Fundacja Fortior i Medycy na Ulicy

Fortior-Fundacja dla Wielu

 
Dziś pozwolę sobie wam przedstawić dwie inicjatywy, które warto znać. Oba projekty to dzieło Anny Jastrzębskiej, pracującej jako psycholog i ratownik medyczny, specjalizująca się zwłaszcza w zakresie interwencji kryzysowej i zespołu stresu pourazowego.

 

Fundacja Fortior

Jest to fundacja, której celem jest pomoc dla mężczyzn, którzy padli ofiarą przemocy. Szczególnie tyczy się to przemocy seksualnej oraz przemocy domowej. W tym celu członkowie fundacji oferują pomoc psychologiczną, medyczną i prawną. A także organizują szkolenia i starają się podnosić świadomość społeczną na ten temat.

Strona internetowa fundacji:
https://fundacja-fortior.org/

Fanpage:
https://www.facebook.com/fundacja.fortior/

 

Medycy na Ulicy

To z kolei inicjatywa, której celem jest udzielanie pomocy medycznej i psychologicznej osobom bezdomnym. W tym celu tworzy się zespoły ratowników medycznych, pielęgniarek i psychologów. Udzielają oni zarówno pomocy „na miejscu” jak i wspomagają bezdomnych w nawiązaniu kontaktu z instytucjami, które mogą udzielić im schronienia, pomóc wyjść z bezdomności itd.

Medycy na Ulicy na Facebooku:
https://www.facebook.com/medycynaulicy/

Skład ekipy Fundacji Fortior i Medyków na Ulicy:
https://fundacja-fortior.org/onas/

 

Wsparcie dla inicjatyw

Garść informacji dla wszystkich, którzy chcieliby wesprzeć powyższe inicjatywy.

Najłatwiejsza opcja to finansowe wsparcie Fundacji Fortior (wszystkie pozostałe inicjatywy takie jak Medycy na Ulicy działają pod jej patronatem). Numer konta do przelewu dostępny na stronie poniżej:
https://fundacja-fortior.org/jak-ty-mozesz-pomoc-2/

 
Dla miłośników crowdfundingu dostępne są następujące opcje:

Zbiórka dla Medyków na Ulicy:
https://pomagamy.im/medycynaulicy

Zbiórka dla Fundacji Fortior poprzez serwis Ubrania do oddania:
https://www.ubraniadooddania.pl/foundations/101

Medycy na Ulicy na Patronite:
https://patronite.pl/MedycynaUlicy

Zbiórka na projekt „4 łapy vs PTSD”, czyli terapii zespołu stresu pourazowego z użyciem psów:
https://pomagam.pl/ptsd

 
Jeśli ktoś posiada wykształcenie medyczne, psychologiczne lub prawnicze może również bezpośrednio zaangażować się w działanie fundacji (na stronie internetowej fundacji można znaleźć szczegóły na ten temat). W kwestii pomocy bezdomnym można także przekazywać czyste ubrania, opatrunki, kompresy, prześcieradła, płyny do dezynfekcji, leki itd.:
https://fundacja-fortior.org/medycy-na-ulicy/jak-mozesz-pomoc/

Reklamy

A co z kobietami?

Prawa kobiet

 
Zbliża się Dzień Kobiet i z tej okazji postawiłem napisać tym razem o problemach dotykających kobiet.

 

Mówienie tylko o problemach jednej płci jest szkodliwe

Z powyższym zdaniem w zupełności się zgadzam. To jeden z największych błędów jakie popełniają feministki, nawet te które niby są liberalne i niemizoandryczne. Ciągłe skupianie się tylko na jednej stronie medalu sprzyja polaryzacji w myśleniu i fałszuje obraz rzeczywistości. Jak zatem mogę odpowiedzieć na zarzut: „Dlaczego więc sam to robisz”?

Otóż, faktycznie piszę głównie o problemach dotyczących mężczyzn, ale robię to na tym konkretnym blogu. To nie jest jedyna rzecz, którą się zajmuję, ani tym bardziej jedyna rzecz na temat której mam świadomość. Na dobre 4 lata zanim powstał ten blog założyłem bloga Liberum Cerebrum, na którym pisałem i w sumie do tej pory jeszcze piszę (choć już mniej aktywnie jak kiedyś) na temat wolności, praw człowieka i świadomości, obrony przed manipulacją. Tam żadnego podziału na płeć nigdy nie robiłem, wspominam o krzywdach, które ponoszą zarówno mężczyźni jak i kobiety. Z kolei swój profil na portalu Steemit prowadzę w sposób trochę bardziej wielotematyczny niż blog Men’s Rights Polska.

Temat dyskryminacji mężczyzn postanowiłem podjąć jako osobny wątek dlatego, że zorientowałem się, że istnieje taka potrzeba. O męskich problemach mówi się bardzo mało w stosunku do tematyki praw kobiet, a jak to mówią „samo się nie zrobi”. Paul Elam powiedział kiedyś, że celem Ruchu Praw Mężczyzn jest tak naprawdę to, żeby żaden ruch praw mężczyzn czy praw kobiet nie był już potrzebny, żeby wszyscy mieli równe prawa. I zasadniczo mniej więcej o to w tym wszystkim chodzi.

Natomiast nie zmienia to faktu, że mam świadomość co do problemów dotyczących kobiet. Powiedziałbym nawet, że mam świadomość w tematach, które pomijają organizacje feministyczne, jako że nie pasuje im do ideologii, jak np. przemoc kobiet wobec kobiet, czy tego że kobiety również padają ofiarami fałszywych oskarżeń o przemoc (zwłaszcza wobec dzieci). Tak samo mam świadomość, że grup pomijanych i dyskryminowanych jest więcej: dzieci jako ofiary przemocy i alienacji rodzicielskiej, rodzice, którym odebrano dzieci bez powodu, osoby starsze i niepełnosprawne jako ofiary przemocy domowej. Istnieje też np. dyskryminacja osób z depresją, nerwicą, lub fobią społeczną, które są bardzo często nierozumiane przez społeczeństwo.

 

Problemy kobiet i jak im zaradzić?

OK, przejdźmy zatem do tematu. Jak rozwiązać typowe problemy dotyczące kobiet?

 
Niższe zarobki

Co prawda różnice w zarobkach pomiędzy mężczyznami i kobietami wynikają z indywidualnych wyborów (mężczyźni częściej wybierają lepiej płatne zawody, pracują dłużej, biorą więcej nadgodzin, mniej zwolnień itd.), a tzw. wage gap to mit, to istnieje pewne zjawisko, które można by określić terminem „samospełniającej się przepowiedni”. Oznacza ono, że jeśli kobieta sama wierzy, że gorzej wykonuje daną pracę niż mężczyzna, faktycznie zaczyna robić to gorzej. To samo jest z edukacją. Dlatego potrzeba bardziej indywidualnego, nie stereotypowego podejścia do każdego człowieka i większej asertywności, odwagi w działaniu.

Powiedziałbym też, że rodzice powinni uczyć swoje córki zaradności, przedsiębiorczości i finansowej odpowiedzialności, a nie tylko jak zdobyć męża, który ją utrzyma. Rozumiem, że niektórzy są zwolennikami bardziej tradycyjnego modelu rodziny, ale dobrze by było, aby możliwie każda kobieta posiadała choćby samą umiejętność radzenia sobie z zarabianiem pieniędzy, która zawsze może się przydać.

 
Przemoc wobec kobiet

W kwestii przemocy domowej, jednym z większych problemów jest bardzo niska wiedza w społeczeństwie na temat psychologicznego aspektu tego zjawiska. Ludzie zazwyczaj nie mają pojęcia na czym polegają cykle przemocy domowej, syndrom sztokholmski, zespół współuzależnienia czy wyuczona bezradność. Przekłada się to na to, że sprawcom łatwiej jest manipulować ofiarami, a osoby postronne nie rozumieją np. dlaczego ofiara nie chce odejść z przemocowego związku. Utrudnia to wszystko skuteczne przeciwdziałanie przemocy. Dlatego jestem zwolennikiem zwiększenia edukacji z zakresu psychologii w szkołach, możemy również propagować taką wiedzę w społeczeństwie samodzielnie. Kolejna sprawa, trzeba w końcu przełamać błędne koło przemocy, a więc przeciwdziałać przemocy wobec dzieci i prowadzić profilaktykę zdrowia psychicznego, aby dzieci nie wyrastały na sprawców przemocy.

W kwestii przemocy seksualnej, wbrew pozorom ofiary w Polsce mają dużo praw. Ale nie zawsze mają tego świadomość. Np. ma się prawo wymagać aby przesłuchujący był osobą tej samej płci, czy obecności psychologa przy przesłuchaniu. Poniżej można się zapoznać jak wygląda procedura i jakie prawa przysługują ofiarom:
http://www.siedlce.po.gov.pl/przesluchanie-w-sprawach-o-zgwalcenie-lub-seksualne-wykorzystanie-art-197-199-kk-,120.html?sLang=pl

Oczywiście ważna jest również edukacja, zapobieganie przemocy, dokładnie to samo co pisałem powyżej na temat przemocy domowej.

 
Fałszywe stereotypy na temat kobiet

Na seksizm wobec kobiet, generalizowanie itd. sam staram się zawsze reagować i wszystkich do tego również namawiam. Polecam także mój stary artykuł w sprawie sprzeciwu wobec mizoginii.

Istnieją również stereotypy dotyczące np. kobiet wykonujących „męskie” zawody. Takie stereotypy najlepiej przełamywać własnym przykładem. Jeśli ludzi przestaje dziwić, że można spotkać kobietę w zawodzie X, to dlatego, że sami spotkali się już z tym wcześniej. Byle tylko robić to dobrze, nie pakować się na siłę do czegoś do czego się nie nadajemy, tu trzeba mieć pewność, że faktycznie wybrało się dla siebie odpowiednią ścieżkę.

Seksistowskie definicje gwałtu w feministycznych propozycjach

Definicja gwałtu

 
Działanie organizacji feministycznych potrafi być niekiedy naprawdę obrzydliwe. W ostatnim czasie po raz kolejny byliśmy tego świadkami w Polsce.

 

Posłanki Nowoczesnej i Feminoteka w natarciu

Zaczęło się od dwóch posłanek partii .Nowoczesna Moniki Rosy i Ewy Lieder i ich propozycji, aby za gwałt uznać „brak świadomej zgody na seks”. Tak poważne przestępstwo jak gwałt musi mieć jasną definicję, żeby nie wsadzać niewinnych ludzi do więzień, więc autorka tego wywiadu starała się uzyskać informację od posłanek na czym miałoby to polegać? Jak uniknąć absurdów jak podpisanie umowy przed stosunkiem, czy nagrywania się na kamerę/dyktafon?

Jednak najwyraźniej posłanki same nie wiedzą co tak naprawdę proponują. W artykule możemy znaleźć takie kwiatki jak: „Gdy przemoc wystąpi w stałym związku, bierze się pod uwagę to, że zgoda “może być bardziej dorozumiana, a nie wypowiedziana”, liczy się kontekst czy mowa ciała. Natomiast w przypadku przelotnych znajomości typu One Night Stand, udowodnienie przez domniemanego sprawcę otrzymania jednoznacznej zgody na współżycie będzie kluczowe dla zadecydowania o poniesieniu przez niego odpowiedzialności karnej”. I jednocześnie: „Zmiana definicji gwałtu nie oznacza zniesienia postępowania dowodowego czy domniemania niewinności. Chodzi o to, żeby zmieniło się podejście do ofiary przemocy seksualnej”. Widzimy logiczne sprzeczności i jakiś dziwny purytanizm, wedle którego seks w stałym związku jest OK, ale już przelotne przygody to jakby domniemany gwałt, wszystko z ust posłanki partii, nazywającej się „Nowoczesna”.

Podejrzewam, że posłankom chodzi o zmianę definicji gwałtu na taką, jaką wprowadzono w Szwecji, której efektem stało się (to nie żart), że ludzie zaczęli ściągać aplikację na telefon z potwierdzeniem zgody na seks, ale o tym więcej napiszę trochę później.

 
Kolejne uderzenie zaserwowała nam ostatnio Fundacja Feminoteka, umieszczając taką petycję w sieci. Tu mamy znowu propozycję, żeby za gwałt uważać niebyt jasne określenie jak „seks bez wyraźnej i świadomej zgody”. I dużą manipulację faktami, jeśli chodzi o podanie pigułki gwałtu, czy celowe upicie czy odurzenie ofiary w celu dokonania gwałtu to już teraz jest uważane za tzw. podstęp i karane jako gwałt z art. 197 KK. Z kolei wykorzystanie bezradności ofiary karane jest z art. 198 KK. Ustawodawca wprowadził dwa osobne paragrafy właśnie dlatego, żeby można było karać za każdy rodzaj przemocy. Czyli karane jest zarówno celowe odurzenie/upicie ofiary, jak i wykorzystanie, że ofiara była nieprzytomna, spała czy była kompletnie pijana. Zmiana prawa nie jest więc w tym względzie potrzebna. Że już nie wspomnę, że to że średnie kary za zgwałcenie są zbyt niskie to powód żeby je podnieść (zwłaszcza dolne granice), a nie zmieniać definicję, co ma w ogóle piernik do wiatraka?

A to jeszcze nie wszystko. W petycji znalazła się także sugestia, żeby gwałt definiować jako „seksualna penetracja bez zgody ofiary”. Oznaczałoby, że aby móc zostać uznanym za ofiarę gwałtu trzeba być stroną penetrowaną, ale już nie penetrującą. W skrócie gwałt kobiety na mężczyźnie nie byłby karany w większości przypadków. Jak pokazują badania z USA, większość gwałtów kobiet na mężczyznach polega właśnie na byciu zmuszonym do penetracji. W tym celu uwzględniono w badaniach takie pojęcie jak „made to penetrate”, czyli „zmuszenie do penetracji”, dzięki czemu odkryto, że liczba męskich ofiar gwałtu jest wyraźnie wyższa niż się powszechnie przypuszcza. Po polsku pisał o tym portal Vice (swoją drogą portal feministyczny) oraz ja w artykule o gwałtach na mężczyznach.

Z kolei w Wielkiej Brytanii funkcjonuje właśnie taka archaiczna definicja gwałtu sprowadzona do bycie penetrowanym wbrew swojej woli, ale nie uznaje za gwałt bycia przymuszonym do penetracji. Dlatego nawet jeśli mężczyzna zostanie zmuszony do seksu przez kobietę np. groźbami użycia niebezpiecznego narzędzia lub zostanie odurzony i wykorzystany, nie jest uznawany za ofiarę gwałtu. Więcej do poczytania na ten temat w poniższym artykule. Dodam tylko, że taka definicja uderza również w kobiety, które padły ofiarą gwałtu ze strony innej kobiety.

 

Wzór z zachodu? Raczej antywzór

Organizacje feministyczne mają w zwyczaju argumentować za danym rozwiązaniem, twierdząc, że przecież tak jest w jakimś innym kraju. Bez oceny jakie przynosi to skutki, bo po prostu inni tak mają, to musi być dobre. To rozumowanie typu: Łagry i psychuszki są złe? No przecież w ZSRR jakoś to funkcjonowało przez dobre kilkadziesiąt lat? OK, no to sprawdźmy jak takie definiowanie gwałtu jako „braku świadomej zgody” działa w praktyce.

Pierwszy wymowny przykład to Wielka Brytania. Pisałem już wcześniej, że definiowanie gwałtu tylko jako przymusowej penetracji utrudnia, a często wręcz uniemożliwia karanie kobiet jako sprawczyń gwałtów zarówno wobec mężczyzn, jak i innych kobiet. Ale to nie wszystko, na początku 2015 r. Alison Saunders, feministka będąca dyrektorką Prokuratury koronnej zaczęła wydawać specjalne wytyczne dla policjantów i prokuratorów, aby za gwałt uważać każdy stosunek bez „świadomej zgody”. Kluczowe jest tu słowo „świadomej”, wystarczy, że np. kobieta napiła się chociaż odrobiny alkoholu i już jej zgoda mogła zostać potraktowana jako „nieświadoma” (w drugą stronę to nie działa, jeśli mężczyzna też pił to nie może być ofiarą, bo nie został „spenetrowany”). Kolejna rzecz, policja i prokuratura zostały ogólnie rzecz mówiąc zindoktrynowane w duchu feministycznej ideologii.

Jakie przyniosło to wszystko efekty? Ano takie, że w styczniu 2018 r. Prokurator generalny Jeremy Wright zarządził aby wszystkie sprawy o gwałt z ostatnich lat zostały ponownie rozpatrzone. Wszystko ze względu na bardzo dużą liczbę fałszywych oskarżeń i skandaliczne błędny policji i prokuratury, które doprowadziły nawet do skazywania niewinnych ludzi. Pisałem już o tym bardzo dokładnie w tym artykule.

 
Kolejny przykład to Szwecja. W lipcu 2018 r. weszło w życie prawo według którego zgoda na seks musi być „jasno wyrażona” inaczej jest to traktowane jako gwałt. W efekcie… powstała aplikacja na telefon do wyrażania zgody na seks. I naprawdę znalazło się wielu ludzi, którzy zaczęli jej używać, popularność ciągle rośnie. Pokazuje to tylko jak ludzie czują się sterroryzowani zasadami prawnymi i kulturowymi w tym kraju.

 

Tymczasem definicja zgwałcenia w polskim prawie jest bardzo dobra

Art. 197 KK

§ 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

§ 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia:

1. wspólnie z inną osobą,
2. wobec małoletniego poniżej lat 15,
3. wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

§ 4. Jeśli sprawca czynu określonego w § 1-3 działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5.

 
Art. 198 KK

Kto, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

 
Te wszystkie definicje przestępstw seksualnych są bardzo dobre, ponieważ:

  1. Są neutralne pod względem płci
  2. Uwzględniają każdą formę przemocy, czyli doprowadzenie do obcowania płciowego wbrew woli ofiary zarówno poprzez przemoc fizyczną, groźbę bezprawną, jak i odurzenie, upicie ofiary, czy wykorzystanie jej bezradności.
  3. Są jasne i klarowne dla każdego, nie ma w nich niejasnych sformułowań typu „świadoma zgoda”, odchodzi problem kiedy obie strony po prostu wypiły trochę alkoholu, ale seks był dobrowolny, czy zgoda nie była wyrażona słownie, ale np. gestem itd.

 
Na koniec dodam tylko, że w ostatnich latach zaszły w Polsce takie zmiany, jak to, że gwałt jest ścigany z urzędu, ofiary muszą być przesłuchiwane w specjalnym pomieszczeniu w obecności psychologa, a całe przesłuchanie jest nagrywane, aby nie było konieczne jego powtórzenie, chyba że akurat wymaga tego postępowanie sądowe. Nie można też dać za gwałt wyroku w zawieszeniu, ponieważ po nowelizacji KK z 1 lipca 2015 r. zawiasy można dać tylko za przestępstwo do maksymalnie 1 roku więzienia. Chyba, że sąd w wyjątkowych okolicznościach takich jak pojednanie ze sprawcą zastosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, liczba takich przypadków spadła do 29 rocznie (z około 1200 wyroków). Ale uwaga, te wszystkie zmiany to nie był efekt przyjęcia Konwencji Stambulskiej, jak próbują wszystkim wmawiać organizacje feministyczne. Te zmiany wprowadził Jarosław Gowin, kiedy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Ten Gowin, który akurat w rządzie PO był całkowicie przeciwny przyjęciu wspomnianej konwencji.

Wojna z męskością

Męskość

 
W ciągu ostatniego miesiąca byliśmy świadkami dwóch śmiałych ataków wymierzonych w męskość, które postaram się teraz omówić.

 

Opinia Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (American Psychological Association – APA) wydało w styczniu tego roku opinię, o tym że „tradycyjna męskość jest szkodliwa”. O ile sam mam pewne zastrzeżenia co do niektórych elementów w tradycyjnym podejściu do mężczyzn i wychowywania chłopców, to takie postawienie sprawy zupełnie pomija wiele rzeczy. Np. pozytywne aspekty związane z cechami przypisywanymi mężczyznom, które można bardzo dobrze wykorzystać.

Męski stoicyzm jest bardzo przydatny w sytuacjach wymagających „zachowania zimnej krwi”. Zdrowa rywalizacja odbywająca się bez przemocy (jak jest w gospodarce kapitalistycznej, o czym świetnie pisał wybitny ekonomista Ludwig von Mises w książce „Ludzkie działanie”) jest bardzo korzystna dla rozwoju. Jak to powiedział Dr House: „Gdyby nie konkurencja, bylibyśmy amebami”. Męski umysł, bardziej ścisły i racjonalny ma kolosalne wręcz znaczenie dla rozwoju ludzkości, wystarczy spojrzeć ilu jest mężczyzn wśród wynalazców i noblistów. Cechy męskie i kobiece zawsze były do siebie komplementarne, tak społeczeństwo się dopełnia i może funkcjonować. W raporcie pominięto też w ogóle negatywne aspekty dotyczące cech kobiecych, więc jak zwykle co złego, to zwalić na facetów.

Raport wzbudził zastrzeżenia wielu ekspertów z zakresu psychologii i psychiatrii. Zwłaszcza, że nie został wydany w oparciu o żadne badania. Poniżej odpowiedź w tej sprawie od psychologa klinicznego i terapeuty Rafała Olszaka:

 
A tu z kolei o odpowiedzi ekspertów w USA:

 

Reklama Gillette

Z kolei firma Gillette wypuściła w styczniu tego roku reklamę na temat „toksycznej męskości”, która wygląda tak:

 
Delikatnie mówiąc kampania nie przypadła do gustu wielu mężczyznom, którzy uznali ją za seksistowską i zapowiedzieli bojkot produktów Gillette i całej korporacji Procter & Gamble:
https://www.avoiceformen.com/a-voice-for-men/it-is-time-to-boycott-gillette-and-all-procter-and-gamble-products/

Do bojkotu przyłączyli się także mężczyźni z Polski:
https://czerwonapigulka.pl/gillette-walczy-z-toksyczna-meskoscia-klienci-sa-wsciekli-a-internauci-oglaszaja-bojkot-marki/

Jak widzimy film na YouTube z tą reklamą ma zdecydowanie większość „łapek w dół”. W dodatku wynik może i tak być sztucznie pompowany na plus. Internauci zauważyli takie dziwne zjawiska jak znikające dislajki, czy skokowe wzrosty lajków w krótkim okresie czasu (np. w ciągu godziny). A jeszcze na samym początku, w pierwszych 2 dniach od umieszczenia filmu, przewaga łapek w dół była zdecydowanie większa. Podejrzanym jest również to, że gołym okiem widać, że pod filmem prawie że nie ma pozytywnych komentarzy, znaczna większość jest krytyczna, skąd liczba polubień wydaje się być zawyżona. Więcej o tym do poczytania pod linkiem.

Zwolennicy kampanii próbują tłumaczyć, że reklama w rzeczywistości miała premiować pozytywne wzorce męskości (takie jak np. bycie obrońcą) w kontrze do wzorców i zachowań negatywnych. Tylko problem w tym, że wydźwięk jest taki, jakby z mężczyznami ogólnie rzecz biorąc było coś nie tak i powinni się zmienić, zostać niejako „przeprojektowani”. Firma Gillette zobowiązała się również do przekazywania miliona dolarów rocznie organizacjom feministycznym na walkę z „toksyczną męskością”.

Skoro już mowa o organizacjach feministycznych. Niestety po raz kolejny pokazały nam one swoją hipokryzję. Zawsze krytykujące utrwalania stereotypów na temat kobiet w reklamach tym razem wsparły reklamę seksistowską wobec mężczyzn. Ale to nie wszystko, wparły Gillette, które mówiąc ich własną retoryką stosuje „pink tax” i zawsze przedstawiał w swoich reklamach kobietę jako swego rodzaju dodatek do mężczyzny, nie mówiąc już o takich kwiatkach jak testy na zwierzętach.

Reklama Gillette doczekała się również takiej odpowiedzi od firmy produkującej zegarki, Egard Watches:

 
Mamy w niej pokazane pozytywne cechy męskości takie jak odwaga, kreatywność, rola ojca itd. Jednocześnie mamy też przedstawione wiele danych na temat licznych problemów dotykających w dużej mierze płci męskiej, statystyki wypadków śmiertelnych w pracy, samobójstw, bezdomności, problem alienacji rodzicielskiej itd. Jak widać po lajkach i komentarzach reklama ta została odebrana przez internautów dużo bardziej pozytywnie.

 

Jaka jest prawda z tą męskością?

Prawda jest taka, że mężczyźni, którzy stosują przemoc czy mają problemy psychiczne i emocjonalne to w większości mężczyźni, którzy byli wychowywani bez ojca oraz mieli toksyczne, przemocowe czy nieodpowiedzialne matki. Kolejnym problemem jest też zbytnie sfeminizowanie zawodu nauczyciela, przez co szkoły nie są dostosowane do potrzeb chłopców. Czyli krótko mówiąc problemem nie jest żadna toksyczna męskość, tylko właśnie zanik męskości.

Jedynie prawdą jest, że istnieje problem dotyczący stereotypowego podejścia do mężczyzn, widoczny już od dziecka, typu „chłopaki nie płaczą”, „mężczyzna się nie żali” itd. Co przekłada się potem w dorosłym życiu, na to, że mężczyźni popełniają większość samobójstw, nie szukają pomocy kiedy są ofiarą przemocy domowej, nie chodzą do lekarzy, przez co żyją średnio o 8-10 lat krócej od kobiet itd.

Ale rozwiązaniem tu powinno być odejście od myślenia stereotypowego i pozostawienie wolnego wyboru jednostce. Zastąpienie odgórnie narzuconych wzorców innymi odgórnie narzuconymi wzorcami to żadne rozwiązanie. To byłoby zwykłe psychiczne wykastrowanie mężczyzn i zrobienie z nich tworów kobieto-podobnych ze szkodą dla wszystkich.

Zwróćmy też uwagę, że męskość nie jedno ma imię. Mężczyźni przykładowo stanowią nadreprezentację w służbach mundurowych, ale również wśród wynalazców, naukowców, programistów, matematyków, analityków, a także co często się pomija wśród artystów, poetów, czy filozofów. Mężczyźni niby „nie mogą” być wrażliwi, a jednak świat doczekał się tak wielu męskich pisarzy, poetów, malarzy, czy kompozytorów, ciężko znaleźć człowieka, który by nie słyszał o Shakespearze, Goethe, Mickiewiczu, Mozarcie, Chopinie, Van Goghu, czy Salvadorze Dalim. Także w popkulturze wśród męskich postaci podbijających serca widzów można znaleźć zarówno takich twardzieli jak Rambo czy Strażnik Teksasu, jak i intelektualistów jak Dr House czy Sherlock Holmes.

Podsumowując liczy się wolny wybór. Nikola Tesla pewnie nie sprawdziłby się jako komandos, ale to dzięki niemu mamy prąd przemienny w gniazdkach. Niech każdy sam odnajdzie własną ścieżkę.

Koniec polskiego #MeToo

Game Over

 
O #MeToo pisałem już kilka razy, im dalej było w las tym akcja kompromitowała się coraz bardziej. W końcu przestałem, bo musiałabym chyba co 2-3 miesiące pisać artykuł typu „jeszcze większa kompromitacja już i tak skompromitowanej akcji #MeToo.

Na dzień dzisiejszy sprawa wygląda, tak że Nannette LaRee Hernandez, amerykańska ekspertka w dziedzinie antropologii seksualnej i znana pisarka, ustaliła, że ponad połowa tweetów z hasztagiem #MeToo to plagiatowane historie. Czyli opisy zaczerpnięte z filmów, książek lub z opowieści innych kobiet. I to nie są wszystkie fałszywe historie, ponad połowa z tweetów to same plagiaty, a ile wśród nich było jeszcze po prostu zmyślonych historii? Któż to wie…..

Z kolei jak wynika z danych New York Timesa przez #MeToo pracę straciło około 200 mężczyzn (i 3 kobiety), a tylko kilku z nich postawiono w ogóle zarzuty prokuratorskie. Wciąż nie doczekaliśmy się przypadku, żeby komuś coś udowodniono i został skazany. W dodatku nawet w sprawie Harveya Weinsteina nadal nie dość, że nie znaleziono żadnych dowodów, to ostatnio upadło już trzecie oskarżenie wobec niego, tym razem ze strony Ashley Judd.

Akcja jest bardzo szkodliwa również dla kobiet. Menedżerowie i w ogóle mężczyźni w pracy zaczynają unikać kobiet, co blokuje im kariery, tracą szansę na awans i mentoring ze strony męskiej części kadry zarządzającej. Wpierw ten problem zauważono na Wall Street, a następnie w wielu amerykańskich firmach w ogóle.

 

A jak sprawa wygląda w Polsce?

Polskie #MeToo miało zasadniczo dwie odsłony. Pierwszą było bronienie przez kwiat polskiego feminizmu dziennikarza Gazety Wyborczej Janusza Rudnickiego, źle tratującego kobiety. A drugą był oczywiście artykuł o „Papierowych feministach” w Codzienniku Feministycznym, gdzie w absurdalny sposób przemieszano różne zarzuty typu zatrzaśnięcie drzwi przed nosem z oskarżeniami o molestowanie oraz pomówieniem o gwałt. Na nic nie było żadnych dowodów.

Jedynie Michał Wybieralski przyznał się do chamskich zachowań i przeprosił wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Ale już na oskarżenie o gwałt Jakuba Dymka, nie przedstawiono żadnych dowodów. W dodatku było mocno nielogiczne, była partnerka Dominika Dymińska twierdziła, że po gwałcie jakby gdyby nigdy nic weszła z związek ze „sprawcą” i była w nim kilka miesięcy. A Dymek przedstawił opinii publicznej e-maila, w którym był szantażowany zostaniem nową twarzą polskiego #MeToo, który przyszedł z adresu, będącego kontaktem dla ofiar przemocy i został zamieszczony pod tekstem na CF o „papierowych feministach”. Pisałem o tym wszystkim w tym tekście.

Do tego wszystkiego dwie z autorek artykułu o „papierowych feministach”, Patrycja Wieczorkiewicz i Sara Czyż były później bohaterkami zamieszania w Kawiarni Amatorska, gdzie zostały wyproszone za agresywne zachowanie (oficjalny powód wyproszenia to rzucanie w ludzi kapslami), a potem namawiały znajomych do wystawiania kawiarni ocen „1” na Facebooku i wysnuły oskarżenie o molestowanie, którym miało być złapanie za rękę. Przegrały jednak z „Wykop efektem”. Wspominałem o tym, w tym artykule.

Równolegle sprawą „papierowych feministów” zajęła się prokuratura. Dlatego z tekstu na CF zniknął fragment z oskarżeniem o gwałt. Po rocznym śledztwie i przesłuchaniu stu świadków, obaj panowie zostali oczyszczeni z zarzutów. Więcej o sprawie do poczytania w artykule:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1777412,1,sledztwo-w-sprawie-papierowych-feministow-umorzone.read

Sylwia Spurek – Rzeczniczka od (nie)Równego Traktowania

Sylwia Spurek

 
Na jesieni 2015 r. nowym Rzecznikiem Praw Obywatelskich został Adam Bodnar. Człowiek od początku wzbudzający kontrowersje, m. in. zasłynął wypowiedzią: „Musimy pamiętać, że wiele narodów współuczestniczyło w realizowaniu Holokaustu. W tym także naród polski”. Za co później przeprosił.

Z kolei na swojego zastępcę ds. Równego Traktowania mianował feministkę dr Sylwię Spurek, której działanie to praktyczne zaprzeczenie pełnionego przez nią urzędu.

 

„Przemoc ma płeć”

Sylwia Spurek przez pierwsze 2 lata swojej działalności niezbyt zwracała się na siebie uwagę opinii publicznej. W zasadzie mało kto o niej słyszał. Zmieniło się to w 2017 roku. I od razu w negatywny sposób. Zaczęło się od wywiadu dla portalu Onet, gdzie stwierdziła: „Warto powiedzieć o kliku faktach. Przemoc ma płeć. Ofiarami są kobiety i dzieci, a sprawcami są mężczyźni”.

Tymczasem każdy rozsądny człowiek, wie że wśród sprawców przemocy w rodzinie są zarówno mężczyźni, jak i kobiety, więc to oczywiste, że przemoc nie ma płci. O tej wypowiedzi z 7 marca 2017 r. mało kto jednak wiedział przez dobre kilka miesięcy. Wieść rozeszła kiedy sam o tym napisałem na swoim Fanpage, wtedy jeszcze mało znanym, ale szczęśliwie w rozpowszechnieniu informacji wsparli mnie twórcy FP Partia Mężczyzn, którzy mieli wówczas dobre 10 tys. fanów. Zbiegło się to wszystko w czasie (jesień 2017 r.), kiedy Sylwia Spurek wsparła kampanię „16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet”, gdzie dodatkowo zaczęła utrwalać fałszywe stereotypy na temat przemocy domowej. I internauci mieli okazję przekonać, kto sprawuje funkcję zastępcy RPO ds. Równego Traktowania i w jaki sposób to czyni.

W kampanii firmowanej przez Sylwię Spurek absurdy były widoczne gołym okiem. Przykładowo w takim spocie. Na wstępie Spurek mówi, że 19% kobiet w Polsce doświadcza przemocy domowej, a potem jak gdyby nigdy nic dodaje, że skala problemu jest tak naprawdę większa, bo tylko 30% kobiet zgłasza to organom ścigania. Jest to całkowita bzdura, ponieważ te 19% to wynik badań przedstawionych przez Agencję Praw Podstawowych, oparty na podstawie anonimowych ankiet, a nie zgłoszonych spraw. W dodatku patrząc na metodologię tamtych badań, gdzie przyjęto bardzo szerokie definicje przemocy wynik tak na dobrą sprawę był zawyżony. Mało tego, pomimo tak restrykcyjnego podejścia, według tych badań Polska i tak odnotowała najmniej przemocy wobec kobiet w całej UE.

Co jeszcze bardziej bije po oczach, to twierdzenie, że 90% ofiar domowej to kobiety. Źródła informacji rzecz jasna brak. Społeczny Rzecznik Praw Mężczyzn pisał nawet w tej sprawie do samego Rzecznika Praw Obywatelskich dr Adama Bodnara z pytaniem o źródło tej informacji. I sam Bodnar nie był w stanie go podać. Jak widzimy w odpowiedzi podał tylko dane oparte na Niebieskich Kartach, wedle których kobiety stanowią 71-73% ofiar.

Tu się chwilę zatrzymajmy. Faktycznie nawet w statystykach NK nie ma żadnej informacji o 90%. Jak podaje nam najnowsze sprawozdanie z 2017 r., kobiety miały stanowić 73,47% ofiar, mężczyźni – 11,92%, małoletni – 14,61%.

Spotykam się czasami z manipulacją mówiącą, że 90% ofiar to „kobiety i dzieci”. Tak jakby dzieci nie miały płci. Tymczasem nawet w powyższym sprawozdaniu NK z 2017 r. mamy informację, że wśród małoletnich ofiar 6800 to dziewczęta, a 6715 to chłopcy.

Z kolei jeśli chodzi o same dorosłe ofiary przemocy domowej, według powyższego sprawozdania kobiety stanowiłyby 86% ofiar, a mężczyźni 14%.

I w końcu najważniejsze. Niebieskie Karty nie oddają nam pełnego obrazu na temat faktycznego rozkładu płci wśród ofiar przemocy domowej. Nawet nam go nie przybliżają, a właściwe to nas od niego oddalają. Po pierwsze mężczyźni rzadziej zgłaszają przemoc będąc ofiarami, bojąc się, że w zemście kobieta wytnie ich z kontaktu z dziećmi, sami padną ofiarą fałszywych oskarżeń albo zwyczajnie odczuwają wstyd, ze względu na panujące w społeczeństwie stereotypy. Sylwia Spurek sama wspomniała o „ciemnej liczbie” wskazując, że tylko 30% kobiet będących ofiarami zgłasza przemoc, ale całkowicie pominęła fakt, że tylko 15% męskich ofiar zgłasza przemoc.

Po drugie Niebieskie Karty nie wskazują jeszcze kto jest sprawcą przemocy, przedstawiają tylko podejrzenie, że mogło dojść do przemocy. Często są nadużywane, głównie przez kobiety przy sprawach rozwodowych. Co najmniej 30% przypadków założenia Niebieskiej Karty stanowią fałszywe oskarżenia. Tymczasem bardziej rzetelne badania na temat płci i przemocy istnieją i są powszechnie dostępne. Przejdźmy więc do ich omówienia.

 

Co naprawdę mówią badania na temat przemocy w rodzinie?

Wyniki badań TNS OBOP z 2010 r. przygotowane na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na temat przemocy domowej wskazały, że 61% ofiar to kobiety, a 39% to mężczyźni. Dokładniejsze wyniki możemy poczytać w tym dokumencie.

Do tych samych badań oraz kilku innych nawiązuje również to opracowanie, przygotowane przez Zakład Psychologii Stosowanej, Uniwersytet Medyczny w Lublinie z 2015 r. Poza tym, że mężczyźni stanowią około 39% ofiar, możemy również poczytać o tym, że na przemoc kobiet wobec mężczyzn istnieje większe społeczne przyzwolenie, niż w odwrotnej konfiguracji. Oraz, że dla mężczyzn jest to wstydliwy problem i przejawiają niechęć do zgłaszania takich spraw na policję.

 
Z kolei badania CBOS z 2012 r. pokazały, że, ze strony swoich partnerów:

  • przemocy fizycznej padło 11% kobiet i 10% mężczyzn
  • przemocy psychicznej padło 16% kobiet i 20% mężczyzn
  • przemocy fizycznej lub psychicznej padało 21% kobiet i 20% mężczyzn

 
W innych krajach zjawisko przemocy wobec mężczyzn zostało zbadane jeszcze dokładniej. Prym wiodą tu zwłaszcza Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, gdzie badania nad przemocą domową z uwzględnieniem obojga płci są przeprowadzane regularnie przez wielu badaczy.

Jednym z najbardziej znanych jest Murray Strauss z Uniwersytetu w New Hampshire, który już  w 1985 r. na podstawie Ogólnokrajowych Badań nad Przemocą w Rodzinie (National Family Violence Survey) przedstawił  obserwacje dotyczące ogólnych prawidłowości dotyczących tego rodzaju przemocy. W 1985 roku okazało się, że na 495 par, w których kobieta zgłaszała co najmniej jeden przypadek przemocy, mężczyzna był jej wyłącznym sprawcą w blisko 26% badanych par, z kolei kobieta – wyłączną sprawczynią w 25,6% par objętych badaniami. W 48,4% z nich do przemocy odwoływali się oboje partnerzy (przemoc fizyczna wzajemna). Autor wywnioskował, że minimalny szacunek przypadków przemocy, które nie mogły być działaniem w obronie własnej, ponieważ w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie przemoc stosowały wyłącznie kobiety, wynosi około 25–30%. Podobne wyniki co do przemocy wyłącznie ze strony kobiet wykazały sondaże przeprowadzone w ramach innego programu badawczego: Ogólnokrajowego Badania Rodzin i Gospodarstw Domowych (National Survey of Families and Households).

Skoro już mowa o przemocy wzajemnej, to przypomnę, że Erin Pizzey, założycielka pierwszego na świecie schroniska dla kobiet doświadczających przemocy w rodzinie w Chiswick podawała, że 62 na pierwsze 100 kobiet, które zgłosiły do jej ośrodka, była równie agresywna, co mężczyźni, od których odeszły. A kiedy ofiarą jest tylko jedna strona, ofiar po stronie kobiet, jak i mężczyzn jest mniej więcej po równo. Pisałem o niej już osobny artykuł.

Suzanne Steinmetz, autorka pojęcia „syndrom maltretowanego męża” w swojej książce „The battered husband syndrome” podała, że w USA co roku około 250 tysięcy mężów jest maltretowanych przez żony. Jej zdaniem mężczyźni równie często co kobiety padają ofiarą przemocy w rodzinie.

Prawdziwym wyjadaczem w temacie jest psycholog społeczny z Kalifornijskiego Uniwersytetu Stanowego, Martin S. Fiebert. Od ponad 30 lat prowadzi systematyczny przegląd amerykańskich i międzynarodowych badań dotyczących problematyki przemocy stosowanej przez kobiety. Jego metaanaliza nosi tytuł References examining assaults by women on their spouses or male partners: An annotated bibliography (Doniesienia z badań nad aktami przemocy fizycznej kobiet wobec mężów i męskich partnerów: bibliografia z przypisami). Opracowanie to obejmuje lata 1980–2011, omawiając 282 badania akademickie, 218 sondaży zrealizowanych przez inne podmioty niż uczelnie wyższe, a także 64 analizy i recenzje na ten temat. Wspólnym mianownikiem komentowanych przez M.S. Fieberta komunikatów naukowych jest teza, że kobiety w relacjach ze swoimi małżonkami i partnerami dopuszczają się przemocy fizycznej, a nawet bywają bardziej agresywne niż mężczyźni. W dniu 2 maja 2011 r. łączna wielkość próby we wszystkich przywołanych przez M.S. Fieberta badaniach przekroczyła już całe 369 800 osób.

Brytyjska organizacja pozarządowa monitorująca zjawiska związane z funkcjonowaniem rodzin, Campaign Group Parity w raporcie z 2010 r. przedstawiła dane, według których przemoc kobiet wobec mężczyzn stanowi więcej niż 40% przypadków przemocy domowej w Anglii. Podobny rezultat pokazują dane Office Home (brytyjski odpowiednik polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) oraz rezultaty ostatnich sondaży przeprowadzonych w ramach British Crime Survey.

Więcej przykładów tego typu badań można znaleźć w książce Mariana Cabalskiego, „Przemoc stosowana przez kobiety. Studium kryminologiczne”.

 

Inne przypały Sylwii Spurek

Będąc zastępczynią RPO ds. Równego Traktowania Sylwia Spurek nieustannie pisze w swoich social mediach pod hasztagiem #trzymamstronekobiet. I to nie tylko w czasie kampanii „16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet”, ale przez cały czas. Trudno o bardziej wymowny przykład kompromitowania sprawowanej przez siebie funkcji.

Mało tego w styczniu tego roku niejaka Karolina Hammer zamieściła swoje zdjęcie na Facebooku z Sylwią Spurek wzywając do wprowadzenia matriarchatu w ciągu 7 lat.

matriarchat

Sylwia Spurek w odpowiedzi pod tym zdjęciem niczego nie zdementowała, nie skrytykowała koleżanki. Odpowiedziała za to bardzo przychylnym komentarzem:

sylwia spurek

 
Spurek wspomina również często o potrzebie „natychmiastowej” izolacji „sprawcy” od „ofiary”. Według niej decyzję w tej sprawie powinien być podejmować nie tylko sąd jak jest teraz, ale także zwykły policjant, wydając nakaz opuszczenie lokalu np. na okres 14 dni. W jaki sposób miałoby się to odbywać, aby nie prowadziło to do nadużyć, gdzie fałszywa ofiara, sama będąca nierzadko sprawcą nie mogła tego wykorzystywać do krzywdzenia partnera „na legalu”? Nie wiadomo, Spurek powiedziała tylko w jednym z wywiadów, że takie rozwiązania byłoby stosowane jedynie „w wyjątkowych okolicznościach” (ale jakie to okoliczności i co je definiuje?) oraz, że takie rozwiązanie jest rzekomo standardem w Austrii.

Próbowałem szukać informacji na temat tego jak działa system przeciwdziałania przemocy domowej w Austrii, ale nic o tym rodzaju izolacji nie znalazłem. W zasadzie to w ogóle pierwsze słyszę żeby gdziekolwiek stosowano takie rozwiązania. W każdym cywilizowanym kraju normą jest sądowa kontrola nad działaniem policji, to jedna z podstaw demokratycznego państwa prawa i praw obywatelskich. To sąd wydaje decyzje w takich sprawach jak eksmisja z mieszkania, zakaz zbliżania czy nakaz przeszukania lokalu.

Wiem tylko, że jak w Hiszpanii przekombinowano, tak że niemal automatycznie można każdego zatrzymać na 48h pod zarzutem bycia sprawcą przemocy domowej, doprowadziło to do bardzo dużej liczby fałszywych oskarżeń, o czym pisałem w tym tekście, podobnie stało się również w Izraelu. A w Polsce nawet przy obecnych zasadach fałszywe oskarżenia o przemoc są powszechną zagrywką przy rozwodach, zwaną przez prawników „metodą na bitą żonę”. Takie pomysły jakie prezentuje Sylwia Spurek były już wcześniej przedstawiane przez Centrum Praw Kobiet, nie zostały przyjęte, ani nawet podjęte pod głosowanie nie tylko w czasie rządów PO, ale nawet SLD.

Trzeba również pamiętać, że to mogłoby nie tylko prowadzić do nadużywania fałszywych oskarżeń, ale także do nadużyć policji wobec obywateli. Sprawy Igora Stachowiaka, Tomasza Komendy czy Tomasza Krajewskiego z Nawsia Brzosteckiego pokazują do czego mogą prowadzić nadużycia funkcjonariuszów policji wobec zwykłych ludzi.

Tu też kłania się taka feministyczna „logika”. Według wielu feministek w policji na ogół pracują źli ludzie, podobno źle traktują np. ofiary gwałtów. Ale ci sami „źli ludzie” nie będą nadużywać uprawnień przy wyrzucaniu ludzi z mieszkań. Sama zresztą Sylwia Spurek dość często wrzuca na swoich social mediach informacje, że ktoś został niesłusznie aresztowany albo zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, bo dokładnie takim sprawami zajmuje się biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. A sam Adam Bodnar zaapelował ostatnio do Ministra Sprawiedliwości o potrzebę zmiany prawa, aby ludzie mogli łatwiej uzyskiwać odszkodowanie za niesłuszne oskarżenia.

Takich logicznych nieścisłości w działaniu pani Spurek jest więcej. Przykładowo prowadzi kampanie według których dawanie klapsa dziecku to przemoc. Ale nie przeszkadza jej to w twierdzeniu, że przemoc ma płeć męską, chociaż to matki dają dzieciom klapsy częściej od ojców. Potrafi w tym samym wywiadzie stwierdzić, że wielu mężczyzn nie zgłasza przemocy ze względu na społeczne stereotypy i jednocześnie powołać się na statystyki oparte na zgłoszonych sprawach (w dodatku z błędem, powielając mit 90%). Mówi o tym, że przemocy doświadczają kobiety, jak i dzieci, mężczyźni, osoby starsze i osoby niepełnosprawne. Ale wszystkie kampanie o przemocy domowej z jej strony poświęcone są tylko kobietom jako ofiarom. Potrafi odnieść się do mężczyzn w niby bardziej przyjazny sposób, mówiąc, że większość mężczyzn nie stosuje przemocy i zachęca ich do współdziałania przeciw przemocy, ale potem sama ich dyskryminuje i pomija, i dziwi się, że mężczyźni nie chcą z nią współpracować.

Na koniec dodam taki troszkę mniej istotny fakt. Sylwia Spurek była w przeszłości także wykładowczynią Gender studies na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Polskiej Akademii Nauk. O kontrowersjach tyczących się tej dziedziny wiedzy, pisałem w ostatnim artykule.

 

Społeczny odbiór i reakcja na działalność Sylwii Spurek

Jak już pisałem, mniej więcej w końcówce 2017 r. Spurek w końcu zwróciła na siebie uwagę opinii publicznej. Dużo ludzi zareagowało ostrym sprzeciwem. Zarówno w internecie, jak i realnym świecie. Początkowo głosy krytyki można było znaleźć na Facebooku. Następnie temat trafił na bardzo podatny grunt w serwisie Wykop. Znaleziska z nią w roli głównej (w negatywnym tego słowa znaczeniu) biją rekordy popularności. Dla przykładu ten wpis ma już ponad 4100 głosów na plus i zaledwie 34 na minus, a liczba wyświetleń przekroczyła liczbę 84 tys.

Poza internetem zostały również podjęte kroki w świecie rzeczywistym. Sabina Gatti, od lat zajmująca się obalaniem stereotypów dotyczących płci i przemocy domowej napisała list otwarty do samej Sylwii Spurek, a także pisma w tej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich i Ministra Sprawiedliwości. Następnie napisała również drugi list otwarty do Sylwii Spurek, jako że na pierwszy nie dostała odpowiedzi, pomimo upomnienia w tej sprawie ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości.

Maciej Wójcik, działający jako Społeczny Rzecznik Praw Mężczyzn w Polsce również podjął działanie w tej sprawie pisząc list otwarty do Rzecznika Praw Obywatelskich, z wnioskiem o odwołanie Sylwii Spurek. Adam Bodnar w odpowiedzi odmówił dymisji pani Spurek, udzielił też dość wymijających odpowiedzi na pytania dotyczące dyskryminacji mężczyzn w Polsce, które padły przy okazji.

W sieci można znaleźć również petycję w sprawie odwołania Sylwii Spurek, zachęcam wszystkich do jej podpisania.

Temat w pewnym stopniu przebił się również do mass mediów, wpierw wspomniał o tym dziennikarz RMF FM, a ostatnio o krytyce Spurek przez Społecznego Rzecznika Praw Mężczyzn napisał portal Wirtualna Polska.

 
Z kolei dnia 7 marca 2019 r. w Warszawie odbędzie się Manifestacja w sprawie odwołania Sylwii Spurek ze stanowiska. Więcej szczegółów poniżej:
https://www.facebook.com/events/258592068191344/

Gender studies to zwykła pseudonauka

Gender studies

 
Dziś o tym dlaczego Gender studies to nawet nie ideologia, a zwyczajna pseudonauka. 

Trójce naukowców udaje się obnażyć absurdy Gender studies

Trzej pracowników naukowych: Helen Pluckrose (humanistka), James A. Lindsay (matematyk) oraz Peter Boghossian (filozof zajmujący się myśleniem krytycznym) przez rok pisali sfingowane prace naukowe, żeby pokazać problem drążący amerykańskie uczelnie. Swoje prace kierowali do wydziałów zajmujących się „cultural/identity studies” czyli problemami ról społeczno-kulturowych płci (gender studies), feminizmem, zagadnieniami dotyczącymi ras i klas społecznych. Wszystkie miały charakter celowo absurdalny i niedorzeczny. Z 20 prac 7 zostało zaakceptowanych, a 4 opublikowane. A teraz przykłady zaakceptowanych artykułów:

 
„Ludzkie reakcje na kulturę gwałtu oraz performatywność queer w psich parkach w Portland”.

Badacze twierdzili, że zbadali genitalia 10 tys. psów a potem przeprowadzili wywiady z ich właścicielami na temat ich orientacji seksualnej. Następnie przestawili zmyślone zachowania właścicieli psów. Np. że mężczyźni rozdzielali psy kiedy to samiec chciał uprawiać seks z drugim samcem, a kibicowali gdy pies wskakiwał na samicę. Z kolei właścicielki psów, miały rozdzielać psy, bez względu na ich płeć. Wnioski z badania były takie, że mężczyźni zaszczepiają psom homofobiczne standardy oraz, że feminizm powinien tresować mężczyzn, tak jak tresuje się psy aby zapobiec „kulturze gwałtu”. Artykuł nie tylko został zaakceptowany i opublikowany, ale nawet dostał specjalną nagrodę i został uznany za jeden z najlepszych artykułów ostatnich 25 lat.

 
„Dildos: Wchodząc tylnymi drzwiami: Rzucając wyzwanie homohisterii mężczyzn hetero oraz transfobii poprzez użycie penetrujących zabawek erotycznych”

Według tego badania należy zachęcać mężczyzn do częstszej penetracji swoich odbytów zabawkami erotycznymi, co pozwala leczyć transfobię. Artykuł został zaakceptowany i opublikowany.

 
„Kto się śmieje ostatni?”

Artykuł według którego nieetyczne jest śmianie się tylko ze „sprawiedliwości społecznej” (social justice). Można śmiać się z ludzi białych, z mężczyzn, ale nie z SJW (Social justice warrior – bojownik o sprawiedliwość społeczną). Problematycznymi miały być tu „South Park” i „Simpsonowie”. Artykuł został zaakceptowany i opublikowany.

 
„Nasza walka jest moją walką: feminizm solidarnościowy jako intersekcjonalna odpowiedź na neoliberalny feminizm wyboru”

Artykuł ten powstał poprzez wzięcie 12 rozdziału „Mein Kampf” i podmienienie określenia „nasz ruch” (tak Adolf Hitler określał nazistów) na „feminizm intersekcjonalny”. Artykuł został zaakceptowany i opublikowany. Naukowcy napisali również drugi artykuł, w którym także wzięli fragment „Mein Kampf” zastępując słowo „Żydzi” na „biali mężczyźni”, żeby „sproblematyzować sojuszników z uwagi na dynamikę władzy”. Ten artykuł został wstępnie zaakceptowany, ale nie został opublikowany.

 
Więcej na temat w filmie poniżej (polskie napisy):

 
Oraz do poczytania pod linkami:

 
https://www.focus.pl/artykul/wstrzasajacy-przekret-trojki-naukowcow-cos-poszlo-nie-tak-na-uczelniach

https://www.salon24.pl/u/jacekkaminski/909459,historia-niewiarygodnej-genderowej-prowokacji-naukowej

 

Empiryczne obalenie teorii gender na przykładzie izraelskich kibuców

Spółdzielcze gospodarstwo rolne, w którym ziemia i środki produkcji są własnością wspólną, czyli tzw. kibuce odegrały ważną rolę przy tworzeniu państwa Izrael. Ideowym podłożem powstawania kibuców było połączenie socjalizmu i syjonizmu.

W praktyce kibuce realizowały również założenie feminizmu i lewicowego egalitaryzmu. Główną zasadą był brak własności prywatnej, wspólnota całego majątku, wspólnota dzieci oraz całkowita równość kobiet i mężczyzn. Negowano istnienie tradycyjnych ról płciowych. W praktyce odbywało się to przez maskowanie cech płciowych za pomocą luźnego ubrania, wykonywanie tradycyjnie męskich prac przez kobiety oraz unikanie np. stosowania makijażu. Tylko ciąża i poród były traktowane jako jedyna, narzucona przez biologię, aktywność odróżniająca kobietę od mężczyzny. Jednak już wychowanie dzieci – ze względu na wspólnotę – nie było postrzegane jako rola kobieca i w założeniu miało być realizowane przez wszystkich bez względu na płeć. Unikano indywidualizacji dzieci poprzez sformułowanie typu „mój syn” i „moja córka”. Kobiety były zachęcane do karmienia każdego dziecka w jego okresie niemowlęcym, a nie tylko urodzonego przez siebie. Z tego samego względu usiłowano przekierować uczucia indywidualne – takie jak miłość między kobietą a mężczyzną czy miłość macierzyńską – na uczucia wobec wspólnoty. Indywidualizm był traktowany jako defekt moralny. Tolerowane były sformalizowane związki małżeńskie, ale bez całej rytualnej otoczki tradycyjnie im towarzyszącej.

W dłuższym okresie system ten nie został jednak utrzymany. Obserwacje dokonane w kibucu Kiryat Yedidim pokazały, że po pewnym czasie społeczności powróciły do tradycyjnych ról płciowych. O ile w 1920 roku zatrudnienie kobiet wynosiło 50%, o tyle po 30 latach pracowało już jedynie 12% kobiet, reszta zajmowała się wychowaniem dzieci, edukacją i usługami. W kibucu Artzi w 1975 roku pracowało również 12%, z czego 9% na roli zaś 3% w zawodach przemysłowych. Mężczyźni stanowili 87% rolników, 77% pracowników przemysłowych i 99% pracujących na budowach. Kobiety z kolei stanowiły 84% pracowników w edukacji i usługach. Także w administracji kibuców z czasem kobiety przestały zajmować równy procent miejsc – 84% stanowisk zajmowali w niej mężczyźni, którzy stanowili również 71% osób zarządzających kibucem oraz 78% aktywistów politycznych. Badacze przypisywali tę zmianę podejściu młodych pokoleń, urodzonych w kibucach, które nie podzielało ideologicznego zaangażowania ich założycieli w egalitaryzm. O ile w pierwszym pokoleniu 68% kobiet wyrażało przekonanie, że macierzyństwo jest dla nich ważniejsze niż praca, o tyle w drugim pokoleniu było to już 88%. Z czasem nastąpił również stopniowy powrót do indywidualnych relacji rodziców z dziećmi a także w parach małżeńskich.

Obserwacje dokonywane w kibucach w roku 1951 nie potwierdzają teorii o czysto kulturowym uwarunkowaniu ról płciowych. Analiza zabaw dzieci wychowywanych w ściśle egalitarnym środowisku pokazała, że chłopcy częściej niż dziewczynki bawili się przedmiotami (41% do 30%), a w szczególności dużymi i wymagającymi większej siły fizycznej (17% do 9%). W zabawy związane z ruchem i aktywnością fizyczną angażowało się 33% chłopców i 21% dziewczynek. Dziewczynki z kolei preferowały zabawy werbalne i związane z wyobraźnią (39% do 24%).

Źródło: Artykuł na Wikipedii wraz z przypisami.

 

Radykalny behawioryzm – czyli już to kiedyś przerabialiśmy

Pogląd jakoby wszelkie ludzkie zachowania wynikały tylko z wyuczonych wzorców kulturowych, które można dowolnie zmieniać już kiedyś funkcjonował. Był to dział psychologii zwany radykalnym behawioryzmem, bardzo popularny w latach 20-tych XX w. w USA. Jego twórcą był B. F. Skinner.

Zgodnie z tą koncepcją podstawową przyczyną danego zachowania są jego wzmocnione konsekwencje. Jeśli dane zachowanie zostanie wzmocnione, będzie powtarzane w przyszłości. Jeżeli zaś nie zostanie wzmocnione pozytywnie (albo zostanie ukarane), nie będzie powtarzane w przyszłości. Wszystkie zachowania, z wyjątkiem przypadkowych, można wyjaśnić w kategoriach wzmocnienia.

Radykalni behawioryści uważali, że człowiek posiada niewiele cech wrodzonych. Za wrodzoną uważali ogólną zdolność uczenia się poprzez wzmocnienie. Przyjmowali również założenie ekwipotencjalności, zgodnie z którym mechanizm uczenia się pozostaje taki sam niezależnie od rodzaju bodźca, reakcji czy wzmocnienia. Każdy rodzaj wzmocnienia można zestawić z dowolnym zachowaniem – proces uczenia się w każdym wypadku będzie taki sam. Odpowiednio manipulując wzmocnieniami, można człowieka nauczyć każdego dowolnego zachowania. Naturą ludzkiej natury, jak twierdzono jest brak jakiekolwiek natury. To wszystko miało tłumaczyć różnorodność kulturową wśród ludzkiej populacji, chociaż nie tłumaczyło dlaczego istnieją pewne cechy wspólne, występuje we wszystkich kręgach kulturowych.

Jednak w latach 60-tych XX w. nastąpił schyłek radykalnego behawioryzmu, którego założenia zostały obalone w wielu badaniach.

Jednymi z pierwszych były badania Harry’ego Harlowa. Hodował on w laboratorium izolowaną grupę małp przy pomocy dwóch sztucznych „matek” . Jedna była sporządzona z drucianej siatki, a druga z miękkiego aksamitu. Jedzenie „dawała” małpkom matka druciana, a nie aksamitna. Wedle założeń warunkowania sprawczego, małpki otrzymujące podstawowe wzmocnienie w postaci żywności od matki drucianej powinny być do niej bardziej przywiązane (przykładowo tulić się do niej w sytuacji zagrożenia). Tymczasem zdarzyło się coś wręcz odwrotnego. Małpki przychodziły do drucianej matki po jedzenie, ale resztę czasu wolały spędzać z matką aksamitną. Przestraszone, nie biegły do matki wzmacniającej ich zachowania za pomocą jedzenia, lecz do tej, do której mogły się przytulić. Było oczywiste, że w małpkach zachodził inny proces niż reakcja na wzmocnienie za pomocą jedzenia.

Kolejne badania przeprowadził John Garcia z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. W serii eksperymentów podawał szczurom określony rodzaj pożywienia, a po kilku godzinach napromieniowywał je tak, że wymiotowały. Choć mdłości pojawiały się kilka godzin po jedzeniu, szczury zazwyczaj po jednej próbie unikały tego pożywienia, kojarząc je z chorobą. Kiedy jednak Garcia połączył chorobę z sygnałami dźwiękowymi lub świetlnymi, nie potrafił nauczyć szczurów, by ich unikały. Wynika z tego, że szczury przychodzą na świat „zaprogramowane” . Jednych rzeczy, jak unikanie jedzenia kojarzącego się z chorobą, uczą się szybko, podczas gdy nauka innych, jak kojarzenia choroby z sygnałami dźwiękowymi czy świetlnymi, przychodzi im niezwykle trudno. Jest to tzw. efekt Garcia, który został także potwierdzony w późniejszych badaniach.

W skrócie, Garcia, a po nim inni badacze, podważyli dwie zasady uważane wówczas za fundamentalne. Zasadę styczności podważono, udowadniając, że wzmocnienie nie musi się znajdować w bezpośredniej bliskości czasowej lub przestrzennej wzmacnianego zachowania, z kolei zasadę ekwipotencjalności – wykazując, że niektórych połączeń bardzo łatwo się wyuczyć (np. wymioty – unikanie jedzenia), podczas gdy innych – niezwykle trudno. Oznaczało to, że szczury są w jakiś sposób „zaprogramowane” do uczenia się pewnych rzeczy z łatwością, a do uczenia się innych w ogóle nie są przygotowane.

Takie same wnioski przyniosły kolejne badania. Martin Seligman wykazał, że o wiele łatwiej uwarunkować ludzi na lęk przed wężami, a o wiele trudniej na lęk mniej naturalny, jak np. przed gniazdkami elektrycznymi czy samochodami. Z kolei Susan Mineka pokazywała małpom dwa nagrania, jedne z małpą bojącą się węża, drugie z małpą bojącą się kwiatu. Badane małpy następnie unikały węży, ale nie unikały kwiatów, ponownie uwarunkowanie na lęk bardzie naturalny okazało się łatwiejsze.

 

Podsumowanie

Z Gender studies mamy dwa problemy. Po pierwsze brakuje rzetelnej i sensownej metodologii badań. Jak pokazała prowokacja trójki naukowców byle bzdurę można przepchnąć i uznać za teorię naukową. Drugi problem to zbytnia fiksacja na punkcie kultury. Tymczasem jak pokazał przykład kibuców oraz wyniki różnych badań naukowych na ludzkie zachowania w tym, na różnice w decyzjach życiowych kobiet i mężczyzn wpływają także instynkty wypracowane na drodze ewolucji i nie można wszystkiego zwalić na kulturę.

Dlatego prawdziwie egalitarne płciowo społeczeństwo, które sam gorąco popieram, może się opierać jedynie na indywidualnych wyborach każdego człowieka oraz równości wszystkich wobec prawa. Nie oznacza to jednak, że np. we wszystkich zawodach będzie jednakowa liczba mężczyzn i kobiet. Każdy ma wolny wybór, jeśli kobieta chce zostać komandosem – proszę bardzo, jeśli mężczyzna chce zostać pielęgniarzem – proszę bardzo. Ale prawdopodobnie i tak w pewnych zawodach będzie więcej mężczyzn, a w innych więcej kobiet. I nie ma w tym nic dziwnego.

Podwójne standardy w kwestii samobójstwa rozszerzonego i kiepski poziom dziennikarstwa w Polsce

Sprawa Tomasza M.

 
Na początek ważna informacja. Nic nie usprawiedliwia zabicia niewinnego dziecka. Ten artykuł nie jest pisany w tym celu, a wszelkie wypowiedzi w tym tonie osobiście potępiam.

Ale przechodząc do rzeczy, dziś pozwolę sobie poruszyć tragiczną sprawę Tomasza M., który na terenie sali zabaw na warszawskim Bemowie miał otruć siebie i syna. Prawdopodobnie było to tzw. samobójstwo rozszerzone.

 

Czym jest samobójstwo rozszerzone?

Samobójstwo rozszerzone to sytuacja, w której człowiek pod wpływem silnego zaburzenia depresyjnego lub psychotycznego postawiania nie tylko zabić siebie, ale także jakąś bliską osobę. Motywacja do samobójstwa rozszerzonego wynika z chęci oszczędzenia cierpień najbliższym, niezależnie od racjonalności tego założenia. W skrócie osoba dokonująca samobójstwa rozszerzonego postrzega świat jako miejsce samych cierpień, stąd postanawia „zabrać ze sobą” jakąś bliską osobę lub kilka osób, najczęściej z własnej rodziny. Np. matka zabija dzieci i popełnia samobójstwo, syn zabija rodziców i popełnia samobójstwo itd.

Tak prawdopodobnie było w sprawie Tomasza M., który walczył o kontakt ze swoimi dziećmi. Jego żona po tym jak postanowiła odejść do nowego partnera starała się możliwie ograniczyć jego kontakty z dziećmi, łamiąc postanowienia sądu, oskarżając go przemoc, a nawet molestowanie dzieci. Ojciec napisał łącznie kilkadziesiąt pism i listów do różnych instytucji w Polsce z prośbą o pomoc. Na niewiele to się zdało. W ostatnich z listów pisał, że czuje się coraz bardziej zrozpaczony i wykończony. Ostatecznie doszło do tragedii, 25 listopada minionego roku Tomasz M. wraz ze swoim synem w czasie realizacji kontaktów pod okiem kuratora na terenie placu zabaw udali się na chwilę to łazienki, następnie znaleziono ich nieprzytomnych obok pustych pojemników po truciźnie. Pomimo natychmiastowej reanimacji, obydwoje zmarli w szpitalu, sekcja zwłok potwierdziła że przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowo-oddechowa. Prawdopodobnie ojciec otruł siebie i syna. O całej sprawie możemy poczytać na portalu Wirtualna Polska.

Tekst na WP to niemalże jedyny artykuł, który opisał tę sprawę całościowo. W innych artykułach możemy tylko poczytać o „ojcu mordercy”, „ojciec zabił siebie i syna” itd. Jednak kiedy samobójstwa rozszerzonego dopuszcza się kobieta, zwłaszcza matka, wówczas artykuły wyglądają troszkę inaczej. Pisze się np.:

„Dwa zabójstwa dzieci w Lubinie. Kobieta przeszła załamanie? NOWE FAKTY”

„Samobójstwo rozszerzone – to główna hipoteza śledczych dotycząca dramatu, jaki w sobotę wydarzył się w jednym z mieszkań w Gdyni”

„Matka i troje dzieci nie żyją. Śledczy: Najbardziej prawdopodobne jest samobójstwo rozszerzone”

„Temat numeru: Matka zabiła dzieci i skończyła ze sobą. Dramat polskiej rodziny na Wyspach”

„LUBIN: Matka zabiła dzieci. Miała rozpocząć leczenie psychiatryczne”

 

Wykorzystanie tragedii do ataku na organizacje ojcowskie

W związku ze sprawą w Gazecie Wyborczej okazał się niniejszy artykuł. Co do Dzielnego Taty, w pełni uzasadnione jest potępienie wypowiedzi typu „dał życie to i je zabrał” (chociaż odnoszę wrażenie, że to jakaś prześmiewcza parafraza feministycznych powiedzonek typu „moje ciało, moja sprawa”, a nie zdanie wypowiedziane na poważnie, ale to i tak słabe). Jednak ten artykuł odniósł się agresywnie nie dość, że do całej organizacji (pomimo wpisów ojców, którzy jasno podkreślali, że nic nie usprawiedliwia zabicia dziecka czy wypowiedzi, że może tam w ogóle nie było samobójstwa, a ojciec i syn zostali zamordowali przez kogoś innego) to w dodatku do ogółu organizacji ojcowskich, których w Polsce poza Dzielnym Tatą jest kilka, czy nawet kilkanaście.

Osobiście smutno mi z powodu, że Dzielny Tata dał się tak podłożyć. Pomimo kontrowersji organizacja kojarzyła mi się raczej pozytywnie. Pamiętam jak na DT-TV w serwisie bambuser było nagranie gdzie członkowie Dzielnego Taty rozmawiali na spokojnie z panią sędzią sądu rodzinnego, która również przyszła na manifestację, bo sama na co dzień dostrzega wady obecnego systemu. Organizacja pomaga także kobietom, czego przykładem jest Joanna Niciejewska. Mieli również pierwszy wymierny sukces jakim było zniesienie automatycznego ograniczenia władzy rodzicielskiej jednemu z rodziców po rozstaniu (prawie zawsze był to ojciec), które nastąpiło w sierpniu 2015 r. To była w ogóle pierwsza instytucja w Polsce, z której czerpałem pierwsze informacje na temat dyskryminacji ojców w naszym kraju. Czy uda im się odbudować zaufanie ludzi i pogonić oszołomstwo ze swoich szeregów, czas pokaże, wszystko zależy od ich samych.

Wracając do artykułu, tak jak już mówiłem poza DT w Polsce istnieje wiele innych organizacji walczących o prawa ojców. Natomiast artykuł odniósł się lekceważąco do samej idei walki z dyskryminacją ojców w sądach rodzinnych, sugerując wręcz, że nawet film „Tato” z Bogusławem Lindą nie pokazywał nam prawdy o tym zjawisku. Tymczasem Marek Michalak, będący do niedawna Rzecznikiem Praw Dziecka podawał, że rocznie trafia do niego przeszło 25 tys. spraw dotyczących problemu alienacji rodzicielskiej, przez większość kadencji to był główny problem, z którym musiał się zmierzyć, dlatego prowadził tego typu kampanie. O tym problemie od dawna mówi wielu ekspertów, jak znana psycholog dziecięca dr Aleksandra Piotrowska, pod linkiem do posłuchania jej rozmowa z Markiem Michalakiem, bardzo dużo faktów na temat.

O powszechności fałszywych oskarżeń o pedofilię przy rozwodach mówią czołowi polscy seksuolodzy, psychiatrzy i biegli sądowi, jak prof. Lew Starowicz, dr Ewa Milewska, czy dr. Barbara Gujska, do poczytania na temat.

To, że wysokość alimentów w Polsce jest przyznawana na widzimisię sądów na podstawie „możliwości zarobkowych” to również jest prawda, bo przecież nie ma u nas tabeli alimentacyjnej, takiej jak np. w Niemczech. A pieniądze niekoniecznie idą na dzieci. Polecam artykuł doświadczonej adwokatki opisującej jak to wygląda naprawdę.

Te wszystkie informacje są ogólnodostępne. Ale cóż, kiedy założyciel strony Społeczny Rzecznik Praw Mężczyzn zadał pytanie autorce artykułu na temat Tomasza M. i Dzielnego Taty, czy jest w stanie napisać rzetelny artykuł na temat ruchów ojcowskich czy ruchów praw mężczyzn odpowiedziała tak:

Wiktoria Beczek

 

Inne serwisy internetowe nie wypadły lepiej

Co zrobiło wiele innych portali internetowych? Przekleili tezy z artykuły na Gazecie Wyborczej niemalże metodą copy-paste. Stąd właśnie napisałem w tytule o kiepskim poziomie polskiego dziennikarstwa. Objawia się to tym, że kiedy jeden portal coś napisze, inne bezrefleksyjnie powielają informację. Tak było np. z Grą w Wielkiego Wieloryba, która miała nakłaniać młodzież do wykonywania różnych zadań, a ostatecznie do popełnienia samobójstwa. Sprawa w Polsce zrobiła się na tyle głośnia, że zaangażowało się w nią Kuratorium Oświaty i prokuratura (i słusznie bo lepiej sprawdzić taką informację zanim dojdzie do tragedii). Jak się jednak okazało, coś takiego jak gra „Niebieski Wieloryb” zwyczajnie nie istnieje. Plotka rozeszła się prostą metodą „głuchego telefonu”. Wpierw napisała o nim rosyjska Novaya Gazeta w bardzo mało rzetelnym artykule, potem brytyjski The Sun, następnie masa polskich portali, kopiując jedne od drugich. Ten sam schemat był ze słynną „zabawą w słoneczko”, której źródłem były wypowiedzi pisane dla jaj na jednym z polskich forów.

Tak samo można znaleźć artykuły, których źródłem są zagraniczne portale, oficjalnie zamieszczające fejkowe historie dla humoru. Albo na podstawie troll-wątków na kafeterii. Dlatego polecam zawsze sprawdzać informacje, które zobaczycie w internecie, jak i w czołowych mediach.

Obalamy feministyczne mity: W bajkach i kreskówkach brakuje silnych i inteligentnych żeńskich postaci?

Postacie żeńskie z kreskówek

 
Dziś pozwolę sobie obalić mit, który swego czasu dosłownie rozłożył mnie na łopatki. Otóż jak się dowiedziałem, niektóre feministki są zdania, że w bajkach, kreskówkach czy serialach dla młodzieży nie ma, albo jest jakoś skrajnie mało silnych, charakterystycznych czy inteligentnych postaci płci żeńskiej. Jak pierwszy raz o tym usłyszałem, pomyślałem sobie, że ja chyba spędziłem dzieciństwo i okres nastoletni na jakieś innej planecie, bo potrafię bez problemu wymienić całą galerię takich postaci. Że już nie wspomnę, że współcześnie staje się wręcz modne, aby takie postacie promować.

 

Przykłady charakterystycznych żeńskich postaci

 
„Muminki” – Mała Mi

W „Muminkach” bardzo charakterystyczną postacią, wprowadzającą dużo humoru jest niejaka Mała Mi. Co prawda feministka mogłaby tu podnieść zarzut, że jest przedstawiana jako osoba o złośliwym charakterze. Jednak pomimo złośliwości Mała Mi jest raczej postacią pozytywną, w zasadzie nikogo nie krzywdzi, jest typem ekscentrycznej indywidualistki o pozytywnym nastawieniu do życia.

 
„Atomówki”

Główne bohaterki to trzy dziewczynki obdarzone supermocą, walczące ze złem, przestępczością, ratujące ludzi z różnych opresji.

 
„Mroczne przygody Billy’ego i Mandy” – Mandy

Tytułowy Billy to dobry chłopak, ale jest strasznie głupkowaty. W przeciwieństwie do Mandy, która jest bystra, sprytna i ma bardzo silny charakter.

 
„Pora na przygodę”

Co prawda głównymi bohaterami są postacie męskie, czyli człowiek Finn i pies Jake. Ale jednocześnie w większości królestw rządzą postacie kobiece, czyli królewny. W dodatku w najważniejszym z królestw, czyli Słodkim Królestwie rządzi niejaka Królewna Balonowa, która poza byciem władcą jest również naukowcem i najmądrzejszą postacią w całej kreskówce. W serialu możemy odnaleźć również inne ciekawe żeńskie postacie takie jak np. wampirzyca Marcelina.

 
„Xena: Wojownicza księżniczka”

Serial dla młodzieży o wojowniczce Xenie osadzony w greckiej mitologii. Xena to swego rodzaju żeński odpowiednik Herkulesa. Po raz pierwszy pojawiła się właśnie w jednym z odcinku serialu „Herkules”. Postać tak spodobała się widzom, że producenci zdecydowali się zrobić spin off z Xeną w roli głównej.

 
„Inspektor Gadżet” – Penny

Tytułowy Gadżet jest detektywem posiadając fajne gadżety, który jednak jest mocno nierozgarnięty. W rzeczywistości wszystkie sprawy zakulisowo rozwiązuje jego genialna siostrzenica Penny, posiadająca smykałkę do rozwiązywania zagadek kryminalnych i korzystania z nowoczesnej technologii.

 
„Odlotowe agentki”

Głównymi bohaterkami są trzy nastolatki, ratujące świat jako agentki działające w tajnej organizacji, której zadaniem jest ochrona ludzkości.

 
„Czarodziejka z Księżyca”

Japońskie anime, w którym główne bohaterki to nastolatki walczące ze złem jako Sailor Senshi (czarodziejki, wojowniczki).

 
„Pocahontas” (film animowany)

Główna bohaterka to Indianka wprowadzająca angielskiego żołnierza Johna Smitha w świat Indian.

 
„Mulan”

Kolejny film animowany od Disneya. Akcja toczy się 2 tysiące lat temu, podczas najazdu Hunów na Chiny. Główną bohaterką jest młoda dziewczyna o imieniu Mulan, która w przebraniu mężczyzny postawia zastąpić schorowanego ojca, gdy ten dostaje wezwanie do wojska.

 
„Pipi Lansztrung”

Postać z powieści szwedzkiej pisarki Astrid Lindgren oraz licznych filmowych i serialowych ekranizacji. Jest to samotna 9-letnia dziewczynka, której matka umarła, a ojciec kapitan zaginął na morzu. Jednak doskonale radzi sobie sama bez pomocy dorosłych, jest przedstawiana jako „najsilniejsza dziewczynka na świecie z torbą pełną złotych monet”.

 

Przykłady z bohaterami zbiorowymi

A teraz trochę przykładów, gdzie występuje bohater zbiorowy, w skład którego wchodzą zarówno postacie męskie, jak i żeńskie.

 
„Gumisie”

Wśród tytułowych gumisiów można odnaleźć zarówno postacie męskie jak i żeńskie. Podobnie jest wśród bohaterów ze świata ludzi, jest Kevin, jest i księżniczka Kala.

 
„Power Rangers”

Na tytułowych „wojowników mocy” składają się zarówno chłopaki, jak i dziewczyny.

„Shrek”

Tu mamy całą gamę zarówno męskich, jak i żeńskich postaci, a w dodatku całą mieszankę postaci z różnych bajek.

 
„Kryptonim: Klan na drzewie”

Głównymi bohaterami są dzieciaki tworzące tajną organizuję walczącą o „wyzwolenie dzieckości”. W ekipie mamy zarówno chłopców jak i dziewczęta. Przywódcą piątki bohaterów jest chłopak, czyli Numer 1, ale nad sobą ma jeszcze wyższe dowództwo, w skład którego wchodzą i chłopaki i dziewczyny.

 
„Yattaman”

Pozytywnymi bohaterami są tu dwójka przyjaciół Gan-chan (facet) i Janet (kobieta), którzy wspólnie starają się udaremnić plany bandy złoczyńców – Drombo (którzy swoją drogą też tworzą skład męsko-damski, dwóch mężczyzn i kobieta).

 
„Bionicy” („Bonic Six”)

Serial animowany o rodzinie, której członkowie zostali obdarzeni różnymi bionicznymi mocami. W skład zespołu wchodzi ojciec (Bionic-1), matka (Bio-matka), syn (Siłacz), córka (Szybka), adoptowany syn (IQ) oraz przyjaciel rodziny (Karateka).

 
Oczywiście takich postaci można by jeszcze wymienić wiele, zachęcam do podawania w komentarzach waszych własnych przykładów.

Wszyscy kłamią, więc wierzmy w dowody, a nie w słowa

Wszyscy kłamią

 
Swego czasu bardzo dużą popularnością cieszył się serial „Dr House”, gdzie główny bohater – Dr Gregory House, będący bardzo ekscentrycznym ale jednocześnie genialnym i skutecznym lekarzem zwykł mawiać „everybody lies”, czyli „wszyscy kłamią”. House dobrze wiedział, że jego pacjenci potrafią mijać się z prawdą, mając ku temu różne motywacje, chęć ukrycia zdrady małżeńskiej, depresji przed rodziną, brania narkotyków przed rodzicami, brania dopingu, w przypadku sportowców itd. Wiedział też, że nie tyczy się to tylko jego pacjentów, ale ludzi w ogóle.

I jakkolwiek wyrażenie „wszyscy kłamią” brzmi niewygodnie i nieprzyjemnie, jest ono w 100% prawdziwe. Próżno szukać choćby jednego naukowca, który nie przyznałby racji temu, że każdy człowiek na świecie dopuści się w swoim życiu co najmniej jednego kłamstwa. Jedni kłamią częściej inni rzadziej, ale nie ma ludzi, którzy by nie skłamali chociaż raz w życiu, to jest praktycznie niemożliwe. Nie mówimy teraz o części, ani nawet o większości ludzkości, tylko o pełnym 100% ludzi na ziemi. Mało tego jak pokazują badania naukowe, ludzie kłamią średnio…. od 2 do 200 razy na dobę. Oczywiście mi również zdarza się kłamać, tak jak i wam drodzy czytelnicy, i nawet nie kłamcie, że jest inaczej.

 

Domniemanie niewinności – absolutny fundament prawa i praw człowieka

Domniemanie niewinności, według którego człowiek jest niewinny, dopóki nie udowodni mu się winy, to jedna z najważniejszych podstaw prawa. Bez niej człowiek byłby praktycznie pozbawiony wszelkich praw, nie miałby prawa do wolności, bo można go w każdej chwili zamknąć bez powodu, nie miałby prawa do własności, bo można mu w każdej chwili odebrać majątek, albo wyłudzać pieniądze w ramach szantażu, ani też prawa do wolności słowa, bo za głoszenie poglądów, które chociaż w minimalnym stopniu komuś się nie spodobały, zostałby spacyfikowany fałszywym oskarżeniem i skazaniem za niewinność. Nie miałby nawet prawa do zwykłej ludzkiej godności, całe życie można by go szantażować, niszczyć psychicznie, na co nie mógłby nic poradzić.

Zasada domniemania niewinności wynika także z logiki. To tezę trzeba udowodnić, a nie jej zaprzeczenie. Np. to że nie ma dowodu na to, że mój sąsiad nie jest purpurowym nosorożcem, nie oznacza, że jest on purpurowym nosorożcem. To tezę o tym, że jest purpurowym nosorożcem trzeba udowodnić. Stąd jedna z paremii prawnych głosi: „Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat”, czyli „Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto twierdzi, a nie na tym, kto zaprzecza”.

Z tymże wbrew temu co sądzą niektórzy ciężar dowodu w sprawie karnej nie spoczywa na ofierze przestępstwa, tylko na prokuraturze. To prokurator występuje w sprawie sądowej w roli oskarżyciela i przedstawia zebrane dowody, starając się przekonać sąd, że są one wystarczające do wydania wyroku skazującego. Do zebrania dowodów potrzebny jest sztab ludzi, policjantów i różnych ekspertów, którzy zbadają miejsce zbrodni, lekarza, który zrobi obdukcję, pracowników laboratorium, którzy zbadają materiał biologiczny i inne ślady, różnej maści biegłych itd. itd. W przydatku morderstwa ofiara nie żyje, i siłą rzeczy nie może uczestniczyć w sprawie, ale policja i prokuratura i tak badają sprawę. Ofiara może nie móc brać udziału w śledztwie także z innych powodów jak jej stan psychiczny, czy potrzeba hospitalizacji, ale tak czy inaczej organy ścigania szukają dowodów, do tego właśnie są powołane.

Natomiast oskarżony nie musi udowadniać niewinności. Jeśli akurat ma alibi, może je przedstawić policji i prokuraturze, co pozwala na szybkie zakończenie sprawy. Ale jego brak nie niesie ze sobą żadnych skutków prawnych, gdyż brak dowodów na niewinność nie oznacza, że jest winny. A w większości wypadków udowodnienie niewinności jest zwyczajnie niemożliwe, przykładowo nikt nie jest w stanie pokazać dowodu, że nie jest złodziejem butów.

Te same zasady dotyczą również innych dziedzin poza prawem. Przykładowo, jeśli uważam, że dokonałem wielkiego odkrycia naukowego, muszę to udowodnić, żebym mógł dostać nagrodę Nobla. Same słowa nie wystarczają, bo powiedzieć można wszystko. Tak samo tu na blogu mogę napisać zdanie: „Miliard mężczyzn w Polsce pada ofiarą przemocy domowej ze strony partnerek”. Jest to niemożliwe, bo w Polsce nawet nie mieszka miliard mężczyzn, ale napisać mogę, od samego napisania to nie staje się prawdą. Dlatego właśnie jeśli podaję już jakieś fakty (prawdziwe) to przytaczam źródła, bo wiem, że nikt nie ma obowiązku wierzyć we wszystko co napiszę, bez źródeł ten blog byłby bezwartościowy.

Wracając do domniemania niewinności, wbrew temu co próbują wmawiać niektóre feministki, nie jest zasadą dotyczącą tylko procesu karnego. Domniemanie niewinności ma wymiar zarówno procesowy, jak i pozaprocesowy. W przypadku tego drugiego, chodzi o to, że każdy ma obowiązek powstrzymać się przed podejmowaniem niekorzystnych kroków wobec oskarżonego zanim jego wina nie zostanie udowodniona. Nie można np. zwolnić go z pracy, poddawać linczowi społecznemu, czy opisywać go w mediach jako sprawcę zanim jego wina nie zostanie udowodniona. Dlatego, że każdy ma prawo do dobrego imienia, a domniemanie niewinności to tzw. domniemanie wzruszalne, czyli takie które może zostać obalone dopiero przez wykazanie winy. Więcej na ten temat w świetnym artykule mec. Anny Węgrzyn.

Domniemanie niewinności ma również ogromne znaczenie dla gospodarki. W ekonomii funkcjonuje takie określenie jak reżimowa niepewność. W skrócie chodzi o to, że w kraju, w którym prawo nie gwarantuje ochrony praw obywatelskich i praw własności nikomu nie opłaca się podejmować przedsiębiorczego i twórczego działania. Nie opłaca się podejmować inwestycji, jeśli w każdej chwili rząd może znacjonalizować twoją firmę/fabrykę czy przejąć twój majątek. W sytuacji skrajnej, czyli w państwie totalitarnym, gdzie można nawet zostać zamkniętym w więzieniu/obozie bez powodu ludzie tracą motywację w ogóle do jakiekolwiek pracy, zdobywania wykształcenia itd. Kto tylko może próbuje też zwyczajnie uciekać za granicę. W mniejszej skali problem reżimowej niepewności może wystąpić również w państwie demokratycznym, duża biurokracja, niejasne przepisy, czy nadmierna skłonność rządu do nagłego podnoszenia podatków odstraszają przedsiębiorców i inwestorów, powodując odpływ kapitału do państw o przyjaźniejszym klimacie politycznym i gospodarczym.

 

Kłamstwo – siła napędowa totalitaryzmu

W państwach totalitarnych kłamstwo odgrywa zasadniczą rolę, dzięki której rządzący mogą utrzymywać się przy władzy. Przede wszystkim brakuje podstawowych praw obywatelskich jak domniemanie niewinności, prawo do sprawiedliwego procesu czy wolność słowa.

Władze mogą więc bez przeszkód likwidować przeciwników politycznych i osoby niewygodne, skazując je na śmierć lub zamykając w więzieniu/obozie. Każdego można uznać za „szpiega”, „wroga ludu”, „zdrajcę Rzeszy” itp. czy oskarżyć o dowolne przestępstwo. Tu nikt nie jest bezpieczny, nawet prominenty działacz partyjny może z dnia na dzień zostać uznany za wroga, spiskowca i zostać skazany bez żadnych dowodów. W ZSRR w czasie procesów moskiewskich skazano na śmierć większość dawnych przywódców bolszewickich, w tym nawet człowieka, który przed laty uratował Stalinowi życie, na jego pytanie „czy wie czym jest wdzięczność?” Stalin odpowiedział: „wdzięczność to cecha psów”.

Poza tym dochodzi fakt, że w takich warunkach zwykli ludzie również wykorzystują donosy i fałszywe oskarżenia do własnych celów i osobistych porachunków. Jest to również celowy zabieg ze strony władzy totalitarnej. Nawet najlepiej zorganizowane służby nie są w stanie stale inwigilować i kontrolować wszystkich obywateli. A tak to obywatele sami inwigilują i kontrolą siebie nawzajem. Niszczy się więzi międzyludzkie, nie można już nikomu ufać, nawet w obrębie własnej rodziny. W ten sposób niszczy się do reszty wszelkie namiastki opozycji wobec władzy.

Jak wiemy z historii skutki takiej polityki są po prostu przerażające. W samym tylko XX w. reżimy totalitarne wymordowały 170 mln niewinnych ludzi. I to nie licząc ofiar dwóch wojen światowych. I mówimy teraz o samych ofiarach śmiertelnych. Łączna liczba ludzi, którzy stracili życie albo zostali skrzywdzeni w inny sposób: spędzili lata w łagrach, obozach koncentracyjnych, stracili majątki, rodziny, zostali niesłusznie zamknięci w zakładach psychiatrycznych (jak sowieckie psychuszki) itd. sięga spokojnie setek milionów ludzi. To tak gdyby ktoś się zastanawiał na ile ważna jest ochrona podstawowych praw obywatelskich jak domniemanie niewinności, prawo do sprawiedliwego procesu, czy wolność słowa.

Drugim elementem wykorzystania kłamstw w systemie totalitarnym jest rzecz jasna propaganda. Mając pełną kontrolę nad mediami, a także kulturą i sztuką władza może bez trudu oszukiwać społeczeństwo, prezentując siebie w pozytywnym świetle, zaszczepiać wrogość wobec przeciwników, fałszować dane gospodarcze (propaganda sukcesu), tuszować swoje zbrodnie itd. Bardzo ważną rolę odgrywa tu również cenzura, niedopuszczanie do powszechnego odbioru odmiennych źródeł informacji, demaskujących działanie władzy.

Kończąc ten wątek pragnę zauważyć, że żaden totalitaryzm nie powstaje z dnia na dzień. To dzieje się stopniowo. W taki sposób Adolf Hitler tłumaczył się przed społeczeństwem po „Nocy długich noży”: „Jeśli ktokolwiek wypomni mi to pytając dlaczego nie odwołałem się do zwykłych sądów, oto co powiem: W tej godzinie byłem odpowiedzialny za los narodu niemieckiego, a przez to stałem się sędzią najwyższym tego ludu”. Resztę historii znamy.

I zawsze będzie istnieć grupa ludzi, którym marzy się władza totalitarna, dążąc do celu stopniowo, sprawdzając reakcje opinii publicznej. Dlatego jako społeczeństwo zawsze musimy reagować na wszelkie naruszenia uczciwego procesu, domniemania niewinności, wolności słowa itd. Czy robi to Hitler, Stalin, czy jakaś nawiedzona feministka, musimy reagować i się temu przeciwstawiać, zanim obudzimy się z ręką w nocniku.

 

W koszmarze fałszywych oskarżeń

Nawet w państwie demokratycznym, gdzie obowiązuje zasada domniemania niewinności, prawo do sprawiedliwego procesu i zasada in dubio pro reo (wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego) występuje problem fałszywych oskarżeń. Przede wszystkim nadal nie wszyscy rozumieją pozaprocesowy charakter domniemania niewinności. Brakuje też odpowiednio wysokich kar za fałszywe oskarżenia.

Dlatego powszechnym jest wykorzystywanie fałszywych oskarżeń o przemoc domową i fałszywych oskarżeń o pedofilię przy sprawach rozwodowych (i nie tylko). Z wielu różnych powodów, mamy powszechne fałszywe oskarżenia o gwałt. Do tego dochodzą fałszywe oskarżenia o molestowanie, które nawet nie ma ścisłej definicji. A do tego to wszystko idzie dalej, pojawią się wymyślne określenia, jak oskarżenia o „niewłaściwe zachowanie„, „mowę nienawiści”, „mikroagresję”, o które można oskarżać każdego, bo nie są one precyzyjne określone.

Fałszywe oskarżenia to głównie broń, którą kobiety wykorzystują przeciwko mężczyznom, ale w zasadzie coraz bardziej dochodzimy do momentu, gdzie każdy może oskarżyć każdego o wszystko.

Ostatnio nawet tak postępowa osoba, jak Jane Kate Rowling została oskarżona o rasizm. Powodem oskarżenia było to, że rolę Nagini, czyli węża Lorda Voldemorta, która w przeszłości była zwykłą kobietą dobrowolnie odegrała aktorka azjatyckiego pochodzenia. Dodajmy, że książki J. K. Rowling o Harrym Potterze to jest wręcz manifest tolerancji. Voldemort jako główny czarny bohater jest tu swego rodzaju Hitlerem, dyskryminującym nie w pełni czystej krwi czarodziei. J. K. Rowling napisała także swego czasu na Twitterze, że Dumbledore, czyli najpotężniejszy czarodziej w powieści jest… gejem.

O czym już pisałem w innych artykułach w ramach #MeToo absurdalne oskarżenia trafiły nawet w działaczy feministycznych jak Jakub Dymek, Aziz Ansari, Justin Trudeau, Cristina Garcia (to akurat kobieta i w dodatku jedna z liderek #MeToo), a ostatnio nawet w samego Michaela Kimmela. Rewolucja zjadająca swoje dzieci, już nie ma kogo dopadać.

Fałszywe oskarżenia są stosowane także do walki politycznej i ideologicznej. Tak jak to było w przypadku Bretta Kavanaugha, Patricka Browna, Carla Sargenta i wielu innych. Prezydent mojego miasta (wybaczcie ale z przyczyn osobistych nie podaję dokładnych danych) spotkał się w czasie ostatniej kampanii wyborczej z zarzutami o różne czyny typu „przekroczenie uprawnień”, nic nie zostało potwierdzone w śledztwie, a jeden z przeciwników politycznych dał się swego czasu przyłapać na stwierdzeniu, „że trzeba go wsadzić”, żeby móc z nim wygrać. Dodam tylko, że wspomniany prezydent jednak wygrał wybory na drugą kadencję.

Dariusz Matecki w czasie ostatnich wyborów został pomówiony o bycie „damskim bokserem”, bo mając 10 lat pokłócił się z koleżanką (bez żadnych rękoczynów). Wygrał o to proces z Platformą Obywatelską, która musiała zamieścić publiczne przeprosiny. Jaok z pyta.pl, z kolei został oskarżony przez Antifę o uderzenie kobiety, co było pretekstem do ataku na jego osobę. Jak jednak wykazało nagranie, nawet jej nie dotknął. Przy okazji na nagraniu widzimy jak feministki zasłaniały całą sytuację niebieską wstęgą (symbolizującą sprzeciw wobec przemocy) przed policją, żeby Antifowcy mogli bić dziennikarza.

Do tego wszystkiego dochodzi masowe banowanie ludzi w mediach społecznościwych za poglądy. Spotkało to już tak wielu ludzi z tak błahych powodów, że chyba każdy wie o co chodzi, a może być jeszcze gorzej (widmo ACTA2). W dodatku blogerzy potrafią ucierpieć także w realnym świecie. Dwie feministki ostatnio doprowadziły do zamknięcia bloga pomagającego mężczyznom przy rozwodzie. Marek Kotoński spotkał się w związku z swoją działalnością z całą masą hejterów, wystarczy zajrzeć na jego forum Bracia Samcy, i w prawym górnym rogu mamy szereg wygranych spraw sądowych i publicznych przeprosin od ludzi, którzy go pomawiali, stalkowali i naruszali jego dobra osobiste. Znając trochę środowisku blogerskie znam również wiele historii blogerów zaszczutych przez hejterów i stalkerów, to już temat na osobny artykuł.

Fałszywe oskarżenia zwłaszcza o poważne rzeczy jak gwałt czy pedofilia mają także swoją szokującą specyfikę pod tym względem, że jednocześnie są bardzo łatwe do wykonania i jednocześnie potrafią przynieść fatalne konsekwencje. Mogą doprowadzić do samobójstwa, niesłusznego skazania, załamania psychicznego, utraty kontaktu z dziećmi, zniszczenie kariery. Równocześnie uderzają w rodzinę osoby oskarżonej, która również spotyka z ostracyzmem społecznym, dzieci spotykają się z drwinami kolegów itd. Oberwać może także wiele więcej ludzi, jeśli oskarżony jest np. przedsiębiorcą, lekarzem, wynalazcą itp. Czyli prostym do wykonania ruchem można bardzo zaszkodzić dużej grupie osób. W dodatku jest to atak nie wprost, ofiara nawet w nim nie uczestniczy. W związku z tym, nie da się przed nim bronić, nie obroni nas żaden gaz pieprzowy, ani drzwi antywłamaniowe. Jedyne co nas broni to domniemanie niewinności. Ale musimy je wzmocnić, zwłaszcza co jego wymiaru pozaprocesowego oraz potrzeba nam podwyższenia kar za fałszywe oskarżenia. Tak samo musimy się przeciwstawiać skompromitowanej już akcji #MeToo, która zaczyna niszczyć relacje męsko-damskie, do tego stopnia, że mężczyźni zaczynają unikać udzielanie pierwszej pomocy kobietom, a nowe zasady na Wall Street pokazują, że niszczy to relacje mężczyzn i kobiet w pracy, zniechęca do zatrudniania kobiet, blokuje im kariery itd.

 

Małe uwagi na koniec

Żeby ktoś mnie źle nie rozumiał. Przesłaniem artykułu jest apel o zdrowy rozsądek i niewyciąganie pochopnych wniosków. I coś co był określił zdaniem: „Pomagaj nie szkodząc”. Do mnie też zwracają się różni ludzie z prośbą o pomoc i porady. Zdarzają się też picerzy i mitomani, bo raz że wśród mężczyzn też są ludzie, którzy kłamią, a dwa nikomu nie odmawiam pomocy, kobietom też odpisuję. No ale ja nigdy nie wchodzę w konflikty między ludźmi, nie oceniam kto ma rację, nie pokazuję palcem kto jest tym złym. Natomiast odpowiadając na pytania typu „Co prawo mówi na temat…..?”, „A jakie są w Polsce organizacje wspierające prawa ojców?”, „A gdzie szuka się pomocy w przypadku bycia ofiarą przemocy?”, to nawet gdyby ktoś mnie okłamał nic wielkiego się nie stanie, prawda i tak wyjdzie na jaw. Sprawy czysto kryminalne zostawiam z kolei policji, prokuraturze i sądom, bo one od tego właśnie są.