Obalamy feministyczne mity: Kultura gwałtu w Polsce?

Kultura gwałtu

 
Czy w naszym kraju panuje jak to określają feministki „kultura gwałtu”? O tym w dzisiejszym odcinku mojej własnej serii „Myth Busters”.

 

Społeczny odbiór gwałtu

Określenie „kultura gwałtu” sugerowałoby, że sprawcy tego przestępstwa są gloryfikowani. Czy w takiej kulturze właśnie żyjemy? Czy gwałciciele zostają autorytetami moralnymi? Czy czerpią jakieś benefity z tego tytułu?

Rzeczywistość oczywiście wygląda dokładnie odwrotnie. To własnie przestępcy seksualni należą do najbardziej potępianych przez społeczeństwo grup ludzi. Nawet wśród innych przestępców znajdą się oni na dnie przestępczej hierarchii.

Jednocześnie ofiary gwałtów w naszej kulturze są przedstawiane wręcz jako metafora cierpienia, ktoś komu trzeba współczuć. Można się spotkać z określaniami, że np. coś „było jak gwałt”, w rozumieniu, że to było coś okropnego, krzywdzącego.

Feministki jako „dowód” na istnienie kultury gwałtu lubią przytaczać różne medialne wypowiedzi pasujące pod ich teorie o bagatelizowaniu gwałtu czy obwinianiu ofiary. Jednocześnie jednak ignorują, jaki jest społeczny odbiór takich wypowiedzi. Tymczasem to zawsze wygląda tak: ktoś coś „palnie” i zaczyna mieć przesrane z tego tytułu. Musi tysiąc razy przepraszać i tłumaczyć się przed społeczeństwem. I nawet po latach jest mu to wypominane. Temat gwałtu niewątpliwie jest tematem bardzo delikatnym, przez jedno nieostrożnie rzucone słowo można się wpakować na minę.

W dodatku to gwałt na mężczyźnie jest traktowany mnie poważnie niż gwałt na kobiecie, jest to temat tabu, więc tym bardziej feministyczne tezy nie wytrzymują tu zderzenia z rzeczywistością.

 

Częstotliwość przestępstwa zgwałcenia w Polsce

Każdy gwałt to o jeden za dużo. Jednak feministki próbują tu udowodnić, że gwałty są zjawiskiem powszechnym, bo żyjemy w kulturze gwałtu i jest to na przyzwolenie. Tu feministyczna machina propagandy przekracza wszelkie granice.

Najlepszy sposób to oczywiście do gwałtów dodać molestowanie, które według feministycznych definicji oznacza po prostu wszystko. Prymat wiodą rzecz jasna słynne badania Fundacji Ster. Według nich 87% Polek padło ofiarą „jakieś formy molestowania”. Ale w tym całe 77,5% przypadków zaliczonych tu jako „molestowanie” to…. opowiadanie nieprzyzwoitych dowcipów i włączanie podtekstów seksualnych do rozmowy. W dodatku badanie zostało przeprowadzone na zaledwie 451 kobietach (typowy błąd małej próby badawczej), a w samym raporcie możemy przeczytać, że „próba nie jest reprezentatywna”. Tego nawet nie można nazwać manipulacją, to jest dosłowne robienie sobie jaj z poważnego tematu.

Same autorki badania przyznały, że „inspiracją” do jego przeprowadzenia były wyniki badań Agencji Praw Podstawowych wg których Polska należy do krajów o najmniejszej liczbie przestępstw seksualnych wobec kobiet.

Ale to jeszcze nie wszystko. Według badań Fundacji Ster, 90% kobiecych ofiar „gwałtów i molestowań” nie zgłasza sprawy na policję. Tu mamy ważną rzecz do zrozumienia, za molestowanie nadal w tym badaniu uważa się głównie opowiadanie kawałów. Dlatego jeśli mamy taką sytuację: mężczyzna opowiedział kobiecie dowcip o seksie, kobieta następnie nie zgłosiła tego na policję, więc znajduje się w tych 90% „niezgłoszonych gwałtów i molestowań”. W ten sposób feministki próbują również wywierać wrażenie, że samych gwałtów jest tak naprawdę duża ilość, tylko umyka to statystykom policyjnym.

Co tymczasem tak naprawdę mówią nam badania? Według badań Agencji Praw Podstawowych, przeprowadzonych na 42 tys. kobiet z 28 krajów Europy w Polsce na policję jest zgłaszanych około 26% gwałtów, co daje Polsce drugie miejsce w Europie pod tym względem. Przy tym 26% są to same zgłoszenia na policję. Ofiary zgłaszają się także np. do szpitala (18%), czy do lekarza (22%). Tyle, że w tym pytaniu można było wybrać kilka opcji jednocześnie, więc te liczby nie dodają się do 100%. Wiadomo więc, że zgłaszanych jest co najmniej 26% gwałtów, ale ile dokładnie nie wiadomo.

OK, ale załóżmy nawet niewysoki odsetek, powiedzmy trzydziestu kilku procent, czyli np. 1/3. I teraz tak, według statystyk policyjnych, rocznie w Polsce stwierdzonych (odrzucamy przy okazji oskarżenia fałszywe) przestępstw zgwałcenia jest średnio 1,2 tys. rocznie. Jeśli nawet byłoby ich 3 razy więcej, to wyszłoby około 3,6 tys. rocznie. W dodatku w tych danych policyjnych to nie są tylko gwałty na kobietach, są w tym jeszcze gwałty na mężczyznach i dzieciach. Więc liczba samych gwałtów na kobietach byłaby mniejsza niż te 3,6 tys. 

Co mówią jeszcze inne badania? Np. badania OBOP wskazują, że około 3% kobiet pada ofiarą gwałtu. Dane Niebieskiej Linii mówią nam, że przy zgłaszaniu przemocy domowej w 91,22% przypadków jest to przemoc psychiczna; 57,07% przemoc fizyczna; 10,98% przemoc ekonomiczna; 6,83% przemoc seksualna; 1,95% zaniedbanie.

Polska w ogóle jest krajem bezpiecznym. Wśród mieszkańców naszego kraju 86% deklaruje, że czuje się w Polsce bezpiecznie, 93% że czuje się bezpiecznie w okolicy, w której mieszka

 

Rzekoma bezkarność sprawców

Paul Britton, największy na świecie specjalista od profilowania przestępców i prekursor tej dziedziny wiedzy w swoim bestsellerze „Profil mordercy” przedstawił jasny obraz przestępców seksualnych. Stanowią oni zaledwie niewielki odsetek społeczeństwa, ale większość z nich trafia do więzienia lub szpitala psychiatrycznego. Kiedy popełniają swoje pierwsze poważne przestępstwo jak gwałt zazwyczaj są już dobrze znani policji, jako że byli już wcześniej notowani za lżejsze przestępstwa, od których zaczynają jak ekshibicjonizm, podglądanie czy kradzieże bielizny.

W Polsce wykrywalność  gwałtów wynosi 95,8%, tak jest już od 2010 r. Jeszcze kilka lat wcześniej wynosiła ona 82%, w ciągu kilku lat wzrosła o prawie 14% i utrzymuje się na wysokim poziomie.

Jest to wynik stałego postępu w dziedzinie kryminalistyki. Jak można wyczytać w literaturze na ten temat, ciało reaguje zupełnie inaczej przy gwałcie niż przy dobrowolnym, nawet bardzo ostrym seksie, zupełnie inaczej zaciskają się mięśnie pochwy, zostają charakterystyczne ślady. Dzięki badaniu z włosa można ustalić co do dnia jakie substancje zostały podane danej osobie (jak np. pigułka gwałtu) nawet do kilku miesięcy od zdarzenia. Prawdziwa ofiara gwałtu zachowuje się inaczej niż osoba, która kłamie itd. itd. Przynajmniej tak jest przy gwałcie na kobiecie, jak to jest z gwałtem na mężczyźnie nie wiem, ale w sumie jak już kiedyś pisałem większość męskich ofiar gwałtu odnosi obrażenia, więc ślady również powinny zostać.

Kolejna kwestia to karanie przestępców seksualnych. Tutaj ulubionym argumentem feministek są wyroki w zawieszeniu. Szkoda tylko, że nie podają ludziom do wiadomości, że ten problem w Polsce został już rozwiązany. Nowelizacja kodeksu karnego z 1 lipca 2015 r. sprawiła, że wyrok w zawieszeniu może zostać wydany tylko dla przestępstwa, którego wymiar nie przekracza jednego roku. Tymczasem przestępstwo zgwałcenia jest zagrożone karą od 2 do 12 lat. Ba, zmiana prawa była właśnie głównie motywowana zbyt częstymi zawiasami właśnie za gwałty. Tak to argumentowali politycy.

Dodam tylko, że przed tym 2015 r. odsetek wyroków w zawieszeniu za gwałty wynosił około 30%. Również uważam, że to było za dużo. Tyle, że przyczyną nie była żadna „kultura gwałtu” a ogólnie wysoki odsetek wydawania wyroków w zawieszeniu, sięgający w Polsce 56%. Przyczyna to przepełnione więzienia, żeby rozwiązać ten problem potrzeba nam nowoczesnych rozwiązań jak dozór elektroniczny, areszt domowy, więcej kar grzywny i ograniczenia wolności dla lżejszych przestępców. Zamiast dalej pakować ludzi do więzienia za pierdoły typu jazda po pijaku na rowerze, czy alimenty. No i zauważmy, że to kobiety gwałcicielki i kobiety rzucające fałszywe oskarżenia są bardziej bezkarne względem przestępców seksualnych płci męskiej.

 

Przesłuchanie i ogólne traktowanie ofiary gwałtu w Polsce

Czy faktycznie wygląda to tak źle, jak opisują to feministyczne artykuły? Zacznę od tego, że dość długo szukałem źródła skąd właściwie one to biorą? I jak się okazało praktycznie jedynym źródłem używanym aż po dziś dzień jest…. raport Feminoteki z 2000 r. Dokładnie tak, nieaktualizowany od 18 lat, przedstawiający sytuację z lat 90-tych kiedy policja była wręcz w fatalnym stanie, brakowało specjalistów, zatrudniano po znajomości byłych milicjantów i SB-ków. Oczywiście o tym jak traktowało się mężczyzn zgłaszających przemoc, ani mru mru. 

Od tego czasu wielokrotnie w Polsce zmieniała się procedura przyjmowania ofiary gwałtu, działanie policji i innych służb było wielokrotnie monitorowane, a w samych tego typu szkoleniach regularnie biorą udział same organizacje feministyczne jak Centrum Praw Kobiet, czy Feminoteka.

 
I tak chronologicznie, co zrobiono w Polsce w tym zakresie:

  1. W 1999 r. Ministerstwo Sprawiedliwości we współpracy z instytucjami i organizacjami rządowymi i pozarządowymi przygotowało Polską Kartę Praw Ofiar.
  2. W 11 grudnia 2000 r. Prokurator Generalny wydał wytyczne , których celem było wypracowanie reguł postępowania z ofiarami zgwałceń zapobiegających wtórnej wiktymizacji. Zwrócono w nich uwagę na kwestię właściwego przesłuchania pokrzywdzonego i szczególną staranność przesłuchiwania w charakterze świadka ofiary zgwałcenia, w celu zapewnienia jej należytej ochrony przed zbędnymi dolegliwościami postępowania.
  3. W kolejnych Wytycznych z 9 kwietnia 2001 r. zalecono, aby przesłuchanie takie było jednorazowe, chyba że ujawnią się okoliczności uzasadniające konieczność przesłuchania uzupełniającego. Czas i miejsce przesłuchania należy ustalać w taki sposób, aby nie narażać osoby pokrzywdzonej na kontakt z osobą podejrzaną o popełnienie przestępstwa. 
  4. W najnowszych Wytycznych z 20 lutego 2009 r. zalecono zaś, aby stałą praktyką organów ścigania były działania zapewniające pokrzywdzonym korzystanie z przysługujących im uprawnień procesowych oraz istniejących form wspierania: finansowego, psychologicznego, terapeutycznego, socjalnego oraz każdego innego niezbędnego dla zapewnienia im ochrony i poczucia bezpieczeństwa osobistego.
  5. W 2003 r. z inicjatywy Towarzystwa Rodziny i Centrum Praw Kobiet przeprowadzono ogólnopolską akcję „Gwałt”. W programie prowadzonym przez przedstawicieli różnych zawodów: prokuratora, seksuologa, psychologa i psychoterapeutę uczestniczyli funkcjonariusze z większości komend wojewódzkich. Akcja miała na celu uwrażliwienie policjantów na potrzeby osób pokrzywdzonych tym przestępstwem, wskazanie metod postępowania wobec tej grupy ofiar, sposobu prowadzenia przesłuchań, a także przyczynienie się do przeprowadzenia szkoleń dla policjantów pod kątem zachowań w stosunku do ofiar.
  6. Na przełomie 2005 i 2006 r. przeprowadzono kolejny monitoring poświęcony przestrzeganiu praw ofiar zgwałcenia w postępowaniu przygotowawczym. Badaniem zostały objęte miejskie komendy, komisariaty gminne i wiejskie w województwie małopolskim, śląskim i podkarpackim.
  7. W 2009 r. powstał Krajowy Program na rzecz Ofiar Przestępstw na lata 2009-2013. Celem Programu było wypracowanie i wdrożenie systemowych rozwiązań służących udzieleniu pomocy ofiarom przestępstw oraz wzmocnieniu ich pozycji w systemie prawnym i społecznym.
  8. Z inicjatywy Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania oraz w wyniku prac międzyresortowych w ramach Platformy działania „Stop przemocy seksualnej w Polsce” została opracowana, a następnie 25 listopada 2010 r. podpisana „Procedura postępowania Policji i placówki medycznej z ofiarą przestępstw seksualnych”. Została ona upowszechniona w placówkach opieki medycznej i jednostkach Policji.
  9. W 2014 r. przestępstwo zgwałcenia stało się przestępstwem ściganym z urzędu, a nie jak wcześniej na wniosek ofiary. Wprowadzono również kolejne procedury dotyczące przesłuchania ofiary, jak nagrywanie składanych zeznań, aby przesłuchanie ofiary odbywało się tylko raz. Powtórne przesłuchanie ofiary odbywa się tylko w wyjątkowych okolicznościach, jeśli akurat wymaga tego śledztwo.

 
Obecnie procedura przesłuchania ofiary gwałtu w Polsce wygląda następująco:

  1. Na początku, kiedy ofiara zgłasza się na policję jest tylko wstępnie przesłuchiwana, udziela najważniejszych informacji. Ofiara ma prawo zażądać aby przyjęła ją osoba tej samej płci.
  2. Następnym krokiem, bardzo istotnym jest badanie lekarskie. Ofiara może samodzielnie udać się do ginekologa lub poprosić policję, aby zawiozła ją do szpitala. Badanie przeprowadza się w celu zebrania i zabezpieczenia materiału dowodowego, a także aby sprawdzić czy nie doszło do uszkodzenia ciała, choroby wenerycznej i jeśli potencjalna ofiara jest kobietą, czy nie zaszła w ciążę, i nie trzeba będzie podać pigułki „72 h po”.
  3. Dopiero po wykonaniu badania lekarskiego odbywa się właściwe przesłuchanie. Odbywa się ono w specjalnie do tego przygotowanym pomieszczeniu w budynku sądu zapewniającym komfort psychiczny i przy obecności psychologa. Przesłuchanie to jest nagrywane (obraz i dźwięk), aby można było jej odtworzyć na sprawie sądowej. Odbywa się ono tylko raz, chyba że zaszły jakieś wyjątkowe okoliczności wymagające jego powtórzenia. Konfrontacja potencjalnej ofiary z oskarżonym na późniejszej rozprawie sądowej nie jest konieczna, może się to odbyć za pomocą telekonferencji.

 
Na koniec dodam tylko, że nie twierdzę, że wszystkie posterunki policji i wszystkie sądy działają u nas idealnie, ale nie da się zwyczajnie nie zauważyć ile czasu poświęca się temu tematowi, ile nagromadziło się reform, szkoleń, zmian procedury itd. Nijak nie pasuje to do „kultury gwałtu”. Mam też nadzieję, że kolejnym krokiem będzie również wzrost świadomości, co do tego, że mężczyźni również padają ofiarami gwałtów.

Reklamy

Obalamy feministyczne mity: Dyskryminacja płacowa kobiet?

Mit dyskryminacji płacowej kobiet

 
Rozpoczynam nową serię na blogu, która będzie polegała na obalaniu najbardziej popularnych mitów rozpowszechnianych przez środowiska feministyczne. Na pierwszy ogień idzie mityczna „luka płacowa”, według której kobiety rzekomo mają zarabiać mniej niż mężczyźni za „tę samą pracę”. Każdy kto ma chociaż minimalne pojęcie o ekonomii wie, że jest zwyczajnie niemożliwe, gdyby tak było pracodawcy zaczęliby zatrudniać prawie same kobiety jako tańszą siłę roboczą. I albo mężczyźni zostaliby zmuszeni do obniżenia swoich oczekiwań płacowych albo kobiety zaczęłyby zarabiać więcej. I płace dążyłby do wyrównania. Proste prawo popytu i podaży. 

 

Dr Warren Farrell – były feminista nie zostawił na tym micie nawet suchej nitki

Dr Warren Farrell przez wiele lat był znanym działaczem feministycznym. W ruchu feministycznym był na tyle ważną osobą, że chociaż jest mężczyzną został aż czterokrotnie wybrany na funkcję przewodniczącego Narodowej Organizacji Kobiet (National Organization for Women). Jednym z najczęściej poruszanych tematów przez Farrella była właśnie kwestia rzekomo nierównych płac kobiet i mężczyzn. 

Farrel postanowił nawet założyć firmę, w której zatrudni same kobiety, płacąc im nieco więcej od innych pracodawców. Sądził, że w ten sposób pomoże kobietom, a jeszcze i sam na tym zarobi. Jednak szybko zorientował się, że coś tu jest nie gra. Jak to jest niby możliwe, że w całej historii nie znalazł się ani jeden przedsiębiorca, który by wcześniej nie wpadał na ten sam pomysł, mogąc obniżyć koszty produkcji nawet o 40%? Jest to przecież zwyczajnie nierealne. Postanowił więc zbadać temat dużo dokładniej. W wyniku wielu badań udało mu się ustalić, że to nie dyskryminacja a różne decyzje w życiu podejmowane przez mężczyzn i kobiety wpływają na różnice zarobkowe. To było dla niego punktem zapalnym do odrzucenia feminizmu. Zwłaszcza, że feministkom nie spodobały się wyniki jego badań i zaczął być w tym środowisku coraz bardziej marginalizowany.

Badania na ten temat Warren Farrell przedstawił w książce: „Why Men Earn More”. The Startling Truth Behind the Pay Gap, and What Women Can Do About It”. Polski tytuł: „Dlaczego mężczyźni zarabiają więcej. Prawda o przepaści płac i co kobiety mogą na to poradzić”.

Wyniki tych badań możemy również zobaczyć w obszernej, bo niemal dwugodzinnej prezentacji przygotowanej przez Kamila Cebulskiego:

 
Najważniejsze wnioski z powyższych badań:

  • Mężczyźni stanowią wyraźną nadreprezentację w 24 z 25 najbardziej niechcianych, najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych zawodów, takich jak: górnik, strażak, kanalarz, listonosz, spawacz, budowlaniec, drwal, czy pracownik platformy wiertniczej. Mężczyźni są też ofiarą aż 92% śmiertelnych wypadków pracy. Dlatego właśnie średnie zarobki płci męskiej są wyższe
  • Kobiety, które nigdy nie były zamężne i nigdy nie miały dzieci zarabiają 117% tego, co mężczyźni, którzy nigdy się nie ożenili i nigdy nie mieli dzieci
  • Kobiety wykonujące niebezpieczne zawody zarabiają tyle samo co mężczyźni wykonujący te zawody, pomimo, że to mężczyźni częściej ulegają wypadkom w miejscu pracy
  • Żonaci mężczyźni zarabiają średnio dwa razy więcej niż kawalerowie. Oczywiście nie dlatego, że posiadanie żony magicznie podwyższa zarobki. Po prostu mężczyzna zakładając rodzinę ma większą motywację do szukania lepiej płatnej pracy czy pracowania więcej
  • Feministyczne statystyki mające udowodnić, że kobiety rzekomo zarabiają mniej w tej samej pracy nie biorą pod uwagę specjalizacji, np. mężczyźni lekarze częściej są kardiochirurgami, a kobiety lekarki częściej są pediatrami; mężczyźni inżynierowie to częściej inżynierowie lotniczy, kobiety to częściej inżynierowie radiowi itd.
  • Firmy prowadzone wyłącznie przez kobiety zarabiają 49% tego, co firmy prowadzone wyłącznie przez mężczyzn. Dzieje się tak dlatego, że mężczyzna przedsiębiorca jest nakierowany głównie na zysk. Kobiety poza motywacją finansową często kierują się też innymi kryteriami, jak np. elastyczne godziny pracy, co ułatwia im godzenie kariery i macierzyństwa
  • Kobiety przepracowują mniej godzin w ciągu roku niż mężczyźni. Jest to związane z macierzyństwem, kobiety częściej chodzą na zwolnienia, mężczyźni przeciwnie, częściej biorą nadgodziny

 

Dyskryminacja płacowa jest w polskim prawie zakazana

Może nie wszyscy o tym wiedzą, ale prawny zakaz dyskryminacji płacowej ze względu na płeć już istnieje.

Art. 33 Konstytucji RP stanowi, że:

1. Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym.
2. Kobieta i mężczyzna mają w szczególności równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych i odznaczeń. 

 
Art. 18 [3c] Kodeksu Pracy stanowi, że:

§ 1. Pracownicy mają prawo do jednakowego wynagrodzenia za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości.
§ 2. Wynagrodzenie, o którym mowa w § 1, obejmuje wszystkie składniki wynagrodzenia, bez względu na ich nazwę i charakter, a także inne świadczenia związane z pracą, przyznawane pracownikom w formie pieniężnej lub w innej formie niż pieniężna.
§ 3. Pracami o jednakowej wartości są prace, których wykonywanie wymaga od pracowników porównywalnych kwalifikacji zawodowych, potwierdzonych dokumentami przewidzianymi w odrębnych przepisach lub praktyką i doświadczeniem zawodowym, a także porównywalnej odpowiedzialności i wysiłku.

Jeszcze większa kompromitacja akcji #MeToo

#MeToo

 
Około 2,5 miesiąca temu pisałem o doszczętnej kompromitacji akcji #MeToo, już wtedy akcja wydawała się całkowicie spalona. Jednak wydarzenia, które doszły od tego czasu sprawiają, że to już coś więcej niż kompromitacja. To jest dosłownie masakra. 

 

Rewolucja zjada własne dzieci jak leci

Od samego początku doprawdy tragikomicznym elementem #MeToo jest to, że oskarżenia i to nierzadko bardzo absurdalne i niewiarygodne dosięgają działaczy lewicowych i feministycznych, którzy sami popierali akcję. Przykładami są tu Aziz Ansari, czy Jakub Dymek.

Ostatnio do tego grona dołączył sam premier Kanady Justin Trudeau, który został oskarżony o molestowanie sprzed 18 lat przez dziennikarkę. A do niedawna był gorącym zwolennikiem MeToo, głoszącym takie poglądy: „Molestowanie seksualne to problem systemowy, a kiedy kobiety mówią, mamy obowiązek ich wysłuchać i im wierzyć. Oczywiście moje myśli skierowane są do kobiet, które były molestowane, do ich przyjaciół, rodzin i całej społeczności, solidaryzującej się z nimi”. Wspierał także oskarżenia pod adresem Patricka Browna, które potem okazały się być fałszywe.

 

Wychodzą kłamstwa i nieścisłości w sprawie Harveya Weinsteina

Jak się okazuje nawet w sprawie samego Weinsteina wychodzi na jaw wiele przekłamań. Wpierw okazało się, że Lucia Evans, kobieta która oskarża go o gwałt, w okresie 2013-2017 r. (już po rzekomym gwałcie) wysłała mu ponad 400 e-maili, w których pisze, że go kocha, ma piękne oczy, tęskni za nim, flirtuje z nim itd.

Asia Argento, włoska aktorka, która oskarżyła Weinsteina o gwałt sprzed 20 lat, obecnie sama boryka się z zarzutami wykorzystania seksualnego 17-latka i w ogóle ma wiele złych rzeczy na sumieniu (więcej o tym trochę później). A w sprawie Weinsteina, włoska prasa od początku przedstawiała wątpliwości co do tych zarzutów. Dlaczego Argento opowiada o gwałcie dopiero po 20 latach? I dlaczego już po rzekomym akcie przemocy utrzymywała z nim bardzo przyjacielskie relacje, co zostało uwidocznione na wielu zdjęciach oraz relacjach świadków?

Konserwatywna gazeta „Libero” opublikowała tekst felietonisty Renato Fariny z nagłówkiem: „Najpierw się oddają, a potem biadolą i udają żal”. Dziennikarz Mario Adinolfi stwierdził, że aktorka próbuje „usprawiedliwiać prostytucję w wyższych sferach”. Z kolei polityk i krytyk sztuki Vittorio Sgarbi, przyjaciel byłego męża Argento, „Morgana” Marco Castoldi powtarza za jego zgodą, że ten „ma poczucie, że Weinstein został przez nią zaatakowany”. Morgan ponoć, przez cały czas spędzony z ówczesną żoną nigdy nie odniósł wrażenia, że miałaby ona jakiekolwiek obiekcje do Weinsteina. Był wręcz zdania, że darzyła go pewną sympatią, a stosunki pomiędzy nimi wydawały mu się bardzo poprawne. Argento miała się chwalić, że ten dureń był w niej zakochany, oferował prezenty, a ona go odpychała, ale traktowała to raczej, jako powód do dumy, do potwierdzania swej kobiecej wartości. Według relacji ex partnera Asia to twarda, zimna kobieta, mająca skłonności do przemocy, traktująca bardzo źle związanych z nią mężczyzn. Sam Sgarbi określa ją zarazem, jako bogatą, zdolną do obrony, z uprzywilejowanego środowiska (córka słynnego reżysera, kariera, zachcianki i majątek już od dziecka), a zablokowany przez Argento na Twitterze, pisze:

„Przeżyłem całe moje życie ignorując ją. Cieszę się, że nie muszę dłużej czytać chełpliwej bezsensowności, i nie chodzi denuncjację, ale samozadowolenie z przemocy. Mnóstwo kobiet podziwia współczucie (dla kobiet) i skromność, zupełnie nieobecne w Argento”.

Jedyną odpowiedzią aktorki na to wszystko było obrażenie się na całe Włochy i demonstracyjne opuszczenie kraju.

 

Feministki i liderki #MeToo oskarżone o przemoc seksualną wobec mężczyzn

Asia Argento, która była pierwszą inicjatorką akcji #MeToo poza fałszywym oskarżeniem Weinsteina o gwałt, obecnie sama zaczęła się borykać z zarzutami wykorzystania seksualnego 17-latka, któremu po cichu zapłaciła 380 tys. dolarów w ramach ugody.

O Argento zrobiło się głośno już wcześniej, to prawdopodobnie przez nią jej partner, słynny amerykański szef kuchni, Anthony Burdain popełnił samobójstwo w czerwcu tego roku. Mało tego, w reakcji na zarzuty co do wykorzystania 17-latka skłamała w oświadczeniu, że do niczego między nimi nie doszło, kłamstwo wyszło na jaw dzięki zdjęciom i sms-om z koleżankami. Do tego jeszcze próbowała przerzucić odpowiedzialność co do zapłacenia ugody własnie na Burdaina. Poziom wyrachowania i makiawelizmu tej kobiety przekracza wszelkie granice.

Przypadek Asii Argento nie był pierwszy, o molestowanie mężczyzny została wcześniej oskarżona Cristina Garcia, czyli liderka #MeToo z Kalifornii. Czy faktycznie coś było na rzeczy, czy nie? Tego nie wiem, ale widzimy jak bezsensownie wygląda to całe #MeToo, gdzie można oskarżać kogo się chce i osoby, które je promowały, same wpadają we własne sidła.

Feministka Avital Ronell, profesor germanistyki i komparatystyki z nowojorskiego uniwersytetu miała się dopuścić seksualnego wykorzystywania studenta. W tym wypadku nie mamy do czynienia z sytuacją słowo przeciwko słowu, znalazły się dowody winy m.in. w postaci e-maili, zostało w tym celu przeprowadzone kilkumiesięczne śledztwo. Sprawa jest bardzo poważna. Ale mimo to wiele feministek zaczęło bronić wykładowczyni przerzucając winę na ofiarę. Feministyczna hipokryzja znowu daje o sobie znać.

Postulaty – co należy zmienić w Polsce?

Prawa mężczyzn

 

Mój własny zbiór postulatów, co powinno się zmienić w naszym kraju, aby można było uznać, że mężczyźni i kobiety naprawdę mają równe prawa?

1. Wprowadzenie opieki równoważnej nad dzieckiem przy rozstaniu rodziców. Nie zawsze musi być to opieka naprzemienna 50/50, ale należy zadbać o szeroki kontakt i wpływ na wychowanie dziecka przez obojga rodziców. Z kolei alimenty na dziecko powinny być przyznawane w wysokości odpowiadającej realnym zarobkom osoby płacącej na wzór sprawdzonego modelu tabeli alimentacyjnej w Niemczech oraz uwzględniającej zaangażowanie rodzica w zajmowanie się dzieckiem. Czyli przy opiece 50/50 żadne z rodziców nie płaciłoby alimentów, przy podziale opieki 60/40, rodzic mniej angażujący płaciłby niewielką kwotę, a przy 65/35 stosownie wyższą itd. Oczywiście dotyczyłoby to sytuacji kiedy rodzic dobrowolnie angażuje się mniej, a nie zostaje z kontaktu z dzieckiem alienowany.

2. Wprowadzenie kar za utrudnianie realizacji kontaktów rodzica z dzieckiem. Osoba utrudniająca powinna zostać pozbawiona prawa do pobierania alimentów do czasu aż zaprzestanie tej praktyki oraz powinna zostać ukarana karą grzywny za rzecz drugiego rodzica za każdy niezrealizowany kontakt. W przypadku recydywy powinna grozić za to kara pozbawienia wolności oraz pozbawienie praw rodzicielskich. Z kolei stosowanie tzw. alienacji rodzicielskiej, czyli nastawianie dziecka przeciwko temu rodzicowi powinno być karane jako przemoc psychiczna wobec dziecka i drugiego rodzica.

3. Umożliwienie możliwości bezterminowego zaprzeczenie ojcostwa. Przy wniesieniu sprawy o zaprzeczenie ojcostwo, badanie DNA na ojcostwo musi zostać przeprowadzone obowiązkowo. W przypadku udowodnienia oszukania na ojcostwie, mężczyzna powinien mieć również prawo do otrzymania odszkodowania za straty moralne oraz uzyskać zwrot niesłusznie nałożonych alimentów.

4. Zaostrzenie kar za fałszywe oskarżenia. Tu muszą być to wyroki co najmniej kilku lat bezwzględnego więzienia i jednocześnie wypłacenia wysokiego odszkodowania dla osoby fałszywie oskarżonej oraz dotyczyć zarówno fikcyjnych zgłoszeń na policję, jak i pomawiania ludzi w mediach i internecie. Domniemanie niewinności i prawo do obrony muszą być traktowane na poważnie, a więc osoba oskarżona o przestępstwo musi mieć prawo zachowania anonimowości przynajmniej do czasu wydania prawomocnego wyroku sądu. W przypadku fałszywego oskarżenia o molestowanie dziecka, rodzic tego dziecka powinien również zostać pozbawiony praw rodzicielskich. Za wmawianie molestowania dziecku poza karą za wysunięcie fałszywych oskarżeń powinna być również dodatkowa kara za przemoc wobec tego dziecka.

5. Zapewnienie takiego samego wsparcia dla męskich ofiar przemocy domowej i gwałtów jak dla kobiet. Dotyczy to zarówno działania instytucji wspierających ofiary przemocy, jak i przeszkolenie policji, tak aby nie dochodziło do sytuacji, żeby mężczyzna zgłaszający przemoc był wyśmiewany albo odprawiony z kwitkiem.

6. Likwidacja patologii Niebieskich Kart. Nie służą one ofiarom przemocy, tylko kobietom wnoszącym fałszywe oskarżenia jako podpórkę rozwodową. Zamiast tego należy wprowadzić autentyczną pomoc dla ofiar przemocy oraz edukację i działanie profilaktyczne. Tu odsyłam do zainteresowania się tematem błędnego koła przemocy.

7. Reforma sądów rodzinnych i OZSS (dawnych RODK). Należy odejść od przestarzałych metod badań psychologicznych jak test Kocha i inne badania projekcyjne na rzecz bardziej rzetelnych i sprawdzonych. Takich jak np. test osobowości MMPI-2, stosowany w USA. Należy również pochylić się nad problem dyskryminacji ojców przez sądy rodzinne i poszukać stosownego rozwiązania, jak jej zaradzić.

8. Zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Chociaż osobiście skłaniałbym się tak na dłuższą metę do gruntownej reformy sytemu emerytalnego w ogóle. Aby obywatel miał większą możliwość wyboru do tego, jak chce odkładać na emeryturę i w jakim wieku na nią przechodzić.

9. Kilka innych spraw, które nie tyczą się tylko i wyłącznie mężczyzn, ale dotykają ich w przeważającym stopniu, więc dla porządku o nich wspomnę. Są to np. kwestie realnej pomocy dla bezdomnych, która wypada w naszym kraju słabo, reforma wymiaru sprawiedliwości, aby nie dochodziło więcej do skazywania niewinnych ludzi, jak w sprawie Tomasza Komendy, zapobieganie wypadkom w pracy (szkolenia BHP itd.), pomoc dla osób z myślami samobójczymi i wiele innych kwestii, które wciąż pozostają w Polsce zaniedbane.

Panoptikon – wizja totalnej kontroli, którą musimy powstrzymać

Panoptikon

 

Zgodnie z zapowiedzią w ostatnim artykule, dziś omówię czym jest tzw. Panoptikon i co może nam grozić jeśli w porę nie zareagujemy jako społeczeństwo?

 

Model idealnego więzienia i permanentnej inwigilacji

Panoptikon to model więzienia zaprojektowanego przez angielskiego filozofa utylitarystę, Jeremy’ego Benthama w XVIII w. Niezwykłość Panoptikonu miała polegać na tym, że jego konstrukcja umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani. W efekcie czują się potencjalne obserwowani przez cały czas. W każdej chwili muszą się zachowywać tak jakby byli obserwowani.

W szerszym znaczeniu Panoptikon to po prostu szokująco skuteczny model permanentnej inwigilacji, osiągany przy bardzo niskich kosztach. Nie trzeba inwigilować ludzi przez cały czas, wystarczy, że mają samą świadomość, że mogą być obserwowani w każdej chwili.

Model Panoptikonu można odnaleźć w literaturze. Został opisany w książce „Nadzorować i karać”, Michela Foucaulta. W powieści „Traveler”, autorstwa Johna Twelve’a Hawksa negatywni bohaterowie, czyli Tabulowie dążą do przejęcia władzy nad światem, właśnie przez wprowadzenie w życie Panoptikonu. Poniekąd schemat ten występuje również w powieści „Rok 1984”, Gerge’a Orwella, dlatego, że każdy musiał się liczyć z tym, że w każdej chwili może być szpiegowany przez Policję Myśli. Ale nikt nie wiedział, kiedy dokładnie może to nastąpić, ani kto jest agentem PM. Poza tym obywatel mógł też zostać zadenuncjowany przez własne dzieci, które były specjalnie ku temu indoktrynowane przez partię rządzącą.

Ale czemu w ogóle o tym piszę? Co to ma wspólnego z tematyką bloga? I dlaczego ostatnio pisałem o tym, że feminizm może prowadzić nas do totalitaryzmu? Już wyjaśniam.

 

Skutki feministycznej retoryki dla społeczeństwa

Powszechność fałszywych oskarżeń o przemoc domową i prawna dyskryminacja mężczyzn, sprawia że ci często ratują się poprzez zdobywanie nagrań z użyciem dyktafonów, podsłuchów i ukrytych kamer. Obecnie już dostęp do takiej technologii jest na tyle duży, że każdy z nas może sobie zrobić Big Brothera we własnym domu, i to naprawdę tanim kosztem. Wszystko dostępne w internecie po paru kliknięciach.

No i nie powiem, rozwiązania te są bardzo przydatne, zwłaszcza przy rozwodzie,  z toksyczną kobietą. Ale używanie sprzętu szpiegowskiego, nie kończy się na obronie przed popieprzoną żoną. To wszystko idzie dalej.

Kolejna sprawa to powszechność fałszywych oskarżeń o gwałt. Która sprawia, że mężczyźni zaczynają brać na poważnie stosowania nagrywania także i w tej kwestii. Można sobie o tym poczytać np. w tematach na portalu Reddit, tyczy się to zwłaszcza USA, gdzie fałszywe oskarżenia stały się wręcz modą. Są to pomysły dotyczące nagrywania np. tego co się dzieje przed seksem lub tuż po nim, żeby było widać, że kobieta była chętna. Niektórzy rozważają też nagrywanie samego stosunku, przynajmniej samego dźwięku. I na tym jeszcze temat się nie kończy

Kolejny problem to fałszywe oskarżenia o molestowanie, wiążące się z brakiem konkretnej definicji, czym jest molestowanie. Przez co każde zachowanie może zostać uznane za molestowanie. Dlatego po #MeToo wzrosło zainteresowanie inwestowania w ukryte kamery i tym podobnych rozwiązań wśród bogatych mężczyzn, którzy mają najwięcej do stracenia i są najbardziej opłacalnym celem do wyłudzania odszkodowania.

W następnej kolejności będą to po prostu mężczyźni, także i ci zwykli. A zaraz potem również kobiety. Dlatego, że kobiety także coraz częściej padają ofiarą fałszywych oskarżeń, przykładowo już padają fałszywym oskarżeniom o stalking, kobiety pracujące z dziećmi przyznają, że boją się oskarżeń o pedofilię, oskarżenia o bliżej nieokreśloną „mowę nienawiści” dotykają już wszystkich bez względu na płeć, a wraz z rosnącą świadomością społeczeństwa, co do tego, że kobieta może być sprawcą coraz więcej będzie także oskarżeń o gwałt, czy molestowanie mężczyzn (lub innych kobiet). A przed oskarżeniem nie ochroni nawet bycie jedną z liderek MeToo, co jak widać już się dzieje. 

Tak więc zmierza to do miejsca, gdzie trzeba będzie nagrywać każdą relację z drugim człowiekiem. I wtedy mamy Panoptikon, w każdej chwili z dużym prawdopodobieństwem można będzie uznać, że ktoś właśnie nas nagrywa. A takie nagranie może łatwo wycieknąć do internetu albo np. wpaść w ręce policji, która oficjalnie nie inwigilowała obywatela, tylko zgodnie z prawem przejęła nagranie od innego obywatela. I tak społeczeństwo samo na siebie nałoży kajdany. Zbuntowanie się wobec systemu stanie się niewykonalne. Każdy kto tego spróbuje może zostać błyskawicznie spacyfikowany przez fałszywe oskarżenie o molestowanie, gwałt, mowę nienawiści, wpisz cokolwiek. 

Nikt, żadna władza etc. nie musiała inwestować grubych miliardów na inwigilację, ani powoływać Policji Myśli, to obywatele sami sobie to zafundowali, za swoje własne pieniądze. Prawda, że genialne?

 

Jak możemy to powstrzymać?

Rozwiązania w sumie są proste, ale musimy działać szybko, zanim będzie za późno. A więc co musimy zrobić? Zacznę od tego, że trzeba w końcu zacząć przyjmować jasne definicje na dane przestępstwo czy przewinienie. Czyli jeśli mowa o „molestowaniu”, tu musimy jasno określić o co chodzi. Czyli stosować konkretne terminy jak „naruszenie nietykalności cielesnej”, „stalking”, czy np. mobbing w pracy.

Tak samo zamiast używać niejasnych terminów jak „mowa nienawiści”, stosujmy terminy jasne jak: „podżeganie do nienawiści” czy zakaz propagowania systemów totalitarnych itd.

Domniemanie niewinności musi być stosowane na poważnie, a więc zarówno w wymiarze procesowym jak i pozaprocesowym. Winę trzeba udowodnić przed sądem ponad wszelką wątpliwość. Do tego czasu wszelkie dane osób oskarżonych muszą pozostawać anonimowe. Jako społeczeństwo musimy też rozumieć, że oskarżony nie równa się winny i nie można nikogo poddawać linczowi, do czasu udowodnienia mu winy.

Kolejna sprawa, za fałszywe oskarżenia i pomówienia trzeba przykładnie karać. To muszą być wyroki więzienia oraz wysokie odszkodowania dla osób pomówionych. I tyczy się to nie tylko fałszywym oskarżeniom na policji i w sądzie, ale także pomawiania ludzi w mediach i w internecie.

Jeśli zaś idzie o kwestię nagrywania na własny użytek, to jak najbardziej powinno być legalne i dozwolone. Jako, że to faktycznie pomaga wielu ludziom uniknąć kłopotów. Jeśli zatrzymamy tę psychozę strachu, ludzie nie będą mieć motywacji, żeby tego nadużywać i nagrywać wszystko jak leci. Jednocześnie jednak należy poważnie karać za rozpowszechnianie materiałów z naszym udziałem (zdjęcia, filmy) w internecie, bez naszej zgody.

Feminizm a „Rok 1984” George’a Orwella

Big Sister Is Watching You

 
Chyba jeszcze nikt przede mną nie pokusił się o taką analizę, więc pozwolę sobie być pierwszy. Otóż opiszę poniżej dlaczego działanie feministek do złudzenia przypomina ideologię angsocu z powieści Geroge’a Orwella „Rok 1984”.

 

Dwójmyślenie

Podstawą ideologiczną partii rządzącej w „Roku 1984” było tak zwane dwójmyślenie. Polegało to na głoszeniu dwóch sprzecznych ze sobą poglądów przy równoczesnej wierze, że oba są prawdziwe. Przejawiało się to w głoszeniu haseł typu: „wojna to pokój”, „wolność to niewola”, „ignorancja to siła”. Ministerstwo prawdy zajmowało się fałszowaniem informacji, Ministerstwo Pokoju ciągłym prowadzeniem działań wojennych, Ministerstwo Miłości szpiegowaniem przeciwników politycznych, torturami i praniem mózgu, a Ministerstwo Obfitości utrzymywaniem społeczeństwa w biedzie.  

Dokładnie to samo robią feministki. Mówią o równouprawnieniu, jednocześnie co i rusz dyskryminują mężczyzn. Mówią o prawach kobiet, jednocześnie wspierają radykalny islam. Wspierają wolność seksualną i jednocześnie ultra-purytanizm, gdzie spojrzenie na kobietę jest „molestowaniem”.

 

Nowomowa

Jest to wręcz trzon feminizmu. Tworzenie swoich własnych określeń jak: patriarchat, kultura gwałtu, toxic masculinity, mansplaining, internalized sexism itd. 

 

Myślozbrodnia

Feministki całkowicie nie akceptują odmiennych poglądów. Niezgadzających się z nimi mężczyzn nazywają mizoginami i seksistami lub twierdzą, że stosują oni mansplaining. Z kolei niezgadzające się z nimi kobiety określają mianem strażniczek patriarchatu i ciemnogrodu lub zarzucają im „internalized misogyny”. Nie akceptują jakiejkolwiek dyskusji na argumenty.

W dodatku wśród samych feministek funkcjonują wytyczne, jakie poglądy są dopuszczalne. Używa się tu określeń „dobra feministka” i „zła feministka”. Które brzmią niemalże jak wprost wyjęte z „Roku 1984” odpowiedniki „dobromyślaka” i „myślozbrodniarza”.

 

Zmienność przeszłości, fałszowanie historii

„Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”.

Jedną z najważniejszych metod propagandy, stosowaną w „Roku 1984” było ciągłe fałszowanie historii. Dokładnie te same metody są stosowane w feminizmie. Np. poprzez pomijanie faktu, że większość mężczyzn również nie miała praw wyborczych w historii, czy przez opowiadanie o rzekomej „zasadzie kciuka”, która nigdy nie istniała.

 

Zmienność poglądów z jednoczesnym twierdzeniem, że „tak było zawsze”

W „Roku 1984” kiedy doszło do jakiejś ważnej zmiany, natychmiast zaczęto uważać, że tak było od zawsze. Przykładowo, kiedy Oceania przestała prowadzić wojną z Eurazją, a zaczęła prowadzić wojnę ze Wschódazją, automatycznie zaczęto twierdzić, że Oceania zawsze była w stanie wojny ze Wschódazją.

Tak samo jest w feminizmie. Przykładowo, feministki twierdzą, że prawo do aborcji jest nieodłącznym prawem kobiet. Przeciwników aborcji nazywają wprost „wrogami kobiet”. Jednocześnie tuszują fakt, że pierwsze feministki sprzeciwiały się aborcji.

Porównajmy. Orwell: Oceania prowadzi wojnę z Eurazją -> zmiana -> Oceania teraz prowadzi wojnę ze Wschódazją -> Ocenia zawsze prowadziła wojnę ze Wschódazją. Feminizm: feministki  sprzeciwiają się aborcji -> zmiana -> feministki teraz są za aborcją -> feminizm zawsze popierał aborcję.

 

Logika i nauka nie mają znaczenia 

Jeśli partia i Wielki Brat tego chcą to 2+2 to czasem 5 albo 3. A teraz spróbuj wytłumaczyć feministce, że istnieją różnice między mężczyzną i kobietą np. w budowie mózgu albo spróbuj przedstawić argumenty ekonomiczne przeczące rzekomej dyskryminacji płacowej. Powodzenia. 🙂

 

Ewaporacja

Ewaporacja w „Roku 1984” polegała na całkowitym wymazaniu przeciwnika politycznego z historii. Feministki nie mają fizycznej możliwości do jej wykonywania, ale niewątpliwie próbują tak zbojkotować wybrane osoby, żeby możliwie nikt nie dowiedział się o ich istnieniu. Przykładowe osoby które zostały poddane takiej próbie to np. Erin Pizzey czy Esther Vilar.

 

Końcowa konkluzja

Niektórzy pewnie uznają, że tym razem postanowiłem napisać lekki tekst, pisany trochę bardziej „dla jaj”. Jednak chciałem podkreślić, że piszę to zupełnie poważnie. Te zbieżności nie są przypadkowe. Orwell w swojej wizji wzorował się w dużej mierze na systemie komunistycznym, z którego feminizm właśnie się wywodzi, podmieniając proletariat na kobiety, burżuazję na mężczyzn, a kapitalizm na „patriarchat”.

Pomyślcie teraz tak. Żyjąc w cywilizacji zachodniej przywykliśmy do takich praw obywatelskich jak domniemanie niewinności, wolność słowa, czy prawo do własności prywatnej. Co musiałoby się stać, żeby miał odrodzić się totalitaryzm? Kto mógłby tak namieszać? Czy poza feministkami znacie jakąkolwiek inną opcję w polityce, która czepia się wspomnianych wartości? Komunistów i nazistów już praktycznie nie ma. Czy pozostał jeszcze ktokolwiek inny?

Ps. To jeszcze nie koniec. W następnym artykule omówię czym jest tzw. Panoptikon i jak autentycznie feminizm może prowadzić do totalitaryzmu.

Założyłem konto na Steemit

Steemit

 

Kolejne miejsce gdzie można znaleźć mnie i moją twórczość to Steemit. Jest to kolejny zdecentralizowany portal społecznościowy oparty na technologii blockchain, na którym w dodatku można zarabiać (tzw. steem dollary można wymienić na bitcoin, litecoin lub inną kryptowalutę, którą można następnie sprzedać na giełdach lub kantorach). Oferuje również dostęp do różnych portali zewnętrznych opartych na tej samej technologii blockchain, powiązanych jednocześnie z głównym kontem, takich jak DTube (portal do wrzucania filmów jak YouTube), Busy.org (kolejny portal społecznościowy), DLive (do tworzenie streamów na żywo), Strimi (odpowiednik Wykopu), Dmania (serwis z memami), DSound (coś jak SoundCloud) i wiele innych.

Mój nick na Steemit to ludomir, czyli tak jak na WordPressie, z tą różnicą, że na Steemit nicki zaczynają się z małej litery. Jednocześnie otworzyłem także swoje konto na DTube, gdzie w ramach dywersyfikacji wrzucam te same filmy, które można znaleźć na moim kanale YouTube, oraz kanale na Dailymotion.

Najłatwiej jednak jest po prostu przeglądać mój główny profil na Steemit. Na mojej tablicy wyświetla się wszystko. Obojętnie czy napiszę jakiś tekst, czy wrzucę film na DTube, czy jakiś link na Strimi, czy zrobię cokolwiek innego, wszystko to pojawia się na głównym koncie Steemit. Zatem zachęcam, kto ma taką możliwość do wspierania mnie na tamtym portalu, dawania głosów upvote (łapka w górę) przy moich treściach, komentowania, udostępniania itd. Każde wsparcie się przyda i za każde z góry dziękuję. 🙂

Wiem, że dla początkujących Steemit możemy wydawać się portalem skomplikowanym, dlatego polecam obejrzeć poniższe pomocne materiały, objaśniające z czym to się je. Opis rejestracji na Steemit (i przy okazji DTube):

 
Więcej o samym portalu Steemit:

 
Ps. Oczywiście moje blogowanie na WordPressie także będzie dalej kontynuowane. Polecam również zajrzeć do mojego poprzedniego tekstu na temat dywersyfikacji w mediach społecznościowych.

Nienawiść do kobiet – błąd którego nie wolno popełniać

Mężczyzna i kobieta

 

Wraz z tematyką sprzeciwu wobec dyskryminacji mężczyzn nieustannie jak bumerang powraca pewien problem. Otóż wśród mężczyzn słusznie zauważających niesprawiedliwe traktowanie płci męskiej można znaleźć facetów przelewających wszelkie złe emocje na wszystkie kobiety. Są również mężczyźni, którzy po swoich negatywnych doświadczeniach z kobietami, wyrabiają sobie negatywny obraz kobiety, każdej kobiety. No i właśnie o tym dziś będzie, dlaczego takie podejście jest złe i szkodliwe, i trzeba się mu przeciwstawiać.

 

Nie obwiniajmy kobiet (wszystkich)

Zacznę od tego, że wina za to, że istnieje dyskryminacja mężczyzn nie leży w tym, że jakiś kolektyw kobiet sprzysiągł się przeciwko kolektywowi mężczyzn, żeby ich uciskać. To taki sam mit, jak rozpowszechniany przez feministki mit, o tym, że mężczyznom na niczym innym nie zależy tylko na rządzeniu, kontrolowaniu i krzywdzeniu kobiet.

Przyczyną dyskryminacji mężczyzn jest gynocentryzm oraz luka empatii. A więc przyczyny czysto psychologiczne i kulturowe, które sprawiają, że społeczeństwo przykłada większą wagę do problemów kobiet niż mężczyzn. Ten błąd popełniają przedstawiciele obojga płci, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Grunt to potrafić dostrzec te zjawiska i nie popełniać tych samych błędów logicznych i poznawczych, co niektórzy ludzie. I jak to mówi prof. Janice Fiamengo zamknąć tę lukę empatii płci. To uświadomić może sobie zarówno mężczyzna, jak i kobieta.

Oczywiście swoje dokładają również feministki. Tyle, że feminizm to prostu polityczne przedłużenie gynocentryzmu. Feministki zwyczajnie wykorzystują te mechanizmy psychologiczne i błędy poznawcze w myśleniu wiele ludzi na swoją korzyść. No i nie wszystkie kobiety popierają feminizm. A niektóre z nich popierają go, dlatego że wierzą, że naprawdę oznacza on równość płci. O istnieniu mężczyzn, którzy popierają i finansują organizacje feministyczne w celu manipulowaniu społeczeństwem też wszyscy wiemy.

 

Nienawiść do kobiet jest bardzo niezdrowa i obciążająca dla psychiki

Zbierając w sobie negatywne emocje wobec kobiet sam sobie szkodzisz. Będzie się to odbijać na twoim życiu uczuciowym i seksualnym (chyba że akurat jesteś gejem), ale to nie wszystko. Kobiety stanowią połowę społeczeństwa i wszędzie jest ich pełno. I w twojej rodzinie, pracy, na uczelni i wszystkich miejscach, które codziennie mijasz. Wystarczy, że wyjdziesz na zewnątrz na zwykły spacer, a po drodze miniesz wiele niewiast. Mając negatywne skojarzenia z kobiecą istotą można sobie naprawdę „zryć banię”.

Kolejna sprawa, zawsze powinniśmy oceniać konkretne jednostki, a nie grupę. Jeśli ktoś (konkretna osoba) nie zrobił nam nic złego, nie powinnyśmy go negatywnie oceniać, dopóki to się nie zmieni. Na tym w końcu także polega domniemanie niewinności, którego chcemy bronić, prawda?

Na koniec zostaje kwestia czysto emocjonalna. Wiem, że niektóre fakty naprawdę szokują. Np. ponad 126 tys. rocznie fałszywych oskarżeń o przemoc domową w Hiszpanii, czy 25 tys. spraw rocznie w sprawie alienacji rodzicielskiej na biurku Rzecznika Praw Dzieci w Polsce. Ale pomyślmy z czego to wynika?

Pewna część społeczeństwa (obojga płci), jakieś kilka procent to psychopaci. Kolejne kilka procent to osoby z borderline, kolejna grupa to np. osoby z chorobą afektywną dwubiegunową itd. W dodatku złe rzeczy czynią nie tylko osoby z zaburzeniami osobowości, dochodzą również inne czynniki. Przyjmijmy, że łącznie tak pi razy drzwi 20% kobiet to kobiety bardzo toksyczne. Jeśli w danym kraju mieszka np. 20 mln kobiet, to już mamy 4 mln kobiet, które mogą czynić niegodne czyny. Jeśli taka grupa ludzi otrzymuje możliwość wykorzystania systemu na swoją korzyść, efekt będzie widoczny.

A w dodatku dobrzy ludzie również mogą się demoralizować w określonych warunkach. Psycholodzy nazywają to efektem Lucyfera. Nie dość, że nikt nie ma wypisane na twarzy kim jest (psychopaci i osoby z borderline potrafią oszukiwać nawet wykwalifikowanych psychiatrów) to jeszcze nie wiadomo, komu co nagle „odwali”. Jak wiemy z historii np. państw totalitarnych, wśród mężczyzn również można było znaleźć ludzi, czyniących zło, jeśli system na to pozwalał. To jest dokładnie ten sam schemat. 

Zwyczajnie nie da się funkcjonować w systemie, który nie gwarantuje praworządności, równości wobec prawa dla wszystkich, praw człowieka, domniemania niewinności, rzetelności procesów sądowych, swobód obywatelskich itd. W ZSRR było normą, że sąsiad donosił na sąsiada, a nawet dzieci na własnych rodziców. Obraz totalnej nędzy i rozpaczy, całkowity rozpad społeczeństwa. Ale nie tyczy się to tylko państw totalitarnych. W każdym ułomnym systemie pojawią się te same problemy: niesprawiedliwość, rozpad więzi międzyludzkich, wzajemna nienawiść, wrogość i nieufność, a ostatecznie upadek społeczeństwa. Wówczas jedyne wyjście to zmiana systemu. I na tym powinniśmy się koncentrować.

 

Kobiety to nasz sojusznik, a nie wróg

Jako płeć męska stanowimy tylko połowę społeczeństwa. W dodatku wśród mężczyzn można znaleźć tzw. białych rycerzy, czyli facetów, którzy zawsze stają po stronie kobiety, bez względu na to, czy jest to zgodne z obiektywną prawdą i sprawiedliwością w danej sytuacji. Dlatego z czysto matematycznego punktu widzenia potrzebujemy, aby jakaś widoczna część kobiet również dostrzegała problemy dotyczące mężczyzn i nas poparła.

Jeśli ktoś mnie zapyta, czy kobiety faktycznie mogą to robić, odpowiem, że kobiety już to robią. O takich paniach, już kiedyś pisałem osobny artykuł.

Fakty są takie, że osobą która jako pierwsza przełamała temat tabu, przemocy kobiet wobec mężczyzn, była kobieta – Erin Pizzey. To że kobieca pedofilia występuje niemal równie często co męska, odkryła również kobieta – Michele Elliott. Z wieloma mitami na temat przemocy domowej itd. rozprawia się również wiele innych kobiet jak np. Bettina Arndt.

W 2016 r. powstały dwa ważne filmy dokumentalne na temat dyskryminacji mężczyzn. „Martyrs of Marriage” w Indiach i „The Red Pill” w Stanach Zjednoczonych. Oba stworzone przez kobiety, Deepikę Bhardwaj i Cassie Jaye.

Także i w swojej działalności dostałem kobiece wsparcie. Kiedy założyłem Fanpage tego bloga, w jego rozpromowaniu na samym początku pomogły mi dwie panie. Wpierw była to Sabina Gatti, a zaraz potem Katarzyna Tryzno, znana też jako Antyfeministyczna. Wśród moich czytelników również można znaleźć kobiety, które tak samo jak mężczyźni dadzą lajka, napiszą komentarz, udostępnią post na Facebooku itd. Nie tylko płeć męska jest tu odbiorcą.

Oczywiście pozostaje jeszcze ten problem, że u przedstawicieli obojga płci znajdą się osobniki, które traktują relacje męsko-damskie w jakiś żałosny sposób jako grę o sumie zerowej. I ciężko ich przekonać do współpracy na rzecz autentycznego równouprawnienia obojga płci. No cóż, najlepsze co można zrobić, to po prostu nie być jednym z nich.

Doszczętna kompromitacja akcji #MeToo

Akcja #MeToo

 

O #MeToo pisałem już we wcześniejszym artykule. Jednak tam skupiłem się głównie na poczynaniach Codziennika Feministycznego. A po za tym minęło już trochę czasu i doszły nowe wydarzenia, o których warto wspomnieć. Stąd dzisiejszy wpis.

MeToo jak każda panika moralna i polowanie na czarownice w historii, po kilku miesiącach swojego funkcjonowania zaczyna powoli kończyć się kompletną klapą. To było nietrudne do przewidzenia. I wiele znanych osób od początku przed tym ostrzegało. Wśród nich znalazły się np. Catherine Deneuve, Brigitte BardotLiam NeesonMichael HanekeMatt DamonMarilyn Manson i wielu innych.

Do krytyków MeToo dołączyły nawet osoby z samego mainstreamu, takie jak Agnieszka Holland, Monika Olejnik, czy Magdalena Cielecka. Wśród nich znalazła się nawet wieloletnia ikona feminizmu, czyli Margaret Atwood.

 

Już kiedyś przerabialiśmy MeToo

Zanim na dobre przejdę do tematu na wstępie przypomnę pewien fakt. Otóż taka akcja wcale nie jest niczym nowym. W USA w okresie na przełomie XIX i XX w. gdzie często dochodziło do linczów na czarnoskórych mieszkańcach kraju, stosowano dokładnie tę samą retorykę, czyli zawsze „wierzyć ofiarom”. Polegało to na tym, że jeśli jakaś biała kobieta oskarżyła czarnoskórego mężczyznę o gwałt lub molestowanie, to należało zawsze uwierzyć jej na słowo. Bez żadnego procesu i udowodnienia winy. W ten sposób zlinczowano tysiące niewinnych ludzi. Tego typu akcje były podsycane przez rasistowskie organizacje, takie jak Ku Klux Klan.

Jedną z najbardziej szokujących spraw była historia Emmetta Tilla z Mississippi. Był to 14-letni, czarnoskóry chłopiec, który został fałszywie oskarżony o molestowanie przez białą kobietę Carolyn Bryant. W następstwie został brutalnie zamordowany. Po wielu latach kobieta przyznała się do kłamstwa. Pamiętajcie o tym, kiedy zobaczycie feministyczny transparent z napisem „Believe women”. Feministki po prostu przejęły metody działania po rasistach, tyle że zamiast w Murzynów, celują w mężczyzn.

 

Poradnik „Jak zniszczyć mężczyznę?”

Pewnej feministce znudziło się udawanie i wydała własną książką pt. „How to Destroy A Man Now (DAMN)”. Jest to książka nawiązująca do akcji #MeToo, opisująca porady w jaki sposób wykorzystać fałszywe oskarżenia do zniszczenia wybranego mężczyzny.

Taka gra w otwarte karty przez feministki nie jest niczym nowym. Wykorzystywanie fałszywych oskarżeń przeciwko mężczyznom w feministycznym slangu nazywa się „polowaniem na skalpy”. W poniższym artykule mamy przykład takiego polowania na programistów z branży open source.

 

Niezła draka w „Kawiarnii Amatorska” – jak feministki przegrały z Wykopem

W kwietniu tego roku doszło do dość kuriozalnej sytuacji w warszawskiej „Kawiarnii Amatorska”. Dwie feministki Patrycja Wieczorkiewicz i Sara Czyż zostały wyproszone z lokalu za agresywne zachowanie. Oficjalny powód wyproszenia to zabawa w rzucanie w ludzi kapslami.

Jednak dziewczyny obrażone na cały świat namówiły swoje feministyczne koleżanki i białorycerskich kolegów do hejtowania kawiarni na Facebooku i wystawiania oceny „1”. W tle poszło oskarżenie o „molestowanie”, którym miało być złapanie za rękę. Ale sprawa została szybko podchwycona przez internautów. Temat znalazł się na Wykopie. Prosty „Wykop efekt” sprawił, że liczba pozytywnych recenzji i ocen „5” znacznie przebiła liczbę feministycznego hejtu.

Przy okazji, te dwie feministki były współautorkami tekstu o „papierowych feministach”. Jego wiarygodność zatem poszła w górę jak nie wiem co. W dodatku Patrycja Wieczorkiewicz to jest dokładnie ta osoba, która atakowała Monikę Płatek w swoim tekście za to, że ośmieliła się stanąć w obronie domniemania niewinności. Jak dla mnie to kolejne potwierdzenie schematu. Feministki, które atakują domniemanie niewinności i naciskają na wierzenie „ofiarom” bez dowodów robią to właśnie po to, aby móc wykorzystywać fałszywe oskarżenia dla własnych prywatnych zemst. I tak przy okazji, nie jestem lekarzem, ale leki, do brania których przyznała się w tym artykule pani Wieczorkiewicz to zdaje się są leki, które bierze się w leczeniu schizofrenii i choroby afektywnej dwubiegunowej. Jeśli się mylę, niech ktoś poprawi mnie w komentarzu.

 

Netta Barzilai zwycięża w konkursie Eurowizji

Tegoroczną Eurowizję wygrała reprezentantka Izraela z piosenką, o wyjątkowo mizoandrycznej treści. Można zobaczyć sobie tłumaczenie na język polski na portalu tekstowo.pl. Jeśli chodzi o wykonanie…. cóż, oceńcie sami:

 
Jakim więc sposobem taki gniot wygrał? Powodem jest to, że Netta Barzilai jest feministką. A sama piosenka nawiązuje do akcji #MeToo. Barzilai jako twarz MeToo? No cóż, jaka akcja, taka twarz.

Po raz kolejny widzimy też, że Eurowizja to żaden konkurs muzyczny, a zwykły polityczny folwark. Netta Barzlilai w dodatku postanowiła dodatkowo zaszokować tekstem: „Za rok w Jerozolimie”. Co było naprawdę bardzo „rozsądne” zważywszy na obecnie napiętą sytuację w tym regionie świata.

 

Fałszywe oskarżenie Morgana Freemana o molestowanie

Z całego repertuaru wymyślnych oskarżeń typu „właśnie sobie przypomniałam, że ten pan 20 lat temu poklepał mnie po plecach” w ostatnich dniach istny szczyt żenady osiągnęło oskarżenie wystosowane w stosunku do Morgana Freemana. Rzekome „molestowanie” wyglądało tak:

 
W dodatku telewizja CNN do całej sprawy dołożyła własnego fake newsa. Inne kobiety, które rzekomo miały być ofiarami molestowania, same temu zaprzeczyły. Teraz Morgan Freeman będzie się domagał od CNN przeprosin i być może odszkodowania.

W sprawie Morgana Freemana dochodzi jeszcze motyw polityczny. Freeman to czarnoskóry, ceniony aktor, który znany jest ze swojego sprzeciwu wobec poprawności politycznej i lewicowej retoryki.

 
Tak właśnie wygląda MeToo w praktyce, próba niszczenia niewygodnych ludzi. I tu możemy już postawić kropkę.

Erin Pizzey ujawnia prawdę o przemocy domowej

Erin Pizzey to założycielka pierwszego na świecie schroniska dla kobiet doświadczających przemocy domowej w Chiswick w Londynie w 1971 r. Od początku wiedziała, że kobiety również potrafią stosować przemoc wobec mężczyzn i dzieci, a większość przypadków przemocy domowej to przemoc wzajemna (obie strony stosują przemoc wobec siebie nawzajem), dlatego chciała pomagać również męskim ofiarom. A także zwrócić uwagę, na to że dzieci doświadczające przemocy, gdy dorosną często same stosują przemoc, zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Za głoszenie niewygodnej prawdy od lat jest bojkotowana przez środowiska feministyczne. Za to udało się jej nawiązać owocną w współpracę z ruchami broniącymi praw mężczyzn, w celu wspólnego obalania stereotypów na temat przemocy domowej. Poniższy film to fragment filmu „The Red Pill”, autorstwa Cassie Jaye własnie na ten temat:

 
Polecam także przeczytać moje artykuły: o Erin Pizzey i filmie „The Red Pill”.