Seksistowskie definicje gwałtu w feministycznych propozycjach

Definicja gwałtu

 
Działanie organizacji feministycznych potrafi być niekiedy naprawdę obrzydliwe. W ostatnim czasie po raz kolejny byliśmy tego świadkami w Polsce.

 

Posłanki Nowoczesnej i Feminoteka w natarciu

Zaczęło się od dwóch posłanek partii .Nowoczesna Moniki Rosy i Ewy Lieder i ich propozycji, aby za gwałt uznać „brak świadomej zgody na seks”. Tak poważne przestępstwo jak gwałt musi mieć jasną definicję, żeby nie wsadzać niewinnych ludzi do więzień, więc autorka tego wywiadu starała się uzyskać informację od posłanek na czym miałoby to polegać? Jak uniknąć absurdów jak podpisanie umowy przed stosunkiem, czy nagrywania się na kamerę/dyktafon?

Jednak najwyraźniej posłanki same nie wiedzą co tak naprawdę proponują. W artykule możemy znaleźć takie kwiatki jak: „Gdy przemoc wystąpi w stałym związku, bierze się pod uwagę to, że zgoda “może być bardziej dorozumiana, a nie wypowiedziana”, liczy się kontekst czy mowa ciała. Natomiast w przypadku przelotnych znajomości typu One Night Stand, udowodnienie przez domniemanego sprawcę otrzymania jednoznacznej zgody na współżycie będzie kluczowe dla zadecydowania o poniesieniu przez niego odpowiedzialności karnej”. I jednocześnie: „Zmiana definicji gwałtu nie oznacza zniesienia postępowania dowodowego czy domniemania niewinności. Chodzi o to, żeby zmieniło się podejście do ofiary przemocy seksualnej”. Widzimy logiczne sprzeczności i jakiś dziwny purytanizm, wedle którego seks w stałym związku jest OK, ale już przelotne przygody to jakby domniemany gwałt, wszystko z ust posłanki partii, nazywającej się „Nowoczesna”.

Podejrzewam, że posłankom chodzi o zmianę definicji gwałtu na taką, jaką wprowadzono w Szwecji, której efektem stało się (to nie żart), że ludzie zaczęli ściągać aplikację na telefon z potwierdzeniem zgody na seks, ale o tym więcej napiszę trochę później.

 
Kolejne uderzenie zaserwowała nam ostatnio Fundacja Feminoteka, umieszczając taką petycję w sieci. Tu mamy znowu propozycję, żeby za gwałt uważać niebyt jasne określenie jak „seks bez wyraźnej i świadomej zgody”. I dużą manipulację faktami, jeśli chodzi o podanie pigułki gwałtu, czy celowe upicie czy odurzenie ofiary w celu dokonania gwałtu to już teraz jest uważane za tzw. podstęp i karane jako gwałt z art. 197 KK. Z kolei wykorzystanie bezradności ofiary karane jest z art. 198 KK. Ustawodawca wprowadził dwa osobne paragrafy właśnie dlatego, żeby można było karać za każdy rodzaj przemocy. Czyli karane jest zarówno celowe odurzenie/upicie ofiary, jak i wykorzystanie, że ofiara była nieprzytomna, spała czy była kompletnie pijana. Zmiana prawa nie jest więc w tym względzie potrzebna. Że już nie wspomnę, że to że średnie kary za zgwałcenie są zbyt niskie to powód żeby je podnieść (zwłaszcza dolne granice), a nie zmieniać definicję, co ma w ogóle piernik do wiatraka?

A to jeszcze nie wszystko. W petycji znalazła się także sugestia, żeby gwałt definiować jako „seksualna penetracja bez zgody ofiary”. Oznaczałoby, że aby móc zostać uznanym za ofiarę gwałtu trzeba być stroną penetrowaną, ale już nie penetrującą. W skrócie gwałt kobiety na mężczyźnie nie byłby karany w większości przypadków. Jak pokazują badania z USA, większość gwałtów kobiet na mężczyznach polega właśnie na byciu zmuszonym do penetracji. W tym celu uwzględniono w badaniach takie pojęcie jak „made to penetrate”, czyli „zmuszenie do penetracji”, dzięki czemu odkryto, że liczba męskich ofiar gwałtu jest wyraźnie wyższa niż się powszechnie przypuszcza. Po polsku pisał o tym portal Vice (swoją drogą portal feministyczny) oraz ja w artykule o gwałtach na mężczyznach.

Z kolei w Wielkiej Brytanii funkcjonuje właśnie taka archaiczna definicja gwałtu sprowadzona do bycie penetrowanym wbrew swojej woli, ale nie uznaje za gwałt bycia przymuszonym do penetracji. Dlatego nawet jeśli mężczyzna zostanie zmuszony do seksu przez kobietę np. groźbami użycia niebezpiecznego narzędzia lub zostanie odurzony i wykorzystany, nie jest uznawany za ofiarę gwałtu. Więcej do poczytania na ten temat w poniższym artykule. Dodam tylko, że taka definicja uderza również w kobiety, które padły ofiarą gwałtu ze strony innej kobiety.

 

Wzór z zachodu? Raczej antywzór

Organizacje feministyczne mają w zwyczaju argumentować za danym rozwiązaniem, twierdząc, że przecież tak jest w jakimś innym kraju. Bez oceny jakie przynosi to skutki, bo po prostu inni tak mają, to musi być dobre. To rozumowanie typu: Łagry i psychuszki są złe? No przecież w ZSRR jakoś to funkcjonowało przez dobre kilkadziesiąt lat? OK, no to sprawdźmy jak takie definiowanie gwałtu jako „braku świadomej zgody” działa w praktyce.

Pierwszy wymowny przykład to Wielka Brytania. Pisałem już wcześniej, że definiowanie gwałtu tylko jako przymusowej penetracji utrudnia, a często wręcz uniemożliwia karanie kobiet jako sprawczyń gwałtów zarówno wobec mężczyzn, jak i innych kobiet. Ale to nie wszystko, na początku 2015 r. Alison Saunders, feministka będąca dyrektorką Prokuratury koronnej zaczęła wydawać specjalne wytyczne dla policjantów i prokuratorów, aby za gwałt uważać każdy stosunek bez „świadomej zgody”. Kluczowe jest tu słowo „świadomej”, wystarczy, że np. kobieta napiła się chociaż odrobiny alkoholu i już jej zgoda mogła zostać potraktowana jako „nieświadoma” (w drugą stronę to nie działa, jeśli mężczyzna też pił to nie może być ofiarą, bo nie został „spenetrowany”). Kolejna rzecz, policja i prokuratura zostały ogólnie rzecz mówiąc zindoktrynowane w duchu feministycznej ideologii.

Jakie przyniosło to wszystko efekty? Ano takie, że w styczniu 2018 r. Prokurator generalny Jeremy Wright zarządził aby wszystkie sprawy o gwałt z ostatnich lat zostały ponownie rozpatrzone. Wszystko ze względu na bardzo dużą liczbę fałszywych oskarżeń i skandaliczne błędny policji i prokuratury, które doprowadziły nawet do skazywania niewinnych ludzi. Pisałem już o tym bardzo dokładnie w tym artykule.

 
Kolejny przykład to Szwecja. W lipcu 2018 r. weszło w życie prawo według którego zgoda na seks musi być „jasno wyrażona” inaczej jest to traktowane jako gwałt. W efekcie… powstała aplikacja na telefon do wyrażania zgody na seks. I naprawdę znalazło się wielu ludzi, którzy zaczęli jej używać, popularność ciągle rośnie. Pokazuje to tylko jak ludzie czują się sterroryzowani zasadami prawnymi i kulturowymi w tym kraju.

 

Tymczasem definicja zgwałcenia w polskim prawie jest bardzo dobra

Art. 197 KK

§ 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

§ 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia:

1. wspólnie z inną osobą,
2. wobec małoletniego poniżej lat 15,
3. wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

§ 4. Jeśli sprawca czynu określonego w § 1-3 działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5.

 
Art. 198 KK

Kto, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

 
Te wszystkie definicje przestępstw seksualnych są bardzo dobre, ponieważ:

  1. Są neutralne pod względem płci
  2. Uwzględniają każdą formę przemocy, czyli doprowadzenie do obcowania płciowego wbrew woli ofiary zarówno poprzez przemoc fizyczną, groźbę bezprawną, jak i odurzenie, upicie ofiary, czy wykorzystanie jej bezradności.
  3. Są jasne i klarowne dla każdego, nie ma w nich niejasnych sformułowań typu „świadoma zgoda”, odchodzi problem kiedy obie strony po prostu wypiły trochę alkoholu, ale seks był dobrowolny, czy zgoda nie była wyrażona słownie, ale np. gestem itd.

 
Na koniec dodam tylko, że w ostatnich latach zaszły w Polsce takie zmiany, jak to, że gwałt jest ścigany z urzędu, ofiary muszą być przesłuchiwane w specjalnym pomieszczeniu w obecności psychologa, a całe przesłuchanie jest nagrywane, aby nie było konieczne jego powtórzenie, chyba że akurat wymaga tego postępowanie sądowe. Nie można też dać za gwałt wyroku w zawieszeniu, ponieważ po nowelizacji KK z 1 lipca 2015 r. zawiasy można dać tylko za przestępstwo do maksymalnie 1 roku więzienia. Chyba, że sąd w wyjątkowych okolicznościach takich jak pojednanie ze sprawcą zastosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, liczba takich przypadków spadła do 29 rocznie (z około 1200 wyroków). Ale uwaga, te wszystkie zmiany to nie był efekt przyjęcia Konwencji Stambulskiej, jak próbują wszystkim wmawiać organizacje feministyczne. Te zmiany wprowadził Jarosław Gowin, kiedy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Ten Gowin, który akurat w rządzie PO był całkowicie przeciwny przyjęciu wspomnianej konwencji.

Reklamy

Wojna z męskością

Męskość

 
W ciągu ostatniego miesiąca byliśmy świadkami dwóch śmiałych ataków wymierzonych w męskość, które postaram się teraz omówić.

 

Opinia Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (American Psychological Association – APA) wydało w styczniu tego roku opinię, o tym że „tradycyjna męskość jest szkodliwa”. O ile sam mam pewne zastrzeżenia co do niektórych elementów w tradycyjnym podejściu do mężczyzn i wychowywania chłopców, to takie postawienie sprawy zupełnie pomija wiele rzeczy. Np. pozytywne aspekty związane z cechami przypisywanymi mężczyznom, które można bardzo dobrze wykorzystać.

Męski stoicyzm jest bardzo przydatny w sytuacjach wymagających „zachowania zimnej krwi”. Zdrowa rywalizacja odbywająca się bez przemocy (jak jest w gospodarce kapitalistycznej, o czym świetnie pisał słynny ekonomista Ludwig von Mises w książce „Ludzkie działanie”) jest bardzo korzystna dla rozwoju. Jak to powiedział Dr House: „Gdyby nie konkurencja, bylibyśmy amebami”. Męski umysł, bardziej ścisły i racjonalny ma kolosalne wręcz znaczenie dla rozwoju ludzkości, wystarczy spojrzeć ilu jest mężczyzn wśród wynalazców i noblistów. Cechy męskie i kobiece zawsze były do siebie komplementarne, tak społeczeństwo się dopełnia i może funkcjonować. W raporcie pominięto też w ogóle negatywne aspekty dotyczące cech kobiecych, więc jak zwykle co złego, to zwalić na facetów.

Raport wzbudził zastrzeżenia wielu ekspertów z zakresu psychologii i psychiatrii. Zwłaszcza, że nie został wydany w oparciu o żadne badania. Poniżej odpowiedź w tej sprawie od psychologa klinicznego i terapeuty Rafała Olszaka:

 
A tu z kolei o odpowiedzi ekspertów w USA:

 

Reklama Gillette

Z kolei firma Gillette wypuściła w styczniu tego roku reklamę na temat „toksycznej męskości”, która wygląda tak:

 
Delikatnie mówiąc kampania nie przypadła do gustu wielu mężczyznom, którzy uznali ją za seksistowską i zapowiedzieli bojkot produktów Gillette i całej korporacji Procter & Gamble:
https://www.avoiceformen.com/a-voice-for-men/it-is-time-to-boycott-gillette-and-all-procter-and-gamble-products/

Do bojkotu przyłączyli się także mężczyźni z Polski:
https://czerwonapigulka.pl/gillette-walczy-z-toksyczna-meskoscia-klienci-sa-wsciekli-a-internauci-oglaszaja-bojkot-marki/

Jak widzimy film na YouTube z tą reklamą ma zdecydowanie większość „łapek w dół”. W dodatku wynik może i tak być sztucznie pompowany na plus. Internauci zauważyli takie dziwne zjawiska jak znikające dislajki, czy skokowe wzrosty lajków w krótkim okresie czasu (np. w ciągu godziny). A jeszcze na samym początku, w pierwszych 2 dniach od umieszczenia filmu, przewaga łapek w dół była zdecydowanie większa. Podejrzanym jest również to, że gołym okiem widać, że pod filmem prawie że nie ma pozytywnych komentarzy, znaczna większość jest krytyczna, skąd liczba polubień wydaje się być zawyżona. Więcej o tym do poczytania pod linkiem.

Zwolennicy kampanii próbują tłumaczyć, że reklama w rzeczywistości miała premiować pozytywne wzorce męskości (takie jak np. bycie obrońcą) w kontrze do wzorców i zachowań negatywnych. Tylko problem w tym, że wydźwięk jest taki, jakby z mężczyznami ogólnie rzecz biorąc było coś nie tak i powinni się zmienić, zostać niejako „przeprojektowani”. Firma Gillette zobowiązała się również do przekazywania miliona dolarów rocznie organizacjom feministycznym na walkę z „toksyczną męskością”.

Skoro już mowa o organizacjach feministycznych. Niestety po raz kolejny pokazały nam one swoją hipokryzję. Zawsze krytykujące utrwalania stereotypów na temat kobiet w reklamach tym razem wsparły reklamę seksistowską wobec mężczyzn. Ale to nie wszystko, wparły Gillette, które mówiąc ich własną retoryką stosuje „pink tax” i zawsze przedstawiał w swoich reklamach kobietę jako swego rodzaju dodatek do mężczyzny, nie mówiąc już o takich kwiatkach jak testy na zwierzętach.

Reklama Gillette doczekała się również takiej odpowiedzi od firmy produkującej zegarki, Egard Watches:

 
Mamy w niej pokazane pozytywne cechy męskości takie jak odwaga, kreatywność, rola ojca itd. Jednocześnie mamy też przedstawione wiele danych na temat licznych problemów dotykających w dużej mierze płci męskiej, statystyki wypadków śmiertelnych w pracy, samobójstw, bezdomności, problem alienacji rodzicielskiej itd. Jak widać po lajkach i komentarzach reklama ta została odebrana przez internautów dużo bardziej pozytywnie.

 

Jaka jest prawda z tą męskością?

Prawda jest taka, że mężczyźni, którzy stosują przemoc czy mają problemy psychiczne i emocjonalne to w większości mężczyźni, którzy byli wychowywani bez ojca oraz mieli toksyczne, przemocowe czy nieodpowiedzialne matki. Kolejnym problemem jest też zbytnie sfeminizowanie zawodu nauczyciela, przez co szkoły nie są dostosowane do potrzeb chłopców. Czyli krótko mówiąc problemem nie jest żadna toksyczna męskość, tylko właśnie zanik męskości.

Jedynie prawdą jest, że istnieje problem dotyczący stereotypowego podejścia do mężczyzn, widoczny już od dziecka, typu „chłopaki nie płaczą”, „mężczyzna się nie żali” itd. Co przekłada się potem w dorosłym życiu, na to, że mężczyźni popełniają większość samobójstw, nie szukają pomocy kiedy są ofiarą przemocy domowej, nie chodzą do lekarzy, przez co żyją średnio o 8-10 lat krócej od kobiet itd.

Ale rozwiązaniem tu powinno być odejście od myślenia stereotypowego i pozostawienie wolnego wyboru jednostce. Zastąpienie odgórnie narzuconych wzorców innymi odgórnie narzuconymi wzorcami to żadne rozwiązanie. To byłoby zwykłe psychiczne wykastrowanie mężczyzn i zrobienie z nich tworów kobieto-podobnych ze szkodą dla wszystkich.

Zwróćmy też uwagę, że męskość nie jedno ma imię. Mężczyźni przykładowo stanowią nadreprezentację w służbach mundurowych, ale również wśród wynalazców, naukowców, programistów, matematyków, analityków, a także co często się pomija wśród artystów, poetów, czy filozofów. Mężczyźni niby „nie mogą” być wrażliwi, a jednak świat doczekał się tak wielu męskich pisarzy, poetów, malarzy, czy kompozytorów, ciężko znaleźć człowieka, który by nie słyszał o Shakespearze, Goethe, Mickiewiczu, Mozarcie, Chopinie, Van Goghu, czy Salvadorze Dalim. Także w popkulturze wśród męskich postaci podbijających serca widzów można znaleźć zarówno takich twardzieli jak Rambo czy Strażnik Teksasu, jak i intelektualistów jak Dr House czy Sherlock Holmes.

Podsumowując liczy się wolny wybór. Nikola Tesla pewnie nie sprawdziłby się jako komandos, ale to dzięki niemu mamy prąd przemienny w gniazdkach. Niech każdy sam odnajdzie własną ścieżkę.

Koniec polskiego #MeToo

Game Over

 
O #MeToo pisałem już kilka razy, im dalej było w las tym akcja kompromitowała się coraz bardziej. W końcu przestałem, bo musiałabym chyba co 2-3 miesiące pisać artykuł typu „jeszcze większa kompromitacja już i tak skompromitowanej akcji #MeToo.

Na dzień dzisiejszy sprawa wygląda, tak że Nannette LaRee Hernandez, amerykańska ekspertka w dziedzinie antropologii seksualnej i znana pisarka, ustaliła, że ponad połowa tweetów z hasztagiem #MeToo to plagiatowane historie. Czyli opisy zaczerpnięte z filmów, książek lub z opowieści innych kobiet. I to nie są wszystkie fałszywe historie, ponad połowa z tweetów to same plagiaty, a ile wśród nich było jeszcze po prostu zmyślonych historii? Któż to wie…..

Z kolei jak wynika z danych New York Timesa przez #MeToo pracę straciło około 200 mężczyzn (i 3 kobiety), a tylko kilku z nich postawiono w ogóle zarzuty prokuratorskie. Wciąż nie doczekaliśmy się przypadku, żeby komuś coś udowodniono i został skazany. W dodatku nawet w sprawie Harveya Weinsteina nadal nie dość, że nie znaleziono żadnych dowodów, to ostatnio upadło już trzecie oskarżenie wobec niego, tym razem ze strony Ashley Judd.

Akcja jest bardzo szkodliwa również dla kobiet. Menedżerowie i w ogóle mężczyźni w pracy zaczynają unikać kobiet, co blokuje im kariery, tracą szansę na awans i mentoring ze strony męskiej części kadry zarządzającej. Wpierw ten problem zauważono na Wall Street, a następnie w wielu amerykańskich firmach w ogóle.

 

A jak sprawa wygląda w Polsce?

Polskie #MeToo miało zasadniczo dwie odsłony. Pierwszą było bronienie przez kwiat polskiego feminizmu dziennikarza Gazety Wyborczej Janusza Rudnickiego, źle tratującego kobiety. A drugą był oczywiście artykuł o „Papierowych feministach” w Codzienniku Feministycznym, gdzie w absurdalny sposób przemieszano różne zarzuty typu zatrzaśnięcie drzwi przed nosem z oskarżeniami o molestowanie oraz pomówieniem o gwałt. Na nic nie było żadnych dowodów.

Jedynie Michał Wybieralski przyznał się do chamskich zachowań i przeprosił wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Ale już na oskarżenie o gwałt Jakuba Dymka, nie przedstawiono żadnych dowodów. W dodatku było mocno nielogiczne, była partnerka Dominika Dymińska twierdziła, że po gwałcie jakby gdyby nigdy nic weszła z związek ze „sprawcą” i była w nim kilka miesięcy. A Dymek przedstawił opinii publicznej e-maila, w którym był szantażowany zostaniem nową twarzą polskiego #MeToo, który przyszedł z adresu, będącego kontaktem dla ofiar przemocy i został zamieszczony pod tekstem na CF o „papierowych feministach”. Pisałem o tym wszystkim w tym tekście.

Do tego wszystkiego dwie z autorek artykułu o „papierowych feministach”, Patrycja Wieczorkiewicz i Sara Czyż były później bohaterkami zamieszania w Kawiarni Amatorska, gdzie zostały wyproszone za agresywne zachowanie (oficjalny powód wyproszenia to rzucanie w ludzi kapslami), a potem namawiały znajomych do wystawiania kawiarni ocen „1” na Facebooku i wysnuły oskarżenie o molestowanie, którym miało być złapanie za rękę. Przegrały jednak z „Wykop efektem”. Wspominałem o tym, w tym artykule.

Równolegle sprawą „papierowych feministów” zajęła się prokuratura. Dlatego z tekstu na CF zniknął fragment z oskarżeniem o gwałt. Po rocznym śledztwie i przesłuchaniu stu świadków, obaj panowie zostali oczyszczeni z zarzutów. Więcej o sprawie do poczytania w artykule:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1777412,1,sledztwo-w-sprawie-papierowych-feministow-umorzone.read