Postulaty – co należy zmienić w Polsce?

Prawa mężczyzn

 

Mój własny zbiór postulatów, co powinno się zmienić w naszym kraju, aby można było uznać, że mężczyźni i kobiety naprawdę mają równe prawa?

1. Wprowadzenie opieki równoważnej nad dzieckiem przy rozstaniu rodziców. Nie zawsze musi być to opieka naprzemienna 50/50, ale należy zadbać o szeroki kontakt i wpływ na wychowanie dziecka przez obojga rodziców. Z kolei alimenty na dziecko powinny być przyznawane w wysokości odpowiadającej realnym zarobkom osoby płacącej na wzór sprawdzonego modelu tabeli alimentacyjnej w Niemczech oraz uwzględniającej zaangażowanie rodzica w zajmowanie się dzieckiem. Czyli przy opiece 50/50 żadne z rodziców nie płaciłoby alimentów, przy podziale opieki 60/40, rodzic mniej angażujący płaciłby niewielką kwotę, a przy 65/35 stosownie wyższą itd. Oczywiście dotyczyłoby to sytuacji kiedy rodzic dobrowolnie angażuje się mniej, a nie zostaje z kontaktu z dzieckiem alienowany.

2. Wprowadzenie kar za utrudnianie realizacji kontaktów rodzica z dzieckiem. Osoba utrudniająca powinna zostać pozbawiona prawa do pobierania alimentów do czasu aż zaprzestanie tej praktyki oraz powinna zostać ukarana karą grzywny za rzecz drugiego rodzica za każdy niezrealizowany kontakt. W przypadku recydywy powinna grozić za to kara pozbawienia wolności oraz pozbawienie praw rodzicielskich. Z kolei stosowanie tzw. alienacji rodzicielskiej, czyli nastawianie dziecka przeciwko temu rodzicowi powinno być karane jako przemoc psychiczna wobec dziecka i drugiego rodzica.

3. Umożliwienie możliwości bezterminowego zaprzeczenie ojcostwa. Przy wniesieniu sprawy o zaprzeczenie ojcostwo, badanie DNA na ojcostwo musi zostać przeprowadzone obowiązkowo. W przypadku udowodnienia oszukania na ojcostwie, mężczyzna powinien mieć również prawo do otrzymania odszkodowania za straty moralne oraz uzyskać zwrot niesłusznie nałożonych alimentów.

4. Zaostrzenie kar za fałszywe oskarżenia. Tu muszą być to wyroki co najmniej kilku lat bezwzględnego więzienia i jednocześnie wypłacenia wysokiego odszkodowania dla osoby fałszywie oskarżonej oraz dotyczyć zarówno fikcyjnych zgłoszeń na policję, jak i pomawiania ludzi w mediach i internecie. Domniemanie niewinności i prawo do obrony muszą być traktowane na poważnie, a więc osoba oskarżona o przestępstwo musi mieć prawo zachowania anonimowości przynajmniej do czasu wydania prawomocnego wyroku sądu. W przypadku fałszywego oskarżenia o molestowanie dziecka, rodzic tego dziecka powinien również zostać pozbawiony praw rodzicielskich. Za wmawianie molestowania dziecku poza karą za wysunięcie fałszywych oskarżeń powinna być również dodatkowa kara za przemoc wobec tego dziecka.

5. Zapewnienie takiego samego wsparcia dla męskich ofiar przemocy domowej i gwałtów jak dla kobiet. Dotyczy to zarówno działania instytucji wspierających ofiary przemocy, jak i przeszkolenie policji, tak aby nie dochodziło do sytuacji, żeby mężczyzna zgłaszający przemoc był wyśmiewany albo odprawiony z kwitkiem.

6. Likwidacja patologii Niebieskich Kart. Nie służą one ofiarom przemocy, tylko kobietom wnoszącym fałszywe oskarżenia jako podpórkę rozwodową. Zamiast tego należy wprowadzić autentyczną pomoc dla ofiar przemocy oraz edukację i działanie profilaktyczne. Tu odsyłam do zainteresowania się tematem błędnego koła przemocy.

7. Reforma sądów rodzinnych i OZSS (dawnych RODK). Należy odejść od przestarzałych metod badań psychologicznych jak test Kocha i inne badania projekcyjne na rzecz bardziej rzetelnych i sprawdzonych. Takich jak np. test osobowości MMPI-2, stosowany w USA. Należy również pochylić się nad problem dyskryminacji ojców przez sądy rodzinne i poszukać stosownego rozwiązania, jak jej zaradzić.

8. Zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Chociaż osobiście skłaniałbym się tak na dłuższą metę do gruntownej reformy sytemu emerytalnego w ogóle. Aby obywatel miał większą możliwość wyboru do tego, jak chce odkładać na emeryturę i w jakim wieku na nią przechodzić.

9. Kilka innych spraw, które nie tyczą się tylko i wyłącznie mężczyzn, ale dotykają ich w przeważającym stopniu, więc dla porządku o nich wspomnę. Są to np. kwestie realnej pomocy dla bezdomnych, która wypada w naszym kraju słabo, reforma wymiaru sprawiedliwości, aby nie dochodziło więcej do skazywania niewinnych ludzi, jak w sprawie Tomasza Komendy, zapobieganie wypadkom w pracy (szkolenia BHP itd.), pomoc dla osób z myślami samobójczymi i wiele innych kwestii, które wciąż pozostają w Polsce zaniedbane.

Reklamy

Panoptikon – wizja totalnej kontroli, którą musimy powstrzymać

Panoptikon

 

Zgodnie z zapowiedzią w ostatnim artykule, dziś omówię czym jest tzw. Panoptikon i co może nam grozić jeśli w porę nie zareagujemy jako społeczeństwo?

 

Model idealnego więzienia i permanentnej inwigilacji

Panoptikon to model więzienia zaprojektowanego przez angielskiego filozofa utylitarystę, Jeremy’ego Benthama w XVIII w. Niezwykłość Panoptikonu miała polegać na tym, że jego konstrukcja umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani. W efekcie czują się potencjalne obserwowani przez cały czas. W każdej chwili muszą się zachowywać tak jakby byli obserwowani.

W szerszym znaczeniu Panoptikon to po prostu szokująco skuteczny model permanentnej inwigilacji, osiągany przy bardzo niskich kosztach. Nie trzeba inwigilować ludzi przez cały czas, wystarczy, że mają samą świadomość, że mogą być obserwowani w każdej chwili.

Model Panoptikonu można odnaleźć w literaturze. Został opisany w książce „Nadzorować i karać”, Michela Foucaulta. W powieści „Traveler”, autorstwa Johna Twelve’a Hawksa negatywni bohaterowie, czyli Tabulowie dążą do przejęcia władzy nad światem, właśnie przez wprowadzenie w życie Panoptikonu. Poniekąd schemat ten występuje również w powieści „Rok 1984”, Gerge’a Orwella, dlatego, że każdy musiał się liczyć z tym, że w każdej chwili może być szpiegowany przez Policję Myśli. Ale nikt nie wiedział, kiedy dokładnie może to nastąpić, ani kto jest agentem PM. Poza tym obywatel mógł też zostać zadenuncjowany przez własne dzieci, które były specjalnie ku temu indoktrynowane przez partię rządzącą.

Ale czemu w ogóle o tym piszę? Co to ma wspólnego z tematyką bloga? I dlaczego ostatnio pisałem o tym, że feminizm może prowadzić nas do totalitaryzmu? Już wyjaśniam.

 

Skutki feministycznej retoryki dla społeczeństwa

Powszechność fałszywych oskarżeń o przemoc domową i prawna dyskryminacja mężczyzn, sprawia że ci często ratują się poprzez zdobywanie nagrań z użyciem dyktafonów, podsłuchów i ukrytych kamer. Obecnie już dostęp do takiej technologii jest na tyle duży, że każdy z nas może sobie zrobić Big Brothera we własnym domu, i to naprawdę tanim kosztem. Wszystko dostępne w internecie po paru kliknięciach.

No i nie powiem, rozwiązania te są bardzo przydatne, zwłaszcza przy rozwodzie,  z toksyczną kobietą. Ale używanie sprzętu szpiegowskiego, nie kończy się na obronie przed popieprzoną żoną. To wszystko idzie dalej.

Kolejna sprawa to powszechność fałszywych oskarżeń o gwałt. Która sprawia, że mężczyźni zaczynają brać na poważnie stosowania nagrywania także i w tej kwestii. Można sobie o tym poczytać np. w tematach na portalu Reddit, tyczy się to zwłaszcza USA, gdzie fałszywe oskarżenia stały się wręcz modą. Są to pomysły dotyczące nagrywania np. tego co się dzieje przed seksem lub tuż po nim, żeby było widać, że kobieta była chętna. Niektórzy rozważają też nagrywanie samego stosunku, przynajmniej samego dźwięku. I na tym jeszcze temat się nie kończy

Kolejny problem to fałszywe oskarżenia o molestowanie, wiążące się z brakiem konkretnej definicji, czym jest molestowanie. Przez co każde zachowanie może zostać uznane za molestowanie. Dlatego po #MeToo wzrosło zainteresowanie inwestowania w ukryte kamery i tym podobnych rozwiązań wśród bogatych mężczyzn, którzy mają najwięcej do stracenia i są najbardziej opłacalnym celem do wyłudzania odszkodowania.

W następnej kolejności będą to po prostu mężczyźni, także i ci zwykli. A zaraz potem również kobiety. Dlatego, że kobiety także coraz częściej padają ofiarą fałszywych oskarżeń, przykładowo już padają fałszywym oskarżeniom o stalking, kobiety pracujące z dziećmi przyznają, że boją się oskarżeń o pedofilię, oskarżenia o bliżej nieokreśloną „mowę nienawiści” dotykają już wszystkich bez względu na płeć, a wraz z rosnącą świadomością społeczeństwa, co do tego, że kobieta może być sprawcą coraz więcej będzie także oskarżeń o gwałt, czy molestowanie mężczyzn (lub innych kobiet). A przed oskarżeniem nie ochroni nawet bycie jedną z liderek MeToo, co jak widać już się dzieje. 

Tak więc zmierza to do miejsca, gdzie trzeba będzie nagrywać każdą relację z drugim człowiekiem. I wtedy mamy Panoptikon, w każdej chwili z dużym prawdopodobieństwem można będzie uznać, że ktoś właśnie nas nagrywa. A takie nagranie może łatwo wycieknąć do internetu albo np. wpaść w ręce policji, która oficjalnie nie inwigilowała obywatela, tylko zgodnie z prawem przejęła nagranie od innego obywatela. I tak społeczeństwo samo na siebie nałoży kajdany. Zbuntowanie się wobec systemu stanie się niewykonalne. Każdy kto tego spróbuje może zostać błyskawicznie spacyfikowany przez fałszywe oskarżenie o molestowanie, gwałt, mowę nienawiści, wpisz cokolwiek. 

Nikt, żadna władza etc. nie musiała inwestować grubych miliardów na inwigilację, ani powoływać Policji Myśli, to obywatele sami sobie to zafundowali, za swoje własne pieniądze. Prawda, że genialne?

 

Jak możemy to powstrzymać?

Rozwiązania w sumie są proste, ale musimy działać szybko, zanim będzie za późno. A więc co musimy zrobić? Zacznę od tego, że trzeba w końcu zacząć przyjmować jasne definicje na dane przestępstwo czy przewinienie. Czyli jeśli mowa o „molestowaniu”, tu musimy jasno określić o co chodzi. Czyli stosować konkretne terminy jak „naruszenie nietykalności cielesnej”, „stalking”, czy np. mobbing w pracy.

Tak samo zamiast używać niejasnych terminów jak „mowa nienawiści”, stosujmy terminy jasne jak: „podżeganie do nienawiści” czy zakaz propagowania systemów totalitarnych itd.

Domniemanie niewinności musi być stosowane na poważnie, a więc zarówno w wymiarze procesowym jak i pozaprocesowym. Winę trzeba udowodnić przed sądem ponad wszelką wątpliwość. Do tego czasu wszelkie dane osób oskarżonych muszą pozostawać anonimowe. Jako społeczeństwo musimy też rozumieć, że oskarżony nie równa się winny i nie można nikogo poddawać linczowi, do czasu udowodnienia mu winy.

Kolejna sprawa, za fałszywe oskarżenia i pomówienia trzeba przykładnie karać. To muszą być wyroki więzienia oraz wysokie odszkodowania dla osób pomówionych. I tyczy się to nie tylko fałszywym oskarżeniom na policji i w sądzie, ale także pomawiania ludzi w mediach i w internecie.

Jeśli zaś idzie o kwestię nagrywania na własny użytek, to jak najbardziej powinno być legalne i dozwolone. Jako, że to faktycznie pomaga wielu ludziom uniknąć kłopotów. Jeśli zatrzymamy tę psychozę strachu, ludzie nie będą mieć motywacji, żeby tego nadużywać i nagrywać wszystko jak leci. Jednocześnie jednak należy poważnie karać za rozpowszechnianie materiałów z naszym udziałem (zdjęcia, filmy) w internecie, bez naszej zgody.

Feminizm a „Rok 1984” George’a Orwella

Big Sister Is Watching You

 
Chyba jeszcze nikt przede mną nie pokusił się o taką analizę, więc pozwolę sobie być pierwszy. Otóż opiszę poniżej dlaczego działanie feministek do złudzenia przypomina ideologię angsocu z powieści Geroge’a Orwella „Rok 1984”.

 

Dwójmyślenie

Podstawą ideologiczną partii rządzącej w „Roku 1984” było tak zwane dwójmyślenie. Polegało to na głoszeniu dwóch sprzecznych ze sobą poglądów przy równoczesnej wierze, że oba są prawdziwe. Przejawiało się to w głoszeniu haseł typu: „wojna to pokój”, „wolność to niewola”, „ignorancja to siła”. Ministerstwo prawdy zajmowało się fałszowaniem informacji, Ministerstwo Pokoju ciągłym prowadzeniem działań wojennych, Ministerstwo Miłości szpiegowaniem przeciwników politycznych, torturami i praniem mózgu, a Ministerstwo Obfitości utrzymywaniem społeczeństwa w biedzie.  

Dokładnie to samo robią feministki. Mówią o równouprawnieniu, jednocześnie co i rusz dyskryminują mężczyzn. Mówią o prawach kobiet, jednocześnie wspierają radykalny islam. Wspierają wolność seksualną i jednocześnie ultra-purytanizm, gdzie spojrzenie na kobietę jest „molestowaniem”.

 

Nowomowa

Jest to wręcz trzon feminizmu. Tworzenie swoich własnych określeń jak: patriarchat, kultura gwałtu, toxic masculinity, mansplaining, internalized sexism itd. 

 

Myślozbrodnia

Feministki całkowicie nie akceptują odmiennych poglądów. Niezgadzających się z nimi mężczyzn nazywają mizoginami i seksistami lub twierdzą, że stosują oni mansplaining. Z kolei niezgadzające się z nimi kobiety określają mianem strażniczek patriarchatu i ciemnogrodu lub zarzucają im „internalized misogyny”. Nie akceptują jakiejkolwiek dyskusji na argumenty.

W dodatku wśród samych feministek funkcjonują wytyczne, jakie poglądy są dopuszczalne. Używa się tu określeń „dobra feministka” i „zła feministka”. Które brzmią niemalże jak wprost wyjęte z „Roku 1984” odpowiedniki „dobromyślaka” i „myślozbrodniarza”.

 

Zmienność przeszłości, fałszowanie historii

„Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”.

Jedną z najważniejszych metod propagandy, stosowaną w „Roku 1984” było ciągłe fałszowanie historii. Dokładnie te same metody są stosowane w feminizmie. Np. poprzez pomijanie faktu, że większość mężczyzn również nie miała praw wyborczych w historii, czy przez opowiadanie o rzekomej „zasadzie kciuka”, która nigdy nie istniała.

 

Zmienność poglądów z jednoczesnym twierdzeniem, że „tak było zawsze”

W „Roku 1984” kiedy doszło do jakiejś ważnej zmiany, natychmiast zaczęto uważać, że tak było od zawsze. Przykładowo, kiedy Oceania przestała prowadzić wojną z Eurazją, a zaczęła prowadzić wojnę ze Wschódazją, automatycznie zaczęto twierdzić, że Oceania zawsze była w stanie wojny ze Wschódazją.

Tak samo jest w feminizmie. Przykładowo, feministki twierdzą, że prawo do aborcji jest nieodłącznym prawem kobiet. Przeciwników aborcji nazywają wprost „wrogami kobiet”. Jednocześnie tuszują fakt, że pierwsze feministki sprzeciwiały się aborcji.

Porównajmy. Orwell: Oceania prowadzi wojnę z Eurazją -> zmiana -> Oceania teraz prowadzi wojnę ze Wschódazją -> Ocenia zawsze prowadziła wojnę ze Wschódazją. Feminizm: feministki  sprzeciwiają się aborcji -> zmiana -> feministki teraz są za aborcją -> feminizm zawsze popierał aborcję.

 

Logika i nauka nie mają znaczenia 

Jeśli partia i Wielki Brat tego chcą to 2+2 to czasem 5 albo 3. A teraz spróbuj wytłumaczyć feministce, że istnieją różnice między mężczyzną i kobietą np. w budowie mózgu albo spróbuj przedstawić argumenty ekonomiczne przeczące rzekomej dyskryminacji płacowej. Powodzenia. 🙂

 

Ewaporacja

Ewaporacja w „Roku 1984” polegała na całkowitym wymazaniu przeciwnika politycznego z historii. Feministki nie mają fizycznej możliwości do jej wykonywania, ale niewątpliwie próbują tak zbojkotować wybrane osoby, żeby możliwie nikt nie dowiedział się o ich istnieniu. Przykładowe osoby które zostały poddane takiej próbie to np. Erin Pizzey czy Esther Vilar.

 

Końcowa konkluzja

Niektórzy pewnie uznają, że tym razem postanowiłem napisać lekki tekst, pisany trochę bardziej „dla jaj”. Jednak chciałem podkreślić, że piszę to zupełnie poważnie. Te zbieżności nie są przypadkowe. Orwell w swojej wizji wzorował się w dużej mierze na systemie komunistycznym, z którego feminizm właśnie się wywodzi, podmieniając proletariat na kobiety, burżuazję na mężczyzn, a kapitalizm na „patriarchat”.

Pomyślcie teraz tak. Żyjąc w cywilizacji zachodniej przywykliśmy do takich praw obywatelskich jak domniemanie niewinności, wolność słowa, czy prawo do własności prywatnej. Co musiałoby się stać, żeby miał odrodzić się totalitaryzm? Kto mógłby tak namieszać? Czy poza feministkami znacie jakąkolwiek inną opcję w polityce, która czepia się wspomnianych wartości? Komunistów i nazistów już praktycznie nie ma. Czy pozostał jeszcze ktokolwiek inny?

Ps. To jeszcze nie koniec. W następnym artykule omówię czym jest tzw. Panoptikon i jak autentycznie feminizm może prowadzić do totalitaryzmu.

Nienawiść do kobiet – błąd którego nie wolno popełniać

Mężczyzna i kobieta

 

Wraz z tematyką sprzeciwu wobec dyskryminacji mężczyzn nieustannie jak bumerang powraca pewien problem. Otóż wśród mężczyzn słusznie zauważających niesprawiedliwe traktowanie płci męskiej można znaleźć facetów przelewających wszelkie złe emocje na wszystkie kobiety. Są również mężczyźni, którzy po swoich negatywnych doświadczeniach z kobietami, wyrabiają sobie negatywny obraz kobiety, każdej kobiety. No i właśnie o tym dziś będzie, dlaczego takie podejście jest złe i szkodliwe, i trzeba się mu przeciwstawiać.

 

Nie obwiniajmy kobiet (wszystkich)

Zacznę od tego, że wina za to, że istnieje dyskryminacja mężczyzn nie leży w tym, że jakiś kolektyw kobiet sprzysiągł się przeciwko kolektywowi mężczyzn, żeby ich uciskać. To taki sam mit, jak rozpowszechniany przez feministki mit, o tym, że mężczyznom na niczym innym nie zależy tylko na rządzeniu, kontrolowaniu i krzywdzeniu kobiet.

Przyczyną dyskryminacji mężczyzn jest gynocentryzm oraz luka empatii. A więc przyczyny czysto psychologiczne i kulturowe, które sprawiają, że społeczeństwo przykłada większą wagę do problemów kobiet niż mężczyzn. Ten błąd popełniają przedstawiciele obojga płci, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Grunt to potrafić dostrzec te zjawiska i nie popełniać tych samych błędów logicznych i poznawczych, co niektórzy ludzie. I jak to mówi prof. Janice Fiamengo zamknąć tę lukę empatii płci. To uświadomić może sobie zarówno mężczyzna, jak i kobieta.

Oczywiście swoje dokładają również feministki. Tyle, że feminizm to prostu polityczne przedłużenie gynocentryzmu. Feministki zwyczajnie wykorzystują te mechanizmy psychologiczne i błędy poznawcze w myśleniu wiele ludzi na swoją korzyść. No i nie wszystkie kobiety popierają feminizm. A niektóre z nich popierają go, dlatego że wierzą, że naprawdę oznacza on równość płci. O istnieniu mężczyzn, którzy popierają i finansują organizacje feministyczne w celu manipulowaniu społeczeństwem też wszyscy wiemy.

 

Nienawiść do kobiet jest bardzo niezdrowa i obciążająca dla psychiki

Zbierając w sobie negatywne emocje wobec kobiet sam sobie szkodzisz. Będzie się to odbijać na twoim życiu uczuciowym i seksualnym (chyba że akurat jesteś gejem), ale to nie wszystko. Kobiety stanowią połowę społeczeństwa i wszędzie jest ich pełno. I w twojej rodzinie, pracy, na uczelni i wszystkich miejscach, które codziennie mijasz. Wystarczy, że wyjdziesz na zewnątrz na zwykły spacer, a po drodze miniesz wiele niewiast. Mając negatywne skojarzenia z kobiecą istotą można sobie naprawdę „zryć banię”.

Kolejna sprawa, zawsze powinniśmy oceniać konkretne jednostki, a nie grupę. Jeśli ktoś (konkretna osoba) nie zrobił nam nic złego, nie powinnyśmy go negatywnie oceniać, dopóki to się nie zmieni. Na tym w końcu także polega domniemanie niewinności, którego chcemy bronić, prawda?

Na koniec zostaje kwestia czysto emocjonalna. Wiem, że niektóre fakty naprawdę szokują. Np. ponad 126 tys. rocznie fałszywych oskarżeń o przemoc domową w Hiszpanii, czy 25 tys. spraw rocznie w sprawie alienacji rodzicielskiej na biurku Rzecznika Praw Dzieci w Polsce. Ale pomyślmy z czego to wynika?

Pewna część społeczeństwa (obojga płci), jakieś kilka procent to psychopaci. Kolejne kilka procent to osoby z borderline, kolejna grupa to np. osoby z chorobą afektywną dwubiegunową itd. W dodatku złe rzeczy czynią nie tylko osoby z zaburzeniami osobowości, dochodzą również inne czynniki. Przyjmijmy, że łącznie tak pi razy drzwi 20% kobiet to kobiety bardzo toksyczne. Jeśli w danym kraju mieszka np. 20 mln kobiet, to już mamy 4 mln kobiet, które mogą czynić niegodne czyny. Jeśli taka grupa ludzi otrzymuje możliwość wykorzystania systemu na swoją korzyść, efekt będzie widoczny.

A w dodatku dobrzy ludzie również mogą się demoralizować w określonych warunkach. Psycholodzy nazywają to efektem Lucyfera. Nie dość, że nikt nie ma wypisane na twarzy kim jest (psychopaci i osoby z borderline potrafią oszukiwać nawet wykwalifikowanych psychiatrów) to jeszcze nie wiadomo, komu co nagle „odwali”. Jak wiemy z historii np. państw totalitarnych, wśród mężczyzn również można było znaleźć ludzi, czyniących zło, jeśli system na to pozwalał. To jest dokładnie ten sam schemat. 

Zwyczajnie nie da się funkcjonować w systemie, który nie gwarantuje praworządności, równości wobec prawa dla wszystkich, praw człowieka, domniemania niewinności, rzetelności procesów sądowych, swobód obywatelskich itd. W ZSRR było normą, że sąsiad donosił na sąsiada, a nawet dzieci na własnych rodziców. Obraz totalnej nędzy i rozpaczy, całkowity rozpad społeczeństwa. Ale nie tyczy się to tylko państw totalitarnych. W każdym ułomnym systemie pojawią się te same problemy: niesprawiedliwość, rozpad więzi międzyludzkich, wzajemna nienawiść, wrogość i nieufność, a ostatecznie upadek społeczeństwa. Wówczas jedyne wyjście to zmiana systemu. I na tym powinniśmy się koncentrować.

 

Kobiety to nasz sojusznik, a nie wróg

Jako płeć męska stanowimy tylko połowę społeczeństwa. W dodatku wśród mężczyzn można znaleźć tzw. białych rycerzy, czyli facetów, którzy zawsze stają po stronie kobiety, bez względu na to, czy jest to zgodne z obiektywną prawdą i sprawiedliwością w danej sytuacji. Dlatego z czysto matematycznego punktu widzenia potrzebujemy, aby jakaś widoczna część kobiet również dostrzegała problemy dotyczące mężczyzn i nas poparła.

Jeśli ktoś mnie zapyta, czy kobiety faktycznie mogą to robić, odpowiem, że kobiety już to robią. O takich paniach, już kiedyś pisałem osobny artykuł.

Fakty są takie, że osobą która jako pierwsza przełamała temat tabu, przemocy kobiet wobec mężczyzn, była kobieta – Erin Pizzey. To że kobieca pedofilia występuje niemal równie często co męska, odkryła również kobieta – Michele Elliott. Z wieloma mitami na temat przemocy domowej itd. rozprawia się również wiele innych kobiet jak np. Bettina Arndt.

W 2016 r. powstały dwa ważne filmy dokumentalne na temat dyskryminacji mężczyzn. „Martyrs of Marriage” w Indiach i „The Red Pill” w Stanach Zjednoczonych. Oba stworzone przez kobiety, Deepikę Bhardwaj i Cassie Jaye.

Także i w swojej działalności dostałem kobiece wsparcie. Kiedy założyłem Fanpage tego bloga, w jego rozpromowaniu na samym początku pomogły mi dwie panie. Wpierw była to Sabina Gatti, a zaraz potem Katarzyna Tryzno, znana też jako Antyfeministyczna. Wśród moich czytelników również można znaleźć kobiety, które tak samo jak mężczyźni dadzą lajka, napiszą komentarz, udostępnią post na Facebooku itd. Nie tylko płeć męska jest tu odbiorcą.

Oczywiście pozostaje jeszcze ten problem, że u przedstawicieli obojga płci znajdą się osobniki, które traktują relacje męsko-damskie w jakiś żałosny sposób jako grę o sumie zerowej. I ciężko ich przekonać do współpracy na rzecz autentycznego równouprawnienia obojga płci. No cóż, najlepsze co można zrobić, to po prostu nie być jednym z nich.

Doszczętna kompromitacja akcji #MeToo

Akcja #MeToo

 

O #MeToo pisałem już we wcześniejszym artykule. Jednak tam skupiłem się głównie na poczynaniach Codziennika Feministycznego. A po za tym minęło już trochę czasu i doszły nowe wydarzenia, o których warto wspomnieć. Stąd dzisiejszy wpis.

MeToo jak każda panika moralna i polowanie na czarownice w historii, po kilku miesiącach swojego funkcjonowania zaczyna powoli kończyć się kompletną klapą. To było nietrudne do przewidzenia. I wiele znanych osób od początku przed tym ostrzegało. Wśród nich znalazły się np. Catherine Deneuve, Brigitte BardotLiam NeesonMichael HanekeMatt DamonMarilyn Manson i wielu innych.

Do krytyków MeToo dołączyły nawet osoby z samego mainstreamu, takie jak Agnieszka Holland, Monika Olejnik, czy Magdalena Cielecka. Wśród nich znalazła się nawet wieloletnia ikona feminizmu, czyli Margaret Atwood.

 

Już kiedyś przerabialiśmy MeToo

Zanim na dobre przejdę do tematu na wstępie przypomnę pewien fakt. Otóż taka akcja wcale nie jest niczym nowym. W USA w okresie na przełomie XIX i XX w. gdzie często dochodziło do linczów na czarnoskórych mieszkańcach kraju, stosowano dokładnie tę samą retorykę, czyli zawsze „wierzyć ofiarom”. Polegało to na tym, że jeśli jakaś biała kobieta oskarżyła czarnoskórego mężczyznę o gwałt lub molestowanie, to należało zawsze uwierzyć jej na słowo. Bez żadnego procesu i udowodnienia winy. W ten sposób zlinczowano tysiące niewinnych ludzi. Tego typu akcje były podsycane przez rasistowskie organizacje, takie jak Ku Klux Klan.

Jedną z najbardziej szokujących spraw była historia Emmetta Tilla z Mississippi. Był to 14-letni, czarnoskóry chłopiec, który został fałszywie oskarżony o molestowanie przez białą kobietę Carolyn Bryant. W następstwie został brutalnie zamordowany. Po wielu latach kobieta przyznała się do kłamstwa. Pamiętajcie o tym, kiedy zobaczycie feministyczny transparent z napisem „Believe women”. Feministki po prostu przejęły metody działania po rasistach, tyle że zamiast w Murzynów, celują w mężczyzn.

 

Poradnik „Jak zniszczyć mężczyznę?”

Pewnej feministce znudziło się udawanie i wydała własną książką pt. „How to Destroy A Man Now (DAMN)”. Jest to książka nawiązująca do akcji #MeToo, opisująca porady w jaki sposób wykorzystać fałszywe oskarżenia do zniszczenia wybranego mężczyzny.

Taka gra w otwarte karty przez feministki nie jest niczym nowym. Wykorzystywanie fałszywych oskarżeń przeciwko mężczyznom w feministycznym slangu nazywa się „polowaniem na skalpy”. W poniższym artykule mamy przykład takiego polowania na programistów z branży open source.

 

Niezła draka w „Kawiarnii Amatorska” – jak feministki przegrały z Wykopem

W kwietniu tego roku doszło do dość kuriozalnej sytuacji w warszawskiej „Kawiarnii Amatorska”. Dwie feministki Patrycja Wieczorkiewicz i Sara Czyż zostały wyproszone z lokalu za agresywne zachowanie. Oficjalny powód wyproszenia to zabawa w rzucanie w ludzi kapslami.

Jednak dziewczyny obrażone na cały świat namówiły swoje feministyczne koleżanki i białorycerskich kolegów do hejtowania kawiarni na Facebooku i wystawiania oceny „1”. W tle poszło oskarżenie o „molestowanie”, którym miało być złapanie za rękę. Ale sprawa została szybko podchwycona przez internautów. Temat znalazł się na Wykopie. Prosty „Wykop efekt” sprawił, że liczba pozytywnych recenzji i ocen „5” znacznie przebiła liczbę feministycznego hejtu.

Przy okazji, te dwie feministki były współautorkami tekstu o „papierowych feministach”. Jego wiarygodność zatem poszła w górę jak nie wiem co. W dodatku Patrycja Wieczorkiewicz to jest dokładnie ta osoba, która atakowała Monikę Płatek w swoim tekście za to, że ośmieliła się stanąć w obronie domniemania niewinności. Jak dla mnie to kolejne potwierdzenie schematu. Feministki, które atakują domniemanie niewinności i naciskają na wierzenie „ofiarom” bez dowodów robią to właśnie po to, aby móc wykorzystywać fałszywe oskarżenia dla własnych prywatnych zemst. I tak przy okazji, nie jestem lekarzem, ale leki, do brania których przyznała się w tym artykule pani Wieczorkiewicz to zdaje się są leki, które bierze się w leczeniu schizofrenii i choroby afektywnej dwubiegunowej. Jeśli się mylę, niech ktoś poprawi mnie w komentarzu.

 

Netta Barzilai zwycięża w konkursie Eurowizji

Tegoroczną Eurowizję wygrała reprezentantka Izraela z piosenką, o wyjątkowo mizoandrycznej treści. Można zobaczyć sobie tłumaczenie na język polski na portalu tekstowo.pl. Jeśli chodzi o wykonanie…. cóż, oceńcie sami:

 
Jakim więc sposobem taki gniot wygrał? Powodem jest to, że Netta Barzilai jest feministką. A sama piosenka nawiązuje do akcji #MeToo. Barzilai jako twarz MeToo? No cóż, jaka akcja, taka twarz.

Po raz kolejny widzimy też, że Eurowizja to żaden konkurs muzyczny, a zwykły polityczny folwark. Netta Barzlilai w dodatku postanowiła dodatkowo zaszokować tekstem: „Za rok w Jerozolimie”. Co było naprawdę bardzo „rozsądne” zważywszy na obecnie napiętą sytuację w tym regionie świata.

 

Fałszywe oskarżenie Morgana Freemana o molestowanie

Z całego repertuaru wymyślnych oskarżeń typu „właśnie sobie przypomniałam, że ten pan 20 lat temu poklepał mnie po plecach” w ostatnich dniach istny szczyt żenady osiągnęło oskarżenie wystosowane w stosunku do Morgana Freemana. Rzekome „molestowanie” wyglądało tak:

 
W dodatku telewizja CNN do całej sprawy dołożyła własnego fake newsa. Inne kobiety, które rzekomo miały być ofiarami molestowania, same temu zaprzeczyły. Teraz Morgan Freeman będzie się domagał od CNN przeprosin i być może odszkodowania.

W sprawie Morgana Freemana dochodzi jeszcze motyw polityczny. Freeman to czarnoskóry, ceniony aktor, który znany jest ze swojego sprzeciwu wobec poprawności politycznej i lewicowej retoryki.

 
Tak właśnie wygląda MeToo w praktyce, próba niszczenia niewygodnych ludzi. I tu możemy już postawić kropkę.

Erin Pizzey ujawnia prawdę o przemocy domowej

Erin Pizzey to założycielka pierwszego na świecie schroniska dla kobiet doświadczających przemocy domowej w Chiswick w Londynie w 1971 r. Od początku wiedziała, że kobiety również potrafią stosować przemoc wobec mężczyzn i dzieci, a większość przypadków przemocy domowej to przemoc wzajemna (obie strony stosują przemoc wobec siebie nawzajem), dlatego chciała pomagać również męskim ofiarom. A także zwrócić uwagę, na to że dzieci doświadczające przemocy, gdy dorosną często same stosują przemoc, zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Za głoszenie niewygodnej prawdy od lat jest bojkotowana przez środowiska feministyczne. Za to udało się jej nawiązać owocną w współpracę z ruchami broniącymi praw mężczyzn, w celu wspólnego obalania stereotypów na temat przemocy domowej. Poniższy film to fragment filmu „The Red Pill”, autorstwa Cassie Jaye własnie na ten temat:

 
Polecam także przeczytać moje artykuły: o Erin Pizzey i filmie „The Red Pill”.

Wirtualna Kampania przeciwko przemocy kobiet wobec mężczyzn i dzieci – Sabina Gatti przełamuje temat tabu

Wirtualna Kampania przeciwko przemocy kobiet wobec mężczyzn i dzieci

 

Sabina Gatti, kobieta posiadająca dużą wiedzę i doświadczenie w temacie przemocy w rodzinie (i nie tylko), znana z poruszania tematu tabu jakim jest przemoc kobiet wobec mężczyzn i dzieci w ostatnim czasie rozpoczęła swój nowy projekt.

 
Wirtualna kampania przeciwko przemocy kobiet wobec mężczyzn i dzieci, którą możemy śledzić na Facebooku zbiera fakty na temat przemocy stosowanej przez kobiety zarówno wobec mężczyzn, jak i wobec dzieci.

 
Cytując u źródła celem kampanii jest dostarczenie społeczeństwu wiedzy, o tym że:

 
-Przemoc nie ma płci:

http://mediumpubliczne.pl/2017/04/feminizm-a-prawda-o-przemocy-domowej-wobec-mezczyzn/

 
-Problem przemocy nie zaczyna się dopiero w związku osób dorosłych, ale ma swoje korzenie w dzieciństwie partnerów:

https://mediacje-rodzinne.eu/2016/07/22/dziecinstwo-a-wybor-partnera-w-zyciu-doroslym/

https://www.youtube.com/watch?v=GlvsYebSu9Q

https://sabinagatti.blogspot.com/2015/04/tak-bylismy-kochani-i-tak-nadal-kocha.html

 
Celem kampanii jest również obalenie stereotypów o kobietach i mężczyznach, bo tylko znając prawdę o obu płciach a nie tylko jednej, możemy zacząć przerywać błędne koło przemocy, o którym pisała Alice Miller , i wyeliminować przemoc w rodzinie:

https://mediarodzina.pl/autorzy/281/Alice-Miller

https://sabinagatti.blogspot.com/2013/12/z-forum-alice-miller.html

 
Przemoc można wyeliminować tylko, jeżeli będziemy starali się jej zapobiegać, a nie leczyć jej skutki. Ta kampania ma na celu zwrócenie uwagi na konieczność wprowadzenia profilaktyki zdrowia psychicznego dorosłych i dzieci:

https://sabinagatti.blogspot.com/2017/06/wczoraj-by-dzien-dziecka.html

https://www.facebook.com/Trauma-z-dzieciństwa-choroby-w-dorosłym-życiu-Sabina-Gatti-757241914403491/

 
Kampania nie jest nagonką na kobiety tylko przedstawia prawdę o kobietach. O mężczyznach wiemy już wszystko o kobietach bardzo mało i cały czas nie chcemy, żeby o niej głośno mówiono.

W rodzinie sprawców przemocy jest dwóch a nie jeden. Intensywne nagłaśnianie tylko i wyłącznie przemocy jednego sprawcy , to znaczy tego płci męskiej, a milczenie o tej płci żeńskiej, jest równoznaczne z dawaniem cichego przyzwolenia kobietom do stosowania bezkarnie przemocy wobec mężczyzn i dzieci.

Celem kampanii jest dostarczenie WIEDZY, przedstawienie PRAWDY i ROZWIĄZAŃ jak przerwać błędne koło przemocy i wyeliminować przemoc w naszym społeczeństwie:

https://www.youtube.com/watch?v=H9B5mYfBPlY

http://fundacja22.org/pl/czy-powszechne-ksztalcenie-przyszlych-rodzicow-moze-byc-droga-do-ewolucji-mentalnej-spoleczenstwa/

Epidemia fałszywych oskarżeń przeciwko mężczyznom i feministyczne szaleństwo w Izraelu

Izrael

 

W Izraelu od 150 do 200 rozwodzących się mężczyzn rocznie popełnia samobójstwo. Łącznie samobójstwo popełnia 400 mężczyzn rocznie. To bardzo duże liczby, jako że mówimy o kraju, w którym żyje zaledwie 3,5 mln mężczyzn. Główną przyczyną są tragedie jakie spotykają tysiące mężczyzn każdego roku w związku z fałszywymi oskarżeniami: o przemoc domową, gwałt, molestowanie itd.

Wystarczy, że kobieta rzuci fałszywe oskarżenie o przemoc domową, a mężczyzna traci wszystko, zostaje wyrzucony na ulicę, traci mieszkanie, majątek i kontakt z dziećmi. Z kolei kobieta składająca fałszywe oskarżenia, otrzymuje pełną i darmową pomoc prawną. Sami prawnicy dają rady swoim klientkom jak kłamać i manipulować aby zniszczyć mężczyznę w sądzie. Fałszywe oskarżenia o przemoc domową stanowią w tym kraju oficjalnie ponad 50% oskarżeń. Jednak sędzia sądu rodzinnego Assaf Zagury, przyznał, że spośród kobiet wnoszących oskarżenie o przemoc domową, kiedy obie strony zostały poddane badaniu wariografem, okazało się, że fałszywe oskarżenia sięgnęły granicy 99%

Co więcej, kobiety składające fałszywe oskarżenia o przemoc domową, gwałt lub molestowanie do niedawna (dlaczego do niedawna napiszę na koniec) nie ponosiły za to żadnej odpowiedzialności karnej. Zostało to nawet dokładnie przyklepane prawnie w 1998 r. przez Ednę Arbel, która była wówczas prokuratorem stanowym. Więcej informacji w artykule.

Jak już mówiłem poza fałszywymi oskarżeniami o przemoc domową powszechne są również fałszywe oskarżenia o gwałt i molestowanie. Są na tyle częste, że stanowią wręcz stały element gry politycznej (w sensie często wykorzystuje się fałszywe oskarżenia do niszczenia przeciwników politycznych), oraz do prywatnych rozgrywek w codziennym życiu. 

Poniżej bardzo wymowny przykład jak to działa. Taksówkarz chciał wyprosić agresywną pasażerkę. Jako, że nie chciała ona opuścić pojazdu zadzwonił na policję. Wtedy zaczęła krzyczeć, że próbuje ją zgwałcić. Policjanci aresztowali faceta, chociaż to on po nich zadzwonił, po prostu uwierzyli kobiecie. Całe szczęście, że nagrywał całą sytuację:

 

Film dokumentalny na temat fałszywych oskarżeń przeciwko mężczyznom w Izraelu

Poniżej do obejrzenia szokujący film dokumentalny o fałszywych oskarżeniach o przemoc domową, gwałt, molestowanie wykorzystywanych przeciwko mężczyznom, pokazujący jak działa system w Izraelu:

 

Światełko w tunelu

Niedawno, bo w marcu 2016 r. w końcu zmieniono prawo, wprowadzając pojęcie złośliwego oskarżenia, czyli takiego, które zostało złożone fałszywie i celowo aby zaszkodzić niewinnej osobie i to już będzie karane przez prawo. Czas pokaże, na ile ta zmiana poprawi sytuację.

Dyskryminacja mężczyzn w Indiach – o czym nie usłyszycie w mainstreamowych mediach?

Dyskryminacja mężczyzn w Indiach

 

Indie w ostatnich latach w zachodnich mediach są przedstawiane jako kraj, w którym bardzo dyskryminuje się kobiety. Na każdym kroku dyskryminacja i przemoc wobec kobiet, rzekomo tolerowana przez społeczeństwo. Jednak obraz ten jest w dużym stopniu zakłamany oraz nie mówi się o wielu przykładach na dyskryminację płci męskiej, która w rzeczywistości przekroczyła w tym kraju wszelką skalę. Ale po kolei.

 

Jak media przekłamują obraz Indii?

Zacznę od tego, że trudno ten kraj nazwać „patriarchalnym”, jako że według tutejszej tradycji, to kobieta jest głową rodziny, konkretnie to teściowa panny młodej. W feministycznych artykułach bardzo często pisze się, że kobieta w Indiach wychodząc za mąż przechodzi pod panowanie „męża i jego rodziny”, ale to, że tak czy inaczej to kobieta stoi na czele rodu, to ona rozdziela pieniądze, które przynoszą do domu mężczyźni i o wszystkim decyduje już można pominąć, ot szczególik.

Jeśli idzie o przemoc wobec kobiet, kłaniają się dwie sprawy. Po pierwsze w Indiach obowiązuje system kastowy. A to sprawia, że ofiarami przemocy padają głównie kobiety z niższych kast. Ale tak samo ofiarami padają również mężczyźni z niższych kast. To nie dyskryminacja ze względu na płeć, tylko ze względu na przynależność do klasy społecznej. Indie to w dodatku bardzo skorumpowany kraj, dlatego wyższą pozycję, bardziej bezkarną zajmują osoby z elit, zarówno mężczyźni jak i kobiety.

A druga kwestia, przemoc wobec kobiet w Indiach nie jest ani powszechna ani tym bardziej społecznie akceptowana. Tutaj zachodnie media w ostatnich latach, bardzo mocno zafałszowały obraz. Otóż, co do gwałtów na kobietach, o których mówi się najwięcej. Podaje się nieustannie liczbę gwałtów rocznie, „zapominając” dodać, że to dane pochodzące z kraju, gdzie żyje ponad miliard ludzi, dokładnie to 1,3 mld ludności. Uwzględniając liczbę ludności, Indie mają jeden z najniższych odsetków gwałtów na świecie. Nie wierzycie? Zajrzymy po dane liczby gwałtów na 100 tys. mieszkańców w poszczególnych krajach. W Indiach mamy mniej gwałtów niż w USA i większości krajów Europy zachodniej.

Mało tego, te dane są i tak mocno zawyżone, i to z dwóch powodów. Po pierwsze za gwałciciela według prawa w Indiach uważa się także mężczyznę, który….. zerwał zaręczyny. Facet uprawiał seks z kobietą, której „obiecał małżeństwo”, nie ożenił się, według prawa jest skazywany jako gwałciciel. I taka absurdalna konstrukcja prawna, zawyża oficjalne statystyki. A druga sprawa, w Indiach bardzo powszechne są fałszywe oskarżenia o gwałt. Już nawet oficjalne dane rządowe przedstawiane przez Delhi Commission for Women, mówią o tym, że 53% oskarżeń o gwałt to oskarżenia fałszywe. Faktyczna liczba fałszywych oskarżeń prawdopodobnie jest jeszcze większa.

Kolejna kwestia, w ostatnich kilku latach zachodnie media bombardują nas szokującymi wydarzeniami z Indii jak np. zbiorowy gwałt, które zdarzają się w każdym jednym kraju na świecie, sugerując jakby to była jakaś indyjska norma. W dodatku jak wyszło na jaw, niektóre z tych zdarzeń były tylko kaczką dziennikarską i w ogóle nie miały miejsca. W efekcie tej nagonki na Indie, ten biedny kraj, gdzie nadal miliony ludzi żyje w biedzie, a dzieci mieszkają na ulicach bardzo mocno ucierpiał gospodarczo przez załamanie się turystyki.

No i kwestia rzekomej akceptacji przemocy wobec kobiet przez społeczeństwo. Jest to czysta bzdura. Kary za gwałty na kobietach, jak i inne formy przemoc wobec kobiet są surowo karane przez prawo. Oraz powszechne są w tym kraju lincze na przestępcach seksualnych, a nawet tylko oskarżonych o gwałt. Czy można mówić o akceptowaniu przemocy wobec kobiet w kraju, gdzie wielotysięczny tłum potrafi wziąć szturmem więzienie, żeby dokonać linczu ze skutkiem śmiertelnym na mężczyźnie oskarżonym o gwałt, czekającym na proces w areszcie? Kłania się zwykła logika. W dodatku w Indiach temat przemocy wobec kobiet jest non stop maglowany w mediach, nie ma drugiego takiego tematu, który byłby tak często podejmowany.

 

Prawna dyskryminacja mężczyzn w Indiach

Jak już wspominałem w Indiach bardzo powszechne są fałszywe oskarżenia o gwałt, a prawna definicja gwałtu obejmuje nawet zerwane zaręczyny. A to dopiero początek przykładów. Według indyjskiego prawa tylko kobieta może zostać uznana ofiarą przemocy domowej oraz tylko kobieta może zostać uznana ofiarą gwałtu. Tak więc przemoc domowa wobec mężczyzn i gwałt na mężczyźnie są legalne. W ostatnich latach podejmowano próby zmiany przepisów o przemocy na neutralne płciowo, ale wszystkie zostały zablokowane przez feministyczny establishment, który w ostatnich latach stał się bardzo silny w tym kraju.

Ale co najgorsze, w 1983 r. w Indiach weszło w życie prawo chroniące kobiety przed tzw. zabójstwami posagowymi. Zanim napiszę co jest nie tak z tym prawem wpierw parę słów wyjaśnienia co do samego pojęcia posagu i zabójstwa posagowego. Otóż jedną z indyjskich tradycji było wnoszenie posagu przez rodzinę kobiety biorącej ślub. Z tą tradycją od lat próbuje się walczyć jako, że prowadzi do różnych patologii takich jak znane wam już pewnie przypadki aborcji selektywnych ze względu na płeć czy nawet zabijanie dziewczynek przez rodziców z przyczyn finansowych. Dlatego w 1961 r. instytucja posagu została prawnie zakazana. Jednak część Hindusów o bardziej tradycjonalistycznych poglądach nadal kontynuuje stosowanie tradycji posagu.

Natomiast tzw. zabójstwo posagowe to sytuacja, w której wymusza się na kobiecie wniesienie wyższego posagu poprzez stosowanie przemocy, gróźb co może doprowadzić do jej śmierci lub samobójstwa.

OK, to co w takim razie poszło nie tak, z prawem z 1983 r., słynnym już paragrafem 498A IPC? Otóż system prawny został tak skonstruowany, że wystarczy, że kobieta tylko zgłosi, że padła ofiarą „napastowania posagowego” i mężczyzna wraz całą swoją rodziną (nawet łącznie z dziećmi) automatycznie trafia do aresztu i staje w obliczu wieloletniej batalii sądowej, grozi mu też 3 lata więzienia jeśli zostaje uznany za winnego. A w zasadzie to tak było do 2014 r., kiedy Sąd Najwyższy zakazał aresztowania bez dowodu. Ale po kolei.  

Taki obrót spraw doprowadził do ogromnej ilości fałszywych oskarżeń z tytułu 498A IPC. A w efekcie do ogromnej ilości niesłusznych aresztowań, przejmowania majątków na drodze szantażu i samobójstw fałszywie oskarżonych czy zastraszonych oskarżeniem mężczyzn.

A teraz trochę danych liczbowych. Na koniec 2015 r. statystyki wyglądały następująco: Z tytułu 498A IPC zostało aresztowanych łącznie 2,716,915 osób; w tym 2,112,264 mężczyzn; 604,651 kobiet i 7,707 nieletnich (krewni oskarżonego). Z czego tylko 276,640 okazało się być winnymi i skazanymi. Natomiast 477,986 spraw nadal czeka na rozpatrzenie, to 45% wszystkich spraw oczekujących na proces sądowy w Indiach. Etycy, prawnicy i obrońcy praw człowieka określają to prawo jako „legal terrorist”, „prawny terroryzm”

W końcu w 2014 r. Sąd Najwyższy Indii zakazał aresztowania bez dowodu, wydając specjalne wytyczne jakie kryteria powinny zostać spełnione, aby oskarżony z tytułu 498A mógł zostać tymczasowo aresztowany. I sam Sąd Najwyższy przyznał, że prawo to było wykorzystywane przez kobiety „bardziej jako broń, niż jako tarcza”. Niemniej jednak nadal fałszywe oskarżenia i szantaże są wykorzystywane na masową skalę, ponieważ brakuje stosownych kar za fałszywe oskarżenia i nadal jest to sposób na zniszczenie drugiego człowieka, który musi wówczas stanąć w batalii sądowej w kraju, gdzie takie sprawy trwają całymi latami, a system prawny i sądowniczy jest mocno patologiczny i skorumpowany. W dodatku osoby oskarżone z tytułu 498A spotykają się z ostracyzmem społeczeństwa oraz są narażeni na zostanie ofiarą linczu.

To jeszcze nie wszystko. Anty-męskich przepisów prawa w Indiach jest więcej. Przykładowo, jeśli żona w ciągu 7 lat od zawarcia związku małżeńskiego zginie w pożarze lub na skutek nieszczęśliwego wypadku mężczyzna może zostać uznanym winnym „śmierci posagowej”. Inny przykład, cudzołóstwo jest w Indiach prawnie karane ale tylko dla mężczyzn, kobiety dopuszczające się cudzołóstwa nie są karane.

 

Indyjski ruch na rzecz praw mężczyzn i Deepika Bhardwaj

Od lat 80-tych w Indiach zaczęły powstawać organizacje broniące praw mężczyzn, takie jak np. Save Indian Family, czy Vaastav Foundation, pomagające mężczyznom padającym ofiarą fałszywego oskarżenia z tytułu 498A, męskich ofiarom przemocy domowej, ojcom walczącym o swoje dzieci itd. Walczą także o wprowadzenie neutralnych płciowo przepisów prawnych co do przemocy, tak aby mężczyzna również mógł zostać uznany za ofiarę przemocy domowej czy ofiarę gwałtu lub molestowania. Na przestrzeni lat to właśnie indyjskie organizacje MRA stały się największe na świecie, przebijając nawet te amerykańskie. Pierwszym wymiernym sukcesem była wspomniana wcześniej decyzja Sądu Najwyższego z 2014 r.

Co ciekawe największym wojownikiem o prawa mężczyzn w Indiach jest…. kobieta. Deepika Bhardwaj, indyjska dziennikarka i producentka filmów dokumentalnych, będąc niejednokrotnie świadkiem cierpienia mężczyzn (także z jej własnej rodziny) przez fałszywe oskarżenia o napastowanie posagowe postanowiła nagłośnić temat w opinii publicznej. W tym celu nakręciła film dokumentalny pt. „Martyrs of Marriage”. W swojej działalności podejmuje się również tematyki dyskryminacji mężczyzn także w pozostałych kwestiach. Więcej o tej kobiecie w tym krótkim artykule oraz w tym dłuższym.

 
Wystąpienie Deepiki Bhardwaj w TEDx Talks, gdzie omawia te wszystkie sprawy, które dziś opisałem: 

 
Trailer filmu „Martyrs of Marriage”:

Polowanie na czarownice w sprawach oskarżeń o gwałt na amerykańskich kampusach

Fałszywe oskarżenia o gwałt na kampusach

 

Jednym z największych mitów rozpowszechnianych przez organizacje feministyczne od wielu lat jest rzekoma epidemia gwałtów i molestowań na amerykańskich uczelniach (kampusach). Od całych dekad powtarza się kłamliwie, że 1 na 4 lub 1 na 5 studentek pada ofiarą przemocy seksualnej.

Żeby zorientować się jak wielką jest to bujdą, wystarczy zajrzeć do metodologii tychże feministycznych „badań”. Pisała o tym już przed laty Christina Hoff Sommers, w swojej słynnej książce „Who Stole Feminism?”. Autorka opisała dokładnie jak wyglądało badanie sponsorowane przez MS magazine (feministyczne czasopismo) w 1985 r. na studentach college’u w USA, które miało wykazać, że około 25% kobiet w wieku 20 lat było ofiarami gwałtu lub próby gwałtu. Jak się okazuje za „gwałt” w tym badaniu uznawało się nawet jeśli kobieta dobrowolnie zgodziła się na seks po odrobinie alkoholu, bo alkohol „osłabił jej racjonalny osąd”. W rzeczywistości 73% kobiet uznanych za „zgwałcone” nie czuło się ofiarami gwałtu, a 40% z nich ponownie zdecydowało się na seks ze „sprawcą”. 

Oczywiście takie manipulacje stosuje się do dzisiaj. I pani Hoff Sommers nadal je śledzi. Np. poniżej podaje w jaki sposób odsetek kobiecych ofiar zawyża się z 2,5% do 20%. Hoff Sommers też nie jest jedyną osobą, która podnosi ten temat. O tych feministycznych manipulacjach w sprawie przemocy seksualnej powstają już całe książki, jak np. „Rape Culture Hysteria”, Wendy McElroy czy „The Campus Rape Frenzy: The Attack on Due Process at America’s Universities”, KC Johnson, Stuart Taylor JR. Jeśli chodzi o tę drugą pozycję, można również zobaczyć prezentację na YouTube przedstawiającą najważniejsze dane z książki.

Pytanie zasadnicze, po co to wszystko? Czemu mają służyć aż takie kłamstwa i manipulacje? Jak już wiemy, celem feminizmu nie jest żadne równouprawnienie, tylko ciągła walka z płcią męską, co jest ładnie kamuflowane pod nazwą „walki z patriarchatem”. Manipulacje zmierzają do celu, jakim jest atak na domniemanie niewinności i rzetelne procesy przy oskarżeniach o gwałt, bo wiadomo że łatwiej jest fałszywie oskarżyć mężczyznę. Tu zaznaczam, że jaka by tak naprawdę nie była liczba przestępstw i tak w niczym nie usprawiedliwia to łamania fundamentów prawa jakimi są domniemanie niewinności i prawo do sprawiedliwego procesu. Są to jedne z najbardziej podstawowych praw człowieka. Jak wiemy z historii, brak tych zasad przynosi straszliwe konsekwencje. Przykładowo w ZSRR do łagrów zamknięto od 40 do 60 mln niewinnych ludzi, a pozostałe 300 mln mieszkańców żyło w ciągłych strachu, że każdego dnia może przyjść po nich NKWD i wysłać ich na Syberię. Takie życie jest gorsze od śmierci, dlatego mieszkańcy ZSRR próbowali masowo uciekać z kraju z narażeniem życia lub zwyczajnie popełniali samobójstwa. Podobnie wyglądało to w innych państwach totalitarnych, III Rzeszy Niemieckiej, maoistycznych Chinach, Kambodży za czasów Pol-Pota czy obecnie w Korei Północnej. Dlatego ludzi atakujących domniemanie niewinności i rzetelnie procesy trzeba nazywać po imieniu, zbrodniarzami, bo właśnie dokładnie nimi są.

Ale tak jak już mówiłem, te wszystkie manipulacje są robione po coś, a nie tak po prostu. Przejdźmy zatem konkretnie do tematu. 

 

Szalona i tragiczna w skutkach dyrektywa Departamentu Edukacji USA za czasów Obamy

W 2011 r. Russlynn H. Ali, sekretarz Departamentu Edukacji USA ds. Praw obywatelskich wydała specjalną dyrektywę skierowaną do uczelni wyższych dotyczącą przemocy seksualnej. Powołując się na tzw. Title IX (podstawowy akt prawny mówiący o tym, że studenci mają prawo do edukacji wolnej od dyskryminacji ze względu na płeć) nakazała uczelniom przyjąć specjalne wytyczne, których nieprzyjęcie skutkować będzie utratą funduszy z rządu federalnego. 

Uczelnie zostały zobowiązane do powoływanie komisji dyscyplinarnych, które mają sprawdzać każdą sprawę oskarżenia studenta o gwałt, niezależnie od działania lokalnej policji. Pomysł jest o tyle absurdalny, że takie komisje złożone z profesorów, studentów i dziekanów nie posiadają kompetencji aby badać tak poważnych spraw jaki są sprawy o gwałt, podobnie jak nie są w stanie przeprowadzić śledztwa w sprawach morderstw czy porwań. Takie komisje do tej pory powoływano w takich sprawach jak np. oskarżenie o ściąganie na egzaminach, czy plagiatu pracy dyplomowej, a nie w poważnych sprawach kryminalnych, które wymagają specyficznej wiedzy i narzędzi badawczych.

Co gorsza, uczelnie zostały zobowiązane do przyjęcia najniższego progu dowodowego jakim jest „przewaga dowodów”, czyli krótko mówiąc student może zostać uznany za winnego nie jeśli winę udowodni się „ponad wszelką wątpliwość” (co najmniej 98% szansy na winę), ani nawet przy „jasnym i przekonywującym dowodzie” (około 80%), tylko jeśli szansa na jego winę wynosi nieco ponad 50%, choćby było to zaledwie 50,01%. Wygląda to jak zamach na edukację młodych mężczyzn. Praktycznie można tak zniszczyć karierę każdego wybranego studenta. Jaki cudem więc wprowadzono takie rozwiązanie w oparciu o akt prawny mówiący o równości dla obojga płci? Jawna kpina.

Jakie skutki przyniósł taki obrót spraw? Nietrudno zgadnąć. Fala fałszywych oskarżeń studentów o gwałt. Fałszywe oskarżenie stało się bardzo prostą w wykonaniu zemstą np. na byłym chłopaku, czy formą racjonalizowania żałowanej decyzji o pójściu do łóżka z danym facetem lub po prostu próbą zdobycia atencji ze strony otoczenia. W tej chwili już nawet oficjalne dane na szczeblu rządowym mówią o tym, że 90% oskarżeń to oskarżenia fałszywe

Aczkolwiek mokry sen feministek nie spełnił się tak do końca. Otóż studenci płci męskiej nie dali się tak po prostu zniszczyć. Fałszywie oskarżeni studenci, którym odmówiono prawa do rzetelnego procesu, sami zaczęli powoływać się na Title IX i pozywać uczelnie. Sprawy zaczęły trafiać do wyższych instytucji, takich jak Sądy Federalne. W obronie rzetelnych procesów stanęło środowisko profesorskie, pisząc w tej sprawie listy otwarte, takie jak ten z 2014 r., czy ten z 2016 r.. Powstały także organizacje w obronie studentów, tworzone przez ich rodziny takie jak, Families Advocating for Campus Equality (FACE) czy Save Our Sons, tworzone swoją drogą głównie przez kobiety, matki poszkodowanych studentów. System ten powoli odchodzi już do lamusa, jednak zanim przejdę do końcowej konkluzji pozwolę sobie opisać kilka przykładowych spraw, które są oczywiście tylko wierzchołkiem góry lodowej, ale są na tyle znamienne, że dosłownie przejdą do historii.

 

Sprawa Emmy Sulkowicz (Mattress Girl)

W 2013 r. Emma Sulkowicz, studentka sztuki wizualnej na Columbia University oskarżyła o gwałt studenta Paula Nungessera, domagając się jego wyrzucenia z uczelni. Pomimo obniżonego kryterium dowodowego student ten został oczyszczony z zarzutów. Sulkowicz nie mogąc się pogodzić się z decyzją władz uczelni w ramach protestu zaczęła nosić 50-funtowy materac, mający symbolizować ciężar jakie muszą dźwigać ofiary gwałtów, ale tak po prawdzie to był po prostu jej projekt w ramach pracy dyplomowej, o nazwie Mattress Performance (Carry That Weight)

Pomimo braku dowodów, a nawet oficjalnego uniewinnienia Nungessera, Emma Sulkowicz dostała gigantyczne wsparcie od feministycznego establishmentu. Udzielała wielu wywiadów, feministki z uczelni zaczęły współuczestniczyć w jej akcji, a Narodowa Organizacja Kobiet (National Organization for Women), czołowa organizacja feministyczna w USA przyznała jej nagrodę: „Woman of Courage” w 2016 r.

Tymczasem sprawa od samego początku śmierdziała na kilometr. Oczyszczony z zarzutów Nungesser przedstawił serię prywatnych wiadomości jaką dostawał od Emmy. Zaledwie dwa dni po rzekomym gwałcie, dziewczyna wysyłała mu pełne miłości wiadomości na Facebooku, namawiające go do bycia jej chłopakiem. W ciągu najbliższych dni przychodziła cała masa kolejnych wiadomości tej treści. Ewidentnie oskarżenie o gwałt wyglądało jak zemsta za odrzucenie. W ogóle zeznania Emmy nie trzymały się kupy. Bardzo dobrze sprawa została omówiona w artykułach Cathy Young, polecam zwłaszcza ten, oraz ten. Dodam, że Sulkowicz w 2014 r. wniosła skargę także na policję, ale i tu Nungesser został oczyszczony z zarzutów. Dziewczyna ostatecznie sama przyznała się do kłamstwa, ale nadal taszczyła swój materac jako symbol ciężaru ofiar przemocy seksualnej. Feministki zaczęły głosić, że może to i nie była prawda, ale to jest „ich prawda”. Polecam także: podsumowanie najważniejszych faktów z tej sprawy.

 

Historia pewnego artykułu w „Rolling Stone”

W czasopiśmie „Rolling Stone” w 2014 r. ukazał się artykuł pt. „A Rape on Campus”, czyli „Gwałt na kampusie”. Opisywał on szokującą historię zbiorowego gwałtu na University of Virginia na studentce Jackie Coakley w ramach rytuału inicjującego przyjęcia do bractwa Phi Kappa Psi. Bractwo zostało zawieszone, a jego członkowie spotkali się z ostracyzmem społeczeństwa, a nawet z groźbami śmierci. Jednak jak wykazało śledztwo studentka całkowicie zmyśliła historię. Czasopismo wycofało swój artykuł, a po szeregu procesów sądowych wypłaciło poszkodowanemu bractwu odszkodowanie w wysokości 1,65 mln dolarów.

 

Przypadek Judith Grossman, czyli feminizm kończy się tam, gdzie zaczyna się krzywda twojego syna

Judith Grossman to feministka, która wspierała feministyczne porządki na kampusach, do czasu aż fałszywe oskarżenie o gwałt spotkało jej syna. Chłopak został oskarżony przez byłą dziewczynę o „niekonsensualny seks” sprzed kilku lat. Przeszedł przez piekło procesu przed komisją dyscyplinarną, która nie gwarantuje rzetelnego ani nawet profesjonalnego procesu, w dodatku nie kieruje się zasadą domniemania niewinności, tylko „przewagi dowodów”. Został bardzo szczęśliwie uniewinniony, dzięki właśnie pomocy matki, która akurat jest prawniczką z zawodu. Grossman zdała sobie sprawę z tego, że to co się dzieje na kampusach nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, a jest tylko zwykłą antymęską nagonką. Więcej o tej historii do poczytania pod tym linkiem.

 

Betsy DeVos i koniec ery polowania na czarownice na kampusach

Na jesieni 2016 r. w Ameryce nastąpił polityczny zwrot, nowym prezydentem został Donald Trump, który na stanowisko Sekretarza Edukacji Stanów Zjednoczonych powołał Betsy DeVos. Jedną z pierwszych rzeczy jaką zajęła się nowa pani minister, to właśnie wzięcie na tapet omawianej w tym tekście kwestii. W tym celu nawet spotkała się osobiście ze studentami poszkodowanymi przez fałszywe oskarżenia. Najbardziej absurdalne rozporządzenia administracji Obamy, jak to „przewadze dowodów” odchodzą do lamusa na rzecz uczciwych procesów. Możliwe, że w ogóle sprawy o gwałt na kampusach zostaną odebrane uczelniom i przekazane na rzecz organów właściwych, do tego przeznaczonych, czyli policji i prokuratury. Czas pokaże.

Dodam na koniec, że paradoksalnie to całe zamieszanie sprawiło, że jak nigdy dotąd problem fałszywych oskarżeń o gwałt przebił się do publicznej świadomości. A poparcie dla feminizmu i utożsamianie się z tym terminem w USA drastycznie spadło. Feministki zaczęły tym samym zjadać własny ogon. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się jeszcze więcej w omawianym temacie, polecam także: ten artykuł i ten film na YouTube.