Wszyscy kłamią, więc wierzmy w dowody, a nie w słowa

Wszyscy kłamią

 
Swego czasu bardzo dużą popularnością cieszył się serial „Dr House”, gdzie główny bohater – Dr Gregory House, będący bardzo ekscentrycznym ale jednocześnie genialnym i skutecznym lekarzem zwykł mawiać „everybody lies”, czyli „wszyscy kłamią”. House dobrze wiedział, że jego pacjenci potrafią mijać się z prawdą, mając ku temu różne motywacje, chęć ukrycia zdrady małżeńskiej, depresji przed rodziną, brania narkotyków przed rodzicami, brania dopingu, w przypadku sportowców itd. Wiedział też, że nie tyczy się to tylko jego pacjentów, ale ludzi w ogóle.

I jakkolwiek wyrażenie „wszyscy kłamią” brzmi niewygodnie i nieprzyjemnie, jest ono w 100% prawdziwe. Próżno szukać choćby jednego naukowca, który nie przyznałby racji temu, że każdy człowiek na świecie dopuści się w swoim życiu co najmniej jednego kłamstwa. Jedni kłamią częściej inni rzadziej, ale nie ma ludzi, którzy by nie skłamali chociaż raz w życiu, to jest praktycznie niemożliwe. Nie mówimy teraz o części, ani nawet o większości ludzkości, tylko o pełnym 100% ludzi na ziemi. Mało tego jak pokazują badania naukowe, ludzie kłamią średnio…. od 2 do 200 razy na dobę. Oczywiście mi również zdarza się kłamać, tak jak i wam drodzy czytelnicy, i nawet nie kłamcie, że jest inaczej.

 

Domniemanie niewinności – absolutny fundament prawa i praw człowieka

Domniemanie niewinności, według którego człowiek jest niewinny, dopóki nie udowodni mu się winy, to jedna z najważniejszych podstaw prawa. Bez niej człowiek byłby praktycznie pozbawiony wszelkich praw, nie miałby prawa do wolności, bo można go w każdej chwili zamknąć bez powodu, nie miałby prawa do własności, bo można mu w każdej chwili odebrać majątek, albo wyłudzać pieniądze w ramach szantażu, ani też prawa do wolności słowa, bo za głoszenie poglądów, które chociaż w minimalnym stopniu komuś się nie spodobały, zostałby spacyfikowany fałszywym oskarżeniem i skazaniem za niewinność. Nie miałby nawet prawa do zwykłej ludzkiej godności, całe życie można by go szantażować, niszczyć psychicznie, na co nie mógłby nic poradzić.

Zasada domniemania niewinności wynika także z logiki. To tezę trzeba udowodnić, a nie jej zaprzeczenie. Np. to że nie ma dowodu na to, że mój sąsiad nie jest purpurowym nosorożcem, nie oznacza, że jest on purpurowym nosorożcem. To tezę o tym, że jest purpurowym nosorożcem trzeba udowodnić. Stąd jedna z paremii prawnych głosi: „Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat”, czyli „Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto twierdzi, a nie na tym, kto zaprzecza”.

Z tymże wbrew temu co sądzą niektórzy ciężar dowodu w sprawie karnej nie spoczywa na ofierze przestępstwa, tylko na prokuraturze. To prokurator występuje w sprawie sądowej w roli oskarżyciela i przedstawia zebrane dowody, starając się przekonać sąd, że są one wystarczające do wydania wyroku skazującego. Do zebrania dowodów potrzebny jest sztab ludzi, policjantów i różnych ekspertów, którzy zbadają miejsce zbrodni, lekarza, który zrobi obdukcję, pracowników laboratorium, którzy zbadają materiał biologiczny i inne ślady, różnej maści biegłych itd. itd. W przydatku morderstwa ofiara nie żyje, i siłą rzeczy nie może uczestniczyć w sprawie, ale policja i prokuratura i tak badają sprawę. Ofiara może nie móc brać udziału w śledztwie także z innych powodów jak jej stan psychiczny, czy potrzeba hospitalizacji, ale tak czy inaczej organy ścigania szukają dowodów, do tego właśnie są powołane.

Natomiast oskarżony nie musi udowadniać niewinności. Jeśli akurat ma alibi, może je przedstawić policji i prokuraturze, co pozwala na szybkie zakończenie sprawy. Ale jego brak nie niesie ze sobą żadnych skutków prawnych, gdyż brak dowodów na niewinność nie oznacza, że jest winny. A w większości wypadków udowodnienie niewinności jest zwyczajnie niemożliwe, przykładowo nikt nie jest w stanie pokazać dowodu, że nie jest złodziejem butów.

Te same zasady dotyczą również innych dziedzin poza prawem. Przykładowo, jeśli uważam, że dokonałem wielkiego odkrycia naukowego, muszę to udowodnić, żebym mógł dostać nagrodę Nobla. Same słowa nie wystarczają, bo powiedzieć można wszystko. Tak samo tu na blogu mogę napisać zdanie: „Miliard mężczyzn w Polsce pada ofiarą przemocy domowej ze strony partnerek”. Jest to niemożliwe, bo w Polsce nawet nie mieszka miliard mężczyzn, ale napisać mogę, od samego napisania to nie staje się prawdą. Dlatego właśnie jeśli podaję już jakieś fakty (prawdziwe) to przytaczam źródła, bo wiem, że nikt nie ma obowiązku wierzyć we wszystko co napiszę, bez źródeł ten blog byłby bezwartościowy.

Wracając do domniemania niewinności, wbrew temu co próbują wmawiać niektóre feministki, nie jest zasadą dotyczącą tylko procesu karnego. Domniemanie niewinności ma wymiar zarówno procesowy, jak i pozaprocesowy. W przypadku tego drugiego, chodzi o to, że każdy ma obowiązek powstrzymać się przed podejmowaniem niekorzystnych kroków wobec oskarżonego zanim jego wina nie zostanie udowodniona. Nie można np. zwolnić go z pracy, poddawać linczowi społecznemu, czy opisywać go w mediach jako sprawcę zanim jego wina nie zostanie udowodniona. Dlatego, że każdy ma prawo do dobrego imienia, a domniemanie niewinności to tzw. domniemanie wzruszalne, czyli takie które może zostać obalone dopiero przez wykazanie winy. Więcej na ten temat w świetnym artykule mec. Anny Węgrzyn.

Domniemanie niewinności ma również ogromne znaczenie dla gospodarki. W ekonomii funkcjonuje takie określenie jak reżimowa niepewność. W skrócie chodzi o to, że w kraju, w którym prawo nie gwarantuje ochrony praw obywatelskich i praw własności nikomu nie opłaca się podejmować przedsiębiorczego i twórczego działania. Nie opłaca się podejmować inwestycji, jeśli w każdej chwili rząd może znacjonalizować twoją firmę/fabrykę czy przejąć twój majątek. W sytuacji skrajnej, czyli w państwie totalitarnym, gdzie można nawet zostać zamkniętym w więzieniu/obozie bez powodu ludzie tracą motywację w ogóle do jakiekolwiek pracy, zdobywania wykształcenia itd. Kto tylko może próbuje też zwyczajnie uciekać za granicę. W mniejszej skali problem reżimowej niepewności może wystąpić również w państwie demokratycznym, duża biurokracja, niejasne przepisy, czy nadmierna skłonność rządu do nagłego podnoszenia podatków odstraszają przedsiębiorców i inwestorów, powodując odpływ kapitału do państw o przyjaźniejszym klimacie politycznym i gospodarczym.

 

Kłamstwo – siła napędowa totalitaryzmu

W państwach totalitarnych kłamstwo odgrywa zasadniczą rolę, dzięki której rządzący mogą utrzymywać się przy władzy. Przede wszystkim brakuje podstawowych praw obywatelskich jak domniemanie niewinności, prawo do sprawiedliwego procesu czy wolność słowa.

Władze mogą więc bez przeszkód likwidować przeciwników politycznych i osoby niewygodne, skazując je na śmierć lub zamykając w więzieniu/obozie. Każdego można uznać za „szpiega”, „wroga ludu”, „zdrajcę Rzeszy” itp. czy oskarżyć o dowolne przestępstwo. Tu nikt nie jest bezpieczny, nawet prominenty działacz partyjny może z dnia na dzień zostać uznany za wroga, spiskowca i zostać skazany bez żadnych dowodów. W ZSRR w czasie procesów moskiewskich skazano na śmierć większość dawnych przywódców bolszewickich, w tym nawet człowieka, który przed laty uratował Stalinowi życie, na jego pytanie „czy wie czym jest wdzięczność?” Stalin odpowiedział: „wdzięczność to cecha psów”.

Poza tym dochodzi fakt, że w takich warunkach zwykli ludzie również wykorzystują donosy i fałszywe oskarżenia do własnych celów i osobistych porachunków. Jest to również celowy zabieg ze strony władzy totalitarnej. Nawet najlepiej zorganizowane służby nie są w stanie stale inwigilować i kontrolować wszystkich obywateli. A tak to obywatele sami inwigilują i kontrolą siebie nawzajem. Niszczy się więzi międzyludzkie, nie można już nikomu ufać, nawet w obrębie własnej rodziny. W ten sposób niszczy się do reszty wszelkie namiastki opozycji wobec władzy.

Jak wiemy z historii skutki takiej polityki są po prostu przerażające. W samym tylko XX w. reżimy totalitarne wymordowały 170 mln niewinnych ludzi. I to nie licząc ofiar dwóch wojen światowych. I mówimy teraz o samych ofiarach śmiertelnych. Łączna liczba ludzi, którzy stracili życie albo zostali skrzywdzeni w inny sposób: spędzili lata w łagrach, obozach koncentracyjnych, stracili majątki, rodziny, zostali niesłusznie zamknięci w zakładach psychiatrycznych (jak sowieckie psychuszki) itd. sięga spokojnie setek milionów ludzi. To tak gdyby ktoś się zastanawiał na ile ważna jest ochrona podstawowych praw obywatelskich jak domniemanie niewinności, prawo do sprawiedliwego procesu, czy wolność słowa.

Drugim elementem wykorzystania kłamstw w systemie totalitarnym jest rzecz jasna propaganda. Mając pełną kontrolę nad mediami, a także kulturą i sztuką władza może bez trudu oszukiwać społeczeństwo, prezentując siebie w pozytywnym świetle, zaszczepiać wrogość wobec przeciwników, fałszować dane gospodarcze (propaganda sukcesu), tuszować swoje zbrodnie itd. Bardzo ważną rolę odgrywa tu również cenzura, niedopuszczanie do powszechnego odbioru odmiennych źródeł informacji, demaskujących działanie władzy.

Kończąc ten wątek pragnę zauważyć, że żaden totalitaryzm nie powstaje z dnia na dzień. To dzieje się stopniowo. W taki sposób Adolf Hitler tłumaczył się przed społeczeństwem po „Nocy długich noży”: „Jeśli ktokolwiek wypomni mi to pytając dlaczego nie odwołałem się do zwykłych sądów, oto co powiem: W tej godzinie byłem odpowiedzialny za los narodu niemieckiego, a przez to stałem się sędzią najwyższym tego ludu”. Resztę historii znamy.

I zawsze będzie istnieć grupa ludzi, którym marzy się władza totalitarna, dążąc do celu stopniowo, sprawdzając reakcje opinii publicznej. Dlatego jako społeczeństwo zawsze musimy reagować na wszelkie naruszenia uczciwego procesu, domniemania niewinności, wolności słowa itd. Czy robi to Hitler, Stalin, czy jakaś nawiedzona feministka, musimy reagować i się temu przeciwstawiać, zanim obudzimy się z ręką w nocniku.

 

W koszmarze fałszywych oskarżeń

Nawet w państwie demokratycznym, gdzie obowiązuje zasada domniemania niewinności, prawo do sprawiedliwego procesu i zasada in dubio pro reo (wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego) występuje problem fałszywych oskarżeń. Przede wszystkim nadal nie wszyscy rozumieją pozaprocesowy charakter domniemania niewinności. Brakuje też odpowiednio wysokich kar za fałszywe oskarżenia.

Dlatego powszechnym jest wykorzystywanie fałszywych oskarżeń o przemoc domową i fałszywych oskarżeń o pedofilię przy sprawach rozwodowych (i nie tylko). Z wielu różnych powodów, mamy powszechne fałszywe oskarżenia o gwałt. Do tego dochodzą fałszywe oskarżenia o molestowanie, które nawet nie ma ścisłej definicji. A do tego to wszystko idzie dalej, pojawią się wymyślne określenia, jak oskarżenia o „niewłaściwe zachowanie„, „mowę nienawiści”, „mikroagresję”, o które można oskarżać każdego, bo nie są one precyzyjne określone.

Fałszywe oskarżenia to głównie broń, którą kobiety wykorzystują przeciwko mężczyznom, ale w zasadzie coraz bardziej dochodzimy do momentu, gdzie każdy może oskarżyć każdego o wszystko.

Ostatnio nawet tak postępowa osoba, jak Jane Kate Rowling została oskarżona o rasizm. Powodem oskarżenia było to, że rolę Nagini, czyli węża Lorda Voldemorta, która w przeszłości była zwykłą kobietą dobrowolnie odegrała aktorka azjatyckiego pochodzenia. Dodajmy, że książki J. K. Rowling o Harrym Potterze to jest wręcz manifest tolerancji. Voldemort jako główny czarny bohater jest tu swego rodzaju Hitlerem, dyskryminującym nie w pełni czystej krwi czarodziei. J. K. Rowling napisała także swego czasu na Twitterze, że Dumbledore, czyli najpotężniejszy czarodziej w powieści jest… gejem.

O czym już pisałem w innych artykułach w ramach #MeToo absurdalne oskarżenia trafiły nawet w działaczy feministycznych jak Jakub Dymek, Aziz Ansari, Justin Trudeau, Cristina Garcia (to akurat kobieta i w dodatku jedna z liderek #MeToo), a ostatnio nawet w samego Michaela Kimmela. Rewolucja zjadająca swoje dzieci, już nie ma kogo dopadać.

Fałszywe oskarżenia są stosowane także do walki politycznej i ideologicznej. Tak jak to było w przypadku Bretta Kavanaugha, Patricka Browna, Carla Sargenta i wielu innych. Prezydent mojego miasta (wybaczcie ale z przyczyn osobistych nie podaję dokładnych danych) spotkał się w czasie ostatniej kampanii wyborczej z zarzutami o różne czyny typu „przekroczenie uprawnień”, nic nie zostało potwierdzone w śledztwie, a jeden z przeciwników politycznych dał się swego czasu przyłapać na stwierdzeniu, „że trzeba go wsadzić”, żeby móc z nim wygrać. Dodam tylko, że wspomniany prezydent jednak wygrał wybory na drugą kadencję.

Dariusz Matecki w czasie ostatnich wyborów został pomówiony o bycie „damskim bokserem”, bo mając 10 lat pokłócił się z koleżanką (bez żadnych rękoczynów). Wygrał o to proces z Platformą Obywatelską, która musiała zamieścić publiczne przeprosiny. Jaok z pyta.pl, z kolei został oskarżony przez Antifę o uderzenie kobiety, co było pretekstem do ataku na jego osobę. Jak jednak wykazało nagranie, nawet jej nie dotknął. Przy okazji na nagraniu widzimy jak feministki zasłaniały całą sytuację niebieską wstęgą (symbolizującą sprzeciw wobec przemocy) przed policją, żeby Antifowcy mogli bić dziennikarza.

Do tego wszystkiego dochodzi masowe banowanie ludzi w mediach społecznościwych za poglądy. Spotkało to już tak wielu ludzi z tak błahych powodów, że chyba każdy wie o co chodzi, a może być jeszcze gorzej (widmo ACTA2). W dodatku blogerzy potrafią ucierpieć także w realnym świecie. Dwie feministki ostatnio doprowadziły do zamknięcia bloga pomagającego mężczyznom przy rozwodzie. Marek Kotoński spotkał się w związku z swoją działalnością z całą masą hejterów, wystarczy zajrzeć na jego forum Bracia Samcy, i w prawym górnym rogu mamy szereg wygranych spraw sądowych i publicznych przeprosin od ludzi, którzy go pomawiali, stalkowali i naruszali jego dobra osobiste. Znając trochę środowisku blogerskie znam również wiele historii blogerów zaszczutych przez hejterów i stalkerów, to już temat na osobny artykuł.

Fałszywe oskarżenia zwłaszcza o poważne rzeczy jak gwałt czy pedofilia mają także swoją szokującą specyfikę pod tym względem, że jednocześnie są bardzo łatwe do wykonania i jednocześnie potrafią przynieść fatalne konsekwencje. Mogą doprowadzić do samobójstwa, niesłusznego skazania, załamania psychicznego, utraty kontaktu z dziećmi, zniszczenie kariery. Równocześnie uderzają w rodzinę osoby oskarżonej, która również spotyka z ostracyzmem społecznym, dzieci spotykają się z drwinami kolegów itd. Oberwać może także wiele więcej ludzi, jeśli oskarżony jest np. przedsiębiorcą, lekarzem, wynalazcą itp. Czyli prostym do wykonania ruchem można bardzo zaszkodzić dużej grupie osób. W dodatku jest to atak nie wprost, ofiara nawet w nim nie uczestniczy. W związku z tym, nie da się przed nim bronić, nie obroni nas żaden gaz pieprzowy, ani drzwi antywłamaniowe. Jedyne co nas broni to domniemanie niewinności. Ale musimy je wzmocnić, zwłaszcza co jego wymiaru pozaprocesowego oraz potrzeba nam podwyższenia kar za fałszywe oskarżenia. Tak samo musimy się przeciwstawiać skompromitowanej już akcji #MeToo, która zaczyna niszczyć relacje męsko-damskie, do tego stopnia, że mężczyźni zaczynają unikać udzielanie pierwszej pomocy kobietom, a nowe zasady na Wall Street pokazują, że niszczy to relacje mężczyzn i kobiet w pracy, zniechęca do zatrudniania kobiet, blokuje im kariery itd.

 

Małe uwagi na koniec

Żeby ktoś mnie źle nie rozumiał. Przesłaniem artykułu jest apel o zdrowy rozsądek i niewyciąganie pochopnych wniosków. I coś co był określił zdaniem: „Pomagaj nie szkodząc”. Do mnie też zwracają się różni ludzie z prośbą o pomoc i porady. Zdarzają się też picerzy i mitomani, bo raz że wśród mężczyzn też są ludzie, którzy kłamią, a dwa nikomu nie odmawiam pomocy, kobietom też odpisuję. No ale ja nigdy nie wchodzę w konflikty między ludźmi, nie oceniam kto ma rację, nie pokazuję palcem kto jest tym złym. Natomiast odpowiadając na pytania typu „Co prawo mówi na temat…..?”, „A jakie są w Polsce organizacje wspierające prawa ojców?”, „A gdzie szuka się pomocy w przypadku bycia ofiarą przemocy?”, to nawet gdyby ktoś mnie okłamał nic wielkiego się nie stanie, prawda i tak wyjdzie na jaw. Sprawy czysto kryminalne zostawiam z kolei policji, prokuraturze i sądom, bo one od tego właśnie są.

Reklamy

O co chodzi z tym straszeniem incelami?

Incele

 
Od jakiegoś czasu w mediach głównego nurtu i na portalach feministycznych można znaleźć wpisy straszące rebelią „inceli”, którzy nienawidzą kobiet przez swoją frustrację seksualną, chcą redystrybucji kobiet przez państwo czy legalizacji gwałtów. Jednocześnie w tych samych artykułach z grupą inceli próbuje się zestawić wszystkie ruchy związane z filozofią The Red Pill, a nawet ruchy związane z obroną praw mężczyzn, czy wręcz wszystkich, którzy nie są entuzjastami feminizmu. O co chodzi w tym szaleństwie? Postaram się pokrótce wytłumaczyć.

 

Kim są incele?

Grupa inceli została pierwotnie dostrzeżona na portalu Reddit. Tu małe wyjaśnienie. Portal ten posiada opcję tzw. subreddit, czyli tworzenia własnych podstron z przedrostkiem r/, a to daje możliwość tworzenia stron tematycznych czy różnych społeczności. Przykładowo: r/gaming, r/cats, r/liberatarian, r/conservative, r/memes, r/history. Oczywiście jest to także bardzo dobre miejsce dla rozwoju manosfery, a więc powstają tam takie grupy jak r/theredpill, r/mra, r/mensrights czy r/mgtow.

Powstała również grupa r/incels, czyli incele. Nazwa pochodzi od „involuntary celibate”, czyli „przymusowy celibat”. A więc była to grupa mężczyzn nie uprawiających seksu przez brak powodzenia u kobiet itd. Ze względu na to, że wśród wypowiedzi cześć z nich zawierała bardzo nienawistne hasła w stosunku do kobiet, czy nawet opisy fantazji o przemocy wobec kobiet czy pochwały pod adresem mordercy Elliota Rodgera cała grupa została zbanowana. No i z grubsza to tyle. Dlaczego zatem ze względu na kilku dawno zbanowanych wariatów albo nawet zwyczajnych trolli media straszą, że nadciąga jakaś rebelia inceli, wieszczą jakąś wielką rewolucję?

 

Stara i oklepana metoda na dyskredytowanie przeciwników politycznych

Odpowiedź na wcześniej zadane pytanie szybko znajdziemy w samym artykułach na temat inceli. W tych samych tekstach próbuje się zestawić w jednej linii inceli ze wszystkimi portalamii i organizacjami poruszający problematykę praw mężczyzn, czy ludzi odwołujących się do metafory „czerwonej pigułki”, czy krytykujących to jak wygląda współczesny feminizm. W zasadzie to dosłownie wszystkich, którzy nie podpisują się pod lewicowo-feministyczną retoryką.

Dochodzi tu już do takich absurdów jak na Krytyce Politycznej, gdzie próbuje się zrównać z incelami  i psychopatami ruchy walczące o prawa ojców, czy osoby sprzeciwiające się bagatelizowaniu męskich ofiar przemocy czy fałszywych oskarżeń o gwałt. Uznając ich za „trochę bardziej poprawnych politycznie” od inceli.

Na jednej z czołowych feministycznych grup w Polsce, czyli Dziewuchy Dziewuchom stwierdzono ostatnio, że osoby odkłamujące fałszywe stereotypy na temat płci i przemocy to „polska mutacja inceli”:

Dziewuchy

(Tak BTW powyższego screena przesłała mi jedna z czytelniczek, wychodzi na to, że kobiety dostrzegające jaka jest prawda, to też są incele :D)

Inna polska feministka napisała o Jordanie Petersonie, że uwaga: „Internet właśnie wypromował faceta, który mężczyzn-nieudaczników zamienia w morderców kobiet”.

I takich absurdalnych tekstów jest oczywiście więcej, wystarczy sobie wygooglować „incele”. W każdym razie, chyba już rozumiecie na czym polega schemat?

 
Taka metoda na ośmieszanie przeciwników politycznych nie jest niczym nowym. Powszechnie stosowało się ją w ustrojach totalitarnych. Bolszewicy każdego kto nie chciał ich poprzeć uznawali za „kontrrewolucjonistów” i „reakcjonistów”. Stalin dodatkowo jeszcze uznawał samych komunistów, którzy nie byli jego zwolennikami z automatu za „trockistów”. Wraz z rozwojem stalinowskiego terroru w ogóle wielu przypadkowych ludzi uznawano za „trockistów” i oskarżono fałszywie o różne akcje dywersyjne i sabotażowe na szkodę ZSRR. W III Rzeszy, każdy kto nie poparł NSDAP stawał się „wrogiem narodu”, czy też „żydowskim spiskowcem”.

Doskonały opis tego typu propagandy możemy odnaleźć także w książkach George’a Orwella. W „Folwarku zwierzęcym” za wszelkie niepowodzenia (jak np. zawalenie się wiatraka) miał odpowiadać Snowball, knur przegoniony przez knura Napoleona, który to przejął całą władzę we Folwarku. Oczywiście każde zwierzę nieprzychylne Napoleonowi było oskarżane o współpracę z wrogim Snowballem.

W „Roku 1984” głównymi wrogami byli Emmanuel Goldstein i jego zwolennicy (chociaż nie wiadomo czy ktoś taki jak Goldstein w ogóle istniał, czy nie był tylko elementem propagandy partii rządzącej). Z nimi utożsamiano wszystkich ludzi, którzy próbowali się sprzeciwiać władzy partii. Dlatego regularnym rytuałem w Oceanii były tzw. „Dwie minuty nienawiści”, gdzie prezentowało się film, na którym Emmanuel Goldstein mówi (zgodnie z prawdą) jak naprawdę funkcjonuje ustrój w Oceanii, w jaki sposób władze partii manipulują społeczeństwem. Przekaz sugeruje jednocześnie, że to co mówi Goldstein to herezja, a on sam jest zdrajcą, działającym na rzecz obcych wojsk. W czasie „Dwóch minut nienawiści” wszyscy oglądający spektakl działacze partyjni krzyczą i złorzeczą Goldsteinowi, nazywając go zdrajcą. W ekranizacji powieści rytuał ten wygląda następująco:

Dlaczego feminizm nie oznacza równouprawnienia? – Część pierwsza

Feminizm


Feministki próbują przekonać społeczeństwo, że nie chodzi im o nic więcej niż równouprawnienie płci. Dlaczego zatem ich działanie w praktyce tak często wydaje się temu przeczyć? Dlaczego skoro feminizm miałby oznaczać równouprawnienie, jego nazwa nie pochodzi od słowa równość jak – equality? 
Zasadniczy problem w tym, że ludzie sądzący że feminizm działa na rzecz równouprawnienia nie znają w ogóle historii nurtów feministycznych ani ich genezy, myląc zupełnie określenia emancypantka, sufrażystka i feministka.

Emancypacja – to termin ogólny oznaczający wyzwolenie danej grupy od dyskryminacji czy wykluczenia. W historii mieliśmy do czynienia np. z emancypacją Żydów, począwszy od XVIII w. I oczywiście mieliśmy do czynienia także z emancypacją kobiet. Jest to termin znacznie, znacznie starszy niż pojęcie feminizmu. Sięga on w zasadzie jeszcze średniowiecza, które wbrew powszechnym mitom nie było wcale takie znowu nieprzychylne kobietom. Kobiety miały wówczas więcej praw niż się wielu ludziom wydaje: mogły się uczyć (na czele szkół dla dziewcząt stały kobiety), pracować zarówno na roli, jak i w rzemiośle, handlu, być opatkami, a czasami nawet królowymi rządzącymi w swoich królestwach. Miały prawo do posiadania majątku. Były również obecne w nauce (badania naukowe przeprowadzano wówczas w klasztorach) i sztuce. Dziś mało osób zdaje sobie sprawę z tego że np. XI-wieczne Włochy słynęły z… kobiet lekarek. A np. w XIV-wiecznej Brugii kobiety dosłownie zdominowały miejscowy handel i biznes.

A tak właściwie emancypacja sięga nawet jeszcze wcześniej, bo epoki Starożytnego Egiptu. Kobiety były właścicielkami ziemi, prowadziły interesy, poruszały się swobodnie w miejscach publicznych i uważano je za równe swoim małżonkom. Zdarzało się nawet że rządziły krajem, czego przykładem była słynna królowa Kleopatra

Emancypacja kobiet w czasach nowożytnych uosabiała się z kolei z ideami oświecenia. Duży w niej udział mieli abolicjoniści, który rozszerzali kwestię praw czarnoskórych również na prawa kobiet oraz klasyczni liberałowie. Poza kobietami jak Olimpia de Gouges, Mary Wollstonecraft czy George Sand udział w walce o prawa kobiet mieli także i mężczyźni jak John Stuart Mill czy William Lloyd Garrison. Nie należy również zapominać, że mężczyźni w większości nie byli tacy uprzywilejowani, np. również nie mieli praw wyborczych, które posiadali tylko właściciele ziemscy i bardzo zamożni mężczyźni stanowiący garstkę społeczeństwa, ale to już temat na osobny wpis. A jeśli idzie o to, co tak naprawdę zaważyło na emancypacji kobiet to były to zwykłe zmiany społeczno-gospodarcze. Rewolucja przemysłowa i postęp medycyny w XIX w. znacznie obniżyły umieralność noworodków, przez co kobiety nie musiały już rodzić tylu dzieci (w XX w. rozwinęła się jeszcze antykoncepcja), powstała też masa miejsc pracy przystępnych dla kobiet. A w XX w. dodatkowo doszła śmierć wielu mężczyzn w dwóch wojnach światowych, więc zaczęto zatrudniać masowo kobiety do fabryk, biur, manufaktur itd.

 

Sufrażystki – kim tak naprawdę były?

A teraz parę słów o tzw. sufrażystkach do których tak lubią odwoływać się współczesne feministki, twierdząc jak to wywalczyły kobietom prawa wyborcze, prawo do edukacji i pracy. Z tymże po pierwsze te kobiety nazywały siebie właśnie sufrażystkami a nie feministkami. A po drugie sufrażystki wcale nie były takie super fajne, jak się wielu ludziom wydaje. Zacznijmy od tego, że sufrażystki były zainteresowane jedynie interesem własnej grupy, czyli białych kobiet z klasy średniej i arystokracji, kompletnie olewając los kobiet z klasy robotniczej i kobiet czarnoskórych.

Metody stosowane przez sufrażystki były czystej wody metodami terrorystycznymi: podpalanie budynków, podkładanie bomb, ataki na ludzkie życie, niszczenie mienia, wandalizm.

Sufrażystki były również skrajnymi mizoandryczkami. Poza głoszeniem anty-męskich haseł brały one również udział w wręczaniu białego piórka mężczyznom (symbol tchórzostwa), którzy nie chcieli iść na wojnę w czasie I wojny światowej. Sufrażystki wyjątkowo mocno kompromitowały się wręczając białe pióra wszystkim mężczyznom bez munduru, w tym niepełnoletnich, inwalidów wojennych i żołnierzy na przepustce, w tym nawet weteranów wojennych. Dodatkowo lobbowały za wprowadzeniem przymusowego poboru tych mężczyzn, którzy nie mieli prawa do głosowania ze względu na zbyt młody wiek lub nie posiadanie nieruchomości. Ciężko to nazwać walką o równouprawnienie.

Kolejna sprawa to głoszenie rasistowskich poglądów, poniżej możemy zobaczyć cytaty znanych sufrażystek, których nie powstydzili by się członkowie Ku Klux Klanu:
https://womenagainstfeminismuk.wordpress.com/2017/01/24/who-said-that-suffragists-ku-klux-klan-or-feminazis/

Sufrażystki w USA przelobowały również wprowadzenie prohibicji na alkohol, co jak wiemy z historii zaskutkowało powstaniem wielkich fortun mafijnych. Sprzeciwiały się one również legalnej aborcji, więc dziwnym jest, że współczesne feministki głoszące przeciwstawne poglądy tak bezrefleksyjnie się na nie powołują.

 

Druga fala feminizmu – czyli rodzi się prawdziwy feminizm

Feminizm rozwinął się tak na dobrą sprawę na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX wieku. Stało się tak głównie z powodu tego, że lewica zdała sobie sprawę, że żadnego komunizmu nie uda się zbudować. Potrzebne było więc coś nowego. W miejsce proletariatu wstawiono kobiety, w miejsce kapitalizmu, jako systemu z którym trzeba walczyć wstawiono „patriarchat”, a w miejsce burżujów jako wrogów wstawiono mężczyzn. Dokładniej mówi o tym w wywiadach i wykładach Erin Pizzey, która pamięta dobrze początki ruchów feministycznych na zachodzie. Pomimo że była ona kobietą, która założyła pierwszy ośrodek pomocy dla kobiet doświadczających przemocy domowej została całkowicie zbojkotowana i zastraszona (dostawała pogróżki i groźby śmierci) przez środowiska feministyczne dlatego, że chciała pomagać również mężczyznom doświadczającym przemocy. To też historia na osobny wpis, który na pewno kiedyś powstanie.

Żeby pojąć jak mocno nurt był przesiąknięty zarówno mizoandrią jak i socjalizmem polecam garść cytatów jego czołowych przedstawicielek, tylko dla ludzi o mocnych nerwach:
http://demotywatory.pl/4361010/Najglupsze-i-najbardziej-obrazliwe-cytaty-feministek

 

Feminizm trzeciej fali – czyli dzisiejszy

Czy współczesny feminizm służy równości? A czy równouprawnieniem można nazwać?:

  • głoszenie przez polskie feministki haseł typu „przemoc ma płeć”
  • kara więzienia za wykonanie testu na ojcostwo we Francji
  • kary więzienia dla klientów prostytutek w krajach skandynawskich
  • sprzeciwianie się brytyjskich feministek nadaniu anonimowości mężczyznom fałszywie oskarżonym o gwałt
  • polowanie na czarownice w sprawie oskarżenia o gwałt na amerykańskich kampusach (sądy kangurowe, zasada przewagi dowodów, saga Emmy Sulkowicz itd.)
  • feministyczne porządki w Hiszpanii (automatyczne aresztowania itd.), które zrodziły ponad 120 tys. fałszywych oskarżeń o przemoc domową rocznie 
  • sprzeciw indyjskich feministek w zmianie prawa aby mężczyzna również mógł zostać uznany ofiarą gwałtu, jak i przemocy domowej
  • luka prawna w Izraelu, która do niedawna sprawiała że kraj ten był uważany za światową stolicę fałszywych oskarżeń o gwałt

Niech każdy czytelnik i czytelniczka odpowiedzą sobie sami. Cdn.