Poważne zagrożenie dla wolności i własności w Polsce

Ustawa antyprzemocowa

 
Obecne Ministerstwo Sprawiedliwości i rząd ogólnie w ostatnim czasie pokazują, że stanowią wyraźne zagrożenie dla praw obywatelskich. 

 

Przegłosowanie ustawy o „natychmiastowej izolacji”

Nowa ustawa „antyprzemocowa”, pomimo zagrożeń i kontrowersji z nią związanych, została przegłosowana w Sejmie, jak i już w Senacie. Czeka już tylko na podpis prezydenta. Głosowały wszystkie kluby parlamentarne poza Konfederacją. Na kształt ustawy wpływ miały organizacje feministyczne, jak widać nowi sojusznicy PIS-u.

Z kolei przeciwko ustawie powstała internetowa petycja oraz list otarty do prezydenta.

 

Konfiskata prewencyjna

Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, po przeforsowaniu pseudoustawy antyprzemocowej przedstawił kolejny projekt przeciwko wolności i własności. A mianowicie projekt o konfiskacie prewencyjnej, wedle którego państwo może zająć majątek przedsiębiorcy bez wyroku sądu. Prokuratura nie będą już musiała udowadniać, że dany majątek służył do popełniania przestępstw lub był nabyty w sposób nielegalny. To przedsiębiorca będzie musiał udowodnić, że jest niewinny. Organizacje zrzeszające przedsiębiorców jasno wyraziły swój sprzeciw wobec takich propozycji MS.

Ideologia w czasie pandemii

Koronawirus

 
W związku z panującą pandemią COVID-19 zebrało się kilka tematów, o których warto napisać.

 

„Mądrości” po feministycznej stronie

W Hiszpanii 8 marca zorganizowano feministyczną manifestację, w której wzięło udział około 120 tys. ludzi. Wszystko to w Madrycie w głównym ognisku wirusa, gdzie już wówczas było ponad tysiąc przypadków zakażenia koronawirusem. Socjalistyczny rząd sam namawiał do uczestnictwa w marszu, jednocześnie ukrywając dane o zakażeniach. A na samym marszu feministki przedstawiały hasła typu: „heteropartiarchat zabija bardziej niż koronawirus”, całkowicie lekceważąc zagrożenie.

W tym samym dniu odbywały się także mecze piłkarskie i inne wiece polityczne (w tym partii Vox). Jednak żaden nawet nie zbliżył się pod względem liczebności do marszu ponad 100 tys. osób przemierzającego ulice Madrytu. Poza tym, te imprezy masowe się odbyły właśnie dlatego, że rząd zataił informacje o liczbie zakażeń, pozostawiając ludzi w nieświadomości. Od tamtej pory liczba zarażeń zaczęła wzrastać w szybkim tempie, Hiszpania stała się jednym z najdotkliwiej dotkniętych koronawirusem krajów.

 
Kolejna sprawa, po feministycznej stronie pojawiła się narracja, że wirus „bardziej uderza w kobiety”, jako że to one stanowią większość pracowników personelu medycznego (zwłaszcza wśród pielęgniarek) i częściej zajmują się pracami domowymi. Tymczasem, przez koronawirusa umiera więcej mężczyzn, mężczyźni spędzają więcej czasu na pracy poza domem ponoszą większe ryzyko, to oni głównie pracują jako dostawcy etc., a co do personelu medycznego, to przecież wśród lekarzy jest tylko nieznaczna przewaga kobiet, mężczyźni częściej pracują też jako ratownicy medyczni i diagności laboratoryjni. Tą absurdalną feministyczną narrację dobrze punktuje Janice Fiamengo w poniższym filmie.

 
Kolejna rzecz, w ostatnim czasie znowu polskie feministki ogłosiły „piekło kobiet”. Wszystko przez obywatelski projekt Kai Godek o zaostrzeniu prawa aborcyjnego, który został podjęty w maksymalnie odległym terminie… i został praktycznie zatrzymany już przy pierwszym czytaniu. Dokładniej trafił do „sejmowej zamrażarki”. Osobiście dokładnie tego się spodziewałem. Powtarzam to od 4 lat, PIS nie chce zaostrzać prawa w tej kwestii, wszelkie takie projekty był obywatelskie, partii rządzącej zwyczajnie nie na rękę. Pamiętam jak pisałem to tym w jednej z forumowych dyskusji i słyszałem pytania, „czy jestem jasnowidzem?”. Otóż nie jestem jasnowidzem, a po prostu umiem liczyć, wystarczy sprawdzić ilu posłów było przeciwko takim rozwiązaniom, żeby wiedzieć, że takie inicjatywy nie mają szans powodzenia. Oczywiście trzeba protestować przeciwko projektom, które uważamy za złe. Jednak głoszenie haseł o „piekle kobiet”, „drugim Salwadorze” i ogłaszanie kolejnej żałoby narodowej z powodu projektu, który nie ma szans wejść w życie tak jakby już obowiązywał jest zwyczajnie przesadzone.

Kolejna sprawa, to pewna dysproporcja medialna, o proteście przeciwko projektowi o aborcji, który okazał się burzą w szklance wody mówiły wszystkie stacje, o trwającym ponad 2 tygodnie strajku przedsiębiorców (więcej o nim trochę później) nie mówi praktycznie nikt poza mediami społecznościowymi i niektórymi niszowymi mediami internetowymi. Czemu tak jest? Pewnie to dlatego, że żyjemy w patriarchacie.

 

Rząd PIS, czyli studium niekompetencji

Obecny rząd naciska na przeprowadzenie wyborów, chociaż już 20 państw przełożyło wybory z powodu pandemii. Jednocześnie wprowadził szereg przesadnych i często absurdalnych obostrzeń takich jak zakaz wychodzenia z domu dla osób poniżej 18 lat (w tym 16, 17-latków), zachowywanie 2 metrów odstępu od siebie na ulicy nawet przez domowników, np. małżonków, którzy na co dzień śpią razem w jednym łóżku, czy zakaz wchodzenia do lasu.

Co do ochrony kraju przed skutkami gospodarczymi. Reakcją na napisaną na kolanie tarczę antykryzową było powstanie strajku przedsiębiorców, w chwili obecnej publiczna grupa na FB ma już 180 tys. fanów. Udało się przeprowadzić dwie samochodowe manifestacje, 31 marca i 15 kwietnia. Więcej informacji o tej inicjatywie można posłuchać tutaj i tutaj.

 

Koronawirus nie może być pretekstem do izolowania dzieci od ojca

Wraz z epidemią pojawiło się zjawisko wykorzystywania koronawirusa jako pretekstu do stosowania alienacji rodzicielskiej. Tymczasem o ile drugi rodzic nie jest objęty kwarantanną, a sam kontakt przebiega z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, nie ma żadnego uzasadnienia, żeby taki kontakt się nie odbył, a postanowienie sądowe dalej obowiązują. To stanowisko potwierdza Ministerstwo Sprawiedliwości, Rzecznik Praw Dziecka, jak i opinie prawników.

Projekt ustawy o „natychmiastowej izolacji sprawcy od ofiary” – ignorancja rządu PIS

Natychmiastowa izolacja sprawcy od ofiary

 
Rząd PIS-u przedstawił niedawno projekt nowej ustawy antyprzemocowej, a w niej zapisy o „natychmiastowej izolacji sprawcy od ofiary”. Projekt ma następnie trafić pod obrady Sejmu. Pod tym linkiem można zapoznać się z jego treścią. Pozwolę sobie omówić jakie błędy popełniono w związku z przygotowaniem tej ustawy, a są naprawdę rażące.

 

Co jest nie tak z tą ustawą?

Ponieważ projekt był zapowiadany już w czerwcu ubiegłego roku, pisałem już o tym na blogu w poniższym artykule. Przypomnę w skrócie moje argumenty. Ustawa daje duże pole do nadużyć, wykorzystywania fałszywych oskarżeń, a policjanci (w odróżnieniu od sądu czy choćby prokuratora) nie są na tyle kompetentni aby podejmować decyzję o nakazie opuszczenie mieszkania przez rzekomego sprawcę, nie mają też zwyczajnie możliwości przeprowadzenia „procesu na miejscu”.

Co więcej nowe przepisy nie są w ogóle potrzebne, gdyż już teraz policja może zatrzymać sprawcę na 48 godzin i przesłuchać, jeśli zachowuje się agresywnie i stanowi zagrożenia dla życia i zdrowia ofiary przemocy, mówi o tym art. 15a ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji (Dz. U. z 2016 r. poz. 1782). Policja ma również obowiązek zatrzymania sprawcy, jeśli przestępstwo przemocy w rodzinie zostało popełnione z użyciem niebezpiecznego przedmiotu lub zachodzi obawa, że ponownie popełni przestępstwo z użyciem przemocy wobec osoby, z którą mieszka, zwłaszcza jeśli popełnieniem tego przestępstwa grozi. Mówi o tym art. 244 § 1b k.p.k..

Już teraz możliwe jest także wydanie nakazu opuszczenie lokalu potencjalnemu sprawcy przemocy domowej przez sąd lub prokuraturę.

Jeśli sprawa jest poważna (wysokie prawdopodobieństwo winy oskarżonego), prokurator może skierować wniosek do sądu o tymczasowe aresztowanie podejrzanego (do 3 miesięcy) lub objęcie go dozorem policyjnym (dozór policyjny zamiast tymczasowego aresztowania jest możliwy tylko, jeśli podejrzany opuści wspólnie zajmowany lokal i wskaże swoje miejsce pobytu.

Kolejnym środkiem jaki może zostać zastosowany jest uzyskanie sądowego zakazu zbliżania się. Taki zakaz może zostać także wydany przez prokuratora jeszcze na etapie śledztwa, stosuje się go łącznie z nakazem opuszczenie lokalu.

 

Bezrefleksyjne powoływanie się na inne kraje

Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiając swój projekt próbuje powoływać się na rozwiązania z innych krajów: „Nowe przepisy wzorowane są na rozwiązaniach stosowanych z w innych krajach. „Przykładowo w Austrii policyjny nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę przemocy fizycznej obowiązuje już ponad 20 lat i wydawany jest na 14 dni. Podobny środek obowiązuje w Czechach. W Hiszpanii środki służące ochronie ofiar przemocy domowej stosowane są od ponad 10 lat. Obejmują m.in. nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę przemocy oraz zakaz kontaktowania się z ofiarami” – argumentowało MS”.

Nie zadali sobie jednak trudu aby dokładniej przeanalizować jakie skutki przyniosło to w wymienionych krajach. Zacznijmy od zastrzeżeń jakie do projektu ustawy przedstawiła Okręgowa Rada Adwokacka w Radomiu:

Zasadnicze wątpliwości budzi uprawnienie do wydawania czasowego nakazu/zakazu przyznane Policji.

Nie jest celowe ani zgodne z zasadą przyzwoitej legislacji mnożenie środków prawnych do osiągnięcia tego samego celu, które nie dość, że rozrzucone są w różnych aktach prawnych, to jeszcze ich zakresy przynajmniej częściowo pokrywają się.

Znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby stosowanie w wypadkach wymagających ochrony ofiary zatrzymania na 48 godzin, a w tym czasie sąd wydałby orzeczenie zgodnie z przepisami art. 5676 i n. k.p.c. Wszak w projekcie i tak przewidziano 48-godzinny termin do wydania postanowienia o zabezpieczeniu (projektowany art. 7552 § 3 k.p.c.), co oznacza, ze sędziowie orzekający w wydziałach będą musieli pełnić dyżury weekendowe i świąteczne, podobnie jak sędziowie z wydziałów karnych na wypadek orzekania o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Jeżeli bowiem wniosek wpłynie do sądu w piątek po południu, termin z projektowanego art. 755 2 § 3 k.p.c. upłynie w niedzielę po południu. Skoro tak, wydaje się również wskazane skrócenie tego terminu. do 24 godzin. Z uzasadnienia projektu wynika bowiem, że projektodawca rozważał właśnie wybór między terminami 24 – i 48 -godzinnym.

O ile w art. 257a § 5 k.p.k.. przewidziano przepis zapewniający sprawcy miejsce pobytu (wskazanie miejsca w placówce noclegowej), o tyle w projekcie brak takiego obowiązku. Mówiąc kolokwialnie, wskutek arbitralnej decyzji funkcjonariusza Policji człowiek może zostać w trybie natychmiastowym bez dachu nad głową na przykład na mrozie. Tymczasem przeciwdziałanie bezdomności jest jednym z konstytucyjnych obowiązków Państwa (art. 75 ust. 1 Konstytucji RP). Dlatego zatrzymanie na 48 godzin do czasu rozstrzygnięcia przez sąd jest również z tego punktu widzenia rozwiązaniem lepszym. Istnieje ogromne niebezpieczeństwo błędnych decyzji Policji, które trzeba ocenić przez pryzmat zasady proporcjonalności. Należy tu tylko skrótowo odwołać się do powszechnie znanych w psychologii i kryminologii zjawisk, jak odgrywanie roli ofiary przez sprawcę w celu korzyści osobistych (korzyści materialne, zemsta), mistrzowskie manipulowanie zwłaszcza przez osoby z osobowością histroniczną lub patologiczną albo mające zespół Muenchhausena. W literaturze psychiatrycznej doskonale opisano niezliczone przypadki skutecznego manipulowania przez osoby obciążone zespołem Muenchhausena i przeniesionym zespołem Muenchhausena, którego nie umieli wykryć niekiedy przez kilkadziesiąt lat wybitni lekarze specjaliści.

Brak w projekcie zagrożenia sankcją za składanie fałszywych zeznań wobec uczestników postępowania (innych niż osoba zgłaszająca w postępowaniu na podstawie art. 15ab ust. 1 ustawy o Policji), co tym bardziej może niekiedy zachęcać do celowych manipulacji.

Funkcjonariusz Policji w praktyce nie ma ani wiedzy psychologicznej, ani czasu na przeprowadzenie szczegółowego zbadania sprawy, ani często doświadczenia życiowego aby ocenić, kto jest rzeczywistym sprawcą i czy w ogóle miała miejsce przemoc. W projekcie przewidziano jedynie możliwość przesłuchania dorosłych, czyli w praktyce domniemanego sprawcy i ofiary, zaś przesłuchanie małoletnich ma być wyjątkiem. Sąd w postępowaniu przewidzianym w projekcie w przepisach art. 567 6 in. k.p.c. będzie miał zaś pełen wachlarz środków dowodowych, w tym opinie biegłych, przesłuchanie małoletnich, a także nie będzie działał w warunkach presji czasowej i emocjonalnej, tak jak wezwany na interwencję funkcjonariusz Policji. Presja ta zaś będzie, gdyż w art. 15ab ust. 6 ustawy o Policji w projekcie jest mowa o powinności natychmiastowego wydania nakazu/zakazu.

Istnieje wątpliwość co do zgodności z Konstytucją przyznania Policji uprawnienia do wydawania nakazu/zakazu, zwłaszcza z art. 45 ust. 1 i art. 64 ust. 1 i 3 Konstytucji RP (a także analogicznymi przepisami rzymskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, tj. art. 6 i art. 1 Pierwszego Protokołu Dodatkowego), zarówno w sytuacji gdy nakaz/zakaz dotyczy współwłaściciela, jak i osoby korzystającej z lokalu na podstawie innego tytułu. Przypomnieć bowiem trzeba, że art. 1 Pierwszego Protokołu Dodatkowego do EKPCz chroni na przykład też najemców.

Analogia do rozwiązania austriackiego jest o tyle nie w pełni przekonująca, że austriacka Federalna Ustawa Konstytucyjna (Bundes-Verfassungsgesetz) nie ustanawia prawa do sądu będącego odpowiednikiem naszego art. 45 Konstytucji RP. W art. 10 zastrzeżono jedynie, ze uregulowanie wymiaru sprawiedliwości należy do ustawodawstwa federalnego. Nieliczne przepisy o charakterze gwarancyjnym, jak gwarancje jawności i ustności postępowania (art. 90.1.) i niezależności, sądów od administracji (art. 94.1) nie kreują prawa do sądu o treści, jak. w naszej Konstytucji. Można rzec, że polski standard ochrony praw człowieka i obywatela jest wyższy, niż austriacki. Tak więc zaadaptowanie instrumentu prawnego z Austrii rodzi wątpliwości co do zgodności z wzorcem konstytucyjnym w Polsce. Niezależnie od powyższego, omawiany środek prawny bywa krytykowany w doktrynie austriackiej (por. np. M. E. Eicke, D/e polizeiliche Wohnungsverweisung bej Musi/cherGewalt. Eine vergleichende Untersuchung des Polizeirechts der Under in Deutschlan Schriften zum Óffentlichen Recht (SÓR), Band 1095/2008, s. 322; J. Ph. Seibert, R. A. Kohal, D/e polizelliche Wohnungsverweisung und das Rackkehrverbof zum Schulz vor hauslicher Gewalt zu den Normierungen e/ner Standardbefugnis und dam/t verhundenen rechtsdogmatischen Fragen, opublikowane online https://www.degruyter.com/view/j/jura.2019.41.issue-1/jura-2018-2009/jura-2018-2009.xml.

Lepszym rozwiązaniem byłoby stosowanie zatrzymania na 48 godzin i wydanie w tym czasie rozstrzygnięcia w zakresie nakazu/zakazu przez sąd. I tak przecież wydanie nakazu/zakazu przez Policję powinno następować jedynie w drastycznych wypadkach, kiedy istnieje potrzeba ochrony życia lub zdrowia ofiary – są to jednocześnie przesłanki do zastosowania zatrzymania przez Policję.

Czyli prawnicy podkreślają, że te przepisy stwarzają ogromne pole do nadużyć, wykorzystywania fałszywych oskarżeń, a policjanci nie posiadają wystarczającej wiedzy psychologicznej, ani czasu i możliwości do faktycznej oceny kto jest tak naprawdę sprawcą i czy w ogóle przemoc miała miejsce. Jednocześnie zauważają także, że w austriackiej konstytucji brakuje tak wysokiego standardu ochrony prawa do sądu, jak jest w polskiej konstytucji. A same przepisy są tam krytykowane ze względu na łamanie praw człowieka.

 
Jeszcze bardziej kuriozalne jest powoływanie się na Hiszpanię, gdzie podobne przepisy przyniosły tragiczne skutki, masę fałszywych oskarżeń i wiele ludzkich dramatów. Pisałem o tym dokładnie w tym wpisie. Możemy o tym także poczytać w artykułach zagranicznych: tutaj, tutaj i tutaj. Powstał również anglojęzyczny film dokumentalny, dostępny pod linkiem, a także wymowny raport o skutkach ustawy po pierwszych 8 latach jej stosowania. 

O skutkach hiszpańskiej „ustawy antyprzemocowej” możemy poczytać także po polsku w artykule Małgorzaty Wołczyk, polskiej dziennikarki, korespondentki i pasjonatki Hiszpanii, która bardzo dobrze zna realia panujące w tamtym kraju. A skutki to masowe wykorzystywanie fałszywych oskarżeń przy rozwodach (i nie tylko) i m. in. drastyczny spadek dzietności, jako że mężczyźni unikają związków z kobietami. Jak zauważa pani Wołczyk wszystko to jest robione dla kasy, 2270 stowarzyszeń feministycznych działa w samych tylko ośmiu małych prowincjach w powiązaniu z rządzącą PSOE pobierając miliardy euro dotacji z funduszy państwowych i unijnych. Zaledwie 2 proc. środków było wypłacanych rzeczywiście na rzecz poszkodowanych, maltretowanych kobiet, podczas gdy 98 proc. służyło obsłudze programów, szkoleń i wypłat dla członkiń tych stowarzyszeń. Przy okazji polecam także poczytać o aferze z Infancia Libre.

 

Sylwia Spurek lubi to

Projekt rządu o „natychmiastowej izolacji” pochwaliła na Twitterze Sylwia Spurek, przyznając, że kiedy składała taki projekt w czasie rządów SLD, wszystkie partie głosowały przeciw:

Spurek o Morawieckim

Spurek o SLD

Można by stwierdzić przewrotnie, że rząd PIS stał się bardziej skrajnie lewicowy i feministyczny niż rząd SLD. Zupełnie jakby byli Wiosną albo Partią Razem.

Facebookiem w swoich wrogów – czyli (niektórych) feministek metody działania w praktyce

Poetycka tablica seksistów

 
Dziś parę słów o bardzo niecnym procederze jaki praktykują pewne osoby z kręgów feministycznym. Otóż rzecz o wykorzystywaniu mediów społecznościowych do atakowania innych osób w imię swojej ideologii.

 

Maja Staśko listy pisze

Radykalna feministka Maja Staśko stworzyła na Facebooku (oraz Instagramie) „poetycką tablicę seksistów”. Polegało to na tym, że wymieniła z imienia i nazwiska polskich poetów, którzy rzekomo mieli dopuścić seksistowskich czynów. Wszystko to na podstawie anonimowych donosów od innych kobiet. Lista powstała bez żadnych dowodów, w dodatku oskarżonym nie przedstawiono nawet zarzutów o co są oskarżeni. Przypomina to do złudzenia motyw z książki „Proces” Franza Kafki.

Nieważne jakiego przewinienia miał dopuścić się wymieniony na liście poeta, ani czy w ogóle miało miejsce, a nie było efektem czyjejś złośliwości, fałszywego oskarżenia. Wina (nie wiadomo za co) została uznana z góry. Jak wynikło w dyskusji w komentarzach, niektórzy znaleźli się na liście za krytykę sukienki, czy polemikę w sprawie wiersza. W większości przypadków nie wiadomo w ogóle o co chodzi.

Staśko jednak oczekiwała od każdego przyznania się do „winy” i przeproszenia. Nie wiadomo nawet za co, ale masz przeprosić i już. Była nawet oburzona, że ludzie wymienieni przez nią na liście wystąpili wobec niej z pozwem o naruszenia dóbr osobistych

pozew

Poziom absurdu wywalił skalę w kosmos.

Jak widzimy na screenie poniżej, sama Staśko przyznaje, że jej działanie spotkało się z krytyką „mnóstwa” ludzi. I faktycznie, pod jej postem o „tablicy seksistów” pojawiło się wiele krytyczny komentarzy od internautów (spora część już usunięta, ale nie wszystkie):

krytyka Staśko

 
Pomimo tego, niezrażona Maja Staśko stworzyła drugą listę, „dziennikarską tablicę seksistów”. Kryterium tworzenia listy podobne, „co ludzie w komentarzach napiszą”. Tym razem na liście znalazły się również kobiety. Zdarzył się także pewien funny fact. Pierwotną wersję „listy seksistów” udostępniła na swoim profilu Karolina Korwin Piotrowska. Internauci wytknęli jej jednak hipokryzję, twierdząc, że sama powinna znaleźć się na tej liście, przytaczając jej seksistowskie i chamskie wypowiedzi wobec Edyty Herbuś, Michała Szpaka, Natalii Siwiec, Dody, Rafała Maślaka, Magdaleny Ogórek, czy Radka Pestki. I tak też się stało, Korwin Piotrowska dołączyła do tablicy seksistów.

Nadal jednak wiele nazwisk znalazło się na liście z przyczyn niejasnych. Ponownie metody działania Staśko nie spotkały się z aprobatą, i to nawet wśród samych feministek. Co więcej jak czytamy w przytoczonym wcześniej artykule na Wirtualnej Polsce większość z nich nie chciało skomentować sprawy, twierdząc, że… boją się Staśko, ze względu na jej mściwość i skłonność do uznawania za seksistę każdego kto nie popiera jej metod działania (co pokazuje, w jaki sposób mogły powstać obie listy).

Cytując:

Co ciekawe, o pomysłach Mai Staśko na walkę z seksizmem nie chciały z WP rozmawiać znane w środowisku feministki. Dwie z nich odmówiły komentarza. Jedna powiedziała, że po prostu „boi się Staśko, bo ona jest nieprzewidywalna i miała już z nią konflikt, a nie chce następnego„.

Inna autorka feministyczna, mówi WP anonimowo: – Seksizm jest zjawiskiem powszechnym, ale metoda publicznego napiętnowania znanych osób na podstawie anonimowych doniesień to słaby pomysł na jego likwidację. Jest to natomiast rewelacyjny sposób na skłócenie środowiska. I forma autopromocji. Maja Staśko jest w środowisku znana z tego, że biada każdej i każdemu, kto jej podpadnie. Masz wątpliwości co do jej metod? No to jesteś seksistą! To nie ma nic wspólnego z feminizmem! Nazwałabym to raczej rodzajem inkwizycji.

Jedynie Magdalena Środa zgodziła się na komentarz pod swoim nazwiskiem, stwierdzając, że Maję Staśko rozumie, ale jej metod nie popiera. Określiła ją mianem radykalnej feministki. Jeśli nawet prof. Środa określa kogoś mianem zbyt radykalnej feministki, to wiedz, że coś się dzieje. 🙂

 

Dr Sylwia Spurek pisze donosy do pracodawców i… chce naciskać na prawników?

Teraz coś o Sylwii Spurek, byłej Rzeczniczki od (nie)Równego Traktowania i obecnej europosłanki. Jak sama ostatnio oficjalnie przyznała, donosi pracodawcom na temat ludzi, którzy „hejtują” ją w sieci. Fakt, że bycie nazwanym amebą umysłową nie jest miłe, ale czy nie lepiej zwyczajnie zablokować taką osobę? Czy trzeba koniecznie lecieć z tym do pracodawcy tego człowieka. Pachnie to bardziej mściwością niż walką o zachowanie kultury wypowiedzi.

To nie wszystko. Pod wspomnianym w poprzednim akapicie postem Mai Staśko o tym, że została pozwana przez mężczyzn umieszczonych na „tablicy seksistów” Sylwia Spurek umieściła taki oto post:

Sylwia Spurek o prawnikach

Po co pani Spurek nazwiska prawników, którzy wzięli tę sprawę? Czy to ma być jakaś próba nacisków, czy zastraszenia? Trudno to jednoznacznie zinterpretować, ale wygląda to naprawdę niepokojąco.

 

Feminiskra hipokrytka

Feministyczna blogerka Feminiskra w kwietniu 2019 mocno oburzyła się wykopową akcją w sprawie facebookowej grupy „Dziewczyny bez tabu”. W skrócie polegało to na tym, że wykopowicze ujawnili kompromitujące posty z zamkniętej grupy, gdzie kobiety przyznawały się m.in. do zdrady w związku, co było następnie przekazywane zdradzonym partnerom.

No i w zasadzie byłoby OK, Feminiskra wyraziła swoje zdanie. Tylko, że kilka miesięcy później sama przyznała się do donoszenia partnerkom na temat postów, jakie panowie piszą na jej stronie. Trudno powiedzieć o co chodzi, ale same partnerki tych facetów nie dostrzegły niczego złego w ich wypowiedziach. Wszystko to możemy zobaczyć na screenie poniżej:

Feminiskra

 
Jakiś czas później Feminiskra doszła do wniosku, że donoszenie na kogoś jego bliskim to jednak nie jest dobry pomysł, lepszym wyjściem byłoby doniesienie pracodawcy:

Feminiskra 2

Sprawa Johnny’ego Deppa i Amber Heard – aktualizacja

Amber Heard przyznaje się do stosowania przemocy

 
O tej sprawie pisałem już w tym tekście. Dla przypomnienia w skrócie: Amber Heard w trakcie rozwodu oskarżyła Johnny’ego Deppa o stosowanie przemocy. Jednak aktor zebrał obszerny materiał dowodowy wskazujący, że to on był ofiarą przemocy ze strony kobiety. Teraz dowody te w formie nagrań zaczynają wychodzić na światło dzienne.

 

Zakłamanie Amber Heard i ruchu #MeToo

Oskarżenia Amber Heard od początku wyglądały na podejrzane. W obronie Deppa stanęła jego poprzednia partnerka Vanessa Paradis, twierdząc, że nie jest on agresywny, w czasie ich 14-letniego związku nigdy nie poniósł na nią ręki oraz, że jest „wrażliwy i kochający”. Za to Amber Heard była już w przeszłości aresztowana za publiczne pobicie swojej ówczesnej partnerki Tasy Van Ree. Wątpliwości co do oskarżeń Heard miała nawet jej przyjaciółka, Laura Divenere, twierdząc że tuż po rzekomym pobiciu, aktorka nie miała żadnych śladów doświadczenia przemocy.

Mimo to, po oskarżeniu Deppa o przemoc, Heard szybko stała się ikoną ruchu #MeToo. Została nazwana Czempionką Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych. Mianowano ją ambasadorką praw kobiet w American Civil Liberties Union, a L’Oreal Paris zrobił ją swoją globalną ambasadorką marki. Z kolei kariera Johnyy’ego Deppa wyhamowała.

 
W niedawnym czasie wyszło na jaw jednak nagranie, w których Amber Heard przyznaje się do stosowania przemocy wobec Johnny’ego Deppa. A także nagranie, w którym wyśmiała go, gdy miał zamiar powiedzieć przed sądem, że był ofiarą przemocy, twierdząc, że sąd i ławnicy będą po jej stronie, gdyż jest kobietą.

– Powiedz światu, Johnny, powiedz im… Ja, Johnny Depp, mężczyzna, ofiara przemocy domowej… i sprawdź, jak wiele osób w to uwierzy i stanie po twojej stronie – mówiła Heard na opublikowanym nagraniu.

– Jesteś ode mnie większy i silniejszy… Ja byłam 52-kilogramową kobietą… Zamierzasz stanąć przed sądem i powiedzieć: „Ona to zaczęła”? Serio? – mówiła Heard przed finalnym rozstaniem.

– Nigdy nie byłam w stanie przewyższyć cię siłą… Sąd i ławnicy będą widzieli ogromną różnicę między nami – dodała ówczesna żona Deppa, która zrobiła z niego w mediach damskiego boksera, a z siebie ikonę ruchów feministycznych.

Tymczasem kiedy oskarżała Deppa o przemoc twierdziła, że:

Zacznijmy od prawdy, zimnej, twardej prawdy. Kiedy kobieta wychodzi z ukrycia, by mówić o swoim cierpieniu, niesprawiedliwości – zamiast pomocy, szacunku i wsparcia, spotyka się z wrogością, sceptycyzmem i wstydem. Jej motywy są kwestionowane, a prawda ignorowana. Bez względu na to, jak okropna lub przerażająca może być przeżywana trauma, prawda jest taka, że blednie w porównaniu z tym, co stanie się później. Nic dziwnego, że tak wiele z nas uważa, że musimy zachować ciszę lub zadbać o własne bezpieczeństwo, starając się zachować naszą godność poprzez ciche przetrwanie. Strach przed ostracyzmem ze strony społeczności jest najbardziej przerażającą perspektywą na świecie. Ale jestem tutaj, aby powiedzieć, że nie ma potrzeby dokonywania tak okropnej wymiany. Niełatwo jest podnieść głos, stanąć w obronie siebie i swojej prawdy i zrobić to samej, ale nasz świat się zmienia. Stojąc ramię w ramię jako kobiety, stanowimy ogromną armię głosów i nie możemy dłużej akceptować ciszy.

 
Ten uderzający przykład hipokryzji jest doskonałą laurką ruchu #MeToo i współczesnego feminizmu: Mów, że jesteś ofiarą, kiedy jesteś sprawcą, mów że jesteś dyskryminowana, kiedy doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś na pozycji uprzywilejowanej. 

 
Nagrania dowodzące, że Amber Heard była sprawczynią przemocy można odsłuchać m.in. pod tym linkiem.

 

Justice for Johnny Depp

Po wyjściu na jaw przemocy wobec Johnny’ego Deppa, wielu internautów postanowiło wyrazić swoje wsparcie dla aktora.  Dlatego powstał hasztag #JusticeForJohnnyDepp. Zachęciło to także niektórych mężczyzn do opowiedzenia swojej historii, doświadczenia przemocy domowej i niesprawiedliwości systemu.

Pierwsze wyroki po akcji #MeToo

Finał #MeToo

 
Akcja #MeToo zaczęła się dwa lata temu. Póki co wciąż nie doczekaliście słownie jednego przypadku, żeby ktokolwiek z oskarżonych został skazany prawomocnym wyrokiem po udowodnieniu mu winy. Zamiast tego nagromadziło się trochę pierwszych wyroków za pomówienia, fałszywe oskarżenia oraz spraw zakończonych uniewinnieniem.

 

Czołowe aktywistki #MeToo skazane za pomówienia

We wrześniu br. Sandra Muller, dziennikarka, która zapoczątkowała francuską wersję #MeToo została skazana za zniesławienie mężczyzny, którego oskarżyła o molestowanie. Musi z tego tytułu zapłacić 20 tys. euro – 15 tys. w ramach odszkodowania i 5 tys. euro zwrotu kosztów sądowych. Gdy decyzja będzie prawomocna, Muller będzie musiała również na Twitterze oraz w dwóch tytułach prasowych zamieścić odpowiednie komunikaty w tej sprawie.

W grudniu br. Cissi Wallin, inicjatorka szwedzkiego #MeToo została skazana za pomówienie o gwałt znanego publicysty Fredrika Virtanena. Zgodnie z wyrokiem ma ona zapłacić 5 tys. koron grzywny (475 euro), a także wypłacić dziennikarzowi odszkodowanie w wysokości 90 tys. koron (8,5 tys. euro).

 

Aktorzy i inni celebryci oczyszczeni z zarzutów

Z zarzutów molestowania lub gwałtu zostali oczyszczeni m.in. Kevin Spacey, Morgan Freeman, Ed Westwick, Neymar, Cristiano Ronaldo.

 

„Papierowi feminiści” oczyszczeni z zarzutów, jedna z autorek tekstu na CF przeprasza

Jakub Dymek i Michał Wybieralski, czyli lewicowi publicyści oskarżeni w ramach artykułu na Codzienniku Feministycznym zostali w styczniu 2019 roku oczyszczeni z zarzutów (kolejno o gwałt i molestowanie). Następnie w ramach ugody jedna z autorek tekstu, Agnieszka Ziółkowska, publicznie przeprosiła Jakuba Dymka za pomówienie, o czym pisałem w tym wpisie.

 

Harvey Weinstein zawiera ugodę z „ofiarami”

Na koniec chyba jedyna sprawa w ramach #MeToo, w której mogło być coś na rzeczy. Reżyser Harvey Weinstein oskarżony o przemoc seksualną wobec kilkudziesięciu kobiet zawarł ugodę, według której nie musi się do niczego przyznawać, ani za nic przepraszać, tylko wypłacić odszkodowanie 25 mln dolarów do podziału na wszystkie ofiary. A właściwie zrobi to wytwórnia Weinstein Company, z której został wyrzucony już dwa lata temu.

Jeśli był niewinny, oznacza to, że od początku chodziło tylko o wyłudzenie pieniędzy. Jeśli był winny, ruch #MeToo również ponosi porażkę, nie dając praktycznie żadnych wymiernych efektów. Zadajmy sobie również pytanie: Czy to nie dziwne, że każda z kilkudziesięciu ofiar zgodziła się na ugodę i wzięcie pieniędzy, i żadnej nie zależało na ukaraniu sprawcy?

 
Pozwolę sobie przytoczyć bardzo trafny komentarz, jaki można znaleźć na FB pod tym newsem:

Czyli jest to gwóźdź do trumny ruchu #metoo, potwierdzający, że ruch ten więcej zaszkodził, niż komukolwiek pomógł — a nawet można się pokusić o „strzał”, że bardziej pomógł sprawcom lub rzekomym sprawcom, niż prawdziwym lub udawanym ofiarom. Mówię to jako rozgoryczona kobieta, która od zawsze kibicowała zaniedbywanym ofiarom molestowania.

Podsumujmy — w ramach akcji #metoo praktycznie nie skazano ŻADNEGO z oskarżonych facetów. Natomiast kobiety, które były rzekomymi ofiarami i które oskarżały, dziś są skazywane za pomówienia (i mowa tu o liderkach tego ruchu, takich jak Sandra Muller we Francji, Cissin Wallin w Szwecji i teraz niejako „głowa hydry”) albo, co jest chyba największą ironią w dziejach, płacą setki tysięcy dolarów ofiarom, które same molestowały (sprawa propagującej #metoo Asi Argento, która zapłaciła odszkodowanie nastolatkowi, którego wykorzystała seksualnie).

Bogaty krezus Harvey Weinstein przekupił za „grosze” (dla niego to naprawdę grosze) całe rzesze oskarżających go kobiet i uniknął odpowiedzialności karnej. Nie tak dawno wycofano też WSZYSTKIE zarzuty wobec Kevina Specey’ego, któremu przez ostatnie lata szmatławce niszczyły życie, a gdy przyszło co do czego, okazało się, że nie ma żadnych dowodów, które w tajemniczy sposób „znikały”.

Proszę, nie zrozumcie mnie źle — naprawdę na początku kibicowałam ruchowi MeToo — ale niestety okazał się on większym oszustwem, niż rzekome (i pewnie w niejednym przypadku faktyczne) molestowanie procederem. Nie mówiąc już o tym, że szereg fałszywych lub niepotwierdzonych oskarżeń wysnuwanych przez kobiety doprowadził tylko do pogorszenia ich sytuacji zawodowej — według najnowszych badań dramatycznie spadł odsetek właścicieli firm lub osób na stanowiskach kierowniczych, którzy są chętni zatrudniać kobiety — po prostu nie chcą być bezpodstawnie oskarżeni o molestowanie przez byle pierdołę, bo wiedzą, że zanim dojdą swoich racji w sądzie, to szmatławce szargają im dobre imię.

Darujmy sobie całe to MeToo i zapomnijmy o tym.

Mainstream też czasem potwierdza to, o czym piszę na blogu

Mainstreamowe media

 
W poprzednim artykule pisałem o ludziach świata nauki potwierdzających wiele kwestii, które poruszam na blogu. Dziś będzie o tym, że czasem nawet mainstreamowe media, które raczej rzadko podejmują się tematu dyskryminacji mężczyzn, jednak czasem potrafią przyznać, że taki problem istnieje.

 

TVN

W telewizji śniadaniowej „Dzień Dobry TVN” został poruszony temat przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn. Z kolei na antenie TVN24 pojawił się reportaż o dyskryminacji ojców i problemie alienacji rodzicielskiej.

 

Newsweek

Newsweek opublikował m. in. artykuł o tym, że przemoc nie ma płci, tekst na temat gwałtów na mężczyznach, a także podjął się tematu fałszywych oskarżeń o molestowanie dziecka przy sprawach okołorozwodowych.

 

Gazeta Wyborcza

To dla wielu pewnie niespodzianka, jako że GW wręcz promuje tematykę profeministyczną i można w niej odczuć negatywny stosunek np. do organizacji ojcowskich. A jednak znalazło się parę wyjątków. Np. całkiem niedawno pojawił się artykuł o dyskryminacji ojców, a jeszcze wcześniej artykuł o przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn. W starszych artykułach, możemy także znaleźć wywiad z seksuologiem i biegłym sądowym na temat pedofilii wśród kobiet.

 

Wirtualna Polska

Portal WP także pochylił się w niedawnym czasie nad problemem dyskryminacji ojców w sądach rodzinnych. Ukazał się w nim także tekst o Społecznym Rzeczniku Praw Mężczyzn i jego krytyce Sylwii Spurek.

 

NaTemat

Na portalu NaTemat możemy znaleźć m. in.: wywiad z Społecznym Rzecznikiem Mężczyzn, artykuł o przemocy wobec mężczyzn, a także ogólne ujęcie tematu dyskryminacji mężczyzn. Odnotujmy, że ostatni wspomniany artykuł został napisany przez feministyczną dziennikarkę, która postanowiła pochylić się także nad problemami płci męskiej.

 

I inni

Na portalu Polsat News możemy znaleźć artykuł o samobójstwach w Polsce, a w nim informacje, że nasz kraj jest pod tym względem na 3 miejscu w UE oraz, że zdecydowaną większość samobójstw popełniają mężczyźni.

Portal Money.pl podaje nam wyliczenia, według których to mężczyźni są dyskryminowani przez system emerytalny.

Oko.press wspomina o dyskryminacji mężczyzn w refundacji leków na osteoporozę.

Na portalu Vice.com możemy przeczytać rozbudowany artykuł na temat męskich ofiar gwałtów ze strony kobiecych sprawców

 
To tylko niektóre przykłady, które można znaleźć nie tylko na portalach internetowych czy prasie drukowanej. Tematykę np. dyskryminacji ojców, alienacji rodzicielskiej, oszukania na ojcostwie czy fałszywych oskarżeń można od czasu do czasu spotkać także np. w „Sprawie dla reportera” w telewizji publicznej, czy też w programach polsatowskich, takich jak „Interwencja” czy „Państwo w państwie”.

Eksperci potwierdzają to, o czym piszę na blogu

Eksperci

 
Skąd możecie wiedzieć, że to o czym piszę jest godne uwagi, a nie jest po prostu szukaniem potwierdzenia pod z góry przyjęte tezy? Dzisiejszym wpisem postaram się udowodnić, że czerpię wiedzę z zupełnie niezależnych i rzetelnych źródeł, a nie np. tylko z innych witryn o tematyce MRA. A przynajmniej to, że istnieje niemałe grono ekspertów potwierdzających co najmniej widoczną część kwestii, które poruszam na blogu.

 

Eksperci z Polski

Zacznę od prof. Zbigniewa Lwa Starowicza, czyli jednego z najlepszych i najbardziej znanych polskich seksuologów, psychiatrów i biegłych sądowych. Niejednokrotnie powoływany na Prezesa Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej, a także były lider programu edukacji seksualnej Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Prof. Lew Starowicz potwierdza m.in. to, że przemoc seksualna wobec mężczyzn ze strony kobiecych sprawców zdarza się częściej niż powszechnie wydaje. Jak wyznaje w wywiadzie dla Newsweeka, sam niejednokrotnie spotkał się w swojej karierze z mężczyznami, którzy doświadczyli właśnie tej formy przemocy. Pan profesor potwierdza również, to że pedofilów płci żeńskiej jest także więcej niż zwykło się przypuszczać. Przy okazji tę kwestię potwierdza także inny doświadczony seksuolog i biegły sądowy Krzysztof Korona.

Starowicz zwraca też uwagę na problem fałszywych oskarżeń o molestowanie dziecka w sprawach okołorozwodowych, podając, że odsetek fałszywych oskarżeń stanowi tu co najmniej 30%. Jak widzimy w artykule, potwierdzają to także inni eksperci, jak dr Barbara Gujska i dr Ewa Milewska.

 
Kolejną osobą, którą warto wymienić jest prof. Brunon Hołyst, czyli jeden z najbardziej znanych polskich kryminologów. We wcześniej wspominanym wywiadzie dla Newsweeka, Brunon Hołyst obok Lwa Starowicza również potwierdza, że mężczyźni padają ofiarami gwałtów ze strony kobiecych sprawców, częściej niż się można by przypuszczać na pierwszy rzut oka.

Prof. Brunon Hołyst poruszył także kwestię fałszywych oskarżeń o gwałt. W taki sposób skomentował sprawę „Wampira z Zielonej Góry”, gdzie kilkanaście kobiet zmyśliło historię o gwałcie, przez co policja szukała seryjnego gwałciciela, który nie istnieje: (Po co więc kobiety składały takie zeznania?) „Dla osiągnięcia pewnej satysfakcji, że są ofiarami gwałcicieli, że mogą zaistnieć w percepcji społeczeństwa miejscowego, że ta sprawa doda im jakiejś chwały”.

 
W tej sprawie jak i ogólnie w temacie fałszywych oskarżeń o gwałt wypowiedziała się także Ewa Pachura, naczelnik wydziału dochodzeniowo – śledczego KWP w Gdańsku. Poniżej fragment z tą panią z Gazety Wyborczej:

„- Śledztwo trwa, więc nie mogę mówić o tej konkretnej sprawie, ale jest jeszcze druga strona medalu. Należy pamiętać, że nie każdy czyn na tle seksualnym to gwałt. Jeżeli osoba dorosła uprawia seks i nie potrafi powiedzieć, czy wobec niej zastosowano przemoc albo grożono jej lub wprowadzono w błąd, to znaczy, że nie ma przestępstwa. Bo wśród zgwałceń – co też trzeba sobie jasno powiedzieć – jest dużo zgwałceń fikcyjnych. I policjant przyjmujący zawiadomienie musi to ocenić. I przyznaję – zdarza się, że się pomyli.

-Co skłania do złożenia fikcyjnego zawiadomienia?

– To są bardzo różne przypadki. Przez ponad 20 lat pracy spotkałam się np. z kobietami, które uprawiały seks za swoją zgodą, ale następnego dnia bardzo tego żałowały. I wyrzuty sumienia zaprowadziły je na komisariat. Tak to sobie wytłumaczyły. Sporo jest też przypadków, gdy kobieta uprawia seks z przypadkowym mężczyzną i w obawie przed ciążą zgłasza zgwałcenie, bo wtedy może dokonać aborcji. Jest też cały szereg różnych i nie do końca zrozumiałych powodów, jak zbyt późny powrót do domu. Spotkałam się też z tak absurdalnymi sytuacjami, jak zniknięcie na kilka dni, a potem przekonywanie, by wytłumaczyć się przed rodzicami, że było się przetrzymywaną na Półwyspie Helskim, a to zwykła balanga była. Dlatego policjant, przy tym pierwszym kontakcie, musi ocenić. Ale ta ocena oczywiście nie zawsze jest trafna. Pamięta pani te słynne seryjne zgwałcenia z okolic Zielonej Góry w 2010 r.?

-Doszło niemalże do psychozy, kobiety rozklejały rysopisy „wampira”.

Potem okazało się, że ok. 50-60 proc. zgwałceń była fikcyjna, a tam, gdzie doszło do przestępstwa, nie chodziło o tego samego sprawcę. Jak się ukazały pierwsze informacje w mediach, część kobiet chciała zaistnieć, inne wytłumaczyć swoją nieobecność w domu, a pewna grupa z tych, które kłamały, nie była nawet w stanie podać sensownej przyczyny.

-Teraz wychodzi na to, że to kobiety ponoszą odpowiedzialność za niski odsetek zgłoszonych zgwałceń, a tak nie jest.

– Absolutnie. Chcę także podkreślić, że odpowiedzialność za zgwałcenie zawsze ponosi gwałciciel. Prawda jest jednak taka i warto także o tym mówić, że przez dużą skalę fikcyjnych zgłoszeń, gdy przychodzi ofiara prawdziwego gwałtu, nie posiada śladów przemocy, jej relacja nie jest spójna, może zostać odebrana jako niewiarygodna„.

 
Kolejnym na liście wartych do wymienienia jest Marian Cabalski, jego promotorem przy pracy doktorskiej był wcześniej wspomniany prof. Brunon Hołyst. Cabalski jest autorem książki „Przemoc stosowana przez kobiety. Studium kryminologiczne”, będąca bardzo profesjonalnym opracowaniem tego tematu tabu. W samej tylko kwestii przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn autor zawarł tyle badań z różnych krajów świata, że ja osobiście, żeby je przedstawić na blogu musiałem podzielić artykuł na całe pięć części, a i tak nie wymieniłem wszystkich z nich. Książkę pozytywnie zaopiniował sam Brunon Hołyst, a także inni uznani badacze jak dr psychologii Katarzyna Korpolewska, czy profesorowie nauk prawnych Bogusław Sygit i Stanisław Pikulski.

 
Dr Aleksandra Piotrowska, uznana psycholog dziecięca potwierdza, że w Polsce mamy bardzo duży problem z alienacją rodzicielską, dyskryminacją ojców i fałszywymi oskarżeniami o molestowanie dziecka przy sprawach okołorozwodowych. Można o tym posłuchać w tej audycji radiowej, gdzie wystąpiła razem z ówczesnym Rzecznikiem Prawa Dziecka Markiem Michalakiem.

 

Eksperci z zagranicy

Martin S. Fiebert, psycholog społeczny z Kalifornijskiego Uniwersytetu Stanowego od ponad 30 lat przeprowadza systematyczny przegląd amerykańskich i międzynarodowych badań dotyczących problematyki przemocy stosowanej przez kobiety. W tym celu stworzył metaanalizę pt. References examining assaults by women on their spouses or male partners: An annotated bibliography. Opracowanie to obejmuje lata 1980–2012, omawiając 286 badania akademickie, 221 sondaży zrealizowanych przez inne podmioty niż uczelnie wyższe oraz 65 analizy i recenzje na ten temat. Wspólnym mianownikiem komentowanych przez M.S. Fieberta komunikatów naukowych jest teza, że kobiety w relacjach ze swoimi małżonkami i partnerami dopuszczają się przemocy fizycznej, a nawet bywają bardziej agresywne niż mężczyźni. Łączna wielkość próby we wszystkich przywołanych przez M.S. Fieberta badaniach przekroczyła już całe 369 800 osób.

 
Do podobnych wniosków doszedł w swoich badaniach także Murray A. Strauss, dyrektor Laboratorium Badań nad Rodziną Uniwersytetu New Hampshire (Family Research Laboratory University of New Hampshire). Temat przemocy w rodzinie bada od lat 80-tych, należąc do grona największych ekspertów na świecie.

 
Erin Pizzey, to prawdziwa prekursorka walki z przemocą domową w współczesnych czasach i założycielka pierwszego schroniska dla kobiet doświadczających przemocy domowej w Chiswick w 1971 r.. Od początku wiedziała, że kobiety potrafią być równie agresywne jak mężczyźni. Dlatego równoległe starała się pomagać również męskim ofiarom przemocy w związkach. Pisałem o niej w poniższym artykule.

 
Lenore E. Walker, to amerykańska psycholog i ekspertka w dziedzinie przemocy domowej, która jako pierwsza opisała tzw. cykle przemocy w rodzinie oraz wprowadziła wiele pojęć w tym temacie jak syndrom maltretowanej żony. Chociaż zajmuje się głównie przemocą wobec kobiet, jest świadoma, że przemoc dotyka również mężczyzn. W swojej najbardziej znanej książce pt. „The battered woman syndrome” wspomina o swoich badaniach według których jedna na cztery kobiety, żyjące w trwałych związkach z mężczyznami „odwoływała się do przemocy fizycznej, aby dostać to, czego chciała”.

 
Suzanne Steinmetz, amerykańska profesor socjologii i zasłużona ekspertka w dziedzinie przemocy domowej jest także autorką określenia „syndrom maltretowanego męża”. W swojej książce „The battered husband syndrome” podała, że w Stanach Zjednoczonych co roku około 250 tysięcy mężów jest maltretowanych przez żony. Jej zdaniem mężczyźni równie często jak kobiety padają ofiarą przemocy w rodzinie.

 
Michele Elliott, to znana i ceniona brytyjska psycholog dziecięca specjalizująca się w temacie przemocy seksualnej wobec dzieci. Jest również założycielką Kidscape, organizacji charytatywnej zajmującej się ochroną dzieci przed przemocą, której programy nauczania trafiają do tysięcy szkół i innych organizacji. Za swojej zasługi dla pomocy dzieciom Michele Elliott odbierała z rąk brytyjskiej królowej Order Imperium Brytyjskiego. Jako „ostatnie tabu” w temacie przemocy seksualnej wobec dzieci uznała pedofilię wśród kobiet, która występuje częściej niż się zwykło przypuszczać, przez co pedofilki dłużej działają niezauważone. Poniżej wywiad z nią z polskimi napisami:

 

Organizacje międzynarodowe

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) 25 maja 2019 r. zaktualizowała Międzynarodową Klasyfikację Chorób (ICD-11), uwzględniając w niej problem alienacji rodzicielskiej. Kod alienacji rodzicielskiej w klasyfikacji chorób ICD-11 wydanej przez WHO to: QE52.0 (Caregiver-child relationship problem) i QE52.1 (Loss of love relationship in childhood).

 
Z kolei Europol rozpoczął w ostatnim czasie kampanię pt. „zbrodnia nie ma płci”, przypominającą, że wśród najbardziej poszukiwanych przestępców są także kobiety, które nie różnią się zbytnio w swoim postępowaniu od przestępców płci męskiej.

Absurdalna i groźna kampania Amnesty International

Amnesty International

 
Amnesty International określająca się jako organizacja walcząca o prawa człowieka wystartowała ostatnio z kampanią „Tak to miłość”, propagując zmianę definicji gwałtu jako „braku zgody” i potrzebie pytania o seks za każdym razem. Dlaczego jest to złe podejście, a polskie prawo już teraz uwzględnia każdy rodzaj przemocy seksualnej (art. 197 KK – użycie przemocy lub podstępu, art. 198 KK – wykorzystanie bezradności, art. 199 KK – wykorzystanie zależności) pisałem już dokładnie w artykule „Seksistowskie definicje gwałtu w feministycznych propozycjach”. W tym tekście skupię się głównie na argumentach podawanych przez samą AI i na ogólnej działalności tej organizacji.

 

Polemika z argumentami Amnesty International

Organizacja zamieściła na swojej stronie listę odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania w związku z kampanią. Nie ma tu miejsce na omówienie wszystkich punktów, skupię się tylko na tych, które tyczą się tematyki bloga.

W punkcie pierwszym AI tłumaczy dlaczego skupia się na kobiecych ofiarach, podając, że kobiety padają ofiarą przemocy seksualnej nieporównywalnie częściej niż mężczyźni. Nie podaje jednak na to żadnego źródła. Badania FRA, które widzimy na stronie były przeprowadzane jedynie na kobietach, nie ma w nich żadnej analizy porównawczej pod względem płci. Tymczasem najnowsze badania wykazują, że mężczyźni padają ofiarami przemocy seksualnej niemal równie często jak kobiety. Przy okazji jednak AI przyznała, że autentyczny odsetek kobiet, będących ofiarami gwałtów to 1/20, a nie żadne 1/5 nieustannie przewijające się w feministycznych manipulacjach.

W punkcie czwartym AI twierdzi, że nowa definicja nie narusza zasady domniemania niewinności, jednak pomija możliwości nadużywania prawa. Tak jak stało się w Szwecji, gdzie 27-latek został skazany za „gwałt z nieostrożności” chociaż nic nie wskazywało na to, że kobiecie dzieje się krzywda, a nawet sama zdjęła majtki.

W punkcie piątym Amnesty twierdzi, że nie trzeba podpisywać umowy przed seksem, ale znowu pomija jak to działa w praktyce. W Szwecji, gdzie weszło prawo zgodne z propozycją AI, ludzie autentycznie zaczęli ściągać aplikację na telefon do wyrażania zgody na seks. A w wspomnianej wcześniej sprawie 27-latka, adwokat przyznał, że przy takich przepisach trzeba podpisywać pisemną zgodę, żeby uniknąć skazania, a koledzy po fachu się z nim zgadzają.

W punkcie szóstym AI twierdzi, że zgoda nie musi być wyrażona w sposób werbalny, jednak przez cały tekst przewija się zdanie „W razie wątpliwości, zapytaj”. Czyli nie dość, że sami sobie przeczą, to jeszcze stosują victim blaming w stosunku do ofiar fałszywych oskarżeń o gwałt. Powiedzieć „trzeba było się zapytać” ofierze fałszywego oskarżenia jest równie obrzydliwym jak powiedzieć do ofiary gwałtu: „trzeba było się tak nie ubierać”.

Punkt siódmy to już prawdziwe kuriozum. AI przyznaje wprost, że wprowadzenie ich pomysłów w życie w poszczególnych krajach zaskutkowało ściąganiem przez ludzi aplikacji do wyrażania zgody (widzimy od razu sprzeczność z punktem piątym), ale zamiast wyciągnąć z tego wnioski, brną w temat dalej. Mało tego, stwierdzają, że nawet zgoda wyrażona w aplikacji nie wystarczy, żeby nie móc zostać skazanym. W zasadzie patrząc na to, jak działa to w Szwecji, można mieć nawet nagranie z całym stosunkiem seksualnym, a sąd i tak może subiektywnie uznać, że zgoda nie została wyrażona wystarczająco jasno. Dlatego tak, to prawo to groźny absurd, który nigdy nie powinien powstać.

W punkcie ósmym Amnesty twierdzi, że nie ma dowodów, że fałszywe oskarżenia są powszechne, ani na to, że prawo oparte o brak zgody zwiększa liczbę fałszywych oskarżeń. Obie informacje są nieprawdziwe. Dowody na duży odsetek fałszywych oskarżeń o gwałt (40-65%) istnieją już od lat 80-tych, m. in. w badaniach: Dr Charles’a McDowella i Eugene’a J. Kanina. A najniższy możliwy odsetek fałszywych oskarżeń o gwałt oparty o wieloletnie statystyki zbierane przez FBI w oparciu o analizę DNA, to 25%.

Z kolei wpływ prawa o zgodzie na wzrost fałszywych oskarżeń widać na przykładzie Wielkiej Brytanii. Na początku 2015 r. Alison Saunders, feministka będąca dyrektorką Prokuratury koronnej zaczęła wydawać specjalne wytyczne dla policjantów i prokuratorów, aby za gwałt uważać każdy stosunek bez „świadomej zgody”. W efekcie w styczniu 2018 r. prokurator generalny Jeremy Wright zarządził aby wszystkie sprawy o gwałt z ostatnich lat zostały ponownie rozpatrzone. Wszystko ze względu na bardzo dużą liczbę fałszywych oskarżeń i skandaliczne błędny policji i prokuratury, które doprowadziły nawet do skazywania niewinnych ludzi. Pisałem już o tym, w tym artykule.

Z kolei w Szwecji problem ten istniał jeszcze nawet przed zmianą prawa, o czym swego czasu mówiła publicznie sama Pamela Anderson. Do tego wszystkiego Amnesty w ogóle nie odniosła się do faktu, jak takie prawo zmienia sytuację fałszywie oskarżonego, tj. o ile łatwiej jest mu trafić do więzienia za niewinność.

Punkty dziesiąty i jedenasty to dość wymijające odpowiedzi jak to prawo ma funkcjonować w praktyce, jak udowodnić, „brak zgody”?

I wreszcie w punkcie trzynastym Amnesty International przyznaje, że nie ma dowodów, na to, że to prawo pomaga ofiarom przemocy seksualnej. Czyli nie dość, że prawo jest szkodliwe i niesie ze sobą wiele zagrożeń, to jeszcze jest robione po nic.

 

Kontrowersje wokół Amnesty International

W związku z działaniem tej organizacji już wcześniej wiązało się wiele kontrowersji. W lutym 2019 r. cały zarząd Amnesty podał się do dymisji po opublikowaniu wyników audytu informującego o skandalicznych praktykach w tej organizacji. W 56-stronicowym raporcie przytoczono „niepokojącą” liczbę przypadków zastraszania, rasizmu i seksizmu oraz liczne przypadki, w których menedżerowie publicznie upokarzali personel oraz pozwalali sobie na poniżające i wulgarne komentarze wobec pracowników, co prowadziło nawet do samobójstw. Tego wszystkiego dopuścili się ludzie, niosący na ustach hasła o „prawach człowieka”.

Jak podała Komisja ds. Publicznych w Irlandii Amnesty International przyjęła w sposób bezprawny pieniądze od kontrowersyjnego finansisty George’a Sorosa na kampanię na rzecz liberalizacji prawa aborcyjnego w tym kraju. W dodatku sama kampania AI w Irlandii miała bardzo niesmaczny charakter nawet dla niejednego działacza pro-choice, przedstawiając filmik o irytującej ciąży.

Swój seksizm wobec mężczyzn AI pokazała także w 2014 r. gdzie zachęcała do przyjęcia Konwencji antyprzemocowej przedstawiając plakat z mężczyzną zmywającym krew z podłogi z podpisem: „To nieprawda, że mężczyźni nie robią nic w domu”. W dodatku rozpowszechniając fałszywą informację jakoby 90% ofiar przemocy stanowiło kobiety i dzieci.

Organizacja ta zasłynęła także publicznym odmówieniem zajęcia się sprawą Alfiego Evansa. A także różnych innych spraw. Nawet wśród moich czytelników są osoby, które zgłaszały mi bierność Amnesty w odpowiedzi dotyczących np. dyskryminacji ojców.

Akcja #MeToo szkodzi także kobietom

#MeToo szkodzi kobietom

 
Akcję #MeToo krytykowałem na łamach bloga niejednokrotnie. Pisałem głównie o jej szkodliwym wpływie dla mężczyzn. Jednak kolejnym efektem, co potwierdza wiele badań, jest jej negatywny skutek także dla kobiet. I tę kwestię również warto poruszyć.

 

Zaczęło się od Wall Street

Pierwsze symptomy, że #MeToo może uderzyć rykoszetem w kobiety były widoczne już w grudniu 2018 r., a więc jakiś rok od rozpoczęcia się akcji. Na Wall Street zostały wydane reguły, które można w skrócie podsumować jako: „Unikaj kobiet za wszelką cenę”, a więc żadnych wspólnych posiłków z kobietami, zakaz siadania naprzeciwko niej w samolocie, zakaz rezerwowania wspólnych pokoi w hotelach i unikanie spotkań w cztery oczy (bez świadków). Oczywistym skutkami dla kobiet pracujących w tej branży utrata szansy na awanse i mentoring ze strony męskiej części kadry zarządzającej. Sprawę opisał portal Bloomberg, w Polsce napisały o tym nawet tak „postępowe” portale jak Newsweek i Gazeta Wyborcza.

Nowe zasady na Wall Street były pierwszym zjawiskiem szerzej opisywanym medialne, jednak tak naprawdę pierwsze negatywne skutki dla pracy kobiet były widoczne już wcześniej, niemalże tuż po rozpoczęciu #MeToo. A mianowicie trzykrotnie wzrosła liczba mężczyzn, którzy nie chcą szkolić kobiet w pracy. Tak wykazały badania LeanIn.Org, organizacji walczącej o prawa kobiet. Jako, że (parafrazując Stefana Kisielewskiego), feminizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju, organizacja zainicjowała kampanię zachęcającą mężczyzn do mentorowania koleżanek z pracy, o nazwie #MentorHer.

 

W innym branżach również można dostrzec ten problem, potwierdza to coraz więcej badań

Niewątpliwym ciosem dla entuzjastek #MeToo musiały być kolejne, nowsze (maj 2019 r.) wyniki badań przeprowadzone przez organizację LeanIn.Org, według której aż 60% męskich menedżerów stara się unikać kobiet w pracy, co blokuje im (kobietom) awanse i rozwój kariery.

Kolejne badania przeprowadzone przez Harvard Business Review, dały następujące wyniki: 19% mężczyzn stwierdziło, że niechętnie zatrudnia atrakcyjne kobiety, 21% stwierdziło, że niechętnie zatrudnia kobiety do prac wymagających bliskiej interakcji interpersonalnej z mężczyznami (powiedzmy, praca związana z podróżowaniem), a 27% stwierdziło, że unika indywidualnych spotkań z koleżankami z pracy (np. zostanie z kobietą sam na sam w pokoju). Co ciekawe zjawisko to jest widoczne także wśród kobiet pracodawców, 10% z nich jest mniej skłonnych do zatrudniania atrakcyjnych kobiet.

Kwestię tę poruszył także magazyn Forbes, który opublikował wyniki badań, według których: 21% mężczyzn i 12% kobiet deklaruje, że osobiście niechętnie zatrudniają kobiety do prac wymagających ścisłej interakcji interpersonalnej z mężczyznami, takich jak podróże służbowe. A to tylko pracodawcy, którzy są świadomi swoich uprzedzeń – prawdopodobnie więcej jest nieświadomych stronniczości na korzyść mężczyzn do tych prac. Ponadto prawie jeden na pięciu mężczyzn i około 6% kobiet informuje, że w wyniku #MeToo rzadziej zatrudniają atrakcyjne kobiety.

 

Pozazawodowe konsekwencje #MeToo dla kobiet

Skutki #MeToo to nie tylko kwestie zawodowe. Ogólnie rzecz biorąc, mężczyźni przez to częściej unikają kobiet, stają się bardziej powściągliwi w kwestii podrywu, inicjowania konwersacji z kobietą itd. Jeszcze przed #MeToo można było to zaobserwować w krajach zachodnich, stąd popularność ruchów typu MGTOW. Teraz zjawisko to jeszcze się nasiliło. Doszliśmy już do takiego momentu, że kobiety mają mniejsze szanse na udzielenie im pierwszej pomocy poprzez resuscytację krążeniowo-oddechową ze strony mężczyzny, ze względu na obawę o bycie oskarżonym o molestowanie seksualne.

Należy również pamiętać, że praktycznie wszystkie kobiety mają w swoim życiu jakiś bliskich mężczyzn: synów, mężów, ojców, braci, chłopaków, przyjaciół, którzy mogą paść ofiarą fałszywego oskarżenia (sama kobieta zresztą też może zostać fałszywie oskarżona). Do przemyślenia polecam przeczytać poniższy wywiad z Camellią Cheshire z Wielkiej Brytanii, której brat w wieku 17 lat popełnił samobójstwo przez fałszywe oskarżenie o gwałt, rok później ze względu na śmierć syna, samobójstwo popełniła także jej mama:
https://www.mirror.co.uk/news/uk-news/young-womans-agony-over-mum-10512152