Międzynarodowe badania nad przemocą domową kobiet wobec mężczyzn – Cz.3, Australia i Nowa Zelandia

Przemoc wobec mężczyzn

 
Część trzecia serii, w której przedstawiam wyniki badań nad zjawiskiem przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn, przeprowadzone w różnych krajach świata, które to można znaleźć w książce Mariana Cabalskiego „Przemoc stosowana przez kobiety”. W tej części będzie o badaniach z regionu Australii i Nowej Zelandii.

 

Badania z Australii

Na podstawie wyników International Social Science Survey (Międzynarodowe Badania Nauk Społecznych), przeprowadzonych na przełomie lat 1996/1997, B. Headey, D. Scott, i D. de Vaus opublikowali studium poświęcone tematowi przemocy domowej w Australii. Próba badawcza obejmowała 1643 respondentów (804 mężczyzn i 839 kobiet). Wyniki były następuje: W ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie, ofiarą przemocy z użyciem siły fizycznej padło 5,7% mężczyzn i 3,7% kobiet. W odniesieniu do stwierdzonych urazów badanie pokazało, że kobiety zadają poważne obrażenia co najmniej tak samo często, jak mężczyźni. Dla przykładu: 1,8% mężczyzn i 1,2% kobiet oświadczyło, iż odniesione przez nich obrażenia wymagały udzielenia pierwszej pomocy medycznej, a 1,5% mężczyzn i 1,1% kobiet ujawniło, że konieczna była interwencja lekarza lub pielęgniarki.

 
W 2001 roku w ramach sondażu The Crime Prevention Survey australijscy kryminolodzy zbadali opinie młodych ludzi w wieku od 12 do 20 lat na temat konfliktów w ich rodzinach. Uzyskano następujące wyniki:

  • 23% młodych ludzi było świadomych występowania przemocy wobec matek lub macoch dokonywanej przez ojców lub ojczymów oraz niemal tyle samo młodych ludzi (22%) zdawało sobie sprawę z przemocy matek i macoch stosowanej wobec ojców i ojczymów
  • Prawie tyle samo młodych kobiet (16%) i mężczyzn (15%) oświadczyło, że doświadczyli przemocy domowej
  • Zbliżony odsetek młodych kobiet (6%) i mężczyzn (5%) ujawniło, że byli siłą zmuszani do uprawiania seksu

 
W 2005 roku The NSW Bureau of Crime Statistics and Research ogłosiło, iż według statystyk policji australijskiej w latach 1997–2004 mężczyźni stanowili 28,9% ofiar przemocy fizycznej w rodzinie. Z późniejszych, bo pochodzących z 2010 roku, wniosków tego samego ośrodka wynika, że zjawisko to wykazuje nieznaczną tendencje wzrostową. Bowiem w latach 2005–2010 mężczyźni stanowili 30,8% ofiar fizycznych napaści zarejestrowanych przez jednostki policji jako przestępstwa związane z przemocą domową.

Najobszerniejsze badania dotyczące przemocy doświadczanej przez australijskich mężczyzn zostały przeprowadzone w 2006 roku przez Australijskie Biuro Statystyki w sprawie Bezpieczeństwa Osobistego (The Australian Bureau of Statistics Personal Safety). Ich wyniki brzmiały następująco:

  • 29,8% ofiar przemocy ze strony aktualnego partnera stanowili mężczyźni w wieku 15 lat i więcej
  • 24,4% ofiar przemocy ze strony poprzedniego partnera stanowili mężczyźni w wieku 15 lat i więcej
  • 29,4% ofiar napaści na tle seksualnym w okresie 12 miesięcy poprzedzających badanie stanowili mężczyźni
  • 26,1% ofiar przemocy seksualnej stanowią chłopcy przed osiągnięciem 15-tego roku życia

 
W 2008 roku The Victorian Victims Support Agency podała, iż w ostatnich dwóch latach mężczyźni stanowili 31% pacjentów przyjętych do szpitali publicznych w wyniku obrażeń cielesnych odniesionych na skutek przemocy ze strony żony.

 

Badania z Nowej Zelandii

W 1997 roku grupa psychologów z Nowej Zelandii objęła badaniami ankietowymi 861 osób w wieku 21 lat (436 mężczyzn i 425 kobiet). W badanej grupie 37,2% kobiet oraz 21,8% mężczyzn przyznało się, że w okresie ostatnich 12 miesięcy w trakcie sprzeczek i kłótni w związku stosowało różnorodne formy fizycznej przemocy wobec partnera, w tym 18,6% kobiet i 5,7% mężczyzn oceniło, iż były to przypadki ciężkiej przemocy.

W innym nowozelandzkim badaniu, przeprowadzonym w 2005 roku na grupie 828 osób w wieku 25 lat (437 kobiet i 391 mężczyzn), ustalono, że „mężczyźni byli narażeni na ataki fizyczne w tym samym stopniu, co kobiety”. Wskaźniki dotyczące aktów przemocy fizycznej w postaci umiarkowanej i średniej były zbliżone dla mężczyzn i kobiet. Bycie ofiarą przemocy fizycznej stosowanej częściej niż trzy razy w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie zasygnalizowało 39,4% kobiet i 30,9% mężczyzn. Badacze podali też, że mężczyźni i kobiety zgłaszali zbliżone wskaźniki urazów fizycznych: 3,9% w przypadku kobiet i 3,3% w przypadku mężczyzn. Do inicjowania aktów przemocy fizycznej w stronę partnera przyznało się 34% kobiet i 12% mężczyzn.

Reklamy

Międzynarodowe badania nad przemocą domową kobiet wobec mężczyzn – Cz.2, Europa (w tym Polska)

Przemoc wobec mężczyzn

 
Część druga serii, w której przedstawiam wyniki badań nad zjawiskiem przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn, przeprowadzone w różnych krajach świata, które to można znaleźć w książce Mariana Cabalskiego „Przemoc stosowana przez kobiety”. W tej części będzie o badaniach z krajów europejskich, w tym również z Polski.

 

Badania z Wielkiej Brytanii

Psycholog John Archer z University of Central Lancashire w opracowaniu Sex differences in aggression beetween heterosexual partners: A meta-analytic review, opisującym wyniki kilkudziesięciu badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii przez ostatnie 40 lat ubiegłego wieku, wyraził przekonanie, że wszystkie one stanowią wystarczające uzasadnienie powszechnie przyjmowanej tezy, iż w związkach heteroseksualnych kobiety są skłonne do stosowania przemocy fizycznej tak jak mężczyźni, a nawet nieco częściej niż oni. Jednocześnie jednak autor zauważył, że w świetle jego przeglądu kobiety dwa razy częściej niż mężczyźni odnoszą rany lub są pozbawiane życia w rezultacie aktów przemocy małżeńskiej.

W 1996 roku po przeprowadzeniu badań nad przemocą w brytyjskich małżeństwach heteroseksualnych (reprezentatywna próba 894 mężczyzn i 971 kobiet) grupa socjologów stwierdziła, że 18% mężczyzn i 13% kobiet było ofiarami przemocy fizycznej ze strony partnerki lub partnera.

W 2004 roku, w badaniu populacji dorosłych Brytyjczyków dotyczących używania alkoholu i agresji w związkach małżeńskich, ustalono, że w ciągu dwuletniego okresu poprzedzającego przeprowadzenie sondażu 16% kobiet stosowało przemoc fizyczną wobec swoich partnerów, a 13% mężczyzn dopuszczało się jej wobec swoich partnerek.

Autorzy referatu przedstawionego w 2005 roku na IX Dorocznej Konferencji Badań Nad Przemocą w Rodzinie w Portsmouth, podali, że w przeprowadzonych przez kilka lat badaniach do stosowania przemocy wobec partnerów przyznało się 29% respondentek i 17% respondentów.

Brytyjska organizacja pozarządowa zajmująca się monitorowaniem zjawisk związanych z funkcjonowaniem rodzin, Campaign Group Parity w raporcie z 2010 roku przedstawiła estymację, w świetle której przemoc kobiet wobec mężczyzn stanowi więcej niż 40% przypadków przemocy domowej w Angli. Zbliżony rezultat (mężczyźni stanowią około 40% ofiar) pokazują dane Office Home (brytyjski odpowiednik polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) oraz wyniki ostatnich sondaży przeprowadzonych w ramach British Crime Survey.

 

Badania z Niemiec

W latach 2003–2004 z inicjatywy Federalnego Ministerstwa ds. Rodziny, Seniorów, Kobiet i Młodzieży przeprowadzono pilotażowe badania „Violence against men. Men’s experiences of interpersonal violence in German”. Jak podają autorzy sprawozdania opublikowanego w 2004 roku, były to pierwsze ogólnoniemieckie sondaże dotyczące interpersonalnej przemocy wobec mężczyzn, obejmujące ich dzieciństwo, młodość oraz życie dorosłe. Dotyczyło to doświadczanie przemocy ze strony obojga płci, w przypadku przemocy ze strony kobiet, była to głównie przemoc domowa.

W kwestii przemocy fizycznej:

  • Co czwarty z respondentów stwierdził, że doznał aktu przemocy ze strony partnerki co najmniej raz, a w niektórych przypadkach kilka razy. Z reguły – jak stwierdzali badani – były to drobne przejawy agresji fizycznej, których nie uznawali za przejawy stosowania przemocy
  • Co szósty z respondentów oświadczył, że został przez rozgniewaną partnerkę odepchnięty raz lub kilka razy
  • Co dziesiąty badany wyznał, że został „uderzony lekko”
  • Co dwudziesty, oświadczył, że partnerka „ugryzła go lub boleśnie podrapała, silnie kopnęła, pchnęła lub chwyciła” albo „rzucała w niego domowymi przedmiotami w taki sposób, że mógł zostać poraniony”
  • Około 5% respondentów doznało kontuzji na skutek przemocy małżeńskiej. Taki sam odsetek mężczyzn obawiał się, iż w jednej lub kilku awanturach domowych odniesie poważne lub zagrażające życiu obrażenia cielesne
  • Żaden z badanych, którzy stwierdzili, że doświadczali przemocy fizycznej ze strony partnerki, nie wezwał policji, chociaż niektórzy uważali, że sprawczynie przemocy powinny być ukarane za czyny, których się wobec nich dopuściły

Częściej odnotowano przypadki przemocy psychicznej, szczegółowe wyniki prezentowały się następująco:

  • Co piąty z badanych mężczyzn oświadczył, że jego partnerka jest o niego zazdrosna i aktywnie ogranicza mu kontakty z innymi ludźmi
  • Co szósty indagowany stwierdził, że jego partnerka sprawdza dokąd idzie, z kim się spotyka, co robi i kiedy wróci do domu
  • Co szesnasty respondent ujawnił, że partnerka przegląda jego korespondencję pocztową, monitoruje połączenia telefoniczne i e-mailowe w celu uniemożliwienia mu kontaktów z jego rodziną i znajomymi
  • Co dwudziesty przyznał, że jego partnerka decyduje za niego, co powinien robić, a czego mu nie wolno
  • Z nieco niższą częstotliwością odnotowano także inne formy przemocy psychicznej jak: stosowanie wyzwisk i przekleństw; dokuczliwe wypowiedzi; poniżanie w obecności osób trzecich; podważanie poczucia własnej godności partnera; okazywanie gniewu i złości; przymuszanie do akceptowania decyzji; stosowanie gróźb aby wymusić posłuch; wywieranie innych form silnej presji psychicznej

 

Badania z Ukrainy

Badania na temat przemocy na Ukrainie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie 1116 osób pozostających w związkach małżeńskich lub konkubinatach (558 mężczyzn i 558 kobiet). Badacze posłużyli się zmodyfikowanym dla potrzeb sondażu kwestionariuszem CTS. Wyniki wykazały, że praktycznie taka sama liczba mężczyzn i kobiet dopuściła się kiedykolwiek przemocy fizycznej wobec swojego współpartnera (odpowiednio: 18,7% i 18,5%). Także, niemal identyczna liczba przedstawicieli obu płci przyznała się do użycia tego rodzaju przemocy w ciągu roku poprzedzającym badanie (11,4% mężczyzn i 11,3% kobiet).

 

Badania z Polski

W 2004 roku Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego na zlecenie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy wykonał badania dotyczące przemocy domowej pośród mieszkańców stolicy. Sondażem objęto reprezentatywną próbę 1000 dorosłych mieszkańców Warszawy.

Wyniki prezentowały się następująco:

  • Wśród ogółu badanych 8% kobiet oraz 5% mężczyzn podczas kłótni małżeńskich było policzkowanych przez partnera
  • 16% kobiet oraz 16% mężczyzn doznawało ze strony partnera popychania i szarpania
  • 7% badanych obojga płci było bitych przez osobę najbliższą (męża lub żonę), w tym 8% kobiet i 4% mężczyzn

 
W 2010 roku Ośrodek Badania Opinii Publicznej w Warszawie (TNS OBOP) przeprowadził w dniach od 8 do 22 listopada badania pod nazwą „Diagnoza zjawiska przemocy w rodzinie w Polsce wobec kobiet i wobec mężczyzn” na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Przebadano reprezentatywną grupę 3000 dorosłych Polaków (1500 kobiet i 1500 mężczyzn). Wyniki badania prezentują się następująco:

  • 39% ofiar przemocy domowej stanowili mężczyźni, 61% – kobiety. W przypadku przemocy fizycznej w rodzinie kobiety stanowiły 63% ogółu ofiar, mężczyźni – 37%. Wśród ofiar przemocy psychicznej: 64% stanowiły kobiety, a 36% mężczyźni. W przypadku ofiar przemocy ekonomicznej kobiet było 70%, a mężczyzn 30%
  • Mężczyźni stanowili 70% ogółu sprawców przemocy w rodzinie, kobiety 30%. Gdy ofiarą jest kobieta, mężczyźni stanowili 79% sprawców, kobiety 21%. Gdy ofiarą jest mężczyzna, sprawcami byli w 53% mężczyźni, w 47% kobiety
  • Przemoc kobiet wobec mężczyzn jest częściej akceptowana niż przemoc mężczyzn wobec kobiet

Międzynarodowe badania nad przemocą domową kobiet wobec mężczyzn – Cz.1, USA i Kanada

Przemoc wobec mężczyzn

 
Chociaż temat przemocy kobiet wobec mężczyzn jest tematem tabu dla opinii publicznej, nieco inaczej wygląda to w świecie nauki. Od lat 70-tych XX. to zjawisko doczekało się licznych badań. Sporo z nich możemy znaleźć książce Mariana Cabalskiego pt. „Przemoc stosowana przez kobiety”. Pozwolę sobie przedstawić wyniki najważniejszych z nich. Artykuł zostanie podzielony na kilka części, w pierwszej będzie o badaniach z USA i Kanady.

 

Badania ze Stanów Zjednoczonych

Jednym z pierwszych badaczy tematu przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn była Suzanne Steinmetz, autorka określenia „syndrom maltretowanego męża”. W swojej książce „The battered husband syndrome” podała, że w Stanach Zjednoczonych co roku około 250 tysięcy mężów jest maltretowanych przez żony. Jej zdaniem mężczyźni równie często jak kobiety padają ofiarą przemocy w rodzinie.

Z tezą na temat symetrii pod względem płci zgadzają inni amerykańscy badacze: Clifton P. Flynn, Murray A. Straus, Richard J. Gelles, J. Scansoni, A. Tyree,  J. Malone, Martin S. Fiebert.

Murray A. Strauss, dyrektor Laboratorium Badań nad Rodziną Uniwersytetu New Hampshire (Family Research Laboratory University of New Hampshire) temat przemocy w rodzinie bada od lat 80-tych, należąc do grona największych ekspertów na świecie. Na podstawie Ogólnokrajowych Badań nad Przemocą w Rodzinie (National Family Violence Survey) przedstawił obserwacje dotyczące ogólnych prawidłowości dotyczących tego rodzaju przemocy. W 1985 roku w jego badaniach okazało się, że na 495 par, w których kobieta zgłaszała co najmniej jeden przypadek przemocy, mężczyzna był jej wyłącznym sprawcą w blisko 26% badanych par, z kolei kobieta – wyłączną sprawczynią w 25,6% par objętych badaniami. W 48,4% z nich do przemocy odwoływali się oboje partnerzy (przemoc fizyczna wzajemna). Autor wywnioskował, że minimalny szacunek przypadków przemocy, które nie mogły być działaniem w obronie własnej, ponieważ w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie przemoc stosowały wyłącznie kobiety, wynosi około 25–30%. Podobne wyniki co do przemocy wyłącznie ze strony kobiet wykazały sondaże przeprowadzone w ramach innego programu badawczego: Ogólnokrajowego Badania Rodzin i Gospodarstw Domowych (National Survey of Families and Households).

Psycholog społeczny z Kalifornijskiego Uniwersytetu Stanowego, Martin S. Fiebert od ponad 30 lat przeprowadza systematyczny przegląd amerykańskich i międzynarodowych badań dotyczących problematyki przemocy stosowanej przez kobiety. Jego metaanaliza nosi tytuł References examining assaults by women on their spouses or male partners: An annotated bibliography (Doniesienia z badań nad aktami przemocy fizycznej kobiet wobec mężów i męskich partnerów: bibliografia z przypisami). Opracowanie to obejmuje lata 1980–2011, omawiając 282 badania akademickie, 218 sondaży zrealizowanych przez inne podmioty niż uczelnie wyższe, a także 64 analizy i recenzje na ten temat. Wspólnym mianownikiem komentowanych przez M.S. Fieberta komunikatów naukowych jest teza, że kobiety w relacjach ze swoimi małżonkami i partnerami dopuszczają się przemocy fizycznej, a nawet bywają bardziej agresywne niż mężczyźni. W dniu 2 maja 2011 r. łączna wielkość próby we wszystkich przywołanych przez M.S. Fieberta badaniach przekroczyła już całe 369 800 osób.

W 1989 roku dwóch kryminologów, D.B. Sugarman i G.T. Hoteling, opublikowało przegląd 21 akademickich badań ankietowych dotyczących przemocy fizycznej wśród par niemieszkających wspólnie. Celem było odkrycie różnic między płciami pod względem inicjowania napaści w takich związkach. Na podstawie dokonanych przez autorów obliczeń okazało się, że średni współczynnik napaści fizycznych ze strony mężczyzn wynosi 329, a w przypadku kobiet – 393 na 1000 związków. Badania wykazały także wyższy w porównaniu z mężczyznami odsetek kobiet, które przyznały się do stosowania przemocy w trakcie randek.

W 2007 roku socjolog Daniel J. Whitaker poinformował o badaniach federalnego ośrodka monitorowania patologii społecznych przeprowadzonych wśród młodych dorosłych na przełomie lat 2006 i 2007. W ich rezultacie ustalono, że połowa wszystkich zbadanych przypadków przemocy partnerskiej miała charakter przemocy wzajemnej. Co ciekawe, okazało się także, że aż w 71% awantur domowych przemocy fizycznej dopuszczały się kobiety.

W książce opisującej postawy mieszkanek schronisk dla maltretowanych kobiet Jean Giles-Sims wykazała, że 50% respondentek przyznało się do napaści na partnerów w ciągu roku poprzedzającego zamieszkanie w schronisku. A także 41,7% deklarowało stosowanie przemocy fizycznej wobec partnera przed upływem pół roku od jego opuszczenia. Z informacji zebranych przez badaczkę w trakcie licznych wywiadów pogłębionych wynika, że wszystkie te akty przemocy nie przybierały formy obrony własnej.

Lenore E. Walker – autorka, która jako pierwsza sformułowała i opisała pojęcie „syndromu maltretowanej kobiety” również badała kobiety trafiające do schronisk dla ofiar przemocy. W swoich badaniach ustaliła, że jedna na cztery kobiety, żyjące w trwałych związkach z mężczyznami „odwoływała się do przemocy fizycznej, aby dostać to, czego chciała”.

 

Badania z Kanady

Najczęściej cytowane w literaturze kanadyjskim badanie na temat przemocy to Ogólne Badanie Społeczne (General Social Survey: GSS) z 1999 roku. Zostało przeprowadzone na reprezentatywnej dla całego kraju grupie kilkunastu tysięcy osób. Każdemu z respondentów zadano 10 pytań dotyczących przemocy ze strony ich obecnych oraz poprzednich małżonków lub partnerów. Chodziło o zdarzenia polegające na agresji fizycznej i psychicznej w trakcie dwunastomiesięcznych i pięcioletnich okresów poprzedzających realizowany wywiad telefoniczny. Analiza uzyskanych odpowiedzi pozwoliła ustalić, że mężczyźni i kobiety w niemal równych proporcjach (odpowiednio: 7% i 8%) byli ofiarami przemocy ze strony partnera.

Inne badanie to wywiad telefoniczny z 1987 roku, obejmujący 356 mężczyzn i 351 kobiet, będący z związkach małżeńskich lub w konkubinacie. Wynik: 12% indagowanych mężczyzn zadeklarowało, że ze strony swoich partnerek doznało przemocy w okresie 12 miesięcy poprzedzających badanie; podobnie 12% kobiet stwierdziło, że doświadczyło fizycznej napaści ze strony swoich partnerów w tym samym okresie czasu. Badacze odnotowali podobne proporcje kobiet i mężczyzn, którzy w awanturach domowych doznali drobnej i ciężkiej przemocy fizycznej.

Seksistowskie definicje gwałtu w feministycznych propozycjach

Definicja gwałtu

 
Działanie organizacji feministycznych potrafi być niekiedy naprawdę obrzydliwe. W ostatnim czasie po raz kolejny byliśmy tego świadkami w Polsce.

 

Posłanki Nowoczesnej i Feminoteka w natarciu

Zaczęło się od dwóch posłanek partii .Nowoczesna Moniki Rosy i Ewy Lieder i ich propozycji, aby za gwałt uznać „brak świadomej zgody na seks”. Tak poważne przestępstwo jak gwałt musi mieć jasną definicję, żeby nie wsadzać niewinnych ludzi do więzień, więc autorka tego wywiadu starała się uzyskać informację od posłanek na czym miałoby to polegać? Jak uniknąć absurdów jak podpisanie umowy przed stosunkiem, czy nagrywania się na kamerę/dyktafon?

Jednak najwyraźniej posłanki same nie wiedzą co tak naprawdę proponują. W artykule możemy znaleźć takie kwiatki jak: „Gdy przemoc wystąpi w stałym związku, bierze się pod uwagę to, że zgoda “może być bardziej dorozumiana, a nie wypowiedziana”, liczy się kontekst czy mowa ciała. Natomiast w przypadku przelotnych znajomości typu One Night Stand, udowodnienie przez domniemanego sprawcę otrzymania jednoznacznej zgody na współżycie będzie kluczowe dla zadecydowania o poniesieniu przez niego odpowiedzialności karnej”. I jednocześnie: „Zmiana definicji gwałtu nie oznacza zniesienia postępowania dowodowego czy domniemania niewinności. Chodzi o to, żeby zmieniło się podejście do ofiary przemocy seksualnej”. Widzimy logiczne sprzeczności i jakiś dziwny purytanizm, wedle którego seks w stałym związku jest OK, ale już przelotne przygody to jakby domniemany gwałt, wszystko z ust posłanki partii, nazywającej się „Nowoczesna”.

Podejrzewam, że posłankom chodzi o zmianę definicji gwałtu na taką, jaką wprowadzono w Szwecji, której efektem stało się (to nie żart), że ludzie zaczęli ściągać aplikację na telefon z potwierdzeniem zgody na seks, ale o tym więcej napiszę trochę później.

 
Kolejne uderzenie zaserwowała nam ostatnio Fundacja Feminoteka, umieszczając taką petycję w sieci. Tu mamy znowu propozycję, żeby za gwałt uważać niebyt jasne określenie jak „seks bez wyraźnej i świadomej zgody”. I dużą manipulację faktami, jeśli chodzi o podanie pigułki gwałtu, czy celowe upicie czy odurzenie ofiary w celu dokonania gwałtu to już teraz jest uważane za tzw. podstęp i karane jako gwałt z art. 197 KK. Z kolei wykorzystanie bezradności ofiary karane jest z art. 198 KK. Ustawodawca wprowadził dwa osobne paragrafy właśnie dlatego, żeby można było karać za każdy rodzaj przemocy. Czyli karane jest zarówno celowe odurzenie/upicie ofiary, jak i wykorzystanie, że ofiara była nieprzytomna, spała czy była kompletnie pijana. Zmiana prawa nie jest więc w tym względzie potrzebna. Że już nie wspomnę, że to że średnie kary za zgwałcenie są zbyt niskie to powód żeby je podnieść (zwłaszcza dolne granice), a nie zmieniać definicję, co ma w ogóle piernik do wiatraka?

A to jeszcze nie wszystko. W petycji znalazła się także sugestia, żeby gwałt definiować jako „seksualna penetracja bez zgody ofiary”. Oznaczałoby, że aby móc zostać uznanym za ofiarę gwałtu trzeba być stroną penetrowaną, ale już nie penetrującą. W skrócie gwałt kobiety na mężczyźnie nie byłby karany w większości przypadków. Jak pokazują badania z USA, większość gwałtów kobiet na mężczyznach polega właśnie na byciu zmuszonym do penetracji. W tym celu uwzględniono w badaniach takie pojęcie jak „made to penetrate”, czyli „zmuszenie do penetracji”, dzięki czemu odkryto, że liczba męskich ofiar gwałtu jest wyraźnie wyższa niż się powszechnie przypuszcza. Po polsku pisał o tym portal Vice (swoją drogą portal feministyczny) oraz ja w artykule o gwałtach na mężczyznach.

Z kolei w Wielkiej Brytanii funkcjonuje właśnie taka archaiczna definicja gwałtu sprowadzona do bycie penetrowanym wbrew swojej woli, ale nie uznaje za gwałt bycia przymuszonym do penetracji. Dlatego nawet jeśli mężczyzna zostanie zmuszony do seksu przez kobietę np. groźbami użycia niebezpiecznego narzędzia lub zostanie odurzony i wykorzystany, nie jest uznawany za ofiarę gwałtu. Więcej do poczytania na ten temat w poniższym artykule. Dodam tylko, że taka definicja uderza również w kobiety, które padły ofiarą gwałtu ze strony innej kobiety.

 

Wzór z zachodu? Raczej antywzór

Organizacje feministyczne mają w zwyczaju argumentować za danym rozwiązaniem, twierdząc, że przecież tak jest w jakimś innym kraju. Bez oceny jakie przynosi to skutki, bo po prostu inni tak mają, to musi być dobre. To rozumowanie typu: Łagry i psychuszki są złe? No przecież w ZSRR jakoś to funkcjonowało przez dobre kilkadziesiąt lat? OK, no to sprawdźmy jak takie definiowanie gwałtu jako „braku świadomej zgody” działa w praktyce.

Pierwszy wymowny przykład to Wielka Brytania. Pisałem już wcześniej, że definiowanie gwałtu tylko jako przymusowej penetracji utrudnia, a często wręcz uniemożliwia karanie kobiet jako sprawczyń gwałtów zarówno wobec mężczyzn, jak i innych kobiet. Ale to nie wszystko, na początku 2015 r. Alison Saunders, feministka będąca dyrektorką Prokuratury koronnej zaczęła wydawać specjalne wytyczne dla policjantów i prokuratorów, aby za gwałt uważać każdy stosunek bez „świadomej zgody”. Kluczowe jest tu słowo „świadomej”, wystarczy, że np. kobieta napiła się chociaż odrobiny alkoholu i już jej zgoda mogła zostać potraktowana jako „nieświadoma” (w drugą stronę to nie działa, jeśli mężczyzna też pił to nie może być ofiarą, bo nie został „spenetrowany”). Kolejna rzecz, policja i prokuratura zostały ogólnie rzecz mówiąc zindoktrynowane w duchu feministycznej ideologii.

Jakie przyniosło to wszystko efekty? Ano takie, że w styczniu 2018 r. Prokurator generalny Jeremy Wright zarządził aby wszystkie sprawy o gwałt z ostatnich lat zostały ponownie rozpatrzone. Wszystko ze względu na bardzo dużą liczbę fałszywych oskarżeń i skandaliczne błędny policji i prokuratury, które doprowadziły nawet do skazywania niewinnych ludzi. Pisałem już o tym bardzo dokładnie w tym artykule.

 
Kolejny przykład to Szwecja. W lipcu 2018 r. weszło w życie prawo według którego zgoda na seks musi być „jasno wyrażona” inaczej jest to traktowane jako gwałt. W efekcie… powstała aplikacja na telefon do wyrażania zgody na seks. I naprawdę znalazło się wielu ludzi, którzy zaczęli jej używać, popularność ciągle rośnie. Pokazuje to tylko jak ludzie czują się sterroryzowani zasadami prawnymi i kulturowymi w tym kraju.

 

Tymczasem definicja zgwałcenia w polskim prawie jest bardzo dobra

Art. 197 KK

§ 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

§ 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia:

1. wspólnie z inną osobą,
2. wobec małoletniego poniżej lat 15,
3. wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

§ 4. Jeśli sprawca czynu określonego w § 1-3 działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5.

 
Art. 198 KK

Kto, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

 
Te wszystkie definicje przestępstw seksualnych są bardzo dobre, ponieważ:

  1. Są neutralne pod względem płci
  2. Uwzględniają każdą formę przemocy, czyli doprowadzenie do obcowania płciowego wbrew woli ofiary zarówno poprzez przemoc fizyczną, groźbę bezprawną, jak i odurzenie, upicie ofiary, czy wykorzystanie jej bezradności.
  3. Są jasne i klarowne dla każdego, nie ma w nich niejasnych sformułowań typu „świadoma zgoda”, odchodzi problem kiedy obie strony po prostu wypiły trochę alkoholu, ale seks był dobrowolny, czy zgoda nie była wyrażona słownie, ale np. gestem itd.

 
Na koniec dodam tylko, że w ostatnich latach zaszły w Polsce takie zmiany, jak to, że gwałt jest ścigany z urzędu, ofiary muszą być przesłuchiwane w specjalnym pomieszczeniu w obecności psychologa, a całe przesłuchanie jest nagrywane, aby nie było konieczne jego powtórzenie, chyba że akurat wymaga tego postępowanie sądowe. Nie można też dać za gwałt wyroku w zawieszeniu, ponieważ po nowelizacji KK z 1 lipca 2015 r. zawiasy można dać tylko za przestępstwo do maksymalnie 1 roku więzienia. Chyba, że sąd w wyjątkowych okolicznościach takich jak pojednanie ze sprawcą zastosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, liczba takich przypadków spadła do 29 rocznie (z około 1200 wyroków). Ale uwaga, te wszystkie zmiany to nie był efekt przyjęcia Konwencji Stambulskiej, jak próbują wszystkim wmawiać organizacje feministyczne. Te zmiany wprowadził Jarosław Gowin, kiedy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Ten Gowin, który akurat w rządzie PO był całkowicie przeciwny przyjęciu wspomnianej konwencji.

Wojna z męskością

Męskość

 
W ciągu ostatniego miesiąca byliśmy świadkami dwóch śmiałych ataków wymierzonych w męskość, które postaram się teraz omówić.

 

Opinia Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (American Psychological Association – APA) wydało w styczniu tego roku opinię, o tym że „tradycyjna męskość jest szkodliwa”. O ile sam mam pewne zastrzeżenia co do niektórych elementów w tradycyjnym podejściu do mężczyzn i wychowywania chłopców, to takie postawienie sprawy zupełnie pomija wiele rzeczy. Np. pozytywne aspekty związane z cechami przypisywanymi mężczyznom, które można bardzo dobrze wykorzystać.

Męski stoicyzm jest bardzo przydatny w sytuacjach wymagających „zachowania zimnej krwi”. Zdrowa rywalizacja odbywająca się bez przemocy (jak jest w gospodarce kapitalistycznej, o czym świetnie pisał słynny ekonomista Ludwig von Mises w książce „Ludzkie działanie”) jest bardzo korzystna dla rozwoju. Jak to powiedział Dr House: „Gdyby nie konkurencja, bylibyśmy amebami”. Męski umysł, bardziej ścisły i racjonalny ma kolosalne wręcz znaczenie dla rozwoju ludzkości, wystarczy spojrzeć ilu jest mężczyzn wśród wynalazców i noblistów. Cechy męskie i kobiece zawsze były do siebie komplementarne, tak społeczeństwo się dopełnia i może funkcjonować. W raporcie pominięto też w ogóle negatywne aspekty dotyczące cech kobiecych, więc jak zwykle co złego, to zwalić na facetów.

Raport wzbudził zastrzeżenia wielu ekspertów z zakresu psychologii i psychiatrii. Zwłaszcza, że nie został wydany w oparciu o żadne badania. Poniżej odpowiedź w tej sprawie od psychologa klinicznego i terapeuty Rafała Olszaka:

 
A tu z kolei o odpowiedzi ekspertów w USA:

 

Reklama Gillette

Z kolei firma Gillette wypuściła w styczniu tego roku reklamę na temat „toksycznej męskości”, która wygląda tak:

 
Delikatnie mówiąc kampania nie przypadła do gustu wielu mężczyznom, którzy uznali ją za seksistowską i zapowiedzieli bojkot produktów Gillette i całej korporacji Procter & Gamble:
https://www.avoiceformen.com/a-voice-for-men/it-is-time-to-boycott-gillette-and-all-procter-and-gamble-products/

Do bojkotu przyłączyli się także mężczyźni z Polski:
https://czerwonapigulka.pl/gillette-walczy-z-toksyczna-meskoscia-klienci-sa-wsciekli-a-internauci-oglaszaja-bojkot-marki/

Jak widzimy film na YouTube z tą reklamą ma zdecydowanie większość „łapek w dół”. W dodatku wynik może i tak być sztucznie pompowany na plus. Internauci zauważyli takie dziwne zjawiska jak znikające dislajki, czy skokowe wzrosty lajków w krótkim okresie czasu (np. w ciągu godziny). A jeszcze na samym początku, w pierwszych 2 dniach od umieszczenia filmu, przewaga łapek w dół była zdecydowanie większa. Podejrzanym jest również to, że gołym okiem widać, że pod filmem prawie że nie ma pozytywnych komentarzy, znaczna większość jest krytyczna, skąd liczba polubień wydaje się być zawyżona. Więcej o tym do poczytania pod linkiem.

Zwolennicy kampanii próbują tłumaczyć, że reklama w rzeczywistości miała premiować pozytywne wzorce męskości (takie jak np. bycie obrońcą) w kontrze do wzorców i zachowań negatywnych. Tylko problem w tym, że wydźwięk jest taki, jakby z mężczyznami ogólnie rzecz biorąc było coś nie tak i powinni się zmienić, zostać niejako „przeprojektowani”. Firma Gillette zobowiązała się również do przekazywania miliona dolarów rocznie organizacjom feministycznym na walkę z „toksyczną męskością”.

Skoro już mowa o organizacjach feministycznych. Niestety po raz kolejny pokazały nam one swoją hipokryzję. Zawsze krytykujące utrwalania stereotypów na temat kobiet w reklamach tym razem wsparły reklamę seksistowską wobec mężczyzn. Ale to nie wszystko, wparły Gillette, które mówiąc ich własną retoryką stosuje „pink tax” i zawsze przedstawiał w swoich reklamach kobietę jako swego rodzaju dodatek do mężczyzny, nie mówiąc już o takich kwiatkach jak testy na zwierzętach.

Reklama Gillette doczekała się również takiej odpowiedzi od firmy produkującej zegarki, Egard Watches:

 
Mamy w niej pokazane pozytywne cechy męskości takie jak odwaga, kreatywność, rola ojca itd. Jednocześnie mamy też przedstawione wiele danych na temat licznych problemów dotykających w dużej mierze płci męskiej, statystyki wypadków śmiertelnych w pracy, samobójstw, bezdomności, problem alienacji rodzicielskiej itd. Jak widać po lajkach i komentarzach reklama ta została odebrana przez internautów dużo bardziej pozytywnie.

 

Jaka jest prawda z tą męskością?

Prawda jest taka, że mężczyźni, którzy stosują przemoc czy mają problemy psychiczne i emocjonalne to w większości mężczyźni, którzy byli wychowywani bez ojca oraz mieli toksyczne, przemocowe czy nieodpowiedzialne matki. Kolejnym problemem jest też zbytnie sfeminizowanie zawodu nauczyciela, przez co szkoły nie są dostosowane do potrzeb chłopców. Czyli krótko mówiąc problemem nie jest żadna toksyczna męskość, tylko właśnie zanik męskości.

Jedynie prawdą jest, że istnieje problem dotyczący stereotypowego podejścia do mężczyzn, widoczny już od dziecka, typu „chłopaki nie płaczą”, „mężczyzna się nie żali” itd. Co przekłada się potem w dorosłym życiu, na to, że mężczyźni popełniają większość samobójstw, nie szukają pomocy kiedy są ofiarą przemocy domowej, nie chodzą do lekarzy, przez co żyją średnio o 8-10 lat krócej od kobiet itd.

Ale rozwiązaniem tu powinno być odejście od myślenia stereotypowego i pozostawienie wolnego wyboru jednostce. Zastąpienie odgórnie narzuconych wzorców innymi odgórnie narzuconymi wzorcami to żadne rozwiązanie. To byłoby zwykłe psychiczne wykastrowanie mężczyzn i zrobienie z nich tworów kobieto-podobnych ze szkodą dla wszystkich.

Zwróćmy też uwagę, że męskość nie jedno ma imię. Mężczyźni przykładowo stanowią nadreprezentację w służbach mundurowych, ale również wśród wynalazców, naukowców, programistów, matematyków, analityków, a także co często się pomija wśród artystów, poetów, czy filozofów. Mężczyźni niby „nie mogą” być wrażliwi, a jednak świat doczekał się tak wielu męskich pisarzy, poetów, malarzy, czy kompozytorów, ciężko znaleźć człowieka, który by nie słyszał o Shakespearze, Goethe, Mickiewiczu, Mozarcie, Chopinie, Van Goghu, czy Salvadorze Dalim. Także w popkulturze wśród męskich postaci podbijających serca widzów można znaleźć zarówno takich twardzieli jak Rambo czy Strażnik Teksasu, jak i intelektualistów jak Dr House czy Sherlock Holmes.

Podsumowując liczy się wolny wybór. Nikola Tesla pewnie nie sprawdziłby się jako komandos, ale to dzięki niemu mamy prąd przemienny w gniazdkach. Niech każdy sam odnajdzie własną ścieżkę.

Sylwia Spurek – Rzeczniczka od (nie)Równego Traktowania

Sylwia Spurek

 
Na jesieni 2015 r. nowym Rzecznikiem Praw Obywatelskich został Adam Bodnar. Człowiek od początku wzbudzający kontrowersje, m. in. zasłynął wypowiedzią: „Musimy pamiętać, że wiele narodów współuczestniczyło w realizowaniu Holokaustu. W tym także naród polski”. Za co później przeprosił.

Z kolei na swojego zastępcę ds. Równego Traktowania mianował feministkę dr Sylwię Spurek, której działanie to praktyczne zaprzeczenie pełnionego przez nią urzędu.

 

„Przemoc ma płeć”

Sylwia Spurek przez pierwsze 2 lata swojej działalności niezbyt zwracała się na siebie uwagę opinii publicznej. W zasadzie mało kto o niej słyszał. Zmieniło się to w 2017 roku. I od razu w negatywny sposób. Zaczęło się od wywiadu dla portalu Onet, gdzie stwierdziła: „Warto powiedzieć o kliku faktach. Przemoc ma płeć. Ofiarami są kobiety i dzieci, a sprawcami są mężczyźni”.

Tymczasem każdy rozsądny człowiek, wie że wśród sprawców przemocy w rodzinie są zarówno mężczyźni, jak i kobiety, więc to oczywiste, że przemoc nie ma płci. O tej wypowiedzi z 7 marca 2017 r. mało kto jednak wiedział przez dobre kilka miesięcy. Wieść rozeszła kiedy sam o tym napisałem na swoim Fanpage, wtedy jeszcze mało znanym, ale szczęśliwie w rozpowszechnieniu informacji wsparli mnie twórcy FP Partia Mężczyzn, którzy mieli wówczas dobre 10 tys. fanów. Zbiegło się to wszystko w czasie (jesień 2017 r.), kiedy Sylwia Spurek wsparła kampanię „16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet”, gdzie dodatkowo zaczęła utrwalać fałszywe stereotypy na temat przemocy domowej. I internauci mieli okazję przekonać, kto sprawuje funkcję zastępcy RPO ds. Równego Traktowania i w jaki sposób to czyni.

W kampanii firmowanej przez Sylwię Spurek absurdy były widoczne gołym okiem. Przykładowo w takim spocie. Na wstępie Spurek mówi, że 19% kobiet w Polsce doświadcza przemocy domowej, a potem jak gdyby nigdy nic dodaje, że skala problemu jest tak naprawdę większa, bo tylko 30% kobiet zgłasza to organom ścigania. Jest to całkowita bzdura, ponieważ te 19% to wynik badań przedstawionych przez Agencję Praw Podstawowych, oparty na podstawie anonimowych ankiet, a nie zgłoszonych spraw. W dodatku patrząc na metodologię tamtych badań, gdzie przyjęto bardzo szerokie definicje przemocy wynik tak na dobrą sprawę był zawyżony. Mało tego, pomimo tak restrykcyjnego podejścia, według tych badań Polska i tak odnotowała najmniej przemocy wobec kobiet w całej UE.

Co jeszcze bardziej bije po oczach, to twierdzenie, że 90% ofiar domowej to kobiety. Źródła informacji rzecz jasna brak. Społeczny Rzecznik Praw Mężczyzn pisał nawet w tej sprawie do samego Rzecznika Praw Obywatelskich dr Adama Bodnara z pytaniem o źródło tej informacji. I sam Bodnar nie był w stanie go podać. Jak widzimy w odpowiedzi podał tylko dane oparte na Niebieskich Kartach, wedle których kobiety stanowią 71-73% ofiar.

Tu się chwilę zatrzymajmy. Faktycznie nawet w statystykach NK nie ma żadnej informacji o 90%. Jak podaje nam najnowsze sprawozdanie z 2017 r., kobiety miały stanowić 73,47% ofiar, mężczyźni – 11,92%, małoletni – 14,61%.

Spotykam się czasami z manipulacją mówiącą, że 90% ofiar to „kobiety i dzieci”. Tak jakby dzieci nie miały płci. Tymczasem nawet w powyższym sprawozdaniu NK z 2017 r. mamy informację, że wśród małoletnich ofiar 6800 to dziewczęta, a 6715 to chłopcy.

Z kolei jeśli chodzi o same dorosłe ofiary przemocy domowej, według powyższego sprawozdania kobiety stanowiłyby 86% ofiar, a mężczyźni 14%.

I w końcu najważniejsze. Niebieskie Karty nie oddają nam pełnego obrazu na temat faktycznego rozkładu płci wśród ofiar przemocy domowej. Nawet nam go nie przybliżają, a właściwe to nas od niego oddalają. Po pierwsze mężczyźni rzadziej zgłaszają przemoc będąc ofiarami, bojąc się, że w zemście kobieta wytnie ich z kontaktu z dziećmi, sami padną ofiarą fałszywych oskarżeń albo zwyczajnie odczuwają wstyd, ze względu na panujące w społeczeństwie stereotypy. Sylwia Spurek sama wspomniała o „ciemnej liczbie” wskazując, że tylko 30% kobiet będących ofiarami zgłasza przemoc, ale całkowicie pominęła fakt, że tylko 15% męskich ofiar zgłasza przemoc.

Po drugie Niebieskie Karty nie wskazują jeszcze kto jest sprawcą przemocy, przedstawiają tylko podejrzenie, że mogło dojść do przemocy. Często są nadużywane, głównie przez kobiety przy sprawach rozwodowych. Co najmniej 30% przypadków założenia Niebieskiej Karty stanowią fałszywe oskarżenia. Tymczasem bardziej rzetelne badania na temat płci i przemocy istnieją i są powszechnie dostępne. Przejdźmy więc do ich omówienia.

 

Co naprawdę mówią badania na temat przemocy w rodzinie?

Wyniki badań TNS OBOP z 2010 r. przygotowane na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na temat przemocy domowej wskazały, że 61% ofiar to kobiety, a 39% to mężczyźni. Dokładniejsze wyniki możemy poczytać w tym dokumencie.

Do tych samych badań oraz kilku innych nawiązuje również to opracowanie, przygotowane przez Zakład Psychologii Stosowanej, Uniwersytet Medyczny w Lublinie z 2015 r. Poza tym, że mężczyźni stanowią około 39% ofiar, możemy również poczytać o tym, że na przemoc kobiet wobec mężczyzn istnieje większe społeczne przyzwolenie, niż w odwrotnej konfiguracji. Oraz, że dla mężczyzn jest to wstydliwy problem i przejawiają niechęć do zgłaszania takich spraw na policję.

 
Z kolei badania CBOS z 2012 r. pokazały, że, ze strony swoich partnerów:

  • przemocy fizycznej padło 11% kobiet i 10% mężczyzn
  • przemocy psychicznej padło 16% kobiet i 20% mężczyzn
  • przemocy fizycznej lub psychicznej padało 21% kobiet i 20% mężczyzn

 
W innych krajach zjawisko przemocy wobec mężczyzn zostało zbadane jeszcze dokładniej. Prym wiodą tu zwłaszcza Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, gdzie badania nad przemocą domową z uwzględnieniem obojga płci są przeprowadzane regularnie przez wielu badaczy.

Jednym z najbardziej znanych jest Murray Strauss z Uniwersytetu w New Hampshire, który już  w 1985 r. na podstawie Ogólnokrajowych Badań nad Przemocą w Rodzinie (National Family Violence Survey) przedstawił  obserwacje dotyczące ogólnych prawidłowości dotyczących tego rodzaju przemocy. W 1985 roku okazało się, że na 495 par, w których kobieta zgłaszała co najmniej jeden przypadek przemocy, mężczyzna był jej wyłącznym sprawcą w blisko 26% badanych par, z kolei kobieta – wyłączną sprawczynią w 25,6% par objętych badaniami. W 48,4% z nich do przemocy odwoływali się oboje partnerzy (przemoc fizyczna wzajemna). Autor wywnioskował, że minimalny szacunek przypadków przemocy, które nie mogły być działaniem w obronie własnej, ponieważ w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie przemoc stosowały wyłącznie kobiety, wynosi około 25–30%. Podobne wyniki co do przemocy wyłącznie ze strony kobiet wykazały sondaże przeprowadzone w ramach innego programu badawczego: Ogólnokrajowego Badania Rodzin i Gospodarstw Domowych (National Survey of Families and Households).

Skoro już mowa o przemocy wzajemnej, to przypomnę, że Erin Pizzey, założycielka pierwszego na świecie schroniska dla kobiet doświadczających przemocy w rodzinie w Chiswick podawała, że 62 na pierwsze 100 kobiet, które zgłosiły do jej ośrodka, była równie agresywna, co mężczyźni, od których odeszły. A kiedy ofiarą jest tylko jedna strona, ofiar po stronie kobiet, jak i mężczyzn jest mniej więcej po równo. Pisałem o niej już osobny artykuł.

Suzanne Steinmetz, autorka pojęcia „syndrom maltretowanego męża” w swojej książce „The battered husband syndrome” podała, że w USA co roku około 250 tysięcy mężów jest maltretowanych przez żony. Jej zdaniem mężczyźni równie często co kobiety padają ofiarą przemocy w rodzinie.

Prawdziwym wyjadaczem w temacie jest psycholog społeczny z Kalifornijskiego Uniwersytetu Stanowego, Martin S. Fiebert. Od ponad 30 lat prowadzi systematyczny przegląd amerykańskich i międzynarodowych badań dotyczących problematyki przemocy stosowanej przez kobiety. Jego metaanaliza nosi tytuł References examining assaults by women on their spouses or male partners: An annotated bibliography (Doniesienia z badań nad aktami przemocy fizycznej kobiet wobec mężów i męskich partnerów: bibliografia z przypisami). Opracowanie to obejmuje lata 1980–2011, omawiając 282 badania akademickie, 218 sondaży zrealizowanych przez inne podmioty niż uczelnie wyższe, a także 64 analizy i recenzje na ten temat. Wspólnym mianownikiem komentowanych przez M.S. Fieberta komunikatów naukowych jest teza, że kobiety w relacjach ze swoimi małżonkami i partnerami dopuszczają się przemocy fizycznej, a nawet bywają bardziej agresywne niż mężczyźni. W dniu 2 maja 2011 r. łączna wielkość próby we wszystkich przywołanych przez M.S. Fieberta badaniach przekroczyła już całe 369 800 osób.

Brytyjska organizacja pozarządowa monitorująca zjawiska związane z funkcjonowaniem rodzin, Campaign Group Parity w raporcie z 2010 r. przedstawiła dane, według których przemoc kobiet wobec mężczyzn stanowi więcej niż 40% przypadków przemocy domowej w Anglii. Podobny rezultat pokazują dane Office Home (brytyjski odpowiednik polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) oraz rezultaty ostatnich sondaży przeprowadzonych w ramach British Crime Survey.

Więcej przykładów tego typu badań można znaleźć w książce Mariana Cabalskiego, „Przemoc stosowana przez kobiety. Studium kryminologiczne”.

 

Inne przypały Sylwii Spurek

Będąc zastępczynią RPO ds. Równego Traktowania Sylwia Spurek nieustannie pisze w swoich social mediach pod hasztagiem #trzymamstronekobiet. I to nie tylko w czasie kampanii „16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet”, ale przez cały czas. Trudno o bardziej wymowny przykład kompromitowania sprawowanej przez siebie funkcji.

Mało tego w styczniu tego roku niejaka Karolina Hammer zamieściła swoje zdjęcie na Facebooku z Sylwią Spurek wzywając do wprowadzenia matriarchatu w ciągu 7 lat.

matriarchat

Sylwia Spurek w odpowiedzi pod tym zdjęciem niczego nie zdementowała, nie skrytykowała koleżanki. Odpowiedziała za to bardzo przychylnym komentarzem:

sylwia spurek

 
Spurek wspomina również często o potrzebie „natychmiastowej” izolacji „sprawcy” od „ofiary”. Według niej decyzję w tej sprawie powinien być podejmować nie tylko sąd jak jest teraz, ale także zwykły policjant, wydając nakaz opuszczenie lokalu np. na okres 14 dni. W jaki sposób miałoby się to odbywać, aby nie prowadziło to do nadużyć, gdzie fałszywa ofiara, sama będąca nierzadko sprawcą nie mogła tego wykorzystywać do krzywdzenia partnera „na legalu”? Nie wiadomo, Spurek powiedziała tylko w jednym z wywiadów, że takie rozwiązania byłoby stosowane jedynie „w wyjątkowych okolicznościach” (ale jakie to okoliczności i co je definiuje?) oraz, że takie rozwiązanie jest rzekomo standardem w Austrii.

Próbowałem szukać informacji na temat tego jak działa system przeciwdziałania przemocy domowej w Austrii, ale nic o tym rodzaju izolacji nie znalazłem. W zasadzie to w ogóle pierwsze słyszę żeby gdziekolwiek stosowano takie rozwiązania. W każdym cywilizowanym kraju normą jest sądowa kontrola nad działaniem policji, to jedna z podstaw demokratycznego państwa prawa i praw obywatelskich. To sąd wydaje decyzje w takich sprawach jak eksmisja z mieszkania, zakaz zbliżania czy nakaz przeszukania lokalu.

Wiem tylko, że jak w Hiszpanii przekombinowano, tak że niemal automatycznie można każdego zatrzymać na 48h pod zarzutem bycia sprawcą przemocy domowej, doprowadziło to do bardzo dużej liczby fałszywych oskarżeń, o czym pisałem w tym tekście, podobnie stało się również w Izraelu. A w Polsce nawet przy obecnych zasadach fałszywe oskarżenia o przemoc są powszechną zagrywką przy rozwodach, zwaną przez prawników „metodą na bitą żonę”. Takie pomysły jakie prezentuje Sylwia Spurek były już wcześniej przedstawiane przez Centrum Praw Kobiet, nie zostały przyjęte, ani nawet podjęte pod głosowanie nie tylko w czasie rządów PO, ale nawet SLD.

Trzeba również pamiętać, że to mogłoby nie tylko prowadzić do nadużywania fałszywych oskarżeń, ale także do nadużyć policji wobec obywateli. Sprawy Igora Stachowiaka, Tomasza Komendy czy Tomasza Krajewskiego z Nawsia Brzosteckiego pokazują do czego mogą prowadzić nadużycia funkcjonariuszów policji wobec zwykłych ludzi.

Tu też kłania się taka feministyczna „logika”. Według wielu feministek w policji na ogół pracują źli ludzie, podobno źle traktują np. ofiary gwałtów. Ale ci sami „źli ludzie” nie będą nadużywać uprawnień przy wyrzucaniu ludzi z mieszkań. Sama zresztą Sylwia Spurek dość często wrzuca na swoich social mediach informacje, że ktoś został niesłusznie aresztowany albo zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, bo dokładnie takim sprawami zajmuje się biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. A sam Adam Bodnar zaapelował ostatnio do Ministra Sprawiedliwości o potrzebę zmiany prawa, aby ludzie mogli łatwiej uzyskiwać odszkodowanie za niesłuszne oskarżenia.

Takich logicznych nieścisłości w działaniu pani Spurek jest więcej. Przykładowo prowadzi kampanie według których dawanie klapsa dziecku to przemoc. Ale nie przeszkadza jej to w twierdzeniu, że przemoc ma płeć męską, chociaż to matki dają dzieciom klapsy częściej od ojców. Potrafi w tym samym wywiadzie stwierdzić, że wielu mężczyzn nie zgłasza przemocy ze względu na społeczne stereotypy i jednocześnie powołać się na statystyki oparte na zgłoszonych sprawach (w dodatku z błędem, powielając mit 90%). Mówi o tym, że przemocy doświadczają kobiety, jak i dzieci, mężczyźni, osoby starsze i osoby niepełnosprawne. Ale wszystkie kampanie o przemocy domowej z jej strony poświęcone są tylko kobietom jako ofiarom. Potrafi odnieść się do mężczyzn w niby bardziej przyjazny sposób, mówiąc, że większość mężczyzn nie stosuje przemocy i zachęca ich do współdziałania przeciw przemocy, ale potem sama ich dyskryminuje i pomija, i dziwi się, że mężczyźni nie chcą z nią współpracować.

Na koniec dodam taki troszkę mniej istotny fakt. Sylwia Spurek była w przeszłości także wykładowczynią Gender studies na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Polskiej Akademii Nauk. O kontrowersjach tyczących się tej dziedziny wiedzy, pisałem w ostatnim artykule.

 

Społeczny odbiór i reakcja na działalność Sylwii Spurek

Jak już pisałem, mniej więcej w końcówce 2017 r. Spurek w końcu zwróciła na siebie uwagę opinii publicznej. Dużo ludzi zareagowało ostrym sprzeciwem. Zarówno w internecie, jak i realnym świecie. Początkowo głosy krytyki można było znaleźć na Facebooku. Następnie temat trafił na bardzo podatny grunt w serwisie Wykop. Znaleziska z nią w roli głównej (w negatywnym tego słowa znaczeniu) biją rekordy popularności. Dla przykładu ten wpis ma już ponad 4100 głosów na plus i zaledwie 34 na minus, a liczba wyświetleń przekroczyła liczbę 84 tys.

Poza internetem zostały również podjęte kroki w świecie rzeczywistym. Sabina Gatti, od lat zajmująca się obalaniem stereotypów dotyczących płci i przemocy domowej napisała list otwarty do samej Sylwii Spurek, a także pisma w tej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich i Ministra Sprawiedliwości. Następnie napisała również drugi list otwarty do Sylwii Spurek, jako że na pierwszy nie dostała odpowiedzi, pomimo upomnienia w tej sprawie ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości.

Maciej Wójcik, działający jako Społeczny Rzecznik Praw Mężczyzn w Polsce również podjął działanie w tej sprawie pisząc list otwarty do Rzecznika Praw Obywatelskich, z wnioskiem o odwołanie Sylwii Spurek. Adam Bodnar w odpowiedzi odmówił dymisji pani Spurek, udzielił też dość wymijających odpowiedzi na pytania dotyczące dyskryminacji mężczyzn w Polsce, które padły przy okazji.

W sieci można znaleźć również petycję w sprawie odwołania Sylwii Spurek, zachęcam wszystkich do jej podpisania.

Temat w pewnym stopniu przebił się również do mass mediów, wpierw wspomniał o tym dziennikarz RMF FM, a ostatnio o krytyce Spurek przez Społecznego Rzecznika Praw Mężczyzn napisał portal Wirtualna Polska.

 
Z kolei dnia 7 marca 2019 r. w Warszawie odbędzie się Manifestacja w sprawie odwołania Sylwii Spurek ze stanowiska. Więcej szczegółów poniżej:
https://www.facebook.com/events/258592068191344/

Sprawa Bretta Kavanaugha – czyli fałszywe oskarżenia o gwałt jako narzędzie walki politycznej

Brett Kavanaugh

 
Niedawne zaprzysiężenie Bretta Kavanaugha na sędziego Sądu Najwyższego USA nie obyło się bez skandalu. Otóż jak tylko prezydent Donald Trump zgłosił jego kandydaturę zaczęły się protesty ze strony zwolenników Partii Demokratycznej, jako że Kavanaugh znany jest ze swoich konserwatywnych poglądów. Chuck Schumer, senator z ramienia Partii Demokratycznej zapowiedział nawet, że trzeba zatrzymać tę nominację „wszelkimi sposobami”. No i pojawiły się absurdalne oskarżenia o napaści seksualne, które teraz omówię.

 

Dr Christine Ford i oskarżenie o próbę gwałtu sprzed 36 lat

Niedługo po zgłoszeniu kandydatury Kavanaugha, mężczyzna który przez ponad 30 lat swojej kariery miał nieposzlakowaną opinię, który wcześniej przed objęciem każdego ważnego stanowiska był już łącznie 6 razy prześwietlany przez FBI pod kontem ewentualnego złamania prawa teraz został oskarżony o próbę gwałtu przez Dr psychologii Christine Ford. Do zdarzenia miało dość…. 36 lat temu. Dodam, że kolejnym „przypadkiem” jest tu fakt, że Ford zanim oficjalnie oskarżyła Kavanaugha, wpierw zrobiła to w liście do Dianne Feinstein, czyli przedstawicielki Partii Demokratycznej w senackiej komisji sądownictwa.

Na potwierdzenie zarzutów nie znalazły się rzecz jasna żadne dowody. W dodatku zeznania pani Ford w ogóle nie trzymały się kupy. Twierdziła, że Kavanaugh dopuścił się wobec niej próby gwałtu na imprezie gdy miał 17 lat, a ona 15 lat, co skończyło się „niepowodzeniem” ze względu na to, że miała pod ubraniem jednoczęściowy stój kąpielowy. Jednak nie potrafiła wskazać kiedy (w jakim miesiącu) miała mieć miejsce ta impreza ani tego gdzie miała się ona odbyć . Nie była też w stanie przedstawić żadnych, choćby ogólnych faktów dotyczących zdarzenia, takich jak kto ją przywiózł i odwiózł z imprezy kilka kilometrów od domu, ile osób było w pomieszczeniu, jak wiele alkoholu wypiła, dlaczego nie ostrzegła innych przed gwałcicielem? Itd. Wskazała również na kilku świadków, którzy mieli być na tej imprezie, ale żadna z tych osób nie potwierdziła jej wersji wydarzeń, ani nawet tego, że Kavanaugh był w ogóle obecny na tej samej imprezie.

Jednocześnie w obronie Kavanaugha stanęło 65 kobiet, które go znają jeszcze od czasów liceum, zgodnie twierdząc, że zawsze traktował on kobiety z przyzwoitością i szacunkiem.

Z kolei protesty przeciwko kandydaturze pana Kavanaugha okazały się być finansowane, a nie spontaniczne, co niechcący wygadała Shawna Thomas. W dodatku Christine Ford na całej ten sprawie zarobiła 700 tys. dolarów dzięki zbiórce na crowdfundingowej platformie GoFundMe. Jak mówi stare powiedzenie „jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze”.

I generalnie na tym cała szopka powinna się skończyć, ale skoro kandydaturę Kavanaugha trzeba było zatrzymać „wszelkimi sposobami”, to Show Must Go On. Zaczęły się więc pojawiać kolejne oskarżenia, jeszcze bardziej absurdalne.

 

Lewicowa aktywistka Judy Munro-Leighton również oskarżyła Kavanaugha o gwałt, a potem przyznała się do kłamstwa

Judy Munro-Leighton wysłała list do senator Kamali Harris z Partii Demokratycznej, podpisując się jako „Jane Doe”, w którym twierdziła, że Kavanaugh zgwałcił ją na tylnym siedzeniu samochodu wielu lat temu. Po pewnym czasie jednak wysłała list do FBI, w którym przyznała, że wszystko to zmyśliła. Jak przyznała nigdy nawet nie spotkała rzekomego sprawcy. Wymyśliła historię, bo „była wkurzona”, i „chciała zwrócić na siebie uwagę”.

 

Julie Swetnick i jej opowieści rodem z książek Markiza de Sade

Julie Swetnick to trzecia z kobiet, która postanowiła oskarżyć Kavanaugha. Jednak jej wersja wydarzeń była całkowicie oderwana od rzeczywistości. Twierdzi ona, że przychodziła 7 razy pod rząd na imprezę, na której dochodziło do zbiorowych gwałtów. Proste logiczne pytanie: Skoro wiedziała, co dzieje się na tych imprezach dlaczego przychodziła na nie ponownie? I to 7 razy? Liczyła, że w końcu i ją zgwałcą? Do 7 razu sztuka? Czy co? Absurd goni absurd.

Jak wyszło na jaw, Swetnick jest kobietą z zaburzeniami psychicznymi. W przeszłości przegrała proces ze swoim pracodawcą, któremu musiała zapłacić 60 tys. dolarów za pomówienia. Jej były chłopak twierdzi, że groziła jemu i jego rodzinie i udało mu się nawet uzyskać sądowy zakaz zbliżania się do niego.

Pomimo całej tej kampanii nienawiści Brett Kavanaugh został oczyszczony z zarzutów w wyniku powtórzonego śledztwa FBI i został zaprzysiężony na sędziego Sądu Najwyższego 7 października tego roku.

 

Donald Trump: „To przerażające czasy dla młodych mężczyzn”

Kiedy Trump obejmował prezydenturę w USA, wielu Amerykanów liczyło na zmianę absurdalnych zasad w sprawie oskarżeń o gwałty i molestowania na Kampusach, łamiących fundamentalne prawa do domniemania niewinności i sprawiedliwego procesu, o których już kiedyś pisałem.

I faktycznie, jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta było powołanie na stanowisko Sekretarza Edukacji Stanów Zjednoczonych Betsy DeVos, która cofnęła założenia „Dear Colleague” z czasów administracji Baracka Obamy. Obecnie trwają prace nad wdrożeniem nowych, bardziej sprawiedliwych zasad na uczelnie.

Natomiast sprawa Kavanaugha ponownie wywołała Trumpa do tablicy w sprawie fałszywych oskarżeń. Publicznie stwierdził, że nadeszły naprawdę przerażające czasy dla młodych mężczyzn, kiedy tak łatwo można każdego oskarżyć o coś czego nie zrobił. I potrzeba nam przywrócenia elementarnych zasad domniemania niewinności i sprawiedliwego procesu, traktowanych na poważnie, a nie „po macoszemu”.

Co więcej sam Trump w czasie kampanii był atakowany fałszywymi oskarżeniami o molestowanie. Kobiety oskarżające Trumpa były opłacane przez sponsorów kampanii prezydenckiej Hilary Clinton. Co jest w tym wszystkim najbardziej kuriozalne, to że lewicowi politycy i feministki, którzy najbardziej próbują bagatelizować problem fałszywych oskarżeń, sami otwarcie używają fałszywych oskarżeń jako broń w walce politycznej. To tak jakby jakaś organizacja terrorystyczna głosiła, że terroryzm to wcale nie taki wielki problem, na zasadzie „zaufaj mi, jestem terrorystą”.

Co będzie dalej, na dzień dzisiejszy trudno powiedzieć. Natomiast faktem jest, że po raz pierwszy od dłuższego czasu jakiś liczący się polityk poruszył publicznie temat praw mężczyzn. Możemy to uznać za pozytywny precedens.

Kolejny szokujący trend – fałszywe oskarżanie nieletnich chłopców o molestowanie seksualne

Chłopiec fałszywie oskarżony o molestowanie

 
Feministki w swojej wojnie przeciwko mężczyznom nie oszczędzają również młodszych przedstawicieli płci męskiej. O „wojnie przeciwko chłopcom” pisała już przed laty w swojej książce „The war against boys” Christina Hoff Sommers. Do tego dochodzi słynne „uczmy chłopców jak nie gwałcić”. Bo przecież rodzice wcale nie uczą dzieci, żeby byli dobrymi ludźmi, dziewczynek nie trzeba niczego uczyć, bo kobiety są aniołami z natury, a każdy chłopiec to potencjalny przyszły gwałciciel. Owocem tego wszystkiego w ostatnich latach stało się kolejne niepokojące zjawisko, jakim są niesłuszne oskarżenia o molestowanie seksualne wysnuwane wobec chłopców i nastolatków.

 

13-letni chłopiec aresztowany po fałszywym oskarżeniu koleżanek ze szkoły w ramach #MeToo

Artykuł opisujący tę sprawę możemy przeczytać na portalu Dangerous.com. Pozwolę sobie zamieścić tłumaczenie autorstwa Fanpage Kamieni Kupa, aby każdy mógł zrozumieć o co chodzi:

Keith Bailey (na zdjęciu z tatą) jest ośmioklasistą z Colorado Springs w USA. Ostatnio stał się sławny. Został aresztowany na podstawie fałszywych oskarżeń czterech uczennic, które zarzuciły mu napaść seksualną, bo nie chciał przeprosić za -ich zdaniem- niepoprawne politycznie zachowanie i rasizm.

To był zwykły dzień w szkole, gdy Keith został nagle wezwany do biura wicedyrektora. Dzieciak kompletnie nie wiedział co się stało, a nigdy wcześniej nie miał kłopotów. Był lubiany, brał udział w zajęciach z zaawansowanej matematyki, grał w piłkę i chodził do kościoła. Jednak wyglądało na coś poważnego. Przez ponad dwie godziny był grillowany na swoistym przesłuchaniu. Co chwilę pytali go „co zrobił tym dziewczynom”, chociaż nikt nie mówił konkretnie o co chodzi. Gdy zastraszanie nie przyniosło skutku, dyrekcja zadzwoniła do jego rodziców informując, że ich syn jest zawieszony. Jednak jeszcze wcześniej wezwano policję. Zanim zaniepokojony ojciec Keitha dojechał do szkoły, jego syn został obezwładniony i wciągnięty na tył radiowozu. Wszystko na oczach innych uczniów.

Co takiego się wydarzyło? Zaczęło się tydzień temu, gdy Keith siedząc w domu przed komputerem, zmienił sobie avatara Bitmoji na postać czarnoskórą. Po kilku minutach uaktywniła się jedna z dziewczyn określająca siebie jako feministka. Powiedziała mu, że musi to zmienić. Keith usłyszał, że jest „niewrażliwy” i „rasistowski”, oraz że „jako osoba biała, nie może używać czarnoskórego avataru”. Następnego dnia w szkole ona oraz jej koleżanki i koledzy zaczęli rozpowiadać o rzekomym rasizmie Keitha. Rozpoczęło się nękanie i groźby pobicia, a gdy to nie wystarczyło, zmyślono napastowane seksualnie.

Keith miał molestować podczas meczu tydzień temu, chociaż był na nim w towarzystwie swojej dziewczyny oraz własnej mamy. Jego ojciec powiedział w wywiadzie, że chociaż zarzuty od początku były absurdalne, to nie znalazł się nikt rozsądny, by to przerwać. Wszyscy zostali sparaliżowani oskarżeniami o rasizm i molestowanie, szczególnie po akcji #metoo, więc Keitha przewieziono na posterunek, by jak przestępcy zrobić mu zdjęcia, pobrać odciski palców i oficjalnie rozpocząć postępowanie, za które teoretycznie grożą 2 lata w zakładzie dla nieletnich. Teraz rodzina musi czekać do końca października na zakończenie sprawy”.

Nie znalazłem niestety informacji jak zakończyła się ta sprawa. Jeśli ktoś ma takie info, prosiłbym o kontakt. Polecam również zajrzeć na zbiórkę pieniędzy na pomoc prawną dla rodziny tego chłopca:
https://fundly.com/defense-fund-for-keith-bailey-1

 

Pięć licealistek fałszywie oskarżyło o molestowanie kolegę, bo „po prostu go nie lubią”

W szkole średniej w Pittsburghu (Pensynwalia, USA) nastolatek został oskarżony przez 5 dziewczyn o molestowanie i napaści seksualne, przez co stracił pracę na basenie jako ratownik i został zmuszony do służby w zakładzie dla nieletnich. Dziewczyny następnie przyznały się, że ich oskarżenia były zmyślone. Jako powód podały wytłumaczenia typu: „po prostu go nie lubię”. Chłopak obecnie przeszedł na edukację domową i przeżywa psychiczną traumę. Jego rodzice pozwali szkołę, za brak wyciągnięcia konsekwencji dla fałszywie oskarżających nastolatek. Sprawa w toku. Więcej można o tym poczytać w artykule na Daily Mail.

 

9-letni chłopiec stanął w obliczu oskarżenia o molestowanie za napisanie listu miłosnego do koleżanki z klasy

Sprawa z 2015 r. W stanie Floryda w USA 9-latek został wezwany do pokoju nauczycielskiego i stanął przed możliwością oskarżenia o molestowanie seksualne. Wszystko dlatego, że pisał listy miłosne do koleżanki z klasy, o treściach „Lubię cię” wewnątrz rysunku serca oraz „Lubię twoje włosy, bo są takie zadbane, lubię twoje oczy, bo błyszczą jak diamenty”.

Przez całe zamieszanie chłopiec spotkał się z szykanami ze strony kolegów z klasy. Koledzy dokuczali mu opowiadając, że rzekomo chciał zobaczyć koleżankę nago. Tymczasem żaden z liścików nie zawierał treści o podtekście seksualnym. Więcej na temat tej sprawy w tym artykule.

 

53-letnia feministka oskarżyła o molestowanie 9-letniego chłopca, który przypadkiem trącił ją plecakiem

Do zdarzenia doszło przy kasie jednego ze sklepów w Brooklynie. 53-letnia Teresa Klein, pseudonim Corner Store Caroline, określająca się jako „feministka i humanistka”, zadzwoniła na policję, aby zgłosić, że została zaatakowana seksualnie przez 9-letniego czarnoskórego chłopca, który miał dotknąć jej pośladków. Jak pokazało nagranie z monitoringu, chłopiec nawet nie dotknął kobiety, tylko przypadkiem trącił ją swoim plecakiem.

Mężczyzna, który nagrał Klein dzwoniącą na policję relacjonował, że chłopiec obawiał się, że pójdzie do więzienia. – „Uznałem, że ktoś wzywa policję z niewłaściwych powodów, zwłaszcza skarżąc się na dziecko (…) Ten chłopiec przez resztę swojego życia będzie miał traumę. To zdarzenie będzie towarzyszyło mu już zawsze” – stwierdził Jason Littlejohn

Więcej na temat w tym artykule. Nagranie z feministką zgłaszające rzekomą przemoc ze strony dziecka:

 
Nagranie z monitoringu:

O co chodzi z tym straszeniem incelami?

Incele

 
Od jakiegoś czasu w mediach głównego nurtu i na portalach feministycznych można znaleźć wpisy straszące rebelią „inceli”, którzy nienawidzą kobiet przez swoją frustrację seksualną, chcą redystrybucji kobiet przez państwo czy legalizacji gwałtów. Jednocześnie w tych samych artykułach z grupą inceli próbuje się zestawić wszystkie ruchy związane z filozofią The Red Pill, a nawet ruchy związane z obroną praw mężczyzn, czy wręcz wszystkich, którzy nie są entuzjastami feminizmu. O co chodzi w tym szaleństwie? Postaram się pokrótce wytłumaczyć.

 

Kim są incele?

Grupa inceli została pierwotnie dostrzeżona na portalu Reddit. Tu małe wyjaśnienie. Portal ten posiada opcję tzw. subreddit, czyli tworzenia własnych podstron z przedrostkiem r/, a to daje możliwość tworzenia stron tematycznych czy różnych społeczności. Przykładowo: r/gaming, r/cats, r/liberatarian, r/conservative, r/memes, r/history. Oczywiście jest to także bardzo dobre miejsce dla rozwoju manosfery, a więc powstają tam takie grupy jak r/theredpill, r/mra, r/mensrights czy r/mgtow.

Powstała również grupa r/incels, czyli incele. Nazwa pochodzi od „involuntary celibate”, czyli „przymusowy celibat”. A więc była to grupa mężczyzn nie uprawiających seksu przez brak powodzenia u kobiet itd. Ze względu na to, że wśród wypowiedzi cześć z nich zawierała bardzo nienawistne hasła w stosunku do kobiet, czy nawet opisy fantazji o przemocy wobec kobiet czy pochwały pod adresem mordercy Elliota Rodgera cała grupa została zbanowana. No i z grubsza to tyle. Dlaczego zatem ze względu na kilku dawno zbanowanych wariatów albo nawet zwyczajnych trolli media straszą, że nadciąga jakaś rebelia inceli, wieszczą jakąś wielką rewolucję?

 

Stara i oklepana metoda na dyskredytowanie przeciwników politycznych

Odpowiedź na wcześniej zadane pytanie szybko znajdziemy w samym artykułach na temat inceli. W tych samych tekstach próbuje się zestawić w jednej linii inceli ze wszystkimi portalamii i organizacjami poruszający problematykę praw mężczyzn, czy ludzi odwołujących się do metafory „czerwonej pigułki”, czy krytykujących to jak wygląda współczesny feminizm. W zasadzie to dosłownie wszystkich, którzy nie podpisują się pod lewicowo-feministyczną retoryką.

Dochodzi tu już do takich absurdów jak na Krytyce Politycznej, gdzie próbuje się zrównać z incelami  i psychopatami ruchy walczące o prawa ojców, czy osoby sprzeciwiające się bagatelizowaniu męskich ofiar przemocy czy fałszywych oskarżeń o gwałt. Uznając ich za „trochę bardziej poprawnych politycznie” od inceli.

Na jednej z czołowych feministycznych grup w Polsce, czyli Dziewuchy Dziewuchom stwierdzono ostatnio, że osoby odkłamujące fałszywe stereotypy na temat płci i przemocy to „polska mutacja inceli”:

Dziewuchy

(Tak BTW powyższego screena przesłała mi jedna z czytelniczek, wychodzi na to, że kobiety dostrzegające jaka jest prawda, to też są incele :D)

Inna polska feministka napisała o Jordanie Petersonie, że uwaga: „Internet właśnie wypromował faceta, który mężczyzn-nieudaczników zamienia w morderców kobiet”.

I takich absurdalnych tekstów jest oczywiście więcej, wystarczy sobie wygooglować „incele”. W każdym razie, chyba już rozumiecie na czym polega schemat?

 
Taka metoda na ośmieszanie przeciwników politycznych nie jest niczym nowym. Powszechnie stosowało się ją w ustrojach totalitarnych. Bolszewicy każdego kto nie chciał ich poprzeć uznawali za „kontrrewolucjonistów” i „reakcjonistów”. Stalin dodatkowo jeszcze uznawał samych komunistów, którzy nie byli jego zwolennikami z automatu za „trockistów”. Wraz z rozwojem stalinowskiego terroru w ogóle wielu przypadkowych ludzi uznawano za „trockistów” i oskarżono fałszywie o różne akcje dywersyjne i sabotażowe na szkodę ZSRR. W III Rzeszy, każdy kto nie poparł NSDAP stawał się „wrogiem narodu”, czy też „żydowskim spiskowcem”.

Doskonały opis tego typu propagandy możemy odnaleźć także w książkach George’a Orwella. W „Folwarku zwierzęcym” za wszelkie niepowodzenia (jak np. zawalenie się wiatraka) miał odpowiadać Snowball, knur przegoniony przez knura Napoleona, który to przejął całą władzę we Folwarku. Oczywiście każde zwierzę nieprzychylne Napoleonowi było oskarżane o współpracę z wrogim Snowballem.

W „Roku 1984” głównymi wrogami byli Emmanuel Goldstein i jego zwolennicy (chociaż nie wiadomo czy ktoś taki jak Goldstein w ogóle istniał, czy nie był tylko elementem propagandy partii rządzącej). Z nimi utożsamiano wszystkich ludzi, którzy próbowali się sprzeciwiać władzy partii. Dlatego regularnym rytuałem w Oceanii były tzw. „Dwie minuty nienawiści”, gdzie prezentowało się film, na którym Emmanuel Goldstein mówi (zgodnie z prawdą) jak naprawdę funkcjonuje ustrój w Oceanii, w jaki sposób władze partii manipulują społeczeństwem. Przekaz sugeruje jednocześnie, że to co mówi Goldstein to herezja, a on sam jest zdrajcą, działającym na rzecz obcych wojsk. W czasie „Dwóch minut nienawiści” wszyscy oglądający spektakl działacze partyjni krzyczą i złorzeczą Goldsteinowi, nazywając go zdrajcą. W ekranizacji powieści rytuał ten wygląda następująco:

Jeszcze większa kompromitacja akcji #MeToo

#MeToo

 
Około 2,5 miesiąca temu pisałem o doszczętnej kompromitacji akcji #MeToo, już wtedy akcja wydawała się całkowicie spalona. Jednak wydarzenia, które doszły od tego czasu sprawiają, że to już coś więcej niż kompromitacja. To jest dosłownie masakra. 

 

Rewolucja zjada własne dzieci jak leci

Od samego początku doprawdy tragikomicznym elementem #MeToo jest to, że oskarżenia i to nierzadko bardzo absurdalne i niewiarygodne dosięgają działaczy lewicowych i feministycznych, którzy sami popierali akcję. Przykładami są tu Aziz Ansari, czy Jakub Dymek.

Ostatnio do tego grona dołączył sam premier Kanady Justin Trudeau, który został oskarżony o molestowanie sprzed 18 lat przez dziennikarkę. A do niedawna był gorącym zwolennikiem MeToo, głoszącym takie poglądy: „Molestowanie seksualne to problem systemowy, a kiedy kobiety mówią, mamy obowiązek ich wysłuchać i im wierzyć. Oczywiście moje myśli skierowane są do kobiet, które były molestowane, do ich przyjaciół, rodzin i całej społeczności, solidaryzującej się z nimi”. Wspierał także oskarżenia pod adresem Patricka Browna, które potem okazały się być fałszywe.

 

Wychodzą kłamstwa i nieścisłości w sprawie Harveya Weinsteina

Jak się okazuje nawet w sprawie samego Weinsteina wychodzi na jaw wiele przekłamań. Wpierw okazało się, że Lucia Evans, kobieta która oskarża go o gwałt, w okresie 2013-2017 r. (już po rzekomym gwałcie) wysłała mu ponad 400 e-maili, w których pisze, że go kocha, ma piękne oczy, tęskni za nim, flirtuje z nim itd.

Asia Argento, włoska aktorka, która oskarżyła Weinsteina o gwałt sprzed 20 lat, obecnie sama boryka się z zarzutami wykorzystania seksualnego 17-latka i w ogóle ma wiele złych rzeczy na sumieniu (więcej o tym trochę później). A w sprawie Weinsteina, włoska prasa od początku przedstawiała wątpliwości co do tych zarzutów. Dlaczego Argento opowiada o gwałcie dopiero po 20 latach? I dlaczego już po rzekomym akcie przemocy utrzymywała z nim bardzo przyjacielskie relacje, co zostało uwidocznione na wielu zdjęciach oraz relacjach świadków?

Konserwatywna gazeta „Libero” opublikowała tekst felietonisty Renato Fariny z nagłówkiem: „Najpierw się oddają, a potem biadolą i udają żal”. Dziennikarz Mario Adinolfi stwierdził, że aktorka próbuje „usprawiedliwiać prostytucję w wyższych sferach”. Z kolei polityk i krytyk sztuki Vittorio Sgarbi, przyjaciel byłego męża Argento, „Morgana” Marco Castoldi powtarza za jego zgodą, że ten „ma poczucie, że Weinstein został przez nią zaatakowany”. Morgan ponoć, przez cały czas spędzony z ówczesną żoną nigdy nie odniósł wrażenia, że miałaby ona jakiekolwiek obiekcje do Weinsteina. Był wręcz zdania, że darzyła go pewną sympatią, a stosunki pomiędzy nimi wydawały mu się bardzo poprawne. Argento miała się chwalić, że ten dureń był w niej zakochany, oferował prezenty, a ona go odpychała, ale traktowała to raczej, jako powód do dumy, do potwierdzania swej kobiecej wartości. Według relacji ex partnera Asia to twarda, zimna kobieta, mająca skłonności do przemocy, traktująca bardzo źle związanych z nią mężczyzn. Sam Sgarbi określa ją zarazem, jako bogatą, zdolną do obrony, z uprzywilejowanego środowiska (córka słynnego reżysera, kariera, zachcianki i majątek już od dziecka), a zablokowany przez Argento na Twitterze, pisze:

„Przeżyłem całe moje życie ignorując ją. Cieszę się, że nie muszę dłużej czytać chełpliwej bezsensowności, i nie chodzi denuncjację, ale samozadowolenie z przemocy. Mnóstwo kobiet podziwia współczucie (dla kobiet) i skromność, zupełnie nieobecne w Argento”.

Jedyną odpowiedzią aktorki na to wszystko było obrażenie się na całe Włochy i demonstracyjne opuszczenie kraju.

 

Feministki i liderki #MeToo oskarżone o przemoc seksualną wobec mężczyzn

Asia Argento, która była pierwszą inicjatorką akcji #MeToo poza fałszywym oskarżeniem Weinsteina o gwałt, obecnie sama zaczęła się borykać z zarzutami wykorzystania seksualnego 17-latka, któremu po cichu zapłaciła 380 tys. dolarów w ramach ugody.

O Argento zrobiło się głośno już wcześniej, to prawdopodobnie przez nią jej partner, słynny amerykański szef kuchni, Anthony Burdain popełnił samobójstwo w czerwcu tego roku. Mało tego, w reakcji na zarzuty co do wykorzystania 17-latka skłamała w oświadczeniu, że do niczego między nimi nie doszło, kłamstwo wyszło na jaw dzięki zdjęciom i sms-om z koleżankami. Do tego jeszcze próbowała przerzucić odpowiedzialność co do zapłacenia ugody własnie na Burdaina. Poziom wyrachowania i makiawelizmu tej kobiety przekracza wszelkie granice.

Przypadek Asii Argento nie był pierwszy, o molestowanie mężczyzny została wcześniej oskarżona Cristina Garcia, czyli liderka #MeToo z Kalifornii. Czy faktycznie coś było na rzeczy, czy nie? Tego nie wiem, ale widzimy jak bezsensownie wygląda to całe #MeToo, gdzie można oskarżać kogo się chce i osoby, które je promowały, same wpadają we własne sidła.

Feministka Avital Ronell, profesor germanistyki i komparatystyki z nowojorskiego uniwersytetu miała się dopuścić seksualnego wykorzystywania studenta. W tym wypadku nie mamy do czynienia z sytuacją słowo przeciwko słowu, znalazły się dowody winy m.in. w postaci e-maili, zostało w tym celu przeprowadzone kilkumiesięczne śledztwo. Sprawa jest bardzo poważna. Ale mimo to wiele feministek zaczęło bronić wykładowczyni przerzucając winę na ofiarę. Feministyczna hipokryzja znowu daje o sobie znać.