzialności w wychowaniu dziecka po rozwodzie ma swoje poparcie w badaniach empirycznych, autor przytacza w tym punkcie 13 innych artykułów naukowych.

 
Wiele innych badań, również potwierdza zalety opieki naprzemiennej. Robert Bauserman w artykule w czasopiśmie „Journal of Family Psychology” z 2012 r. w oparciu o metaanalizę niepublikowanych badań klinicznych i innych badań opublikowanych przeanalizował 1846 przypadków dzieci wychowujących się przy jednym rodzicu  oraz 814 przypadków, kiedy dzieci spędzały porównywalną ilość czasu z obojgiem rodziców po rozwodzie. Wykazał on, iż dzieci wychowywane w ramach opieki naprzemiennej wykazywały lepsze zdolności adaptacyjne (przystosowanie społeczne), niż dzieci wychowywane przez jednego rodzica, porównywalne do zdolności adaptacyjnych dzieci wychowywanych w rodzinach nienaruszonych. System opieki naprzemiennej miał jego zdaniem także pozytywny wpływ na angażowanie się obojga rozwiedzionych rodziców w opiekę nad dzieckiem.

Linda Nielsen z Katedry Edukacji na Uniwersytecie Wake Forest (USA) w czasopiśmie „Journal of Divorce & Remarriage” z 2014 r. przedstawia wyniki 40 badań z lat 1989-2014 prowadzonych w Szwecji, Norwegii, Holandii, Kanadzie, Danii, Australii, Wielkiej Brytanii i USA, które porównywały sytuację dzieci które mieszkają z każdym z rodziców co najmniej 35% czasu w porównaniu do dzieci, które mieszkają przede wszystkim z matką i spędzają mniej niż 35% czasu ze swoim ojcem. Wyniki badań wyraźnie wskazują, że dzieci w rodzinach stosujących pieczę naprzemienną wykazywały lepsze wyniki w pomiarach ich samopoczucia emocjonalnego, behawioralnego i psychologicznego, a także były zdrowsze fizycznie i miały lepsze relacje ze swoimi matkami i ojcami. Korzyści te występowały także w przypadku wysokiego poziomu konfliktu pomiędzy ich rodzicami.

W Strasburgu w dniach 22-23 listopada 2018 r. odbyła się międzynarodowa konferencja nt. naprzemiennej opieki rodzicielskiej. Celem konferencji było omówienie w jaki sposób systemy wymiaru sprawiedliwości oraz działania pomocy społecznej uznają, że w życiu dzieci kluczowe znaczenie ma obecność obojga rodziców, nawet po separacji czy rozwodzie. Zastanawiano się, dlaczego naprzemienna opieka rodzicielska wydaje się środkiem zapewniającym przestrzeganie zasad i artykułów Konwencji ONZ o prawach dziecka. Zasadniczym punktem konferencji było więc podkreślenie, dlaczego naprzemienna opieka rodzicielska, postrzegana jako leżąca w nadrzędnym interesie dzieci rodziców żyjących w separacji, jest kwestią kluczową dla praktyków i decydentów odpowiedzialnych na całym świecie za dostosowanie prawodawstwa i praktyki do artykułów Konwencji ONZ o prawach dziecka.

Konferencja miała charakter interdyscyplinarny, specjaliści z różnych krajów w dziedzinie naprzemiennej opieki rodzicielskiej, reprezentujący środowiska naukowe, zawody prawnicze i zawody zajmujące się rodziną zostali poproszeni o przedstawienie wyników najnowszych badań oraz praktyki wykonywania zawodu. Grupa uczestników liczyła 180 osób z około 40 krajów.

Wyniki badań potwierdzają, że naprzemienna opieka rodzicielska zapewniana przez rodziców żyjących w separacji korzystnie wpływa na samopoczucie i zachowanie dzieci. Między nastolatkami, które pozostają pod naprzemienną opieką rodziców a nastolatkami, które żyją z obojgiem rodziców w rodzinach dwupokoleniowych nie istnieją istotne różnice pod względem zdrowia fizycznego, emocji i zachowań społecznych. W przypadku naprzemiennej opieki rodzicielskiej ani dzieci, ani rodzice nie czują się pokrzywdzeni z powodu częstych zmian miejsca pobytu dziecka. Dzieci w wieku przedszkolnym, które pozostają pod równo podzieloną naprzemienną opieką rodziców wykazują tak samo dobre samopoczucie, jak dzieci z rodzin pełnych. Korzyści z takiego podziału opieki dotyczą też małych dzieci w wieku poniżej trzech lat. Niezależnie od skali konfliktu rodziców, poziomu ich wykształcenia czy dochodów sprawdza się zasada, że jeżeli dziecko nocuje równie często u ojca, jak u matki, to w młodym wieku dorosłym jego relacje z obojgiem rodziców są dobre i zrównoważone.

Pozytywne zdanie o opiece naprzemiennej wyraziła także Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

 

Wracając do druku 63

Druk senacki 63 to kontynuacja druku 776 z poprzedniej kadencji Parlamentu, który został zainicjowany z inicjatywy obywatelskiej i powstał ponad partyjnymi podziałami. W jego powstanie i promowanie mieli udział m. in. tacy politycy jak senatorowie: Aleksander Pociej (PO), Bogusława Orzechowska (PIS), Jan Rulewski (PO), czy posłanka Kornelia Wróblewska (PO). W obecnej formie, czyli druku 63 trafił on do senatu, ponownie na wniosek senatora Aleksandra Pocieja.

Możemy dyskutować, co do szczegółów, jak powinny wyglądać zmiany. I po to jest procedura legislacyjna, żeby projekt w swojej ostatecznej formie został napisany jak należy, bez błędów. Ale ogólne założenie jest słuszne, a zmiany potrzebne. W krajach skandynawskich, Niemczech, Francji, Anglii, USA, Kanadzie opieka naprzemienna jest bardzo popularna już od lat. W Niemczech, Francji, Belgii za utrudnianie kontaktów z dzieckiem drugiemu rodzicowi grożą nie tylko kary finansowe, ale w cięższych przypadkach także kara więzienia. O potrzebie wprowadzenia takiej sankcji do Kodeksu karnego mówił już dawno poprzedni Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak.

Sprawy bieżące

Newsy

 
Trochę o tym, co się dzieje ostatnio w Polsce i na świecie.

 

Prezydent podpisał ustawę „antyprzemocową”

Prezydent RP Andrzej Duda niestety podpisał kontrowersyjną i źle napisaną ustawę o „natychmiastowej izolacji sprawcy od ofiary”. Oznacza to, że policja będzie mogła wydać nakaz opuszczenia mieszkania osobie uznaną przez nich za sprawcę przemocy domowej. Swoją krytyczną opinię na temat tych przepisów opisywałem tutaj i tutaj.

 

Śmierć George’a Floyda i zamieszki w USA

W dniu 25 maja 2020 roku w Minneapolis w stanie Minnesota życie stracił czarnoskóry obywatel USA George Floyd. Wszystko przez interwencję policji po próbie zapłaty sfałszowanym banknotem. Derek Chauvin, białoskóry policjant wezwany na miejsce zdarzenia, skuł kajdankami 46–letniego George’a Floyda, a następnie przez kilka minut przyciskał jego kark kolanem do ziemi, ignorując błagania mężczyzny, który nie mógł oddychać, co doprowadziło do jego śmierci. Wszystko to trwało przez 8 minut i 46 sekund, z czego przez 2 minuty i 53 sekundy Floyd był już nieprzytomny. Zajście zostało nagrane smarfonami przez przechodniów i opublikowane w mediach społecznościowych.

Wyniki sekcji zwłok potwierdziły, że przyczyną śmierci Floyda było uduszenie. Derek Chauvin został aresztowany i postawiono mu zarzuty, najpierw morderstwa trzeciego stopnia, a następnie prokuratura podniosła je do morderstwa drugiego stopnia. Pozostali trzej policjanci biorący udział w interwencji zostali zwolnieli ze służby i postawiono im zarzuty obejmujące pomoc i zachęcanie do dokonania czynu Dereka Chauvina.

Sprawa ta wywołała masowe zamieszki w całych Stanach. Płonące samochody, okradane sklepy, wśród poszkodowanych znaleźli także i czarnoskórzy. Taka „logika” protestujących, czarnoskóry przestępca (wcześniej siedział m. in. 5 lat za napad) zostaje zabity przez policjanta, który to słusznie poniesie konsekwencje swojego czynu, więc trzeba napadać na sklepy, kraść, niszczyć własność i narażać przypadkowych ludzi. To tak jakby w Polsce, po zabiciu Igora Stachowiaka, Polacy zaczęli latać po ulicach i okradać co się da.

Niektórzy pytają też, a co było gdyby to czarnoskóry policjant zabił białego? Tak się składa, że taka sytuacja niedawno miała miejsce w samym Minneapolis, Mohamed Noor niekompetentny policjant pochodzenia somalijskiego, który dostał pracę tylko dzięki poprawności politycznej (biegli psychiatrzy uznali, że kompletnie nie nadaje się do pracy w policji, był zbyt niecierpliwy, miał niską odporność na stres, nie wyróżniał się bystrością i wykazywał cechy aspołeczne) zastrzelił białą kobietę. Zdarzenie miało miejsce 15 lipca 2017 roku, 40-letnia Justine Ruszczyk Damond wezwała policję, gdyż miała podejrzenie, że w pobliskim domu ma miejsce gwałt. Na miejsce podjechał radiowóz policyjny, obaj policjanci mieli przygotowaną broń, gdy nagle kobieta (Justine Damond) bez broni i bosa zapukała do okna auta. Mohamed Noor, który siedział rzekomo na miejscu pasażera obok kierowcy od razu strzelił w jej brzuch. Późniejsze badania DNA nie wykazały, że Damond dotknęła auto, czyli zeznania policjantów były kłamstwem. Kamery były wyłączone. Sąd skazał Noora na 12.5 roku więzienia. Po tej sprawie rzecz jasna nie było żadnego plądrowania sklepów ani zamieszek. Więcej o tej sprawie tutaj i tutaj.

Oczywiście do zamieszek po śmierci Floyda po prostu przyłączyli się zwykli bandyci, którzy korzystają z okazji do grabienia czego się da. Nie da się jednak pominąć udziału w tym wszystkich takich organizacja jak Antifa, Black Live Matter, jak i różnych działaczy skrajnie lewicowych w tym feministycznych. A politycy Demokratów już totalnie błysnęli intelektem likwidując oddział policji w Minneapolis. W Seatle powstała „strefa wolna od policji”, gdzie kontrolę przejęła Anfita i BLM. W ciągu dwóch pierwszych tygodni, doszło tam już do trzech strzelanin

 

Zaczynam przygodę z Hive Blog

Platforma Steem, na której kiedyś pisałem, przeszła niedawno przez tzw. hard fork i podzieliła się na dwa blockchainy Steem i Hive. Jako, że ten drugi stał się bardziej funkcjonalny, postanowiłem do niego dołączyć. Jednocześnie wszystkie moje stare artykuły ze Steem automatycznie się tam przeniosły. Od czasu do czasu będziecie mogli zobaczyć moje wpisy także i tam. Zainteresowanych zapraszam poniżej:
https://hive.blog/@ludomir/posts

Poważne zagrożenie dla wolności i własności w Polsce

Ustawa antyprzemocowa

 
Obecne Ministerstwo Sprawiedliwości i rząd ogólnie w ostatnim czasie pokazują, że stanowią wyraźne zagrożenie dla praw obywatelskich. 

 

Przegłosowanie ustawy o „natychmiastowej izolacji”

Nowa ustawa „antyprzemocowa”, pomimo zagrożeń i kontrowersji z nią związanych, została przegłosowana w Sejmie, jak i już w Senacie. Czeka już tylko na podpis prezydenta. Głosowały wszystkie kluby parlamentarne poza Konfederacją. Na kształt ustawy wpływ miały organizacje feministyczne, jak widać nowi sojusznicy PIS-u.

Z kolei przeciwko ustawie powstała internetowa petycja oraz list otarty do prezydenta.

 

Konfiskata prewencyjna

Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, po przeforsowaniu pseudoustawy antyprzemocowej przedstawił kolejny projekt przeciwko wolności i własności. A mianowicie projekt o konfiskacie prewencyjnej, wedle którego państwo może zająć majątek przedsiębiorcy bez wyroku sądu. Prokuratura nie będą już musiała udowadniać, że dany majątek służył do popełniania przestępstw lub był nabyty w sposób nielegalny. To przedsiębiorca będzie musiał udowodnić, że jest niewinny. Organizacje zrzeszające przedsiębiorców jasno wyraziły swój sprzeciw wobec takich propozycji MS.

Ideologia w czasie pandemii

Koronawirus

 
W związku z panującą pandemią COVID-19 zebrało się kilka tematów, o których warto napisać.

 

„Mądrości” po feministycznej stronie

W Hiszpanii 8 marca zorganizowano feministyczną manifestację, w której wzięło udział około 120 tys. ludzi. Wszystko to w Madrycie w głównym ognisku wirusa, gdzie już wówczas było ponad tysiąc przypadków zakażenia koronawirusem. Socjalistyczny rząd sam namawiał do uczestnictwa w marszu, jednocześnie ukrywając dane o zakażeniach. A na samym marszu feministki przedstawiały hasła typu: „heteropartiarchat zabija bardziej niż koronawirus”, całkowicie lekceważąc zagrożenie.

W tym samym dniu odbywały się także mecze piłkarskie i inne wiece polityczne (w tym partii Vox). Jednak żaden nawet nie zbliżył się pod względem liczebności do marszu ponad 100 tys. osób przemierzającego ulice Madrytu. Poza tym, te imprezy masowe się odbyły właśnie dlatego, że rząd zataił informacje o liczbie zakażeń, pozostawiając ludzi w nieświadomości. Od tamtej pory liczba zarażeń zaczęła wzrastać w szybkim tempie, Hiszpania stała się jednym z najdotkliwiej dotkniętych koronawirusem krajów.

 
Kolejna sprawa, po feministycznej stronie pojawiła się narracja, że wirus „bardziej uderza w kobiety”, jako że to one stanowią większość pracowników personelu medycznego (zwłaszcza wśród pielęgniarek) i częściej zajmują się pracami domowymi. Tymczasem, przez koronawirusa umiera więcej mężczyzn, mężczyźni spędzają więcej czasu na pracy poza domem ponoszą większe ryzyko, to oni głównie pracują jako dostawcy etc., a co do personelu medycznego, to przecież wśród lekarzy jest tylko nieznaczna przewaga kobiet, mężczyźni częściej pracują też jako ratownicy medyczni i diagności laboratoryjni. Tą absurdalną feministyczną narrację dobrze punktuje Janice Fiamengo w poniższym filmie.

 
Kolejna rzecz, w ostatnim czasie znowu polskie feministki ogłosiły „piekło kobiet”. Wszystko przez obywatelski projekt Kai Godek o zaostrzeniu prawa aborcyjnego, który został podjęty w maksymalnie odległym terminie… i został praktycznie zatrzymany już przy pierwszym czytaniu. Dokładniej trafił do „sejmowej zamrażarki”. Osobiście dokładnie tego się spodziewałem. Powtarzam to od 4 lat, PIS nie chce zaostrzać prawa w tej kwestii, wszelkie takie projekty był obywatelskie, partii rządzącej zwyczajnie nie na rękę. Pamiętam jak pisałem to tym w jednej z forumowych dyskusji i słyszałem pytania, „czy jestem jasnowidzem?”. Otóż nie jestem jasnowidzem, a po prostu umiem liczyć, wystarczy sprawdzić ilu posłów było przeciwko takim rozwiązaniom, żeby wiedzieć, że takie inicjatywy nie mają szans powodzenia. Oczywiście trzeba protestować przeciwko projektom, które uważamy za złe. Jednak głoszenie haseł o „piekle kobiet”, „drugim Salwadorze” i ogłaszanie kolejnej żałoby narodowej z powodu projektu, który nie ma szans wejść w życie tak jakby już obowiązywał jest zwyczajnie przesadzone.

Kolejna sprawa, to pewna dysproporcja medialna, o proteście przeciwko projektowi o aborcji, który okazał się burzą w szklance wody mówiły wszystkie stacje, o trwającym ponad 2 tygodnie strajku przedsiębiorców (więcej o nim trochę później) nie mówi praktycznie nikt poza mediami społecznościowymi i niektórymi niszowymi mediami internetowymi. Czemu tak jest? Pewnie to dlatego, że żyjemy w patriarchacie.

 

Rząd PIS, czyli studium niekompetencji

Obecny rząd naciska na przeprowadzenie wyborów, chociaż już 20 państw przełożyło wybory z powodu pandemii. Jednocześnie wprowadził szereg przesadnych i często absurdalnych obostrzeń takich jak zakaz wychodzenia z domu dla osób poniżej 18 lat (w tym 16, 17-latków), zachowywanie 2 metrów odstępu od siebie na ulicy nawet przez domowników, np. małżonków, którzy na co dzień śpią razem w jednym łóżku, czy zakaz wchodzenia do lasu.

Co do ochrony kraju przed skutkami gospodarczymi. Reakcją na napisaną na kolanie tarczę antykryzową było powstanie strajku przedsiębiorców, w chwili obecnej publiczna grupa na FB ma już 180 tys. fanów. Udało się przeprowadzić dwie samochodowe manifestacje, 31 marca i 15 kwietnia. Więcej informacji o tej inicjatywie można posłuchać tutaj i tutaj.

 

Koronawirus nie może być pretekstem do izolowania dzieci od ojca

Wraz z epidemią pojawiło się zjawisko wykorzystywania koronawirusa jako pretekstu do stosowania alienacji rodzicielskiej. Tymczasem o ile drugi rodzic nie jest objęty kwarantanną, a sam kontakt przebiega z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, nie ma żadnego uzasadnienia, żeby taki kontakt się nie odbył, a postanowienie sądowe dalej obowiązują. To stanowisko potwierdza Ministerstwo Sprawiedliwości, Rzecznik Praw Dziecka, jak i opinie prawników.

Projekt ustawy o „natychmiastowej izolacji sprawcy od ofiary” – ignorancja rządu PIS

Natychmiastowa izolacja sprawcy od ofiary

 
Rząd PIS-u przedstawił niedawno projekt nowej ustawy antyprzemocowej, a w niej zapisy o „natychmiastowej izolacji sprawcy od ofiary”. Projekt ma następnie trafić pod obrady Sejmu. Pod tym linkiem można zapoznać się z jego treścią. Pozwolę sobie omówić jakie błędy popełniono w związku z przygotowaniem tej ustawy, a są naprawdę rażące.

 

Co jest nie tak z tą ustawą?

Ponieważ projekt był zapowiadany już w czerwcu ubiegłego roku, pisałem już o tym na blogu w poniższym artykule. Przypomnę w skrócie moje argumenty. Ustawa daje duże pole do nadużyć, wykorzystywania fałszywych oskarżeń, a policjanci (w odróżnieniu od sądu czy choćby prokuratora) nie są na tyle kompetentni aby podejmować decyzję o nakazie opuszczenie mieszkania przez rzekomego sprawcę, nie mają też zwyczajnie możliwości przeprowadzenia „procesu na miejscu”.

Co więcej nowe przepisy nie są w ogóle potrzebne, gdyż już teraz policja może zatrzymać sprawcę na 48 godzin i przesłuchać, jeśli zachowuje się agresywnie i stanowi zagrożenia dla życia i zdrowia ofiary przemocy, mówi o tym art. 15a ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji (Dz. U. z 2016 r. poz. 1782). Policja ma również obowiązek zatrzymania sprawcy, jeśli przestępstwo przemocy w rodzinie zostało popełnione z użyciem niebezpiecznego przedmiotu lub zachodzi obawa, że ponownie popełni przestępstwo z użyciem przemocy wobec osoby, z którą mieszka, zwłaszcza jeśli popełnieniem tego przestępstwa grozi. Mówi o tym art. 244 § 1b k.p.k..

Już teraz możliwe jest także wydanie nakazu opuszczenie lokalu potencjalnemu sprawcy przemocy domowej przez sąd lub prokuraturę.

Jeśli sprawa jest poważna (wysokie prawdopodobieństwo winy oskarżonego), prokurator może skierować wniosek do sądu o tymczasowe aresztowanie podejrzanego (do 3 miesięcy) lub objęcie go dozorem policyjnym (dozór policyjny zamiast tymczasowego aresztowania jest możliwy tylko, jeśli podejrzany opuści wspólnie zajmowany lokal i wskaże swoje miejsce pobytu.

Kolejnym środkiem jaki może zostać zastosowany jest uzyskanie sądowego zakazu zbliżania się. Taki zakaz może zostać także wydany przez prokuratora jeszcze na etapie śledztwa, stosuje się go łącznie z nakazem opuszczenie lokalu.

 

Bezrefleksyjne powoływanie się na inne kraje

Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiając swój projekt próbuje powoływać się na rozwiązania z innych krajów: „Nowe przepisy wzorowane są na rozwiązaniach stosowanych z w innych krajach. „Przykładowo w Austrii policyjny nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę przemocy fizycznej obowiązuje już ponad 20 lat i wydawany jest na 14 dni. Podobny środek obowiązuje w Czechach. W Hiszpanii środki służące ochronie ofiar przemocy domowej stosowane są od ponad 10 lat. Obejmują m.in. nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę przemocy oraz zakaz kontaktowania się z ofiarami” – argumentowało MS”.

Nie zadali sobie jednak trudu aby dokładniej przeanalizować jakie skutki przyniosło to w wymienionych krajach. Zacznijmy od zastrzeżeń jakie do projektu ustawy przedstawiła Okręgowa Rada Adwokacka w Radomiu:

Zasadnicze wątpliwości budzi uprawnienie do wydawania czasowego nakazu/zakazu przyznane Policji.

Nie jest celowe ani zgodne z zasadą przyzwoitej legislacji mnożenie środków prawnych do osiągnięcia tego samego celu, które nie dość, że rozrzucone są w różnych aktach prawnych, to jeszcze ich zakresy przynajmniej częściowo pokrywają się.

Znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby stosowanie w wypadkach wymagających ochrony ofiary zatrzymania na 48 godzin, a w tym czasie sąd wydałby orzeczenie zgodnie z przepisami art. 5676 i n. k.p.c. Wszak w projekcie i tak przewidziano 48-godzinny termin do wydania postanowienia o zabezpieczeniu (projektowany art. 7552 § 3 k.p.c.), co oznacza, ze sędziowie orzekający w wydziałach będą musieli pełnić dyżury weekendowe i świąteczne, podobnie jak sędziowie z wydziałów karnych na wypadek orzekania o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Jeżeli bowiem wniosek wpłynie do sądu w piątek po południu, termin z projektowanego art. 755 2 § 3 k.p.c. upłynie w niedzielę po południu. Skoro tak, wydaje się również wskazane skrócenie tego terminu. do 24 godzin. Z uzasadnienia projektu wynika bowiem, że projektodawca rozważał właśnie wybór między terminami 24 – i 48 -godzinnym.

O ile w art. 257a § 5 k.p.k.. przewidziano przepis zapewniający sprawcy miejsce pobytu (wskazanie miejsca w placówce noclegowej), o tyle w projekcie brak takiego obowiązku. Mówiąc kolokwialnie, wskutek arbitralnej decyzji funkcjonariusza Policji człowiek może zostać w trybie natychmiastowym bez dachu nad głową na przykład na mrozie. Tymczasem przeciwdziałanie bezdomności jest jednym z konstytucyjnych obowiązków Państwa (art. 75 ust. 1 Konstytucji RP). Dlatego zatrzymanie na 48 godzin do czasu rozstrzygnięcia przez sąd jest również z tego punktu widzenia rozwiązaniem lepszym. Istnieje ogromne niebezpieczeństwo błędnych decyzji Policji, które trzeba ocenić przez pryzmat zasady proporcjonalności. Należy tu tylko skrótowo odwołać się do powszechnie znanych w psychologii i kryminologii zjawisk, jak odgrywanie roli ofiary przez sprawcę w celu korzyści osobistych (korzyści materialne, zemsta), mistrzowskie manipulowanie zwłaszcza przez osoby z osobowością histroniczną lub patologiczną albo mające zespół Muenchhausena. W literaturze psychiatrycznej doskonale opisano niezliczone przypadki skutecznego manipulowania przez osoby obciążone zespołem Muenchhausena i przeniesionym zespołem Muenchhausena, którego nie umieli wykryć niekiedy przez kilkadziesiąt lat wybitni lekarze specjaliści.

Brak w projekcie zagrożenia sankcją za składanie fałszywych zeznań wobec uczestników postępowania (innych niż osoba zgłaszająca w postępowaniu na podstawie art. 15ab ust. 1 ustawy o Policji), co tym bardziej może niekiedy zachęcać do celowych manipulacji.

Funkcjonariusz Policji w praktyce nie ma ani wiedzy psychologicznej, ani czasu na przeprowadzenie szczegółowego zbadania sprawy, ani często doświadczenia życiowego aby ocenić, kto jest rzeczywistym sprawcą i czy w ogóle miała miejsce przemoc. W projekcie przewidziano jedynie możliwość przesłuchania dorosłych, czyli w praktyce domniemanego sprawcy i ofiary, zaś przesłuchanie małoletnich ma być wyjątkiem. Sąd w postępowaniu przewidzianym w projekcie w przepisach art. 567 6 in. k.p.c. będzie miał zaś pełen wachlarz środków dowodowych, w tym opinie biegłych, przesłuchanie małoletnich, a także nie będzie działał w warunkach presji czasowej i emocjonalnej, tak jak wezwany na interwencję funkcjonariusz Policji. Presja ta zaś będzie, gdyż w art. 15ab ust. 6 ustawy o Policji w projekcie jest mowa o powinności natychmiastowego wydania nakazu/zakazu.

Istnieje wątpliwość co do zgodności z Konstytucją przyznania Policji uprawnienia do wydawania nakazu/zakazu, zwłaszcza z art. 45 ust. 1 i art. 64 ust. 1 i 3 Konstytucji RP (a także analogicznymi przepisami rzymskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, tj. art. 6 i art. 1 Pierwszego Protokołu Dodatkowego), zarówno w sytuacji gdy nakaz/zakaz dotyczy współwłaściciela, jak i osoby korzystającej z lokalu na podstawie innego tytułu. Przypomnieć bowiem trzeba, że art. 1 Pierwszego Protokołu Dodatkowego do EKPCz chroni na przykład też najemców.

Analogia do rozwiązania austriackiego jest o tyle nie w pełni przekonująca, że austriacka Federalna Ustawa Konstytucyjna (Bundes-Verfassungsgesetz) nie ustanawia prawa do sądu będącego odpowiednikiem naszego art. 45 Konstytucji RP. W art. 10 zastrzeżono jedynie, ze uregulowanie wymiaru sprawiedliwości należy do ustawodawstwa federalnego. Nieliczne przepisy o charakterze gwarancyjnym, jak gwarancje jawności i ustności postępowania (art. 90.1.) i niezależności, sądów od administracji (art. 94.1) nie kreują prawa do sądu o treści, jak. w naszej Konstytucji. Można rzec, że polski standard ochrony praw człowieka i obywatela jest wyższy, niż austriacki. Tak więc zaadaptowanie instrumentu prawnego z Austrii rodzi wątpliwości co do zgodności z wzorcem konstytucyjnym w Polsce. Niezależnie od powyższego, omawiany środek prawny bywa krytykowany w doktrynie austriackiej (por. np. M. E. Eicke, D/e polizeiliche Wohnungsverweisung bej Musi/cherGewalt. Eine vergleichende Untersuchung des Polizeirechts der Under in Deutschlan Schriften zum Óffentlichen Recht (SÓR), Band 1095/2008, s. 322; J. Ph. Seibert, R. A. Kohal, D/e polizelliche Wohnungsverweisung und das Rackkehrverbof zum Schulz vor hauslicher Gewalt zu den Normierungen e/ner Standardbefugnis und dam/t verhundenen rechtsdogmatischen Fragen, opublikowane online https://www.degruyter.com/view/j/jura.2019.41.issue-1/jura-2018-2009/jura-2018-2009.xml.

Lepszym rozwiązaniem byłoby stosowanie zatrzymania na 48 godzin i wydanie w tym czasie rozstrzygnięcia w zakresie nakazu/zakazu przez sąd. I tak przecież wydanie nakazu/zakazu przez Policję powinno następować jedynie w drastycznych wypadkach, kiedy istnieje potrzeba ochrony życia lub zdrowia ofiary – są to jednocześnie przesłanki do zastosowania zatrzymania przez Policję.

Czyli prawnicy podkreślają, że te przepisy stwarzają ogromne pole do nadużyć, wykorzystywania fałszywych oskarżeń, a policjanci nie posiadają wystarczającej wiedzy psychologicznej, ani czasu i możliwości do faktycznej oceny kto jest tak naprawdę sprawcą i czy w ogóle przemoc miała miejsce. Jednocześnie zauważają także, że w austriackiej konstytucji brakuje tak wysokiego standardu ochrony prawa do sądu, jak jest w polskiej konstytucji. A same przepisy są tam krytykowane ze względu na łamanie praw człowieka.

 
Jeszcze bardziej kuriozalne jest powoływanie się na Hiszpanię, gdzie podobne przepisy przyniosły tragiczne skutki, masę fałszywych oskarżeń i wiele ludzkich dramatów. Pisałem o tym dokładnie w tym wpisie. Możemy o tym także poczytać w artykułach zagranicznych: tutaj, tutaj i tutaj. Powstał również anglojęzyczny film dokumentalny, dostępny pod linkiem, a także wymowny raport o skutkach ustawy po pierwszych 8 latach jej stosowania. 

O skutkach hiszpańskiej „ustawy antyprzemocowej” możemy poczytać także po polsku w artykule Małgorzaty Wołczyk, polskiej dziennikarki, korespondentki i pasjonatki Hiszpanii, która bardzo dobrze zna realia panujące w tamtym kraju. A skutki to masowe wykorzystywanie fałszywych oskarżeń przy rozwodach (i nie tylko) i m. in. drastyczny spadek dzietności, jako że mężczyźni unikają związków z kobietami. Jak zauważa pani Wołczyk wszystko to jest robione dla kasy, 2270 stowarzyszeń feministycznych działa w samych tylko ośmiu małych prowincjach w powiązaniu z rządzącą PSOE pobierając miliardy euro dotacji z funduszy państwowych i unijnych. Zaledwie 2 proc. środków było wypłacanych rzeczywiście na rzecz poszkodowanych, maltretowanych kobiet, podczas gdy 98 proc. służyło obsłudze programów, szkoleń i wypłat dla członkiń tych stowarzyszeń. Przy okazji polecam także poczytać o aferze z Infancia Libre.

 

Sylwia Spurek lubi to

Projekt rządu o „natychmiastowej izolacji” pochwaliła na Twitterze Sylwia Spurek, przyznając, że kiedy składała taki projekt w czasie rządów SLD, wszystkie partie głosowały przeciw:

Spurek o Morawieckim

Spurek o SLD

Można by stwierdzić przewrotnie, że rząd PIS stał się bardziej skrajnie lewicowy i feministyczny niż rząd SLD. Zupełnie jakby byli Wiosną albo Partią Razem.

Facebookiem w swoich wrogów – czyli (niektórych) feministek metody działania w praktyce

Poetycka tablica seksistów

 
Dziś parę słów o bardzo niecnym procederze jaki praktykują pewne osoby z kręgów feministycznym. Otóż rzecz o wykorzystywaniu mediów społecznościowych do atakowania innych osób w imię swojej ideologii.

 

Maja Staśko listy pisze

Radykalna feministka Maja Staśko stworzyła na Facebooku (oraz Instagramie) „poetycką tablicę seksistów”. Polegało to na tym, że wymieniła z imienia i nazwiska polskich poetów, którzy rzekomo mieli dopuścić seksistowskich czynów. Wszystko to na podstawie anonimowych donosów od innych kobiet. Lista powstała bez żadnych dowodów, w dodatku oskarżonym nie przedstawiono nawet zarzutów o co są oskarżeni. Przypomina to do złudzenia motyw z książki „Proces” Franza Kafki.

Nieważne jakiego przewinienia miał dopuścić się wymieniony na liście poeta, ani czy w ogóle miało miejsce, a nie było efektem czyjejś złośliwości, fałszywego oskarżenia. Wina (nie wiadomo za co) została uznana z góry. Jak wynikło w dyskusji w komentarzach, niektórzy znaleźli się na liście za krytykę sukienki, czy polemikę w sprawie wiersza. W większości przypadków nie wiadomo w ogóle o co chodzi.

Staśko jednak oczekiwała od każdego przyznania się do „winy” i przeproszenia. Nie wiadomo nawet za co, ale masz przeprosić i już. Była nawet oburzona, że ludzie wymienieni przez nią na liście wystąpili wobec niej z pozwem o naruszenia dóbr osobistych

pozew

Poziom absurdu wywalił skalę w kosmos.

Jak widzimy na screenie poniżej, sama Staśko przyznaje, że jej działanie spotkało się z krytyką „mnóstwa” ludzi. I faktycznie, pod jej postem o „tablicy seksistów” pojawiło się wiele krytyczny komentarzy od internautów (spora część już usunięta, ale nie wszystkie):

krytyka Staśko

 
Pomimo tego, niezrażona Maja Staśko stworzyła drugą listę, „dziennikarską tablicę seksistów”. Kryterium tworzenia listy podobne, „co ludzie w komentarzach napiszą”. Tym razem na liście znalazły się również kobiety. Zdarzył się także pewien funny fact. Pierwotną wersję „listy seksistów” udostępniła na swoim profilu Karolina Korwin Piotrowska. Internauci wytknęli jej jednak hipokryzję, twierdząc, że sama powinna znaleźć się na tej liście, przytaczając jej seksistowskie i chamskie wypowiedzi wobec Edyty Herbuś, Michała Szpaka, Natalii Siwiec, Dody, Rafała Maślaka, Magdaleny Ogórek, czy Radka Pestki. I tak też się stało, Korwin Piotrowska dołączyła do tablicy seksistów.

Nadal jednak wiele nazwisk znalazło się na liście z przyczyn niejasnych. Ponownie metody działania Staśko nie spotkały się z aprobatą, i to nawet wśród samych feministek. Co więcej jak czytamy w przytoczonym wcześniej artykule na Wirtualnej Polsce większość z nich nie chciało skomentować sprawy, twierdząc, że… boją się Staśko, ze względu na jej mściwość i skłonność do uznawania za seksistę każdego kto nie popiera jej metod działania (co pokazuje, w jaki sposób mogły powstać obie listy).

Cytując:

Co ciekawe, o pomysłach Mai Staśko na walkę z seksizmem nie chciały z WP rozmawiać znane w środowisku feministki. Dwie z nich odmówiły komentarza. Jedna powiedziała, że po prostu „boi się Staśko, bo ona jest nieprzewidywalna i miała już z nią konflikt, a nie chce następnego„.

Inna autorka feministyczna, mówi WP anonimowo: – Seksizm jest zjawiskiem powszechnym, ale metoda publicznego napiętnowania znanych osób na podstawie anonimowych doniesień to słaby pomysł na jego likwidację. Jest to natomiast rewelacyjny sposób na skłócenie środowiska. I forma autopromocji. Maja Staśko jest w środowisku znana z tego, że biada każdej i każdemu, kto jej podpadnie. Masz wątpliwości co do jej metod? No to jesteś seksistą! To nie ma nic wspólnego z feminizmem! Nazwałabym to raczej rodzajem inkwizycji.

Jedynie Magdalena Środa zgodziła się na komentarz pod swoim nazwiskiem, stwierdzając, że Maję Staśko rozumie, ale jej metod nie popiera. Określiła ją mianem radykalnej feministki. Jeśli nawet prof. Środa określa kogoś mianem zbyt radykalnej feministki, to wiedz, że coś się dzieje. 🙂

 

Dr Sylwia Spurek pisze donosy do pracodawców i… chce naciskać na prawników?

Teraz coś o Sylwii Spurek, byłej Rzeczniczki od (nie)Równego Traktowania i obecnej europosłanki. Jak sama ostatnio oficjalnie przyznała, donosi pracodawcom na temat ludzi, którzy „hejtują” ją w sieci. Fakt, że bycie nazwanym amebą umysłową nie jest miłe, ale czy nie lepiej zwyczajnie zablokować taką osobę? Czy trzeba koniecznie lecieć z tym do pracodawcy tego człowieka. Pachnie to bardziej mściwością niż walką o zachowanie kultury wypowiedzi.

To nie wszystko. Pod wspomnianym w poprzednim akapicie postem Mai Staśko o tym, że została pozwana przez mężczyzn umieszczonych na „tablicy seksistów” Sylwia Spurek umieściła taki oto post:

Sylwia Spurek o prawnikach

Po co pani Spurek nazwiska prawników, którzy wzięli tę sprawę? Czy to ma być jakaś próba nacisków, czy zastraszenia? Trudno to jednoznacznie zinterpretować, ale wygląda to naprawdę niepokojąco.

 

Feminiskra hipokrytka

Feministyczna blogerka Feminiskra w kwietniu 2019 mocno oburzyła się wykopową akcją w sprawie facebookowej grupy „Dziewczyny bez tabu”. W skrócie polegało to na tym, że wykopowicze ujawnili kompromitujące posty z zamkniętej grupy, gdzie kobiety przyznawały się m.in. do zdrady w związku, co było następnie przekazywane zdradzonym partnerom.

No i w zasadzie byłoby OK, Feminiskra wyraziła swoje zdanie. Tylko, że kilka miesięcy później sama przyznała się do donoszenia partnerkom na temat postów, jakie panowie piszą na jej stronie. Trudno powiedzieć o co chodzi, ale same partnerki tych facetów nie dostrzegły niczego złego w ich wypowiedziach. Wszystko to możemy zobaczyć na screenie poniżej:

Feminiskra

 
Jakiś czas później Feminiskra doszła do wniosku, że donoszenie na kogoś jego bliskim to jednak nie jest dobry pomysł, lepszym wyjściem byłoby doniesienie pracodawcy:

Feminiskra 2