Plaga fałszywych oskarżeń o gwałt w Wielkiej Brytanii – kompromitacja wymiaru sprawiedliwości

fałszywe oskarżenie o gwałt

 

W ostatnim czasie w Wielkiej Brytanii doszło do dość osobliwego wydarzenia. Prokurator generalny Jeremy Wright zarządził aby wszystkie sprawy o gwałt z ostatnich lat zostały ponownie rozpatrzone. Skąd ta decyzja? Dlaczego przeciętny Brytyjczyk poczuł się niczym mieszkaniec Związku Sowieckiego, gdzie w każdej chwili można było aresztować niewinnego człowieka i skazać bez żadnych dowodów? Dlaczego brytyjski wymiar sprawiedliwości musi się teraz dwoić i troić, żeby odzyskać zaufanie obywateli? O tym właśnie będzie dzisiejszy wpis. 

 

Fałszywe oskarżenia o gwałt i skandaliczne błędy policji i prokuratury

Powodem powyższej decyzji o ponownym przejrzeniu spraw o gwałt było wyjście na jaw skandali związanych z fałszywymi oskarżeniami i błędami policji i prokuratury. Kilka przykładów dla zobrazowania sytuacji.

 
Sprawa 22-letniego Liama Allana:

Liam Allan został fałszywie oskarżony o 12 gwałtów przez swoją koleżankę. Policja długo nie chciała ujawnić 40 tys. wiadomości, które oskarżony otrzymał od oskarżającej, jednoznacznie wskazujących na jego niewinność. Ostatecznie został bardzo szczęśliwie oczyszczony z zarzutów po 2 latach.

 
Sprawa Danny’ego Kaya:

26-letni Danny Kay niesłusznie spędziła 2 lata w więzieniu, za gwałt, którego nie popełnił. Wszystko przez zmanipulowanie wiadomości na Facebooku, którego dokonała kobieta, która go fałszywie oskarżyła. Mężczyźnie udało się cudem wyjść na wolność, po tym jak współwięzień doradził mu w jaki sposób odzyskać usunięte wiadomości z Facebooka. Przekazał następnie tę wiedzę swojej szwagierce, która zrobiła to czego nie raczyła zrobić policja ani prokuratura, czyli znaleźć wiadomości wskazujące na jego niewinność. Nie zajęło jej to więcej niż 5 minut.   

 
Jemma Beale i jej seryjne fałszywe oskarżenia:

O tej sprawie już kiedyś wspominałem na blogu. 25-letnia Brytyjka Jemma Beale, w ciągu 3 lat fałszywie oskarżyła o gwałt kolejno 15 mężczyzn. W końcu sama została skazana za rzucanie fałszywych oskarżeń na 10 lat więzienia. No, naprawdę brawo dla brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości, do 15 razy sztuka.   

 
Opisane powyżej przykłady to tylko wierzchołek góry lodowej. W tych sprawach traf chciał, że akurat znalazły się jednoznaczne dowody wskazujące na niewinność oskarżonego. W ilu sprawach prawda nie wyszła na jaw? Jak wiele osób zostało skazanych za niewinność?

 

Dlaczego Wielka Brytania ma taki problem z fałszywymi oskarżeniami o gwałt?

W Wielkiej Brytanii od lat coraz mocniejszą pozycję zyskiwały środowiska feministyczne i to takie o orientacji niezbyt przychylnej mężczyznom. A wiadomo, że o gwałt łatwiej oskarżyć mężczyznę niż kobietę, co więcej akurat w Wielkiej Brytanii według prawa tylko mężczyzna może zostać skazany za „gwałt”, kobieta może zostać skazana tylko z innych artykułów prawnych jak np. „napaść na tle seksualnym”.  

Czytając na brytyjskich portalach informacyjnych jak wyglądają sprawy oskarżeń o gwałt w tym kraju, nietrudno wyczuć ducha feministycznego zindoktrynowania. Duże nastawienie na to, że kobieta musi mówić prawdę, pomimo wątpliwości w danej sprawie, pomimo tego, że fałszywe oskarżenia nie tylko istnieją, ale są nawet powszechne, a nawet pomimo dowodów na niewinność oskarżonego mężczyzny. Wygląda to na swego rodzaju nagonkę na płeć męską. Jesteś winny z samego faktu bycia mężczyzną. Nic dziwnego, że tak trudno wykaraskać się z fałszywego oskarżenia.

Kolejna sprawa, w UK bardzo łatwo zwykły seks może zostać uznany za gwałt. Wystarczy, że np. kobieta napiła się odrobiny alkoholu. Alison Saunders, feministka będąca dyrektorką Prokuratury koronnej od stycznia 2015 r. zaczęła wydawać specjalne wytyczne dla policjantów i prokuratorów w tej sprawie, bardzo niejasne i dające dużo pole do nadużyć. Była za to wielokrotnie krytykowana, przykładowo przez dziennikarki Julię Hartley Brewer, czy Allison Pearson

Pułapek w systemie brytyjskim, które sprawiają, że fałszywe oskarżenie o gwałt to doskonały sposób na zemstę, zniszczenie faceta itd. jest więcej. Przykładowo były chłopak pewnej dziennikarki BBC, został przez nią fałszywie oskarżony o kilkadziesiąt gwałtów. Co ciekawe wszystkie stosunki były przez nich nagrywane, a więc jego niewinność została potwierdzona w 100%. Pomimo oczyszczenie się z zarzutów, jego nazwisko nadal widnieje w policyjnych kartotekach jako „potencjalny gwałciciel”. Przy okazji, jak widzimy problem z fałszywymi oskarżeniami został już dostrzeżony nawet na kobiecych portalach.

Kolejny przykład, Brytyjczyk John O’Neill, chociaż został oczyszczony z zarzutów o gwałt…. musi się stawiać na komisariat na 24 godziny przed każdym planowanym seksem. A to dlatego, że policja dopatrzyła się u niego specyficznych upodobań seksualnych.

Oskarżeni o gwałt w Wielkiej Brytanii nie mają nawet gwarantowanej anonimowości do czasu wydania wyroku skazującego, jak jest w pozostałych krajach europejskich. To nie tylko uderza w domniemanie niewinności, ale odbiera oskarżonemu zwykłe prawo do obrony. Bo nawet jeśli otrzyma wyrok uniewinniający i tak jego nazwisko jest publikowane w mediach, i wiele osób i tak uważa, że ten człowiek był winny. Łatka gwałciciela zostaje na całe życie. Przekłada się to na zniszczoną karierę, ostracyzm społeczny, depresję i często samobójstwo zupełnie niewinnego człowieka. A rykoszetem obrywa jeszcze cała rodzina fałszywie oskarżonego.  

Ten problem (anonimowość oskarżonych o gwałt) jest od lat szeroko komentowany w UK. Możliwe, że w najbliższym czasie się to zmieni. Coraz częściej mówi się o tym na wysokich szczeblach politycznych. Poparcie społeczne jest bardzo duże. Ankieta przeprowadzona w październiku 2015 r. na znanym portalu Telegraph wskazała, że anonimowość dla oskarżonych poparło 97% respondentów. Z tymże ta ankieta wisi do tej pory, i nadal można w niej głosować, dokładnie znajduje się pod tym artykułem. Jak widzimy wyniki zmieniły się tylko nieznacznie, anonimowość popiera 94% ankietowanych.  

Jedyną praktycznie grupą w społeczeństwie brytyjskim, która sprzeciwia się wprowadzenia anonimowości dla oskarżonych, są….. tak, zgadliście, są to feministki. Trudno uzasadnić to inaczej niż irracjonalną nienawiścią do mężczyzn, którzy stanowią lwią część wśród osób fałszywie oskarżonych. Bo przecież brak anonimowości ewidentnie uderza w osoby fałszywie oskarżone, a więc jest to zwykłe łamanie praw człowieka, a także uderza w ich rodziny oraz uderza nawet w same ofiary gwałtów, poprzez pośrednie łamanie ich anonimowości. Jeśli np. pojawia się informacja pt. „David Smith został oskarżony o gwałt na byłej dziewczynie” to przecież każdy, kto zna Davida Smitha wie też o jaką dziewczynę chodzi. W dodatku wśród fałszywie oskarżonych o gwałt z pewnością pewną część stanowią także kobiety. No i kobiety cierpią również jako matki, siostry, żony itd. fałszywie oskarżonych. Jak np. ta kobieta, która popełniła samobójstwo, po tym jak jej 17-letni syn popełnił samobójstwo po fałszywym oskarżeniu o gwałt. No ale brytyjskie feministki dopuszczają się nawet tak chorych akcji, jak protestowanie przeciwko skazaniu na 3,5 roku więzienia kobiety, której udowodniono wniesienia fałszywego oskarżenia o gwałt w stronę jej byłego chłopaka. 

Ostatnim elementem układanki jest cenzura w mediach. Przykładowo, telewizja BBC i portal The Guardian zostały przyłapane na celowym pomijaniu spraw mężczyzn fałszywie oskarżonych o gwałt, którzy popełnili samobójstwo w swoich wiadomościach.

 

I co dalej?

Sprawy o gwałt mają zostać ponownie przejrzane. Możliwe, że anonimowość dla oskarżonych do czasu wydania wyroku sądowego również uda się wprowadzić. Świadomość problemu fałszywych oskarżeń rośnie. Ale nie zwróci to życia tym, którzy popełnili samobójstwo, nie cofnie krzywd fałszywie oskarżonym. Miną długie lata, zanim wymiar sprawiedliwość odzyska chociaż częściowo zaufanie społeczeństwa. Dlatego warto pomyśleć o tym wszystkim wcześniej. I niech przykład brytyjski będzie dla nas wszystkich przestrogą.

Reklamy