Międzynarodowe badania nad przemocą domową kobiet wobec mężczyzn – Cz.2, Europa (w tym Polska)

Przemoc wobec mężczyzn

 
Część druga serii, w której przedstawiam wyniki badań nad zjawiskiem przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn, przeprowadzone w różnych krajach świata, które to można znaleźć w książce Mariana Cabalskiego „Przemoc stosowana przez kobiety”. W tej części będzie o badaniach z krajów europejskich, w tym również z Polski.

 

Badania z Wielkiej Brytanii

Psycholog John Archer z University of Central Lancashire w opracowaniu Sex differences in aggression beetween heterosexual partners: A meta-analytic review, opisującym wyniki kilkudziesięciu badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii przez ostatnie 40 lat ubiegłego wieku, wyraził przekonanie, że wszystkie one stanowią wystarczające uzasadnienie powszechnie przyjmowanej tezy, iż w związkach heteroseksualnych kobiety są skłonne do stosowania przemocy fizycznej tak jak mężczyźni, a nawet nieco częściej niż oni. Jednocześnie jednak autor zauważył, że w świetle jego przeglądu kobiety dwa razy częściej niż mężczyźni odnoszą rany lub są pozbawiane życia w rezultacie aktów przemocy małżeńskiej.

W 1996 roku po przeprowadzeniu badań nad przemocą w brytyjskich małżeństwach heteroseksualnych (reprezentatywna próba 894 mężczyzn i 971 kobiet) grupa socjologów stwierdziła, że 18% mężczyzn i 13% kobiet było ofiarami przemocy fizycznej ze strony partnerki lub partnera.

W 2004 roku, w badaniu populacji dorosłych Brytyjczyków dotyczących używania alkoholu i agresji w związkach małżeńskich, ustalono, że w ciągu dwuletniego okresu poprzedzającego przeprowadzenie sondażu 16% kobiet stosowało przemoc fizyczną wobec swoich partnerów, a 13% mężczyzn dopuszczało się jej wobec swoich partnerek.

Autorzy referatu przedstawionego w 2005 roku na IX Dorocznej Konferencji Badań Nad Przemocą w Rodzinie w Portsmouth, podali, że w przeprowadzonych przez kilka lat badaniach do stosowania przemocy wobec partnerów przyznało się 29% respondentek i 17% respondentów.

Brytyjska organizacja pozarządowa zajmująca się monitorowaniem zjawisk związanych z funkcjonowaniem rodzin, Campaign Group Parity w raporcie z 2010 roku przedstawiła estymację, w świetle której przemoc kobiet wobec mężczyzn stanowi więcej niż 40% przypadków przemocy domowej w Angli. Zbliżony rezultat (mężczyźni stanowią około 40% ofiar) pokazują dane Office Home (brytyjski odpowiednik polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) oraz wyniki ostatnich sondaży przeprowadzonych w ramach British Crime Survey.

 

Badania z Niemiec

W latach 2003–2004 z inicjatywy Federalnego Ministerstwa ds. Rodziny, Seniorów, Kobiet i Młodzieży przeprowadzono pilotażowe badania „Violence against men. Men’s experiences of interpersonal violence in German”. Jak podają autorzy sprawozdania opublikowanego w 2004 roku, były to pierwsze ogólnoniemieckie sondaże dotyczące interpersonalnej przemocy wobec mężczyzn, obejmujące ich dzieciństwo, młodość oraz życie dorosłe. Dotyczyło to doświadczanie przemocy ze strony obojga płci, w przypadku przemocy ze strony kobiet, była to głównie przemoc domowa.

W kwestii przemocy fizycznej:

  • Co czwarty z respondentów stwierdził, że doznał aktu przemocy ze strony partnerki co najmniej raz, a w niektórych przypadkach kilka razy. Z reguły – jak stwierdzali badani – były to drobne przejawy agresji fizycznej, których nie uznawali za przejawy stosowania przemocy
  • Co szósty z respondentów oświadczył, że został przez rozgniewaną partnerkę odepchnięty raz lub kilka razy
  • Co dziesiąty badany wyznał, że został „uderzony lekko”
  • Co dwudziesty, oświadczył, że partnerka „ugryzła go lub boleśnie podrapała, silnie kopnęła, pchnęła lub chwyciła” albo „rzucała w niego domowymi przedmiotami w taki sposób, że mógł zostać poraniony”
  • Około 5% respondentów doznało kontuzji na skutek przemocy małżeńskiej. Taki sam odsetek mężczyzn obawiał się, iż w jednej lub kilku awanturach domowych odniesie poważne lub zagrażające życiu obrażenia cielesne
  • Żaden z badanych, którzy stwierdzili, że doświadczali przemocy fizycznej ze strony partnerki, nie wezwał policji, chociaż niektórzy uważali, że sprawczynie przemocy powinny być ukarane za czyny, których się wobec nich dopuściły

Częściej odnotowano przypadki przemocy psychicznej, szczegółowe wyniki prezentowały się następująco:

  • Co piąty z badanych mężczyzn oświadczył, że jego partnerka jest o niego zazdrosna i aktywnie ogranicza mu kontakty z innymi ludźmi
  • Co szósty indagowany stwierdził, że jego partnerka sprawdza dokąd idzie, z kim się spotyka, co robi i kiedy wróci do domu
  • Co szesnasty respondent ujawnił, że partnerka przegląda jego korespondencję pocztową, monitoruje połączenia telefoniczne i e-mailowe w celu uniemożliwienia mu kontaktów z jego rodziną i znajomymi
  • Co dwudziesty przyznał, że jego partnerka decyduje za niego, co powinien robić, a czego mu nie wolno
  • Z nieco niższą częstotliwością odnotowano także inne formy przemocy psychicznej jak: stosowanie wyzwisk i przekleństw; dokuczliwe wypowiedzi; poniżanie w obecności osób trzecich; podważanie poczucia własnej godności partnera; okazywanie gniewu i złości; przymuszanie do akceptowania decyzji; stosowanie gróźb aby wymusić posłuch; wywieranie innych form silnej presji psychicznej

 

Badania z Ukrainy

Badania na temat przemocy na Ukrainie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie 1116 osób pozostających w związkach małżeńskich lub konkubinatach (558 mężczyzn i 558 kobiet). Badacze posłużyli się zmodyfikowanym dla potrzeb sondażu kwestionariuszem CTS. Wyniki wykazały, że praktycznie taka sama liczba mężczyzn i kobiet dopuściła się kiedykolwiek przemocy fizycznej wobec swojego współpartnera (odpowiednio: 18,7% i 18,5%). Także, niemal identyczna liczba przedstawicieli obu płci przyznała się do użycia tego rodzaju przemocy w ciągu roku poprzedzającym badanie (11,4% mężczyzn i 11,3% kobiet).

 

Badania z Polski

W 2004 roku Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego na zlecenie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy wykonał badania dotyczące przemocy domowej pośród mieszkańców stolicy. Sondażem objęto reprezentatywną próbę 1000 dorosłych mieszkańców Warszawy.

Wyniki prezentowały się następująco:

  • Wśród ogółu badanych 8% kobiet oraz 5% mężczyzn podczas kłótni małżeńskich było policzkowanych przez partnera
  • 16% kobiet oraz 16% mężczyzn doznawało ze strony partnera popychania i szarpania
  • 7% badanych obojga płci było bitych przez osobę najbliższą (męża lub żonę), w tym 8% kobiet i 4% mężczyzn

 
W 2010 roku Ośrodek Badania Opinii Publicznej w Warszawie (TNS OBOP) przeprowadził w dniach od 8 do 22 listopada badania pod nazwą „Diagnoza zjawiska przemocy w rodzinie w Polsce wobec kobiet i wobec mężczyzn” na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Przebadano reprezentatywną grupę 3000 dorosłych Polaków (1500 kobiet i 1500 mężczyzn). Wyniki badania prezentują się następująco:

  • 39% ofiar przemocy domowej stanowili mężczyźni, 61% – kobiety. W przypadku przemocy fizycznej w rodzinie kobiety stanowiły 63% ogółu ofiar, mężczyźni – 37%. Wśród ofiar przemocy psychicznej: 64% stanowiły kobiety, a 36% mężczyźni. W przypadku ofiar przemocy ekonomicznej kobiet było 70%, a mężczyzn 30%
  • Mężczyźni stanowili 70% ogółu sprawców przemocy w rodzinie, kobiety 30%. Gdy ofiarą jest kobieta, mężczyźni stanowili 79% sprawców, kobiety 21%. Gdy ofiarą jest mężczyzna, sprawcami byli w 53% mężczyźni, w 47% kobiety
  • Przemoc kobiet wobec mężczyzn jest częściej akceptowana niż przemoc mężczyzn wobec kobiet
Reklamy

Międzynarodowe badania nad przemocą domową kobiet wobec mężczyzn – Cz.1, USA i Kanada

Przemoc wobec mężczyzn

 
Chociaż temat przemocy kobiet wobec mężczyzn jest tematem tabu dla opinii publicznej, nieco inaczej wygląda to w świecie nauki. Od lat 70-tych XX. to zjawisko doczekało się licznych badań. Sporo z nich możemy znaleźć książce Mariana Cabalskiego pt. „Przemoc stosowana przez kobiety”. Pozwolę sobie przedstawić wyniki najważniejszych z nich. Artykuł zostanie podzielony na kilka części, w pierwszej będzie o badaniach z USA i Kanady.

 

Badania ze Stanów Zjednoczonych

Jednym z pierwszych badaczy tematu przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn była Suzanne Steinmetz, autorka określenia „syndrom maltretowanego męża”. W swojej książce „The battered husband syndrome” podała, że w Stanach Zjednoczonych co roku około 250 tysięcy mężów jest maltretowanych przez żony. Jej zdaniem mężczyźni równie często jak kobiety padają ofiarą przemocy w rodzinie.

Z tezą na temat symetrii pod względem płci zgadzają inni amerykańscy badacze: Clifton P. Flynn, Murray A. Straus, Richard J. Gelles, J. Scansoni, A. Tyree,  J. Malone, Martin S. Fiebert.

Murray A. Strauss, dyrektor Laboratorium Badań nad Rodziną Uniwersytetu New Hampshire (Family Research Laboratory University of New Hampshire) temat przemocy w rodzinie bada od lat 80-tych, należąc do grona największych ekspertów na świecie. Na podstawie Ogólnokrajowych Badań nad Przemocą w Rodzinie (National Family Violence Survey) przedstawił obserwacje dotyczące ogólnych prawidłowości dotyczących tego rodzaju przemocy. W 1985 roku w jego badaniach okazało się, że na 495 par, w których kobieta zgłaszała co najmniej jeden przypadek przemocy, mężczyzna był jej wyłącznym sprawcą w blisko 26% badanych par, z kolei kobieta – wyłączną sprawczynią w 25,6% par objętych badaniami. W 48,4% z nich do przemocy odwoływali się oboje partnerzy (przemoc fizyczna wzajemna). Autor wywnioskował, że minimalny szacunek przypadków przemocy, które nie mogły być działaniem w obronie własnej, ponieważ w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie przemoc stosowały wyłącznie kobiety, wynosi około 25–30%. Podobne wyniki co do przemocy wyłącznie ze strony kobiet wykazały sondaże przeprowadzone w ramach innego programu badawczego: Ogólnokrajowego Badania Rodzin i Gospodarstw Domowych (National Survey of Families and Households).

Psycholog społeczny z Kalifornijskiego Uniwersytetu Stanowego, Martin S. Fiebert od ponad 30 lat przeprowadza systematyczny przegląd amerykańskich i międzynarodowych badań dotyczących problematyki przemocy stosowanej przez kobiety. Jego metaanaliza nosi tytuł References examining assaults by women on their spouses or male partners: An annotated bibliography (Doniesienia z badań nad aktami przemocy fizycznej kobiet wobec mężów i męskich partnerów: bibliografia z przypisami). Opracowanie to obejmuje lata 1980–2011, omawiając 282 badania akademickie, 218 sondaży zrealizowanych przez inne podmioty niż uczelnie wyższe, a także 64 analizy i recenzje na ten temat. Wspólnym mianownikiem komentowanych przez M.S. Fieberta komunikatów naukowych jest teza, że kobiety w relacjach ze swoimi małżonkami i partnerami dopuszczają się przemocy fizycznej, a nawet bywają bardziej agresywne niż mężczyźni. W dniu 2 maja 2011 r. łączna wielkość próby we wszystkich przywołanych przez M.S. Fieberta badaniach przekroczyła już całe 369 800 osób.

W 1989 roku dwóch kryminologów, D.B. Sugarman i G.T. Hoteling, opublikowało przegląd 21 akademickich badań ankietowych dotyczących przemocy fizycznej wśród par niemieszkających wspólnie. Celem było odkrycie różnic między płciami pod względem inicjowania napaści w takich związkach. Na podstawie dokonanych przez autorów obliczeń okazało się, że średni współczynnik napaści fizycznych ze strony mężczyzn wynosi 329, a w przypadku kobiet – 393 na 1000 związków. Badania wykazały także wyższy w porównaniu z mężczyznami odsetek kobiet, które przyznały się do stosowania przemocy w trakcie randek.

W 2007 roku socjolog Daniel J. Whitaker poinformował o badaniach federalnego ośrodka monitorowania patologii społecznych przeprowadzonych wśród młodych dorosłych na przełomie lat 2006 i 2007. W ich rezultacie ustalono, że połowa wszystkich zbadanych przypadków przemocy partnerskiej miała charakter przemocy wzajemnej. Co ciekawe, okazało się także, że aż w 71% awantur domowych przemocy fizycznej dopuszczały się kobiety.

W książce opisującej postawy mieszkanek schronisk dla maltretowanych kobiet Jean Giles-Sims wykazała, że 50% respondentek przyznało się do napaści na partnerów w ciągu roku poprzedzającego zamieszkanie w schronisku. A także 41,7% deklarowało stosowanie przemocy fizycznej wobec partnera przed upływem pół roku od jego opuszczenia. Z informacji zebranych przez badaczkę w trakcie licznych wywiadów pogłębionych wynika, że wszystkie te akty przemocy nie przybierały formy obrony własnej.

Lenore E. Walker – autorka, która jako pierwsza sformułowała i opisała pojęcie „syndromu maltretowanej kobiety” również badała kobiety trafiające do schronisk dla ofiar przemocy. W swoich badaniach ustaliła, że jedna na cztery kobiety, żyjące w trwałych związkach z mężczyznami „odwoływała się do przemocy fizycznej, aby dostać to, czego chciała”.

 

Badania z Kanady

Najczęściej cytowane w literaturze kanadyjskim badanie na temat przemocy to Ogólne Badanie Społeczne (General Social Survey: GSS) z 1999 roku. Zostało przeprowadzone na reprezentatywnej dla całego kraju grupie kilkunastu tysięcy osób. Każdemu z respondentów zadano 10 pytań dotyczących przemocy ze strony ich obecnych oraz poprzednich małżonków lub partnerów. Chodziło o zdarzenia polegające na agresji fizycznej i psychicznej w trakcie dwunastomiesięcznych i pięcioletnich okresów poprzedzających realizowany wywiad telefoniczny. Analiza uzyskanych odpowiedzi pozwoliła ustalić, że mężczyźni i kobiety w niemal równych proporcjach (odpowiednio: 7% i 8%) byli ofiarami przemocy ze strony partnera.

Inne badanie to wywiad telefoniczny z 1987 roku, obejmujący 356 mężczyzn i 351 kobiet, będący z związkach małżeńskich lub w konkubinacie. Wynik: 12% indagowanych mężczyzn zadeklarowało, że ze strony swoich partnerek doznało przemocy w okresie 12 miesięcy poprzedzających badanie; podobnie 12% kobiet stwierdziło, że doświadczyło fizycznej napaści ze strony swoich partnerów w tym samym okresie czasu. Badacze odnotowali podobne proporcje kobiet i mężczyzn, którzy w awanturach domowych doznali drobnej i ciężkiej przemocy fizycznej.

Biali rycerze – kim są?

Biały rycerz

 
Dzisiaj będzie o sile, która w dużej mierze podtrzymuje cały ten pierdolnik, o którym piszę na blogu. A mianowicie o tzw. białych rycerzach.

 

Czym charakteryzują się biali rycerze?

W skrócie są to mężczyźni, którzy prawie zawsze stają po stronie kobiet, bez względu na kontekst sytuacji. Białego rycerza nie należy mylić z gentlemanem, czy facetem który po prostu szanuje kobiety. Biali rycerze różnią się tu przesadną idealizacją kobiet, uległością wobec nich i niemalże automatyczną reakcją stawania w ich obronie, bezrefleksyjnie.

Przykładem białorycerskiej reakcji jest sytuacja, w której np. kobieta zachowuje się agresywnie wobec mężczyzny, wyzywa go, szturcha, policzkuje itd. Wystarczy, że on np. lekko ją odepchnie i potrafi zebrać się grupka białych rycerzy, oskarżających go o bycie „damskim bokserem”. Innym przykładem białorycerskiego zachowania jest długotrwała chęć zdobycia zainteresowania ze strony danej kobiety, poprzez dawanie jest prezentów, zabieranie jej w różne miejsca, pomimo iż nie przynosi to żadnych rezultatów.

Przyczyny takich zachować mogą być różne. Na poziomie ewolucyjnym mężczyźni mają skłonność do chronienia osób słabszych, w tym kobiet, białorycerstwo jest wypaczoną wersją tej naturalnej skłonności. Istnieje nawet w psychologii takie zjawisko jak Women are wonderful effect, który sprawia, że kobietom przypisuje się więcej pozytywnych cech niż mężczyznom. Kolejna rzecz to kultura, żyjemy w świecie, w którym idealizuje się kobiety oraz nakierowuje się uwagę opinii publicznej głównie na ich problemy, zobacz także: Gynocentryzm. Efekt białego rycerza może również zostać wzmocniony wychowaniem przez samotną matkę, sfeminizowanie zawodów gdzie pracuje się z dziećmi (szkoły, przedszkola itd.) i brakiem męskiego wzorca w wychowaniu.

 

Białorycerstwo nie popłaca

Ironią losu jest to, że biali rycerze w większości przypadków osiągają cel odwrotny od zamierzonego. Dzieje się tak dlatego, że kobiety zwyczajnie nie pożądają uległych i nadskakujących im mężczyzn. Facet zachowujący się w taki sposób może być materiałem do bycia w friendzone, ale prawie nigdy nie udaje mu się w ten sposób dojść do relacji związku uczuciowego i seksualnego. W zasadzie jest dokładnie odwrotnie, kobiety wolą wybierać mężczyzn bardziej asertywnych, niedających sobie wejść na głowę, a nawet mniej lub bardziej dominujących. Nie warto również być białym rycerzem na poziomie społecznym, czego najlepszą laurką są męscy feminiści, którzy zostali fałszywie oskarżenie o molestowanie, a nawet gwałt w ramach akcji #MeToo.

Optymistyczne jest to, że z białorycerstwa da się wyjść. W tej roli świetnie sprawdza się manosfera, zwłaszcza pod tagiem „theredpill”. Mężczyzna popełniający w kółko te same błędy w relacjach z kobietami, w końcu zaczyna szukać informacji, co robi nie tak i trafia na artykuły i filmy, które podają mu wiedzę jak na tacy. Nie jest to niestety jednak takie proste. Biały rycerz, nieposiadający jeszcze chociaż minimum wiedzy, w pierwszej chwili zazwyczaj reaguje agresją i uważa członków manosfery za grupę mizoginów. Rzuca przy tym pod ich adresem mocno emocjonalne inwektywy, nierzadko logicznie sprzeczne, np. uważa jednocześnie, że są incelami i „w głowie im tylko ruchanie” albo twierdzi, że każdego z nich pewnie „skrzywdziła jakaś kobieta”, chociaż sam postrzega kobiety jako chodzące anioły. Jednak z czasem, mając coraz większą wiedzę życiową, taki facet jest w stanie zrozumieć, że to jednak ci „mizogini” mieli w jakimś stopniu rację, a to jego wyobrażenia o relacjach damsko-męskich i funkcjonowaniu społeczeństwa jakoś nie bardzo pokrywają się z rzeczywistością. Dlatego w manosphere nie brakuje byłych białych rycerzy.

Johnny Depp i Amber Heard – czyli jak akcja #MeToo sprzyja sprawcom i poniża ofiary przemocy

Johnny Depp Amber Heard

 
Kiedy Amber Heard oskarżyła Johnny’ego Deppa o stosowanie przemocy domowej, stała się ikoną ruchu #MeToo. Tymczasem Depp przedstawia dowody, że to on był ofiarą przemocy ze strony żony, która teraz próbuje go wrobić.

 

Rozwód z oskarżeniem w tle

W czasie rozwodu między Johnny’m Deppem a Amber Heard, aktorka oskarżyła męża o stosowanie przemocy w związku. Niedługo później stała się ikoną ruchu #MeToo. Jako pierwsza aktorka w historii została nazwana Czempionką Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych. Mianowano ją ambasadorką praw kobiet w American Civil Liberties Union, a L’Oreal Paris zrobił ją swoją globalną ambasadorką marki.

To wszystko działo się pomimo, że oskarżenia od początku wyglądały na szyte grubymi nićmi. W obronie Deppa stanęła jego poprzednia partnerka Vanessa Paradis, twierdząc, że nie jest on agresywny, w czasie ich 14-letniego związku nigdy nie poniósł na nią ręki oraz, że jest „wrażliwy i kochający”. Z kolei Amber Heard była już w przeszłości aresztowana za publiczne pobicie swojej ówczesnej partnerki Tasy Van Ree. No ale wszyscy wiemy, jak działa akcja #MeToo.

W marcu tego roku w sprawie nastąpił jednak zwrot. Johnny Depp wniósł pozew o zniesławienie, domagając się 50 mln dolarów odszkodowania. Co najważniejsze aktor i jego prawnicy przedstawili dowody, nie tylko wskazujące na jego niewinność, ale także na to, że to on był ofiarą przemocy. Trzeba jeszcze poczekać na ostateczny wyrok sądu, ale materiał dowodowy jest tu naprawdę miażdżący, obejmujący 87 nagrań i zeznania 17 świadków.

 

Pozaprocesowy charakter domniemania niewinności

Ta sprawa po raz kolejny przypomina jak ważne jest domniemanie niewinności, także w swoim pozaprocesowym charakterze. Bo nie należy zapominać o tym, że ta zasada obowiązuje nie tylko w postępowaniu karnym, ale także poza nim. Jeśli ktoś zostanie publicznie oskarżony, a jego nazwisko zostaje podawane w mediach, w oczywisty sposób domniemanie niewinności zostaje złamane, ponieważ taki człowiek ponosi konsekwencje, nawet jeśli jest niewinny. Mało tego, żeby oczyścić swoje dobre imię, musi udowadniać swoją niewinność (co często okazuje się zwyczajnie niewykonalne). A bywa, że nawet pomimo tego i tak niektóre osoby uważają go sprawcę. Jest to klasyczny proces Kafki.

Co więcej, sprawca przemocy jest w stanie wykorzystać fałszywe oskarżenie. Wówczas sprawca chowa się za łatkę bezkarności, a ofiara jest taktowana przez część ludzi jako sprawca. Czyli mamy odwrócenie sprawiedliwości.

Dlatego takie sprawy powinien rozstrzygać niezależny sąd w rzetelnym procesie, oskarżeni powinni mieć prawo zachować anonimowości do czasu wydania wyroku, a ludzie nie powinni traktować nikogo jako winnego, do czasu udowodnienia mu winy. Trzeba również przełamać stereotyp traktujący mężczyzn jako sprawców, a kobiet jako ofiar.

Obalamy feministyczne mity: Kobiety boją się mężczyzn?

Strach przed przemocą

 
Dawno nie było nic z tej serii, no to przyszła pora na kolejny mit do obalenia. Czy kobiety naprawdę boją się na prawie każdym kroku męskiej przemocy, jak sugeruje wiele feministycznych przekazów? Przyjrzyjmy się faktom.

 

Co mówią na ten temat badania?

Z badań Agencji Praw Podstawowych, przeprowadzonych na 42 tys. kobiet z 28 krajów wynika, że Polki czują się bezpiecznie. Tylko 3% odczuwało często lęk przed staniem się ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej, a aż 86% nigdy się tego nie bało. Większość z nich (ponad 60%) nie unika określonych miejsc i sytuacji z powodu strachu przed staniem się ofiarą takich czynów.

 
Na przełomie października i listopada 2018 r. feministyczny Fanpage 3WF-Third Wave Feminism utworzył ankietę z pytaniem: „Czy ty też boisz się zostać sama z mężczyzną w pokoju?” Oto wyniki:

Ankieta

 
Jak widzimy, 78% odpowiedziało, że się nie boi. Liczba głosów w ankiecie to 8,5 tys. Taki wynik został uzyskany na stronie feministycznej. Gdyby to była strona bardziej neutralna (a pytanie mniej sugestywne), pewnie odsetek głosów na „nie” byłby nawet wyższy.

Skoro mowa o feminizmie. Wielokrotnie byłem świadkiem sytuacji na Facebooku, kiedy kobieta wypowiedziała się w jakieś znanej feministycznej grupie jak np. „Dziewuchy Dziewuchom” w taki mniej więcej sposób: „Jestem kobietą i nigdy nie byłam ofiarą seksizmu ani molestowania” lub „Nie czuję się ofiarą, sama pracuję w bardzo męskim zawodzie i panowie zawsze traktowali mnie z szacunkiem”. I reakcją jest… usunięcie posta i zablokowanie takiej kobiety na grupie. Nie odpowiedź na post, po prostu bah, i zamknięcie ust babie, bo jej poglądy nie pasują do ideologii. W Polsce tylko 5% kobiet utożsamia się feminizmem, ale ta grupa lubi się wypowiadać za pozostałe 95%.

 

Dlaczego jeśli już, to mężczyźni mają większe powody do obaw?

Na wstępie zaznaczam, że nie namawiam nikogo do strachu. Ale przypominam o kwestii, że to mężczyźni są główną ofiarą przestępstw z użyciem przemocy, stanowią średnio dobre 70-80% ofiar. W całym tym gadaniu o tym, że trzeba zatrzymać przemoc wobec kobiet, dość łatwo zapomina się, że jeśli mężczyzna już jest sprawcą, to jego ofiarą częściej jest drugi mężczyzna niż kobieta. To wynik zarówno naszej biologii, jak i kultury. Kobiety jako słabsze fizyczne są nie tylko pod ochroną prawną, ale także jakby pod dodatkową ochroną: „kobiety nie bije się nawet kwiatkiem”. Nawet wśród przestępców sprawcy przemocy wobec kobiet (i dzieci) są na najniższym szczeblu hierarchii.

Z kolei jeśli chodzi o przemoc kobiet wobec mężczyzn, tu mamy do czynienia z większym lekceważeniem ofiar, niż w odwrotnej konfiguracji, co wykorzystują niektóre panie, będąc bardziej bezkarnymi.

 
A teraz trochę statystyk. W praktycznie wszystkich krajach mężczyźni stanowią około 70%-80% ofiar zabójstw, średnia światowa to 78,7%, w Polsce jest to 73,2%.

Z kolei to zestawienie danych z Kanady, pokazuje że mężczyźni stanowią 80% ofiar przemocy ze strony nieznajomych. W tym mężczyźni są dwukrotnie bardziej narażeni na napaść drugiego stopnia oraz trzykrotnie bardziej narażeni na napaść trzeciego stopnia, niż kobiety. Młodzi mężczyźni poniżej 18 roku życia są 1,5 razy bardziej narażeni na fizyczną napaść niż młode dziewczyny.

Mężczyźni stanowią również 65% ofiar napadów rabunkowych oraz 74% ofiar zabójstw. Mężczyźni okazują się również być 2,5 razy bardziej narażeni na napaści seksualne w środowisku instytucjonalnym (szkoła, instytucje publiczne itp.) niż kobiety. To ostatnie może akurat zaskakiwać, ale prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że kobiety częściej są ofiarami przemocy ze strony członków rodziny, niż obcych ludzi, a u mężczyzn jest na odwrót, częściej są oni ofiarami ze strony nieznajomych, a do tego męskie ofiary przemocy seksualnej rzadziej to zgłaszają niż kobiety.

Panowie mogą się również obawiać fałszywych oskarżeń o przemoc. Jest to specyficzna forma ataku nie wprost, bez udziału ofiary, przez co nie ma żadnej możliwości obrony bezpośredniej jak np. posiadanie gazu pieprzowego, czy unikanie niebezpiecznych okolic po zmroku. Po prostu kobieta może oskarżyć mężczyznę i nie da się tego powstrzymać. Można już tylko liczyć na to, że wymiar sprawiedliwości i otoczenie zachowają się zgodnie z zasadami domniemania niewinności i rzetelnego procesu. Tak samo mężczyźni mogą się bać niesprawiedliwego potraktowania w sądzie rodzinnym, jak i zostania ofiarą alienacji rodzicielskiej. Do tego dochodzą jeszcze różne inne obawy w związku z relacjami z kobietami, takie jak np. oszukanie na ojcostwie, oszukanie na antykoncepcji i tym podobne.

 
Na koniec dodam tylko, że na zachodzie co raz popularniejszy staje się ruch Men Going Their Own Way (MGTOW), czyli Mężczyźni Podążający Własną Drogą. Polega on głównie na unikaniu małżeństw oraz w dużej mierze na możliwym unikaniu kontaktów z kobietami, ograniczenie ich do absolutnego minimum. Osobiście nie popieram MGTOW, ponieważ mam pewne zastrzeżenia co do podglądów głoszących przez jego czołowych przedstawicieli, ale sama postawa „Men on Strike”, w ogóle mnie nie dziwi. Pozostaje takie pytanie: Skoro to kobiety boją się mężczyzn, to dlaczego nie istnieje żeński odpowiednik MGTOW? Dlaczego to nie kobiety zaczynają unikać mężczyzn, tylko to mężczyźni zaczynają unikać kobiet?

Fundacja Fortior i Medycy na Ulicy

Fortior-Fundacja dla Wielu

 
Dziś pozwolę sobie wam przedstawić dwie inicjatywy, które warto znać. Oba projekty to dzieło Anny Jastrzębskiej, pracującej jako psycholog i ratownik medyczny, specjalizująca się zwłaszcza w zakresie interwencji kryzysowej i zespołu stresu pourazowego.

 

Fundacja Fortior

Jest to fundacja, której celem jest pomoc dla mężczyzn, którzy padli ofiarą przemocy. Szczególnie tyczy się to przemocy seksualnej oraz przemocy domowej. W tym celu członkowie fundacji oferują pomoc psychologiczną, medyczną i prawną. A także organizują szkolenia i starają się podnosić świadomość społeczną na ten temat.

Strona internetowa fundacji:
https://fundacja-fortior.org/

Fanpage:
https://www.facebook.com/fundacja.fortior/

 

Medycy na Ulicy

To z kolei inicjatywa, której celem jest udzielanie pomocy medycznej i psychologicznej osobom bezdomnym. W tym celu tworzy się zespoły ratowników medycznych, pielęgniarek i psychologów. Udzielają oni zarówno pomocy „na miejscu” jak i wspomagają bezdomnych w nawiązaniu kontaktu z instytucjami, które mogą udzielić im schronienia, pomóc wyjść z bezdomności itd.

Medycy na Ulicy na Facebooku:
https://www.facebook.com/medycynaulicy/

Skład ekipy Fundacji Fortior i Medyków na Ulicy:
https://fundacja-fortior.org/onas/

 

Wsparcie dla inicjatyw

Garść informacji dla wszystkich, którzy chcieliby wesprzeć powyższe inicjatywy.

Najłatwiejsza opcja to finansowe wsparcie Fundacji Fortior (wszystkie pozostałe inicjatywy takie jak Medycy na Ulicy działają pod jej patronatem). Numer konta do przelewu dostępny na stronie poniżej:
https://fundacja-fortior.org/jak-ty-mozesz-pomoc-2/

 
Dla miłośników crowdfundingu dostępne są następujące opcje:

Zbiórka dla Medyków na Ulicy:
https://pomagamy.im/medycynaulicy

Zbiórka dla Fundacji Fortior poprzez serwis Ubrania do oddania:
https://www.ubraniadooddania.pl/foundations/101

Medycy na Ulicy na Patronite:
https://patronite.pl/MedycynaUlicy

Zbiórka na projekt „4 łapy vs PTSD”, czyli terapii zespołu stresu pourazowego z użyciem psów:
https://pomagam.pl/ptsd

 
Jeśli ktoś posiada wykształcenie medyczne, psychologiczne lub prawnicze może również bezpośrednio zaangażować się w działanie fundacji (na stronie internetowej fundacji można znaleźć szczegóły na ten temat). W kwestii pomocy bezdomnym można także przekazywać czyste ubrania, opatrunki, kompresy, prześcieradła, płyny do dezynfekcji, leki itd.:
https://fundacja-fortior.org/medycy-na-ulicy/jak-mozesz-pomoc/

A co z kobietami?

Prawa kobiet

 
Zbliża się Dzień Kobiet i z tej okazji postawiłem napisać tym razem o problemach dotykających kobiet.

 

Mówienie tylko o problemach jednej płci jest szkodliwe

Z powyższym zdaniem w zupełności się zgadzam. To jeden z największych błędów jakie popełniają feministki, nawet te które niby są liberalne i niemizoandryczne. Ciągłe skupianie się tylko na jednej stronie medalu sprzyja polaryzacji w myśleniu i fałszuje obraz rzeczywistości. Jak zatem mogę odpowiedzieć na zarzut: „Dlaczego więc sam to robisz”?

Otóż, faktycznie piszę głównie o problemach dotyczących mężczyzn, ale robię to na tym konkretnym blogu. To nie jest jedyna rzecz, którą się zajmuję, ani tym bardziej jedyna rzecz na temat której mam świadomość. Na dobre 4 lata zanim powstał ten blog założyłem bloga Liberum Cerebrum, na którym pisałem i w sumie do tej pory jeszcze piszę (choć już mniej aktywnie jak kiedyś) na temat wolności, praw człowieka i świadomości, obrony przed manipulacją. Tam żadnego podziału na płeć nigdy nie robiłem, wspominam o krzywdach, które ponoszą zarówno mężczyźni jak i kobiety. Z kolei swój profil na portalu Steemit prowadzę w sposób trochę bardziej wielotematyczny niż blog Men’s Rights Polska.

Temat dyskryminacji mężczyzn postanowiłem podjąć jako osobny wątek dlatego, że zorientowałem się, że istnieje taka potrzeba. O męskich problemach mówi się bardzo mało w stosunku do tematyki praw kobiet, a jak to mówią „samo się nie zrobi”. Paul Elam powiedział kiedyś, że celem Ruchu Praw Mężczyzn jest tak naprawdę to, żeby żaden ruch praw mężczyzn czy praw kobiet nie był już potrzebny, żeby wszyscy mieli równe prawa. I zasadniczo mniej więcej o to w tym wszystkim chodzi.

Natomiast nie zmienia to faktu, że mam świadomość co do problemów dotyczących kobiet. Powiedziałbym nawet, że mam świadomość w tematach, które pomijają organizacje feministyczne, jako że nie pasuje im do ideologii, jak np. przemoc kobiet wobec kobiet, czy tego że kobiety również padają ofiarami fałszywych oskarżeń o przemoc (zwłaszcza wobec dzieci). Tak samo mam świadomość, że grup pomijanych i dyskryminowanych jest więcej: dzieci jako ofiary przemocy i alienacji rodzicielskiej, rodzice, którym odebrano dzieci bez powodu, osoby starsze i niepełnosprawne jako ofiary przemocy domowej. Istnieje też np. dyskryminacja osób z depresją, nerwicą, lub fobią społeczną, które są bardzo często nierozumiane przez społeczeństwo.

 

Problemy kobiet i jak im zaradzić?

OK, przejdźmy zatem do tematu. Jak rozwiązać typowe problemy dotyczące kobiet?

 
Niższe zarobki

Co prawda różnice w zarobkach pomiędzy mężczyznami i kobietami wynikają z indywidualnych wyborów (mężczyźni częściej wybierają lepiej płatne zawody, pracują dłużej, biorą więcej nadgodzin, mniej zwolnień itd.), a tzw. wage gap to mit, to istnieje pewne zjawisko, które można by określić terminem „samospełniającej się przepowiedni”. Oznacza ono, że jeśli kobieta sama wierzy, że gorzej wykonuje daną pracę niż mężczyzna, faktycznie zaczyna robić to gorzej. To samo jest z edukacją. Dlatego potrzeba bardziej indywidualnego, nie stereotypowego podejścia do każdego człowieka i większej asertywności, odwagi w działaniu.

Powiedziałbym też, że rodzice powinni uczyć swoje córki zaradności, przedsiębiorczości i finansowej odpowiedzialności, a nie tylko jak zdobyć męża, który ją utrzyma. Rozumiem, że niektórzy są zwolennikami bardziej tradycyjnego modelu rodziny, ale dobrze by było, aby możliwie każda kobieta posiadała choćby samą umiejętność radzenia sobie z zarabianiem pieniędzy, która zawsze może się przydać.

 
Przemoc wobec kobiet

W kwestii przemocy domowej, jednym z większych problemów jest bardzo niska wiedza w społeczeństwie na temat psychologicznego aspektu tego zjawiska. Ludzie zazwyczaj nie mają pojęcia na czym polegają cykle przemocy domowej, syndrom sztokholmski, zespół współuzależnienia czy wyuczona bezradność. Przekłada się to na to, że sprawcom łatwiej jest manipulować ofiarami, a osoby postronne nie rozumieją np. dlaczego ofiara nie chce odejść z przemocowego związku. Utrudnia to wszystko skuteczne przeciwdziałanie przemocy. Dlatego jestem zwolennikiem zwiększenia edukacji z zakresu psychologii w szkołach, możemy również propagować taką wiedzę w społeczeństwie samodzielnie. Kolejna sprawa, trzeba w końcu przełamać błędne koło przemocy, a więc przeciwdziałać przemocy wobec dzieci i prowadzić profilaktykę zdrowia psychicznego, aby dzieci nie wyrastały na sprawców przemocy.

W kwestii przemocy seksualnej, wbrew pozorom ofiary w Polsce mają dużo praw. Ale nie zawsze mają tego świadomość. Np. ma się prawo wymagać aby przesłuchujący był osobą tej samej płci, czy obecności psychologa przy przesłuchaniu. Poniżej można się zapoznać jak wygląda procedura i jakie prawa przysługują ofiarom:
http://www.siedlce.po.gov.pl/przesluchanie-w-sprawach-o-zgwalcenie-lub-seksualne-wykorzystanie-art-197-199-kk-,120.html?sLang=pl

Oczywiście ważna jest również edukacja, zapobieganie przemocy, dokładnie to samo co pisałem powyżej na temat przemocy domowej.

 
Fałszywe stereotypy na temat kobiet

Na seksizm wobec kobiet, generalizowanie itd. sam staram się zawsze reagować i wszystkich do tego również namawiam. Polecam także mój stary artykuł w sprawie sprzeciwu wobec mizoginii.

Istnieją również stereotypy dotyczące np. kobiet wykonujących „męskie” zawody. Takie stereotypy najlepiej przełamywać własnym przykładem. Jeśli ludzi przestaje dziwić, że można spotkać kobietę w zawodzie X, to dlatego, że sami spotkali się już z tym wcześniej. Byle tylko robić to dobrze, nie pakować się na siłę do czegoś do czego się nie nadajemy, tu trzeba mieć pewność, że faktycznie wybrało się dla siebie odpowiednią ścieżkę.

Seksistowskie definicje gwałtu w feministycznych propozycjach

Definicja gwałtu

 
Działanie organizacji feministycznych potrafi być niekiedy naprawdę obrzydliwe. W ostatnim czasie po raz kolejny byliśmy tego świadkami w Polsce.

 

Posłanki Nowoczesnej i Feminoteka w natarciu

Zaczęło się od dwóch posłanek partii .Nowoczesna Moniki Rosy i Ewy Lieder i ich propozycji, aby za gwałt uznać „brak świadomej zgody na seks”. Tak poważne przestępstwo jak gwałt musi mieć jasną definicję, żeby nie wsadzać niewinnych ludzi do więzień, więc autorka tego wywiadu starała się uzyskać informację od posłanek na czym miałoby to polegać? Jak uniknąć absurdów jak podpisanie umowy przed stosunkiem, czy nagrywania się na kamerę/dyktafon?

Jednak najwyraźniej posłanki same nie wiedzą co tak naprawdę proponują. W artykule możemy znaleźć takie kwiatki jak: „Gdy przemoc wystąpi w stałym związku, bierze się pod uwagę to, że zgoda “może być bardziej dorozumiana, a nie wypowiedziana”, liczy się kontekst czy mowa ciała. Natomiast w przypadku przelotnych znajomości typu One Night Stand, udowodnienie przez domniemanego sprawcę otrzymania jednoznacznej zgody na współżycie będzie kluczowe dla zadecydowania o poniesieniu przez niego odpowiedzialności karnej”. I jednocześnie: „Zmiana definicji gwałtu nie oznacza zniesienia postępowania dowodowego czy domniemania niewinności. Chodzi o to, żeby zmieniło się podejście do ofiary przemocy seksualnej”. Widzimy logiczne sprzeczności i jakiś dziwny purytanizm, wedle którego seks w stałym związku jest OK, ale już przelotne przygody to jakby domniemany gwałt, wszystko z ust posłanki partii, nazywającej się „Nowoczesna”.

Podejrzewam, że posłankom chodzi o zmianę definicji gwałtu na taką, jaką wprowadzono w Szwecji, której efektem stało się (to nie żart), że ludzie zaczęli ściągać aplikację na telefon z potwierdzeniem zgody na seks, ale o tym więcej napiszę trochę później.

 
Kolejne uderzenie zaserwowała nam ostatnio Fundacja Feminoteka, umieszczając taką petycję w sieci. Tu mamy znowu propozycję, żeby za gwałt uważać niebyt jasne określenie jak „seks bez wyraźnej i świadomej zgody”. I dużą manipulację faktami, jeśli chodzi o podanie pigułki gwałtu, czy celowe upicie czy odurzenie ofiary w celu dokonania gwałtu to już teraz jest uważane za tzw. podstęp i karane jako gwałt z art. 197 KK. Z kolei wykorzystanie bezradności ofiary karane jest z art. 198 KK. Ustawodawca wprowadził dwa osobne paragrafy właśnie dlatego, żeby można było karać za każdy rodzaj przemocy. Czyli karane jest zarówno celowe odurzenie/upicie ofiary, jak i wykorzystanie, że ofiara była nieprzytomna, spała czy była kompletnie pijana. Zmiana prawa nie jest więc w tym względzie potrzebna. Że już nie wspomnę, że to że średnie kary za zgwałcenie są zbyt niskie to powód żeby je podnieść (zwłaszcza dolne granice), a nie zmieniać definicję, co ma w ogóle piernik do wiatraka?

A to jeszcze nie wszystko. W petycji znalazła się także sugestia, żeby gwałt definiować jako „seksualna penetracja bez zgody ofiary”. Oznaczałoby, że aby móc zostać uznanym za ofiarę gwałtu trzeba być stroną penetrowaną, ale już nie penetrującą. W skrócie gwałt kobiety na mężczyźnie nie byłby karany w większości przypadków. Jak pokazują badania z USA, większość gwałtów kobiet na mężczyznach polega właśnie na byciu zmuszonym do penetracji. W tym celu uwzględniono w badaniach takie pojęcie jak „made to penetrate”, czyli „zmuszenie do penetracji”, dzięki czemu odkryto, że liczba męskich ofiar gwałtu jest wyraźnie wyższa niż się powszechnie przypuszcza. Po polsku pisał o tym portal Vice (swoją drogą portal feministyczny) oraz ja w artykule o gwałtach na mężczyznach.

Z kolei w Wielkiej Brytanii funkcjonuje właśnie taka archaiczna definicja gwałtu sprowadzona do bycie penetrowanym wbrew swojej woli, ale nie uznaje za gwałt bycia przymuszonym do penetracji. Dlatego nawet jeśli mężczyzna zostanie zmuszony do seksu przez kobietę np. groźbami użycia niebezpiecznego narzędzia lub zostanie odurzony i wykorzystany, nie jest uznawany za ofiarę gwałtu. Więcej do poczytania na ten temat w poniższym artykule. Dodam tylko, że taka definicja uderza również w kobiety, które padły ofiarą gwałtu ze strony innej kobiety.

 

Wzór z zachodu? Raczej antywzór

Organizacje feministyczne mają w zwyczaju argumentować za danym rozwiązaniem, twierdząc, że przecież tak jest w jakimś innym kraju. Bez oceny jakie przynosi to skutki, bo po prostu inni tak mają, to musi być dobre. To rozumowanie typu: Łagry i psychuszki są złe? No przecież w ZSRR jakoś to funkcjonowało przez dobre kilkadziesiąt lat? OK, no to sprawdźmy jak takie definiowanie gwałtu jako „braku świadomej zgody” działa w praktyce.

Pierwszy wymowny przykład to Wielka Brytania. Pisałem już wcześniej, że definiowanie gwałtu tylko jako przymusowej penetracji utrudnia, a często wręcz uniemożliwia karanie kobiet jako sprawczyń gwałtów zarówno wobec mężczyzn, jak i innych kobiet. Ale to nie wszystko, na początku 2015 r. Alison Saunders, feministka będąca dyrektorką Prokuratury koronnej zaczęła wydawać specjalne wytyczne dla policjantów i prokuratorów, aby za gwałt uważać każdy stosunek bez „świadomej zgody”. Kluczowe jest tu słowo „świadomej”, wystarczy, że np. kobieta napiła się chociaż odrobiny alkoholu i już jej zgoda mogła zostać potraktowana jako „nieświadoma” (w drugą stronę to nie działa, jeśli mężczyzna też pił to nie może być ofiarą, bo nie został „spenetrowany”). Kolejna rzecz, policja i prokuratura zostały ogólnie rzecz mówiąc zindoktrynowane w duchu feministycznej ideologii.

Jakie przyniosło to wszystko efekty? Ano takie, że w styczniu 2018 r. Prokurator generalny Jeremy Wright zarządził aby wszystkie sprawy o gwałt z ostatnich lat zostały ponownie rozpatrzone. Wszystko ze względu na bardzo dużą liczbę fałszywych oskarżeń i skandaliczne błędny policji i prokuratury, które doprowadziły nawet do skazywania niewinnych ludzi. Pisałem już o tym bardzo dokładnie w tym artykule.

 
Kolejny przykład to Szwecja. W lipcu 2018 r. weszło w życie prawo według którego zgoda na seks musi być „jasno wyrażona” inaczej jest to traktowane jako gwałt. W efekcie… powstała aplikacja na telefon do wyrażania zgody na seks. I naprawdę znalazło się wielu ludzi, którzy zaczęli jej używać, popularność ciągle rośnie. Pokazuje to tylko jak ludzie czują się sterroryzowani zasadami prawnymi i kulturowymi w tym kraju.

 

Tymczasem definicja zgwałcenia w polskim prawie jest bardzo dobra

Art. 197 KK

§ 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

§ 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia:

1. wspólnie z inną osobą,
2. wobec małoletniego poniżej lat 15,
3. wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

§ 4. Jeśli sprawca czynu określonego w § 1-3 działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5.

 
Art. 198 KK

Kto, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

 
Te wszystkie definicje przestępstw seksualnych są bardzo dobre, ponieważ:

  1. Są neutralne pod względem płci
  2. Uwzględniają każdą formę przemocy, czyli doprowadzenie do obcowania płciowego wbrew woli ofiary zarówno poprzez przemoc fizyczną, groźbę bezprawną, jak i odurzenie, upicie ofiary, czy wykorzystanie jej bezradności.
  3. Są jasne i klarowne dla każdego, nie ma w nich niejasnych sformułowań typu „świadoma zgoda”, odchodzi problem kiedy obie strony po prostu wypiły trochę alkoholu, ale seks był dobrowolny, czy zgoda nie była wyrażona słownie, ale np. gestem itd.

 
Na koniec dodam tylko, że w ostatnich latach zaszły w Polsce takie zmiany, jak to, że gwałt jest ścigany z urzędu, ofiary muszą być przesłuchiwane w specjalnym pomieszczeniu w obecności psychologa, a całe przesłuchanie jest nagrywane, aby nie było konieczne jego powtórzenie, chyba że akurat wymaga tego postępowanie sądowe. Nie można też dać za gwałt wyroku w zawieszeniu, ponieważ po nowelizacji KK z 1 lipca 2015 r. zawiasy można dać tylko za przestępstwo do maksymalnie 1 roku więzienia. Chyba, że sąd w wyjątkowych okolicznościach takich jak pojednanie ze sprawcą zastosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, liczba takich przypadków spadła do 29 rocznie (z około 1200 wyroków). Ale uwaga, te wszystkie zmiany to nie był efekt przyjęcia Konwencji Stambulskiej, jak próbują wszystkim wmawiać organizacje feministyczne. Te zmiany wprowadził Jarosław Gowin, kiedy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Ten Gowin, który akurat w rządzie PO był całkowicie przeciwny przyjęciu wspomnianej konwencji.

Wojna z męskością

Męskość

 
W ciągu ostatniego miesiąca byliśmy świadkami dwóch śmiałych ataków wymierzonych w męskość, które postaram się teraz omówić.

 

Opinia Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (American Psychological Association – APA) wydało w styczniu tego roku opinię, o tym że „tradycyjna męskość jest szkodliwa”. O ile sam mam pewne zastrzeżenia co do niektórych elementów w tradycyjnym podejściu do mężczyzn i wychowywania chłopców, to takie postawienie sprawy zupełnie pomija wiele rzeczy. Np. pozytywne aspekty związane z cechami przypisywanymi mężczyznom, które można bardzo dobrze wykorzystać.

Męski stoicyzm jest bardzo przydatny w sytuacjach wymagających „zachowania zimnej krwi”. Zdrowa rywalizacja odbywająca się bez przemocy (jak jest w gospodarce kapitalistycznej, o czym świetnie pisał słynny ekonomista Ludwig von Mises w książce „Ludzkie działanie”) jest bardzo korzystna dla rozwoju. Jak to powiedział Dr House: „Gdyby nie konkurencja, bylibyśmy amebami”. Męski umysł, bardziej ścisły i racjonalny ma kolosalne wręcz znaczenie dla rozwoju ludzkości, wystarczy spojrzeć ilu jest mężczyzn wśród wynalazców i noblistów. Cechy męskie i kobiece zawsze były do siebie komplementarne, tak społeczeństwo się dopełnia i może funkcjonować. W raporcie pominięto też w ogóle negatywne aspekty dotyczące cech kobiecych, więc jak zwykle co złego, to zwalić na facetów.

Raport wzbudził zastrzeżenia wielu ekspertów z zakresu psychologii i psychiatrii. Zwłaszcza, że nie został wydany w oparciu o żadne badania. Poniżej odpowiedź w tej sprawie od psychologa klinicznego i terapeuty Rafała Olszaka:

 
A tu z kolei o odpowiedzi ekspertów w USA:

 

Reklama Gillette

Z kolei firma Gillette wypuściła w styczniu tego roku reklamę na temat „toksycznej męskości”, która wygląda tak:

 
Delikatnie mówiąc kampania nie przypadła do gustu wielu mężczyznom, którzy uznali ją za seksistowską i zapowiedzieli bojkot produktów Gillette i całej korporacji Procter & Gamble:
https://www.avoiceformen.com/a-voice-for-men/it-is-time-to-boycott-gillette-and-all-procter-and-gamble-products/

Do bojkotu przyłączyli się także mężczyźni z Polski:
https://czerwonapigulka.pl/gillette-walczy-z-toksyczna-meskoscia-klienci-sa-wsciekli-a-internauci-oglaszaja-bojkot-marki/

Jak widzimy film na YouTube z tą reklamą ma zdecydowanie większość „łapek w dół”. W dodatku wynik może i tak być sztucznie pompowany na plus. Internauci zauważyli takie dziwne zjawiska jak znikające dislajki, czy skokowe wzrosty lajków w krótkim okresie czasu (np. w ciągu godziny). A jeszcze na samym początku, w pierwszych 2 dniach od umieszczenia filmu, przewaga łapek w dół była zdecydowanie większa. Podejrzanym jest również to, że gołym okiem widać, że pod filmem prawie że nie ma pozytywnych komentarzy, znaczna większość jest krytyczna, skąd liczba polubień wydaje się być zawyżona. Więcej o tym do poczytania pod linkiem.

Zwolennicy kampanii próbują tłumaczyć, że reklama w rzeczywistości miała premiować pozytywne wzorce męskości (takie jak np. bycie obrońcą) w kontrze do wzorców i zachowań negatywnych. Tylko problem w tym, że wydźwięk jest taki, jakby z mężczyznami ogólnie rzecz biorąc było coś nie tak i powinni się zmienić, zostać niejako „przeprojektowani”. Firma Gillette zobowiązała się również do przekazywania miliona dolarów rocznie organizacjom feministycznym na walkę z „toksyczną męskością”.

Skoro już mowa o organizacjach feministycznych. Niestety po raz kolejny pokazały nam one swoją hipokryzję. Zawsze krytykujące utrwalania stereotypów na temat kobiet w reklamach tym razem wsparły reklamę seksistowską wobec mężczyzn. Ale to nie wszystko, wparły Gillette, które mówiąc ich własną retoryką stosuje „pink tax” i zawsze przedstawiał w swoich reklamach kobietę jako swego rodzaju dodatek do mężczyzny, nie mówiąc już o takich kwiatkach jak testy na zwierzętach.

Reklama Gillette doczekała się również takiej odpowiedzi od firmy produkującej zegarki, Egard Watches:

 
Mamy w niej pokazane pozytywne cechy męskości takie jak odwaga, kreatywność, rola ojca itd. Jednocześnie mamy też przedstawione wiele danych na temat licznych problemów dotykających w dużej mierze płci męskiej, statystyki wypadków śmiertelnych w pracy, samobójstw, bezdomności, problem alienacji rodzicielskiej itd. Jak widać po lajkach i komentarzach reklama ta została odebrana przez internautów dużo bardziej pozytywnie.

 

Jaka jest prawda z tą męskością?

Prawda jest taka, że mężczyźni, którzy stosują przemoc czy mają problemy psychiczne i emocjonalne to w większości mężczyźni, którzy byli wychowywani bez ojca oraz mieli toksyczne, przemocowe czy nieodpowiedzialne matki. Kolejnym problemem jest też zbytnie sfeminizowanie zawodu nauczyciela, przez co szkoły nie są dostosowane do potrzeb chłopców. Czyli krótko mówiąc problemem nie jest żadna toksyczna męskość, tylko właśnie zanik męskości.

Jedynie prawdą jest, że istnieje problem dotyczący stereotypowego podejścia do mężczyzn, widoczny już od dziecka, typu „chłopaki nie płaczą”, „mężczyzna się nie żali” itd. Co przekłada się potem w dorosłym życiu, na to, że mężczyźni popełniają większość samobójstw, nie szukają pomocy kiedy są ofiarą przemocy domowej, nie chodzą do lekarzy, przez co żyją średnio o 8-10 lat krócej od kobiet itd.

Ale rozwiązaniem tu powinno być odejście od myślenia stereotypowego i pozostawienie wolnego wyboru jednostce. Zastąpienie odgórnie narzuconych wzorców innymi odgórnie narzuconymi wzorcami to żadne rozwiązanie. To byłoby zwykłe psychiczne wykastrowanie mężczyzn i zrobienie z nich tworów kobieto-podobnych ze szkodą dla wszystkich.

Zwróćmy też uwagę, że męskość nie jedno ma imię. Mężczyźni przykładowo stanowią nadreprezentację w służbach mundurowych, ale również wśród wynalazców, naukowców, programistów, matematyków, analityków, a także co często się pomija wśród artystów, poetów, czy filozofów. Mężczyźni niby „nie mogą” być wrażliwi, a jednak świat doczekał się tak wielu męskich pisarzy, poetów, malarzy, czy kompozytorów, ciężko znaleźć człowieka, który by nie słyszał o Shakespearze, Goethe, Mickiewiczu, Mozarcie, Chopinie, Van Goghu, czy Salvadorze Dalim. Także w popkulturze wśród męskich postaci podbijających serca widzów można znaleźć zarówno takich twardzieli jak Rambo czy Strażnik Teksasu, jak i intelektualistów jak Dr House czy Sherlock Holmes.

Podsumowując liczy się wolny wybór. Nikola Tesla pewnie nie sprawdziłby się jako komandos, ale to dzięki niemu mamy prąd przemienny w gniazdkach. Niech każdy sam odnajdzie własną ścieżkę.

Koniec polskiego #MeToo

Game Over

 
O #MeToo pisałem już kilka razy, im dalej było w las tym akcja kompromitowała się coraz bardziej. W końcu przestałem, bo musiałabym chyba co 2-3 miesiące pisać artykuł typu „jeszcze większa kompromitacja już i tak skompromitowanej akcji #MeToo.

Na dzień dzisiejszy sprawa wygląda, tak że Nannette LaRee Hernandez, amerykańska ekspertka w dziedzinie antropologii seksualnej i znana pisarka, ustaliła, że ponad połowa tweetów z hasztagiem #MeToo to plagiatowane historie. Czyli opisy zaczerpnięte z filmów, książek lub z opowieści innych kobiet. I to nie są wszystkie fałszywe historie, ponad połowa z tweetów to same plagiaty, a ile wśród nich było jeszcze po prostu zmyślonych historii? Któż to wie…..

Z kolei jak wynika z danych New York Timesa przez #MeToo pracę straciło około 200 mężczyzn (i 3 kobiety), a tylko kilku z nich postawiono w ogóle zarzuty prokuratorskie. Wciąż nie doczekaliśmy się przypadku, żeby komuś coś udowodniono i został skazany. W dodatku nawet w sprawie Harveya Weinsteina nadal nie dość, że nie znaleziono żadnych dowodów, to ostatnio upadło już trzecie oskarżenie wobec niego, tym razem ze strony Ashley Judd.

Akcja jest bardzo szkodliwa również dla kobiet. Menedżerowie i w ogóle mężczyźni w pracy zaczynają unikać kobiet, co blokuje im kariery, tracą szansę na awans i mentoring ze strony męskiej części kadry zarządzającej. Wpierw ten problem zauważono na Wall Street, a następnie w wielu amerykańskich firmach w ogóle.

 

A jak sprawa wygląda w Polsce?

Polskie #MeToo miało zasadniczo dwie odsłony. Pierwszą było bronienie przez kwiat polskiego feminizmu dziennikarza Gazety Wyborczej Janusza Rudnickiego, źle tratującego kobiety. A drugą był oczywiście artykuł o „Papierowych feministach” w Codzienniku Feministycznym, gdzie w absurdalny sposób przemieszano różne zarzuty typu zatrzaśnięcie drzwi przed nosem z oskarżeniami o molestowanie oraz pomówieniem o gwałt. Na nic nie było żadnych dowodów.

Jedynie Michał Wybieralski przyznał się do chamskich zachowań i przeprosił wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Ale już na oskarżenie o gwałt Jakuba Dymka, nie przedstawiono żadnych dowodów. W dodatku było mocno nielogiczne, była partnerka Dominika Dymińska twierdziła, że po gwałcie jakby gdyby nigdy nic weszła z związek ze „sprawcą” i była w nim kilka miesięcy. A Dymek przedstawił opinii publicznej e-maila, w którym był szantażowany zostaniem nową twarzą polskiego #MeToo, który przyszedł z adresu, będącego kontaktem dla ofiar przemocy i został zamieszczony pod tekstem na CF o „papierowych feministach”. Pisałem o tym wszystkim w tym tekście.

Do tego wszystkiego dwie z autorek artykułu o „papierowych feministach”, Patrycja Wieczorkiewicz i Sara Czyż były później bohaterkami zamieszania w Kawiarni Amatorska, gdzie zostały wyproszone za agresywne zachowanie (oficjalny powód wyproszenia to rzucanie w ludzi kapslami), a potem namawiały znajomych do wystawiania kawiarni ocen „1” na Facebooku i wysnuły oskarżenie o molestowanie, którym miało być złapanie za rękę. Przegrały jednak z „Wykop efektem”. Wspominałem o tym, w tym artykule.

Równolegle sprawą „papierowych feministów” zajęła się prokuratura. Dlatego z tekstu na CF zniknął fragment z oskarżeniem o gwałt. Po rocznym śledztwie i przesłuchaniu stu świadków, obaj panowie zostali oczyszczeni z zarzutów. Więcej o sprawie do poczytania w artykule:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1777412,1,sledztwo-w-sprawie-papierowych-feministow-umorzone.read