O co chodzi z tym straszeniem incelami?

Incele

 
Od jakiegoś czasu w mediach głównego nurtu i na portalach feministycznych można znaleźć wpisy straszące rebelią „inceli”, którzy nienawidzą kobiet przez swoją frustrację seksualną, chcą redystrybucji kobiet przez państwo czy legalizacji gwałtów. Jednocześnie w tych samych artykułach z grupą inceli próbuje się zestawić wszystkie ruchy związane z filozofią The Red Pill, a nawet ruchy związane z obroną praw mężczyzn, czy wręcz wszystkich, którzy nie są entuzjastami feminizmu. O co chodzi w tym szaleństwie? Postaram się pokrótce wytłumaczyć.

 

Kim są incele?

Grupa inceli została pierwotnie dostrzeżona na portalu Reddit. Tu małe wyjaśnienie. Portal ten posiada opcję tzw. subreddit, czyli tworzenia własnych podstron z przedrostkiem r/, a to daje możliwość tworzenia stron tematycznych czy różnych społeczności. Przykładowo: r/gaming, r/cats, r/liberatarian, r/conservative, r/memes, r/history. Oczywiście jest to także bardzo dobre miejsce dla rozwoju manosfery, a więc powstają tam takie grupy jak r/theredpill, r/mra, r/mensrights czy r/mgtow.

Powstała również grupa r/incels, czyli incele. Nazwa pochodzi od „involuntary celibate”, czyli „przymusowy celibat”. A więc była to grupa mężczyzn nie uprawiających seksu przez brak powodzenia u kobiet itd. Ze względu na to, że wśród wypowiedzi cześć z nich zawierała bardzo nienawistne hasła w stosunku do kobiet, czy nawet opisy fantazji o przemocy wobec kobiet czy pochwały pod adresem mordercy Elliota Rodgera cała grupa została zbanowana. No i z grubsza to tyle. Dlaczego zatem ze względu na kilku dawno zbanowanych wariatów albo nawet zwyczajnych trolli media straszą, że nadciąga jakaś rebelia inceli, wieszczą jakąś wielką rewolucję?

 

Stara i oklepana metoda na dyskredytowanie przeciwników politycznych

Odpowiedź na wcześniej zadane pytanie szybko znajdziemy w samym artykułach na temat inceli. W tych samych tekstach próbuje się zestawić w jednej linii inceli ze wszystkimi portalamii i organizacjami poruszający problematykę praw mężczyzn, czy ludzi odwołujących się do metafory „czerwonej pigułki”, czy krytykujących to jak wygląda współczesny feminizm. W zasadzie to dosłownie wszystkich, którzy nie podpisują się pod lewicowo-feministyczną retoryką.

Dochodzi tu już do takich absurdów jak na Krytyce Politycznej, gdzie próbuje się zrównać z incelami  i psychopatami ruchy walczące o prawa ojców, czy osoby sprzeciwiające się bagatelizowaniu męskich ofiar przemocy czy fałszywych oskarżeń o gwałt. Uznając ich za „trochę bardziej poprawnych politycznie” od inceli.

Na jednej z czołowych feministycznych grup w Polsce, czyli Dziewuchy Dziewuchom stwierdzono ostatnio, że osoby odkłamujące fałszywe stereotypy na temat płci i przemocy to „polska mutacja inceli”:

Dziewuchy

(Tak BTW powyższego screena przesłała mi jedna z czytelniczek, wychodzi na to, że kobiety dostrzegające jaka jest prawda, to też są incele :D)

Inna polska feministka napisała o Jordanie Petersonie, że uwaga: „Internet właśnie wypromował faceta, który mężczyzn-nieudaczników zamienia w morderców kobiet”.

I takich absurdalnych tekstów jest oczywiście więcej, wystarczy sobie wygooglować „incele”. W każdym razie, chyba już rozumiecie na czym polega schemat?

 
Taka metoda na ośmieszanie przeciwników politycznych nie jest niczym nowym. Powszechnie stosowało się ją w ustrojach totalitarnych. Bolszewicy każdego kto nie chciał ich poprzeć uznawali za „kontrrewolucjonistów” i „reakcjonistów”. Stalin dodatkowo jeszcze uznawał samych komunistów, którzy nie byli jego zwolennikami z automatu za „trockistów”. Wraz z rozwojem stalinowskiego terroru w ogóle wielu przypadkowych ludzi uznawano za „trockistów” i oskarżono fałszywie o różne akcje dywersyjne i sabotażowe na szkodę ZSRR. W III Rzeszy, każdy kto nie poparł NSDAP stawał się „wrogiem narodu”, czy też „żydowskim spiskowcem”.

Doskonały opis tego typu propagandy możemy odnaleźć także w książkach George’a Orwella. W „Folwarku zwierzęcym” za wszelkie niepowodzenia (jak np. zawalenie się wiatraka) miał odpowiadać Snowball, knur przegoniony przez knura Napoleona, który to przejął całą władzę we Folwarku. Oczywiście każde zwierzę nieprzychylne Napoleonowi było oskarżane o współpracę z wrogim Snowballem.

W „Roku 1984” głównymi wrogami byli Emmanuel Goldstein i jego zwolennicy (chociaż nie wiadomo czy ktoś taki jak Goldstein w ogóle istniał, czy nie był tylko elementem propagandy partii rządzącej). Z nimi utożsamiano wszystkich ludzi, którzy próbowali się sprzeciwiać władzy partii. Dlatego regularnym rytuałem w Oceanii były tzw. „Dwie minuty nienawiści”, gdzie prezentowało się film, na którym Emmanuel Goldstein mówi (zgodnie z prawdą) jak naprawdę funkcjonuje ustrój w Oceanii, w jaki sposób władze partii manipulują społeczeństwem. Przekaz sugeruje jednocześnie, że to co mówi Goldstein to herezja, a on sam jest zdrajcą, działającym na rzecz obcych wojsk. W czasie „Dwóch minut nienawiści” wszyscy oglądający spektakl działacze partyjni krzyczą i złorzeczą Goldsteinowi, nazywając go zdrajcą. W ekranizacji powieści rytuał ten wygląda następująco:

Reklamy

Obalamy feministyczne mity: Kultura gwałtu w Polsce?

Kultura gwałtu

 
Czy w naszym kraju panuje jak to określają feministki „kultura gwałtu”? O tym w dzisiejszym odcinku mojej własnej serii „Myth Busters”.

 

Społeczny odbiór gwałtu

Określenie „kultura gwałtu” sugerowałoby, że sprawcy tego przestępstwa są gloryfikowani. Czy w takiej kulturze właśnie żyjemy? Czy gwałciciele zostają autorytetami moralnymi? Czy czerpią jakieś benefity z tego tytułu?

Rzeczywistość oczywiście wygląda dokładnie odwrotnie. To własnie przestępcy seksualni należą do najbardziej potępianych przez społeczeństwo grup ludzi. Nawet wśród innych przestępców znajdą się oni na dnie przestępczej hierarchii.

Jednocześnie ofiary gwałtów w naszej kulturze są przedstawiane wręcz jako metafora cierpienia, ktoś komu trzeba współczuć. Można się spotkać z określaniami, że np. coś „było jak gwałt”, w rozumieniu, że to było coś okropnego, krzywdzącego.

Feministki jako „dowód” na istnienie kultury gwałtu lubią przytaczać różne medialne wypowiedzi pasujące pod ich teorie o bagatelizowaniu gwałtu czy obwinianiu ofiary. Jednocześnie jednak ignorują, jaki jest społeczny odbiór takich wypowiedzi. Tymczasem to zawsze wygląda tak: ktoś coś „palnie” i zaczyna mieć przesrane z tego tytułu. Musi tysiąc razy przepraszać i tłumaczyć się przed społeczeństwem. I nawet po latach jest mu to wypominane. Temat gwałtu niewątpliwie jest tematem bardzo delikatnym, przez jedno nieostrożnie rzucone słowo można się wpakować na minę.

W dodatku to gwałt na mężczyźnie jest traktowany mnie poważnie niż gwałt na kobiecie, jest to temat tabu, więc tym bardziej feministyczne tezy nie wytrzymują tu zderzenia z rzeczywistością.

 

Częstotliwość przestępstwa zgwałcenia w Polsce

Każdy gwałt to o jeden za dużo. Jednak feministki próbują tu udowodnić, że gwałty są zjawiskiem powszechnym, bo żyjemy w kulturze gwałtu i jest to na przyzwolenie. Tu feministyczna machina propagandy przekracza wszelkie granice.

Najlepszy sposób to oczywiście do gwałtów dodać molestowanie, które według feministycznych definicji oznacza po prostu wszystko. Prymat wiodą rzecz jasna słynne badania Fundacji Ster. Według nich 87% Polek padło ofiarą „jakieś formy molestowania”. Ale w tym całe 77,5% przypadków zaliczonych tu jako „molestowanie” to…. opowiadanie nieprzyzwoitych dowcipów i włączanie podtekstów seksualnych do rozmowy. W dodatku badanie zostało przeprowadzone na zaledwie 451 kobietach (typowy błąd małej próby badawczej), a w samym raporcie możemy przeczytać, że „próba nie jest reprezentatywna”. Tego nawet nie można nazwać manipulacją, to jest dosłowne robienie sobie jaj z poważnego tematu.

Same autorki badania przyznały, że „inspiracją” do jego przeprowadzenia były wyniki badań Agencji Praw Podstawowych wg których Polska należy do krajów o najmniejszej liczbie przestępstw seksualnych wobec kobiet.

Ale to jeszcze nie wszystko. Według badań Fundacji Ster, 90% kobiecych ofiar „gwałtów i molestowań” nie zgłasza sprawy na policję. Tu mamy ważną rzecz do zrozumienia, za molestowanie nadal w tym badaniu uważa się głównie opowiadanie kawałów. Dlatego jeśli mamy taką sytuację: mężczyzna opowiedział kobiecie dowcip o seksie, kobieta następnie nie zgłosiła tego na policję, więc znajduje się w tych 90% „niezgłoszonych gwałtów i molestowań”. W ten sposób feministki próbują również wywierać wrażenie, że samych gwałtów jest tak naprawdę duża ilość, tylko umyka to statystykom policyjnym.

Co tymczasem tak naprawdę mówią nam badania? Według badań Agencji Praw Podstawowych, przeprowadzonych na 42 tys. kobiet z 28 krajów Europy w Polsce na policję jest zgłaszanych około 26% gwałtów, co daje Polsce drugie miejsce w Europie pod tym względem. Przy tym 26% są to same zgłoszenia na policję. Ofiary zgłaszają się także np. do szpitala (18%), czy do lekarza (22%). Tyle, że w tym pytaniu można było wybrać kilka opcji jednocześnie, więc te liczby nie dodają się do 100%. Wiadomo więc, że zgłaszanych jest co najmniej 26% gwałtów, ale ile dokładnie nie wiadomo.

OK, ale załóżmy nawet niewysoki odsetek, powiedzmy trzydziestu kilku procent, czyli np. 1/3. I teraz tak, według statystyk policyjnych, rocznie w Polsce stwierdzonych (odrzucamy przy okazji oskarżenia fałszywe) przestępstw zgwałcenia jest średnio 1,2 tys. rocznie. Jeśli nawet byłoby ich 3 razy więcej, to wyszłoby około 3,6 tys. rocznie. W dodatku w tych danych policyjnych to nie są tylko gwałty na kobietach, są w tym jeszcze gwałty na mężczyznach i dzieciach. Więc liczba samych gwałtów na kobietach byłaby mniejsza niż te 3,6 tys.

Według tych samych badań, tylko 3% kobiet w Polsce odczuwa lęk przed staniem się ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej, a aż 86% nigdy się tego nie bało.

Co mówią jeszcze inne badania? Np. badania OBOP wskazują, że około 3% kobiet pada ofiarą gwałtu. Dane Niebieskiej Linii mówią nam, że przy zgłaszaniu przemocy domowej w 91,22% przypadków jest to przemoc psychiczna; 57,07% przemoc fizyczna; 10,98% przemoc ekonomiczna; 6,83% przemoc seksualna; 1,95% zaniedbanie.

Polska w ogóle jest krajem bezpiecznym. Wśród mieszkańców naszego kraju 86% deklaruje, że czuje się w Polsce bezpiecznie, 93% że czuje się bezpiecznie w okolicy, w której mieszka

 

Rzekoma bezkarność sprawców

Paul Britton, największy na świecie specjalista od profilowania przestępców i prekursor tej dziedziny wiedzy w swoim bestsellerze „Profil mordercy” przedstawił jasny obraz przestępców seksualnych. Stanowią oni zaledwie niewielki odsetek społeczeństwa, ale większość z nich trafia do więzienia lub szpitala psychiatrycznego. Kiedy popełniają swoje pierwsze poważne przestępstwo jak gwałt zazwyczaj są już dobrze znani policji, jako że byli już wcześniej notowani za lżejsze przestępstwa, od których zaczynają jak ekshibicjonizm, podglądanie czy kradzieże bielizny.

W Polsce wykrywalność  gwałtów wynosi 95,8%, tak jest już od 2010 r. Jeszcze kilka lat wcześniej wynosiła ona 82%, w ciągu kilku lat wzrosła o prawie 14% i utrzymuje się na wysokim poziomie.

Jest to wynik stałego postępu w dziedzinie kryminalistyki. Jak można wyczytać w literaturze na ten temat, ciało reaguje zupełnie inaczej przy gwałcie niż przy dobrowolnym, nawet bardzo ostrym seksie, zupełnie inaczej zaciskają się mięśnie pochwy, zostają charakterystyczne ślady. Dzięki badaniu z włosa można ustalić co do dnia jakie substancje zostały podane danej osobie (jak np. pigułka gwałtu) nawet do kilku miesięcy od zdarzenia. Prawdziwa ofiara gwałtu zachowuje się inaczej niż osoba, która kłamie itd. itd. Przynajmniej tak jest przy gwałcie na kobiecie, jak to jest z gwałtem na mężczyźnie nie wiem, ale w sumie jak już kiedyś pisałem większość męskich ofiar gwałtu odnosi obrażenia, więc ślady również powinny zostać.

Kolejna kwestia to karanie przestępców seksualnych. Tutaj ulubionym argumentem feministek są wyroki w zawieszeniu. Szkoda tylko, że nie podają ludziom do wiadomości, że ten problem w Polsce został już rozwiązany. Nowelizacja kodeksu karnego z 1 lipca 2015 r. sprawiła, że wyrok w zawieszeniu może zostać wydany tylko dla przestępstwa, którego wymiar nie przekracza jednego roku. Tymczasem przestępstwo zgwałcenia jest zagrożone karą od 2 do 12 lat. Ba, zmiana prawa była właśnie głównie motywowana zbyt częstymi zawiasami właśnie za gwałty. Tak to argumentowali politycy.

Dodam tylko, że przed tym 2015 r. odsetek wyroków w zawieszeniu za gwałty wynosił około 30%. Również uważam, że to było za dużo. Tyle, że przyczyną nie była żadna „kultura gwałtu” a ogólnie wysoki odsetek wydawania wyroków w zawieszeniu, sięgający w Polsce 56%. Przyczyna to przepełnione więzienia, żeby rozwiązać ten problem potrzeba nam nowoczesnych rozwiązań jak dozór elektroniczny, areszt domowy, więcej kar grzywny i ograniczenia wolności dla lżejszych przestępców. Zamiast dalej pakować ludzi do więzienia za pierdoły typu jazda po pijaku na rowerze, czy alimenty. No i zauważmy, że to kobiety gwałcicielki i kobiety rzucające fałszywe oskarżenia są bardziej bezkarne względem przestępców seksualnych płci męskiej.

 

Przesłuchanie i ogólne traktowanie ofiary gwałtu w Polsce

Czy faktycznie wygląda to tak źle, jak opisują to feministyczne artykuły? Zacznę od tego, że dość długo szukałem źródła skąd właściwie one to biorą? I jak się okazało praktycznie jedynym źródłem używanym aż po dziś dzień jest…. raport Feminoteki z 2000 r. Dokładnie tak, nieaktualizowany od 18 lat, przedstawiający sytuację z lat 90-tych kiedy policja była wręcz w fatalnym stanie, brakowało specjalistów, zatrudniano po znajomości byłych milicjantów i SB-ków. Oczywiście o tym jak traktowało się mężczyzn zgłaszających przemoc, ani mru mru. 

Od tego czasu wielokrotnie w Polsce zmieniała się procedura przyjmowania ofiary gwałtu, działanie policji i innych służb było wielokrotnie monitorowane, a w samych tego typu szkoleniach regularnie biorą udział same organizacje feministyczne jak Centrum Praw Kobiet, czy Feminoteka.

 
I tak chronologicznie, co zrobiono w Polsce w tym zakresie:

  1. W 1999 r. Ministerstwo Sprawiedliwości we współpracy z instytucjami i organizacjami rządowymi i pozarządowymi przygotowało Polską Kartę Praw Ofiar.
  2. W 11 grudnia 2000 r. Prokurator Generalny wydał wytyczne , których celem było wypracowanie reguł postępowania z ofiarami zgwałceń zapobiegających wtórnej wiktymizacji. Zwrócono w nich uwagę na kwestię właściwego przesłuchania pokrzywdzonego i szczególną staranność przesłuchiwania w charakterze świadka ofiary zgwałcenia, w celu zapewnienia jej należytej ochrony przed zbędnymi dolegliwościami postępowania.
  3. W kolejnych Wytycznych z 9 kwietnia 2001 r. zalecono, aby przesłuchanie takie było jednorazowe, chyba że ujawnią się okoliczności uzasadniające konieczność przesłuchania uzupełniającego. Czas i miejsce przesłuchania należy ustalać w taki sposób, aby nie narażać osoby pokrzywdzonej na kontakt z osobą podejrzaną o popełnienie przestępstwa. 
  4. W najnowszych Wytycznych z 20 lutego 2009 r. zalecono zaś, aby stałą praktyką organów ścigania były działania zapewniające pokrzywdzonym korzystanie z przysługujących im uprawnień procesowych oraz istniejących form wspierania: finansowego, psychologicznego, terapeutycznego, socjalnego oraz każdego innego niezbędnego dla zapewnienia im ochrony i poczucia bezpieczeństwa osobistego.
  5. W 2003 r. z inicjatywy Towarzystwa Rodziny i Centrum Praw Kobiet przeprowadzono ogólnopolską akcję „Gwałt”. W programie prowadzonym przez przedstawicieli różnych zawodów: prokuratora, seksuologa, psychologa i psychoterapeutę uczestniczyli funkcjonariusze z większości komend wojewódzkich. Akcja miała na celu uwrażliwienie policjantów na potrzeby osób pokrzywdzonych tym przestępstwem, wskazanie metod postępowania wobec tej grupy ofiar, sposobu prowadzenia przesłuchań, a także przyczynienie się do przeprowadzenia szkoleń dla policjantów pod kątem zachowań w stosunku do ofiar.
  6. Na przełomie 2005 i 2006 r. przeprowadzono kolejny monitoring poświęcony przestrzeganiu praw ofiar zgwałcenia w postępowaniu przygotowawczym. Badaniem zostały objęte miejskie komendy, komisariaty gminne i wiejskie w województwie małopolskim, śląskim i podkarpackim.
  7. W 2009 r. powstał Krajowy Program na rzecz Ofiar Przestępstw na lata 2009-2013. Celem Programu było wypracowanie i wdrożenie systemowych rozwiązań służących udzieleniu pomocy ofiarom przestępstw oraz wzmocnieniu ich pozycji w systemie prawnym i społecznym.
  8. Z inicjatywy Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania oraz w wyniku prac międzyresortowych w ramach Platformy działania „Stop przemocy seksualnej w Polsce” została opracowana, a następnie 25 listopada 2010 r. podpisana „Procedura postępowania Policji i placówki medycznej z ofiarą przestępstw seksualnych”. Została ona upowszechniona w placówkach opieki medycznej i jednostkach Policji.
  9. W 2014 r. przestępstwo zgwałcenia stało się przestępstwem ściganym z urzędu, a nie jak wcześniej na wniosek ofiary. Wprowadzono również kolejne procedury dotyczące przesłuchania ofiary, jak nagrywanie składanych zeznań, aby przesłuchanie ofiary odbywało się tylko raz. Powtórne przesłuchanie ofiary odbywa się tylko w wyjątkowych okolicznościach, jeśli akurat wymaga tego śledztwo.

 
Obecnie procedura przesłuchania ofiary gwałtu w Polsce wygląda następująco:

  1. Na początku, kiedy ofiara zgłasza się na policję jest tylko wstępnie przesłuchiwana, udziela najważniejszych informacji. Ofiara ma prawo zażądać aby przyjęła ją osoba tej samej płci.
  2. Następnym krokiem, bardzo istotnym jest badanie lekarskie. Ofiara może samodzielnie udać się do ginekologa lub poprosić policję, aby zawiozła ją do szpitala. Badanie przeprowadza się w celu zebrania i zabezpieczenia materiału dowodowego, a także aby sprawdzić czy nie doszło do uszkodzenia ciała, choroby wenerycznej i jeśli potencjalna ofiara jest kobietą, czy nie zaszła w ciążę, i nie trzeba będzie podać pigułki „72 h po”.
  3. Dopiero po wykonaniu badania lekarskiego odbywa się właściwe przesłuchanie. Odbywa się ono w specjalnie do tego przygotowanym pomieszczeniu w budynku sądu zapewniającym komfort psychiczny i przy obecności psychologa. Przesłuchanie to jest nagrywane (obraz i dźwięk), aby można było jej odtworzyć na sprawie sądowej. Odbywa się ono tylko raz, chyba że zaszły jakieś wyjątkowe okoliczności wymagające jego powtórzenia. Konfrontacja potencjalnej ofiary z oskarżonym na późniejszej rozprawie sądowej nie jest konieczna, może się to odbyć za pomocą telekonferencji.

 
Na koniec dodam tylko, że nie twierdzę, że wszystkie posterunki policji i wszystkie sądy działają u nas idealnie, ale nie da się zwyczajnie nie zauważyć ile czasu poświęca się temu tematowi, ile nagromadziło się reform, szkoleń, zmian procedury itd. Nijak nie pasuje to do „kultury gwałtu”. Mam też nadzieję, że kolejnym krokiem będzie również wzrost świadomości, co do tego, że mężczyźni również padają ofiarami gwałtów.

Obalamy feministyczne mity: Dyskryminacja płacowa kobiet?

Mit dyskryminacji płacowej kobiet

 
Rozpoczynam nową serię na blogu, która będzie polegała na obalaniu najbardziej popularnych mitów rozpowszechnianych przez środowiska feministyczne. Na pierwszy ogień idzie mityczna „luka płacowa”, według której kobiety rzekomo mają zarabiać mniej niż mężczyźni za „tę samą pracę”. Każdy kto ma chociaż minimalne pojęcie o ekonomii wie, że jest zwyczajnie niemożliwe, gdyby tak było pracodawcy zaczęliby zatrudniać prawie same kobiety jako tańszą siłę roboczą. I albo mężczyźni zostaliby zmuszeni do obniżenia swoich oczekiwań płacowych albo kobiety zaczęłyby zarabiać więcej. I płace dążyłby do wyrównania. Proste prawo popytu i podaży. 

 

Dr Warren Farrell – były feminista nie zostawił na tym micie nawet suchej nitki

Dr Warren Farrell przez wiele lat był znanym działaczem feministycznym. W ruchu feministycznym był na tyle ważną osobą, że chociaż jest mężczyzną został aż czterokrotnie wybrany na funkcję przewodniczącego Narodowej Organizacji Kobiet (National Organization for Women). Jednym z najczęściej poruszanych tematów przez Farrella była właśnie kwestia rzekomo nierównych płac kobiet i mężczyzn. 

Farrel postanowił nawet założyć firmę, w której zatrudni same kobiety, płacąc im nieco więcej od innych pracodawców. Sądził, że w ten sposób pomoże kobietom, a jeszcze i sam na tym zarobi. Jednak szybko zorientował się, że coś tu jest nie gra. Jak to jest niby możliwe, że w całej historii nie znalazł się ani jeden przedsiębiorca, który by wcześniej nie wpadał na ten sam pomysł, mogąc obniżyć koszty produkcji nawet o 40%? Jest to przecież zwyczajnie nierealne. Postanowił więc zbadać temat dużo dokładniej. W wyniku wielu badań udało mu się ustalić, że to nie dyskryminacja a różne decyzje w życiu podejmowane przez mężczyzn i kobiety wpływają na różnice zarobkowe. To było dla niego punktem zapalnym do odrzucenia feminizmu. Zwłaszcza, że feministkom nie spodobały się wyniki jego badań i zaczął być w tym środowisku coraz bardziej marginalizowany.

Badania na ten temat Warren Farrell przedstawił w książce: „Why Men Earn More”. The Startling Truth Behind the Pay Gap, and What Women Can Do About It”. Polski tytuł: „Dlaczego mężczyźni zarabiają więcej. Prawda o przepaści płac i co kobiety mogą na to poradzić”.

Wyniki tych badań możemy również zobaczyć w obszernej, bo niemal dwugodzinnej prezentacji przygotowanej przez Kamila Cebulskiego:

 
Najważniejsze wnioski z powyższych badań:

  • Mężczyźni stanowią wyraźną nadreprezentację w 24 z 25 najbardziej niechcianych, najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych zawodów, takich jak: górnik, strażak, kanalarz, listonosz, spawacz, budowlaniec, drwal, czy pracownik platformy wiertniczej. Mężczyźni są też ofiarą aż 92% śmiertelnych wypadków pracy. Dlatego właśnie średnie zarobki płci męskiej są wyższe
  • Kobiety, które nigdy nie były zamężne i nigdy nie miały dzieci zarabiają 117% tego, co mężczyźni, którzy nigdy się nie ożenili i nigdy nie mieli dzieci
  • Kobiety wykonujące niebezpieczne zawody zarabiają tyle samo co mężczyźni wykonujący te zawody, pomimo, że to mężczyźni częściej ulegają wypadkom w miejscu pracy
  • Żonaci mężczyźni zarabiają średnio dwa razy więcej niż kawalerowie. Oczywiście nie dlatego, że posiadanie żony magicznie podwyższa zarobki. Po prostu mężczyzna zakładając rodzinę ma większą motywację do szukania lepiej płatnej pracy czy pracowania więcej
  • Feministyczne statystyki mające udowodnić, że kobiety rzekomo zarabiają mniej w tej samej pracy nie biorą pod uwagę specjalizacji, np. mężczyźni lekarze częściej są kardiochirurgami, a kobiety lekarki częściej są pediatrami; mężczyźni inżynierowie to częściej inżynierowie lotniczy, kobiety to częściej inżynierowie radiowi itd.
  • Firmy prowadzone wyłącznie przez kobiety zarabiają 49% tego, co firmy prowadzone wyłącznie przez mężczyzn. Dzieje się tak dlatego, że mężczyzna przedsiębiorca jest nakierowany głównie na zysk. Kobiety poza motywacją finansową często kierują się też innymi kryteriami, jak np. elastyczne godziny pracy, co ułatwia im godzenie kariery i macierzyństwa
  • Kobiety przepracowują mniej godzin w ciągu roku niż mężczyźni. Jest to związane z macierzyństwem, kobiety częściej chodzą na zwolnienia, mężczyźni przeciwnie, częściej biorą nadgodziny

 

Dyskryminacja płacowa jest w polskim prawie zakazana

Może nie wszyscy o tym wiedzą, ale prawny zakaz dyskryminacji płacowej ze względu na płeć już istnieje.

Art. 33 Konstytucji RP stanowi, że:

1. Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym.
2. Kobieta i mężczyzna mają w szczególności równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych i odznaczeń. 

 
Art. 18 [3c] Kodeksu Pracy stanowi, że:

§ 1. Pracownicy mają prawo do jednakowego wynagrodzenia za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości.
§ 2. Wynagrodzenie, o którym mowa w § 1, obejmuje wszystkie składniki wynagrodzenia, bez względu na ich nazwę i charakter, a także inne świadczenia związane z pracą, przyznawane pracownikom w formie pieniężnej lub w innej formie niż pieniężna.
§ 3. Pracami o jednakowej wartości są prace, których wykonywanie wymaga od pracowników porównywalnych kwalifikacji zawodowych, potwierdzonych dokumentami przewidzianymi w odrębnych przepisach lub praktyką i doświadczeniem zawodowym, a także porównywalnej odpowiedzialności i wysiłku.

Postulaty – co należy zmienić w Polsce?

Prawa mężczyzn

 

Mój własny zbiór postulatów, co powinno się zmienić w naszym kraju, aby można było uznać, że mężczyźni i kobiety naprawdę mają równe prawa?

1. Wprowadzenie opieki równoważnej nad dzieckiem przy rozstaniu rodziców. Nie zawsze musi być to opieka naprzemienna 50/50, ale należy zadbać o szeroki kontakt i wpływ na wychowanie dziecka przez obojga rodziców. Z kolei alimenty na dziecko powinny być przyznawane w wysokości odpowiadającej realnym zarobkom osoby płacącej na wzór sprawdzonego modelu tabeli alimentacyjnej w Niemczech oraz uwzględniającej zaangażowanie rodzica w zajmowanie się dzieckiem. Czyli przy opiece 50/50 żadne z rodziców nie płaciłoby alimentów, przy podziale opieki 60/40, rodzic mniej angażujący płaciłby niewielką kwotę, a przy 65/35 stosownie wyższą itd. Oczywiście dotyczyłoby to sytuacji kiedy rodzic dobrowolnie angażuje się mniej, a nie zostaje z kontaktu z dzieckiem alienowany.

2. Wprowadzenie kar za utrudnianie realizacji kontaktów rodzica z dzieckiem. Osoba utrudniająca powinna zostać pozbawiona prawa do pobierania alimentów do czasu aż zaprzestanie tej praktyki oraz powinna zostać ukarana karą grzywny za rzecz drugiego rodzica za każdy niezrealizowany kontakt. W przypadku recydywy powinna grozić za to kara pozbawienia wolności oraz pozbawienie praw rodzicielskich. Z kolei stosowanie tzw. alienacji rodzicielskiej, czyli nastawianie dziecka przeciwko temu rodzicowi powinno być karane jako przemoc psychiczna wobec dziecka i drugiego rodzica.

3. Umożliwienie możliwości bezterminowego zaprzeczenie ojcostwa. Przy wniesieniu sprawy o zaprzeczenie ojcostwo, badanie DNA na ojcostwo musi zostać przeprowadzone obowiązkowo. W przypadku udowodnienia oszukania na ojcostwie, mężczyzna powinien mieć również prawo do otrzymania odszkodowania za straty moralne oraz uzyskać zwrot niesłusznie nałożonych alimentów.

4. Zaostrzenie kar za fałszywe oskarżenia. Tu muszą być to wyroki co najmniej kilku lat bezwzględnego więzienia i jednocześnie wypłacenia wysokiego odszkodowania dla osoby fałszywie oskarżonej oraz dotyczyć zarówno fikcyjnych zgłoszeń na policję, jak i pomawiania ludzi w mediach i internecie. Domniemanie niewinności i prawo do obrony muszą być traktowane na poważnie, a więc osoba oskarżona o przestępstwo musi mieć prawo zachowania anonimowości przynajmniej do czasu wydania prawomocnego wyroku sądu. W przypadku fałszywego oskarżenia o molestowanie dziecka, rodzic tego dziecka powinien również zostać pozbawiony praw rodzicielskich. Za wmawianie molestowania dziecku poza karą za wysunięcie fałszywych oskarżeń powinna być również dodatkowa kara za przemoc wobec tego dziecka.

5. Zapewnienie takiego samego wsparcia dla męskich ofiar przemocy domowej i gwałtów jak dla kobiet. Dotyczy to zarówno działania instytucji wspierających ofiary przemocy, jak i przeszkolenie policji, tak aby nie dochodziło do sytuacji, żeby mężczyzna zgłaszający przemoc był wyśmiewany albo odprawiony z kwitkiem.

6. Likwidacja patologii Niebieskich Kart. Nie służą one ofiarom przemocy, tylko kobietom wnoszącym fałszywe oskarżenia jako podpórkę rozwodową. Zamiast tego należy wprowadzić autentyczną pomoc dla ofiar przemocy oraz edukację i działanie profilaktyczne. Tu odsyłam do zainteresowania się tematem błędnego koła przemocy.

7. Reforma sądów rodzinnych i OZSS (dawnych RODK). Należy odejść od przestarzałych metod badań psychologicznych jak test Kocha i inne badania projekcyjne na rzecz bardziej rzetelnych i sprawdzonych. Takich jak np. test osobowości MMPI-2, stosowany w USA. Należy również pochylić się nad problem dyskryminacji ojców przez sądy rodzinne i poszukać stosownego rozwiązania, jak jej zaradzić.

8. Zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Chociaż osobiście skłaniałbym się tak na dłuższą metę do gruntownej reformy sytemu emerytalnego w ogóle. Aby obywatel miał większą możliwość wyboru do tego, jak chce odkładać na emeryturę i w jakim wieku na nią przechodzić.

9. Kilka innych spraw, które nie tyczą się tylko i wyłącznie mężczyzn, ale dotykają ich w przeważającym stopniu, więc dla porządku o nich wspomnę. Są to np. kwestie realnej pomocy dla bezdomnych, która wypada w naszym kraju słabo, reforma wymiaru sprawiedliwości, aby nie dochodziło więcej do skazywania niewinnych ludzi, jak w sprawie Tomasza Komendy, zapobieganie wypadkom w pracy (szkolenia BHP itd.), pomoc dla osób z myślami samobójczymi i wiele innych kwestii, które wciąż pozostają w Polsce zaniedbane.

Panoptikon – wizja totalnej kontroli, którą musimy powstrzymać

Panoptikon

 

Zgodnie z zapowiedzią w ostatnim artykule, dziś omówię czym jest tzw. Panoptikon i co może nam grozić jeśli w porę nie zareagujemy jako społeczeństwo?

 

Model idealnego więzienia i permanentnej inwigilacji

Panoptikon to model więzienia zaprojektowanego przez angielskiego filozofa utylitarystę, Jeremy’ego Benthama w XVIII w. Niezwykłość Panoptikonu miała polegać na tym, że jego konstrukcja umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani. W efekcie czują się potencjalne obserwowani przez cały czas. W każdej chwili muszą się zachowywać tak jakby byli obserwowani.

W szerszym znaczeniu Panoptikon to po prostu szokująco skuteczny model permanentnej inwigilacji, osiągany przy bardzo niskich kosztach. Nie trzeba inwigilować ludzi przez cały czas, wystarczy, że mają samą świadomość, że mogą być obserwowani w każdej chwili.

Model Panoptikonu można odnaleźć w literaturze. Został opisany w książce „Nadzorować i karać”, Michela Foucaulta. W powieści „Traveler”, autorstwa Johna Twelve’a Hawksa negatywni bohaterowie, czyli Tabulowie dążą do przejęcia władzy nad światem, właśnie przez wprowadzenie w życie Panoptikonu. Poniekąd schemat ten występuje również w powieści „Rok 1984”, Gerge’a Orwella, dlatego, że każdy musiał się liczyć z tym, że w każdej chwili może być szpiegowany przez Policję Myśli. Ale nikt nie wiedział, kiedy dokładnie może to nastąpić, ani kto jest agentem PM. Poza tym obywatel mógł też zostać zadenuncjowany przez własne dzieci, które były specjalnie ku temu indoktrynowane przez partię rządzącą.

Ale czemu w ogóle o tym piszę? Co to ma wspólnego z tematyką bloga? I dlaczego ostatnio pisałem o tym, że feminizm może prowadzić nas do totalitaryzmu? Już wyjaśniam.

 

Skutki feministycznej retoryki dla społeczeństwa

Powszechność fałszywych oskarżeń o przemoc domową i prawna dyskryminacja mężczyzn, sprawia że ci często ratują się poprzez zdobywanie nagrań z użyciem dyktafonów, podsłuchów i ukrytych kamer. Obecnie już dostęp do takiej technologii jest na tyle duży, że każdy z nas może sobie zrobić Big Brothera we własnym domu, i to naprawdę tanim kosztem. Wszystko dostępne w internecie po paru kliknięciach.

No i nie powiem, rozwiązania te są bardzo przydatne, zwłaszcza przy rozwodzie,  z toksyczną kobietą. Ale używanie sprzętu szpiegowskiego, nie kończy się na obronie przed popieprzoną żoną. To wszystko idzie dalej.

Kolejna sprawa to powszechność fałszywych oskarżeń o gwałt. Która sprawia, że mężczyźni zaczynają brać na poważnie stosowania nagrywania także i w tej kwestii. Można sobie o tym poczytać np. w tematach na portalu Reddit, tyczy się to zwłaszcza USA, gdzie fałszywe oskarżenia stały się wręcz modą. Są to pomysły dotyczące nagrywania np. tego co się dzieje przed seksem lub tuż po nim, żeby było widać, że kobieta była chętna. Niektórzy rozważają też nagrywanie samego stosunku, przynajmniej samego dźwięku. I na tym jeszcze temat się nie kończy

Kolejny problem to fałszywe oskarżenia o molestowanie, wiążące się z brakiem konkretnej definicji, czym jest molestowanie. Przez co każde zachowanie może zostać uznane za molestowanie. Dlatego po #MeToo wzrosło zainteresowanie inwestowania w ukryte kamery i tym podobnych rozwiązań wśród bogatych mężczyzn, którzy mają najwięcej do stracenia i są najbardziej opłacalnym celem do wyłudzania odszkodowania.

W następnej kolejności będą to po prostu mężczyźni, także i ci zwykli. A zaraz potem również kobiety. Dlatego, że kobiety także coraz częściej padają ofiarą fałszywych oskarżeń, przykładowo już padają fałszywym oskarżeniom o stalking, kobiety pracujące z dziećmi przyznają, że boją się oskarżeń o pedofilię, oskarżenia o bliżej nieokreśloną „mowę nienawiści” dotykają już wszystkich bez względu na płeć, a wraz z rosnącą świadomością społeczeństwa, co do tego, że kobieta może być sprawcą coraz więcej będzie także oskarżeń o gwałt, czy molestowanie mężczyzn (lub innych kobiet). A przed oskarżeniem nie ochroni nawet bycie jedną z liderek MeToo, co jak widać już się dzieje. 

Tak więc zmierza to do miejsca, gdzie trzeba będzie nagrywać każdą relację z drugim człowiekiem. I wtedy mamy Panoptikon, w każdej chwili z dużym prawdopodobieństwem można będzie uznać, że ktoś właśnie nas nagrywa. A takie nagranie może łatwo wycieknąć do internetu albo np. wpaść w ręce policji, która oficjalnie nie inwigilowała obywatela, tylko zgodnie z prawem przejęła nagranie od innego obywatela. I tak społeczeństwo samo na siebie nałoży kajdany. Zbuntowanie się wobec systemu stanie się niewykonalne. Każdy kto tego spróbuje może zostać błyskawicznie spacyfikowany przez fałszywe oskarżenie o molestowanie, gwałt, mowę nienawiści, wpisz cokolwiek. 

Nikt, żadna władza etc. nie musiała inwestować grubych miliardów na inwigilację, ani powoływać Policji Myśli, to obywatele sami sobie to zafundowali, za swoje własne pieniądze. Prawda, że genialne?

 

Jak możemy to powstrzymać?

Rozwiązania w sumie są proste, ale musimy działać szybko, zanim będzie za późno. A więc co musimy zrobić? Zacznę od tego, że trzeba w końcu zacząć przyjmować jasne definicje na dane przestępstwo czy przewinienie. Czyli jeśli mowa o „molestowaniu”, tu musimy jasno określić o co chodzi. Czyli stosować konkretne terminy jak „naruszenie nietykalności cielesnej”, „stalking”, czy np. mobbing w pracy.

Tak samo zamiast używać niejasnych terminów jak „mowa nienawiści”, stosujmy terminy jasne jak: „podżeganie do nienawiści” czy zakaz propagowania systemów totalitarnych itd.

Domniemanie niewinności musi być stosowane na poważnie, a więc zarówno w wymiarze procesowym jak i pozaprocesowym. Winę trzeba udowodnić przed sądem ponad wszelką wątpliwość. Do tego czasu wszelkie dane osób oskarżonych muszą pozostawać anonimowe. Jako społeczeństwo musimy też rozumieć, że oskarżony nie równa się winny i nie można nikogo poddawać linczowi, do czasu udowodnienia mu winy.

Kolejna sprawa, za fałszywe oskarżenia i pomówienia trzeba przykładnie karać. To muszą być wyroki więzienia oraz wysokie odszkodowania dla osób pomówionych. I tyczy się to nie tylko fałszywym oskarżeniom na policji i w sądzie, ale także pomawiania ludzi w mediach i w internecie.

Jeśli zaś idzie o kwestię nagrywania na własny użytek, to jak najbardziej powinno być legalne i dozwolone. Jako, że to faktycznie pomaga wielu ludziom uniknąć kłopotów. Jeśli zatrzymamy tę psychozę strachu, ludzie nie będą mieć motywacji, żeby tego nadużywać i nagrywać wszystko jak leci. Jednocześnie jednak należy poważnie karać za rozpowszechnianie materiałów z naszym udziałem (zdjęcia, filmy) w internecie, bez naszej zgody.

Nienawiść do kobiet – błąd którego nie wolno popełniać

Mężczyzna i kobieta

 

Wraz z tematyką sprzeciwu wobec dyskryminacji mężczyzn nieustannie jak bumerang powraca pewien problem. Otóż wśród mężczyzn słusznie zauważających niesprawiedliwe traktowanie płci męskiej można znaleźć facetów przelewających wszelkie złe emocje na wszystkie kobiety. Są również mężczyźni, którzy po swoich negatywnych doświadczeniach z kobietami, wyrabiają sobie negatywny obraz kobiety, każdej kobiety. No i właśnie o tym dziś będzie, dlaczego takie podejście jest złe i szkodliwe, i trzeba się mu przeciwstawiać.

 

Nie obwiniajmy kobiet (wszystkich)

Zacznę od tego, że wina za to, że istnieje dyskryminacja mężczyzn nie leży w tym, że jakiś kolektyw kobiet sprzysiągł się przeciwko kolektywowi mężczyzn, żeby ich uciskać. To taki sam mit, jak rozpowszechniany przez feministki mit, o tym, że mężczyznom na niczym innym nie zależy tylko na rządzeniu, kontrolowaniu i krzywdzeniu kobiet.

Przyczyną dyskryminacji mężczyzn jest gynocentryzm oraz luka empatii. A więc przyczyny czysto psychologiczne i kulturowe, które sprawiają, że społeczeństwo przykłada większą wagę do problemów kobiet niż mężczyzn. Ten błąd popełniają przedstawiciele obojga płci, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Grunt to potrafić dostrzec te zjawiska i nie popełniać tych samych błędów logicznych i poznawczych, co niektórzy ludzie. I jak to mówi prof. Janice Fiamengo zamknąć tę lukę empatii płci. To uświadomić może sobie zarówno mężczyzna, jak i kobieta.

Oczywiście swoje dokładają również feministki. Tyle, że feminizm to prostu polityczne przedłużenie gynocentryzmu. Feministki zwyczajnie wykorzystują te mechanizmy psychologiczne i błędy poznawcze w myśleniu wiele ludzi na swoją korzyść. No i nie wszystkie kobiety popierają feminizm. A niektóre z nich popierają go, dlatego że wierzą, że naprawdę oznacza on równość płci. O istnieniu mężczyzn, którzy popierają i finansują organizacje feministyczne w celu manipulowaniu społeczeństwem też wszyscy wiemy.

 

Nienawiść do kobiet jest bardzo niezdrowa i obciążająca dla psychiki

Zbierając w sobie negatywne emocje wobec kobiet sam sobie szkodzisz. Będzie się to odbijać na twoim życiu uczuciowym i seksualnym (chyba że akurat jesteś gejem), ale to nie wszystko. Kobiety stanowią połowę społeczeństwa i wszędzie jest ich pełno. I w twojej rodzinie, pracy, na uczelni i wszystkich miejscach, które codziennie mijasz. Wystarczy, że wyjdziesz na zewnątrz na zwykły spacer, a po drodze miniesz wiele niewiast. Mając negatywne skojarzenia z kobiecą istotą można sobie naprawdę „zryć banię”.

Kolejna sprawa, zawsze powinniśmy oceniać konkretne jednostki, a nie grupę. Jeśli ktoś (konkretna osoba) nie zrobił nam nic złego, nie powinnyśmy go negatywnie oceniać, dopóki to się nie zmieni. Na tym w końcu także polega domniemanie niewinności, którego chcemy bronić, prawda?

Na koniec zostaje kwestia czysto emocjonalna. Wiem, że niektóre fakty naprawdę szokują. Np. ponad 126 tys. rocznie fałszywych oskarżeń o przemoc domową w Hiszpanii, czy 25 tys. spraw rocznie w sprawie alienacji rodzicielskiej na biurku Rzecznika Praw Dzieci w Polsce. Ale pomyślmy z czego to wynika?

Pewna część społeczeństwa (obojga płci), jakieś kilka procent to psychopaci. Kolejne kilka procent to osoby z borderline, kolejna grupa to np. osoby z chorobą afektywną dwubiegunową itd. W dodatku złe rzeczy czynią nie tylko osoby z zaburzeniami osobowości, dochodzą również inne czynniki. Przyjmijmy, że łącznie tak pi razy drzwi 20% kobiet to kobiety bardzo toksyczne. Jeśli w danym kraju mieszka np. 20 mln kobiet, to już mamy 4 mln kobiet, które mogą czynić niegodne czyny. Jeśli taka grupa ludzi otrzymuje możliwość wykorzystania systemu na swoją korzyść, efekt będzie widoczny.

A w dodatku dobrzy ludzie również mogą się demoralizować w określonych warunkach. Psycholodzy nazywają to efektem Lucyfera. Nie dość, że nikt nie ma wypisane na twarzy kim jest (psychopaci i osoby z borderline potrafią oszukiwać nawet wykwalifikowanych psychiatrów) to jeszcze nie wiadomo, komu co nagle „odwali”. Jak wiemy z historii np. państw totalitarnych, wśród mężczyzn również można było znaleźć ludzi, czyniących zło, jeśli system na to pozwalał. To jest dokładnie ten sam schemat. 

Zwyczajnie nie da się funkcjonować w systemie, który nie gwarantuje praworządności, równości wobec prawa dla wszystkich, praw człowieka, domniemania niewinności, rzetelności procesów sądowych, swobód obywatelskich itd. W ZSRR było normą, że sąsiad donosił na sąsiada, a nawet dzieci na własnych rodziców. Obraz totalnej nędzy i rozpaczy, całkowity rozpad społeczeństwa. Ale nie tyczy się to tylko państw totalitarnych. W każdym ułomnym systemie pojawią się te same problemy: niesprawiedliwość, rozpad więzi międzyludzkich, wzajemna nienawiść, wrogość i nieufność, a ostatecznie upadek społeczeństwa. Wówczas jedyne wyjście to zmiana systemu. I na tym powinniśmy się koncentrować.

 

Kobiety to nasz sojusznik, a nie wróg

Jako płeć męska stanowimy tylko połowę społeczeństwa. W dodatku wśród mężczyzn można znaleźć tzw. białych rycerzy, czyli facetów, którzy zawsze stają po stronie kobiety, bez względu na to, czy jest to zgodne z obiektywną prawdą i sprawiedliwością w danej sytuacji. Dlatego z czysto matematycznego punktu widzenia potrzebujemy, aby jakaś widoczna część kobiet również dostrzegała problemy dotyczące mężczyzn i nas poparła.

Jeśli ktoś mnie zapyta, czy kobiety faktycznie mogą to robić, odpowiem, że kobiety już to robią. O takich paniach, już kiedyś pisałem osobny artykuł.

Fakty są takie, że osobą która jako pierwsza przełamała temat tabu, przemocy kobiet wobec mężczyzn, była kobieta – Erin Pizzey. To że kobieca pedofilia występuje niemal równie często co męska, odkryła również kobieta – Michele Elliott. Z wieloma mitami na temat przemocy domowej itd. rozprawia się również wiele innych kobiet jak np. Bettina Arndt.

W 2016 r. powstały dwa ważne filmy dokumentalne na temat dyskryminacji mężczyzn. „Martyrs of Marriage” w Indiach i „The Red Pill” w Stanach Zjednoczonych. Oba stworzone przez kobiety, Deepikę Bhardwaj i Cassie Jaye.

Także i w swojej działalności dostałem kobiece wsparcie. Kiedy założyłem Fanpage tego bloga, w jego rozpromowaniu na samym początku pomogły mi dwie panie. Wpierw była to Sabina Gatti, a zaraz potem Katarzyna Tryzno, znana też jako Antyfeministyczna. Wśród moich czytelników również można znaleźć kobiety, które tak samo jak mężczyźni dadzą lajka, napiszą komentarz, udostępnią post na Facebooku itd. Nie tylko płeć męska jest tu odbiorcą.

Oczywiście pozostaje jeszcze ten problem, że u przedstawicieli obojga płci znajdą się osobniki, które traktują relacje męsko-damskie w jakiś żałosny sposób jako grę o sumie zerowej. I ciężko ich przekonać do współpracy na rzecz autentycznego równouprawnienia obojga płci. No cóż, najlepsze co można zrobić, to po prostu nie być jednym z nich.

Erin Pizzey ujawnia prawdę o przemocy domowej

Erin Pizzey to założycielka pierwszego na świecie schroniska dla kobiet doświadczających przemocy domowej w Chiswick w Londynie w 1971 r. Od początku wiedziała, że kobiety również potrafią stosować przemoc wobec mężczyzn i dzieci, a większość przypadków przemocy domowej to przemoc wzajemna (obie strony stosują przemoc wobec siebie nawzajem), dlatego chciała pomagać również męskim ofiarom. A także zwrócić uwagę, na to że dzieci doświadczające przemocy, gdy dorosną często same stosują przemoc, zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Za głoszenie niewygodnej prawdy od lat jest bojkotowana przez środowiska feministyczne. Za to udało się jej nawiązać owocną w współpracę z ruchami broniącymi praw mężczyzn, w celu wspólnego obalania stereotypów na temat przemocy domowej. Poniższy film to fragment filmu „The Red Pill”, autorstwa Cassie Jaye własnie na ten temat:

 
Polecam także przeczytać moje artykuły: o Erin Pizzey i filmie „The Red Pill”.

Dyskryminacja mężczyzn w Indiach – o czym nie usłyszycie w mainstreamowych mediach?

Dyskryminacja mężczyzn w Indiach

 

Indie w ostatnich latach w zachodnich mediach są przedstawiane jako kraj, w którym bardzo dyskryminuje się kobiety. Na każdym kroku dyskryminacja i przemoc wobec kobiet, rzekomo tolerowana przez społeczeństwo. Jednak obraz ten jest w dużym stopniu zakłamany oraz nie mówi się o wielu przykładach na dyskryminację płci męskiej, która w rzeczywistości przekroczyła w tym kraju wszelką skalę. Ale po kolei.

 

Jak media przekłamują obraz Indii?

Zacznę od tego, że trudno ten kraj nazwać „patriarchalnym”, jako że według tutejszej tradycji, to kobieta jest głową rodziny, konkretnie to teściowa panny młodej. W feministycznych artykułach bardzo często pisze się, że kobieta w Indiach wychodząc za mąż przechodzi pod panowanie „męża i jego rodziny”, ale to, że tak czy inaczej to kobieta stoi na czele rodu, to ona rozdziela pieniądze, które przynoszą do domu mężczyźni i o wszystkim decyduje już można pominąć, ot szczególik.

Jeśli idzie o przemoc wobec kobiet, kłaniają się dwie sprawy. Po pierwsze w Indiach obowiązuje system kastowy. A to sprawia, że ofiarami przemocy padają głównie kobiety z niższych kast. Ale tak samo ofiarami padają również mężczyźni z niższych kast. To nie dyskryminacja ze względu na płeć, tylko ze względu na przynależność do klasy społecznej. Indie to w dodatku bardzo skorumpowany kraj, dlatego wyższą pozycję, bardziej bezkarną zajmują osoby z elit, zarówno mężczyźni jak i kobiety.

A druga kwestia, przemoc wobec kobiet w Indiach nie jest ani powszechna ani tym bardziej społecznie akceptowana. Tutaj zachodnie media w ostatnich latach, bardzo mocno zafałszowały obraz. Otóż, co do gwałtów na kobietach, o których mówi się najwięcej. Podaje się nieustannie liczbę gwałtów rocznie, „zapominając” dodać, że to dane pochodzące z kraju, gdzie żyje ponad miliard ludzi, dokładnie to 1,3 mld ludności. Uwzględniając liczbę ludności, Indie mają jeden z najniższych odsetków gwałtów na świecie. Nie wierzycie? Zajrzymy po dane liczby gwałtów na 100 tys. mieszkańców w poszczególnych krajach. W Indiach mamy mniej gwałtów niż w USA i większości krajów Europy zachodniej.

Mało tego, te dane są i tak mocno zawyżone, i to z dwóch powodów. Po pierwsze za gwałciciela według prawa w Indiach uważa się także mężczyznę, który….. zerwał zaręczyny. Facet uprawiał seks z kobietą, której „obiecał małżeństwo”, nie ożenił się, według prawa jest skazywany jako gwałciciel. I taka absurdalna konstrukcja prawna, zawyża oficjalne statystyki. A druga sprawa, w Indiach bardzo powszechne są fałszywe oskarżenia o gwałt. Już nawet oficjalne dane rządowe przedstawiane przez Delhi Commission for Women, mówią o tym, że 53% oskarżeń o gwałt to oskarżenia fałszywe. Faktyczna liczba fałszywych oskarżeń prawdopodobnie jest jeszcze większa.

Kolejna kwestia, w ostatnich kilku latach zachodnie media bombardują nas szokującymi wydarzeniami z Indii jak np. zbiorowy gwałt, które zdarzają się w każdym jednym kraju na świecie, sugerując jakby to była jakaś indyjska norma. W dodatku jak wyszło na jaw, niektóre z tych zdarzeń były tylko kaczką dziennikarską i w ogóle nie miały miejsca. W efekcie tej nagonki na Indie, ten biedny kraj, gdzie nadal miliony ludzi żyje w biedzie, a dzieci mieszkają na ulicach bardzo mocno ucierpiał gospodarczo przez załamanie się turystyki.

No i kwestia rzekomej akceptacji przemocy wobec kobiet przez społeczeństwo. Jest to czysta bzdura. Kary za gwałty na kobietach, jak i inne formy przemoc wobec kobiet są surowo karane przez prawo. Oraz powszechne są w tym kraju lincze na przestępcach seksualnych, a nawet tylko oskarżonych o gwałt. Czy można mówić o akceptowaniu przemocy wobec kobiet w kraju, gdzie wielotysięczny tłum potrafi wziąć szturmem więzienie, żeby dokonać linczu ze skutkiem śmiertelnym na mężczyźnie oskarżonym o gwałt, czekającym na proces w areszcie? Kłania się zwykła logika. W dodatku w Indiach temat przemocy wobec kobiet jest non stop maglowany w mediach, nie ma drugiego takiego tematu, który byłby tak często podejmowany.

 

Prawna dyskryminacja mężczyzn w Indiach

Jak już wspominałem w Indiach bardzo powszechne są fałszywe oskarżenia o gwałt, a prawna definicja gwałtu obejmuje nawet zerwane zaręczyny. A to dopiero początek przykładów. Według indyjskiego prawa tylko kobieta może zostać uznana ofiarą przemocy domowej oraz tylko kobieta może zostać uznana ofiarą gwałtu. Tak więc przemoc domowa wobec mężczyzn i gwałt na mężczyźnie są legalne. W ostatnich latach podejmowano próby zmiany przepisów o przemocy na neutralne płciowo, ale wszystkie zostały zablokowane przez feministyczny establishment, który w ostatnich latach stał się bardzo silny w tym kraju.

Ale co najgorsze, w 1983 r. w Indiach weszło w życie prawo chroniące kobiety przed tzw. zabójstwami posagowymi. Zanim napiszę co jest nie tak z tym prawem wpierw parę słów wyjaśnienia co do samego pojęcia posagu i zabójstwa posagowego. Otóż jedną z indyjskich tradycji było wnoszenie posagu przez rodzinę kobiety biorącej ślub. Z tą tradycją od lat próbuje się walczyć jako, że prowadzi do różnych patologii takich jak znane wam już pewnie przypadki aborcji selektywnych ze względu na płeć czy nawet zabijanie dziewczynek przez rodziców z przyczyn finansowych. Dlatego w 1961 r. instytucja posagu została prawnie zakazana. Jednak część Hindusów o bardziej tradycjonalistycznych poglądach nadal kontynuuje stosowanie tradycji posagu.

Natomiast tzw. zabójstwo posagowe to sytuacja, w której wymusza się na kobiecie wniesienie wyższego posagu poprzez stosowanie przemocy, gróźb co może doprowadzić do jej śmierci lub samobójstwa.

OK, to co w takim razie poszło nie tak, z prawem z 1983 r., słynnym już paragrafem 498A IPC? Otóż system prawny został tak skonstruowany, że wystarczy, że kobieta tylko zgłosi, że padła ofiarą „napastowania posagowego” i mężczyzna wraz całą swoją rodziną (nawet łącznie z dziećmi) automatycznie trafia do aresztu i staje w obliczu wieloletniej batalii sądowej, grozi mu też 3 lata więzienia jeśli zostaje uznany za winnego. A w zasadzie to tak było do 2014 r., kiedy Sąd Najwyższy zakazał aresztowania bez dowodu. Ale po kolei.  

Taki obrót spraw doprowadził do ogromnej ilości fałszywych oskarżeń z tytułu 498A IPC. A w efekcie do ogromnej ilości niesłusznych aresztowań, przejmowania majątków na drodze szantażu i samobójstw fałszywie oskarżonych czy zastraszonych oskarżeniem mężczyzn.

A teraz trochę danych liczbowych. Na koniec 2015 r. statystyki wyglądały następująco: Z tytułu 498A IPC zostało aresztowanych łącznie 2,716,915 osób; w tym 2,112,264 mężczyzn; 604,651 kobiet i 7,707 nieletnich (krewni oskarżonego). Z czego tylko 276,640 okazało się być winnymi i skazanymi. Natomiast 477,986 spraw nadal czeka na rozpatrzenie, to 45% wszystkich spraw oczekujących na proces sądowy w Indiach. Etycy, prawnicy i obrońcy praw człowieka określają to prawo jako „legal terrorist”, „prawny terroryzm”

W końcu w 2014 r. Sąd Najwyższy Indii zakazał aresztowania bez dowodu, wydając specjalne wytyczne jakie kryteria powinny zostać spełnione, aby oskarżony z tytułu 498A mógł zostać tymczasowo aresztowany. I sam Sąd Najwyższy przyznał, że prawo to było wykorzystywane przez kobiety „bardziej jako broń, niż jako tarcza”. Niemniej jednak nadal fałszywe oskarżenia i szantaże są wykorzystywane na masową skalę, ponieważ brakuje stosownych kar za fałszywe oskarżenia i nadal jest to sposób na zniszczenie drugiego człowieka, który musi wówczas stanąć w batalii sądowej w kraju, gdzie takie sprawy trwają całymi latami, a system prawny i sądowniczy jest mocno patologiczny i skorumpowany. W dodatku osoby oskarżone z tytułu 498A spotykają się z ostracyzmem społeczeństwa oraz są narażeni na zostanie ofiarą linczu.

To jeszcze nie wszystko. Anty-męskich przepisów prawa w Indiach jest więcej. Przykładowo, jeśli żona w ciągu 7 lat od zawarcia związku małżeńskiego zginie w pożarze lub na skutek nieszczęśliwego wypadku mężczyzna może zostać uznanym winnym „śmierci posagowej”. Inny przykład, cudzołóstwo jest w Indiach prawnie karane ale tylko dla mężczyzn, kobiety dopuszczające się cudzołóstwa nie są karane.

 

Indyjski ruch na rzecz praw mężczyzn i Deepika Bhardwaj

Od lat 80-tych w Indiach zaczęły powstawać organizacje broniące praw mężczyzn, takie jak np. Save Indian Family, czy Vaastav Foundation, pomagające mężczyznom padającym ofiarą fałszywego oskarżenia z tytułu 498A, męskich ofiarom przemocy domowej, ojcom walczącym o swoje dzieci itd. Walczą także o wprowadzenie neutralnych płciowo przepisów prawnych co do przemocy, tak aby mężczyzna również mógł zostać uznany za ofiarę przemocy domowej czy ofiarę gwałtu lub molestowania. Na przestrzeni lat to właśnie indyjskie organizacje MRA stały się największe na świecie, przebijając nawet te amerykańskie. Pierwszym wymiernym sukcesem była wspomniana wcześniej decyzja Sądu Najwyższego z 2014 r.

Co ciekawe największym wojownikiem o prawa mężczyzn w Indiach jest…. kobieta. Deepika Bhardwaj, indyjska dziennikarka i producentka filmów dokumentalnych, będąc niejednokrotnie świadkiem cierpienia mężczyzn (także z jej własnej rodziny) przez fałszywe oskarżenia o napastowanie posagowe postanowiła nagłośnić temat w opinii publicznej. W tym celu nakręciła film dokumentalny pt. „Martyrs of Marriage”. W swojej działalności podejmuje się również tematyki dyskryminacji mężczyzn także w pozostałych kwestiach. Więcej o tej kobiecie w tym krótkim artykule oraz w tym dłuższym.

 
Wystąpienie Deepiki Bhardwaj w TEDx Talks, gdzie omawia te wszystkie sprawy, które dziś opisałem: 

 
Trailer filmu „Martyrs of Marriage”:

Co zamiast feminizmu? Humanizm? Egalitaryzm? Indywidualizm?

humanizm, nie feminizm

 

Skoro feminizm nie służy równouprawnieniu płci i jest mocno przesiąknięty mizoandrią, socjalizmem, marksizmem i różnymi „głupimi głupotami” jak teoria gender, teoria queer, wage gap, rape culture, mansplaining, toxic masculinity, internationalized misogyny, patriarchy, kyriarchy itd. to pozostaje pytanie czym go zastąpić? Jak poprawnie nazwać pogląd, który autentycznie będzie za równymi prawami dla obojga płci? Alternatyw jest tu wiele, pozwolę sobie omówić te najlepsze i najważniejsze. 

 

Humanizm

Czyli po prostu poparcie dla praw człowieka. Co jest tu szalenie istotne to to, że prawa te mają charakter jednostkowy. Czyli dotyczą każdego człowieka, bez względu na jego płeć, wiek, rasę, wiarę itd.. Prawa, które przysługują każdemu człowiekowi to m.in.: prawo do życia, bezpieczeństwa, wolności, własności prywatnej i sprawiedliwości. W wymiarze polityczno-prawnym przekłada się to np. na prawo do sprawiedliwości dochodzonej na drodze sądowej, prawo do obrony i sprawiedliwego procesu, domniemanie niewinności, czy prawo do zrzeszania się w dobrowolnie tworzone stowarzyszenia i organizacje, a także wolność słowa, czy w przypadku demokracji czynne i bierne prawo wyborcze.

 

Egalitaryzm

Bardzo długo na tym myślałem, czy warto postawić na to pojęcie. Dawniej kojarzyło mi się tak jakoś lewicowo. Ale z tego co zauważyłem, na zachodzie coraz bardziej popularna staje się koncepcja pt. „Egalitarian, not feminist”, jako podkreślenie, że jest się naprawdę za równymi prawami dla obu płci i jest przeciwko feministycznej hipokryzji. I tą drogą idą naprawdę fajne osoby o zdrowych poglądach, jak np. jedna z moich ulubionych youtuberek ShoeOnHead, którą przy okazji serdecznie polecam. 

Wahania co do tego, co zrobić ze słowem egalitaryzm, biorą się stąd, że do tego pojęcia odwoływali się zawsze bardzo różni ludzie, od komunistów aż po Miltona Friedmana. Schody zaczynają się kiedy słowo równość jest różnie definiowane. Ale przecież dokładnie to samo jest z innymi pojęciami jak wolność czy sprawiedliwość. To lewica od zawsze próbuje psuć pierwotne znaczenie danych pojęć tworząc bzdurne neologizmy jak „pozytywna dyskryminacja”, która jest zwykłą dyskryminacją czy „sprawiedliwość społeczna”, która kłóci się ze zwykłą sprawiedliwością.

Tymczasem jedyna równość jaka może istnieć to równość wobec prawa. Ludzie nie są i nie będą identyczni, czyli np. istnieją różnice biologiczne między mężczyznami i kobietami, ludzie nie mogą też być na równym poziomie finansowym, bo każdy wkłada inny wysiłek, inne ryzyko, i ogólnie inny wkład w swoją działalność zarobkową itd. Ale niewątpliwie wszyscy ludzie powinni mieć równe prawa. I właśnie to założenie to jest prawdziwe równouprawnienie, brak dyskryminowania i brak uprzywilejowanie kogokolwiek, po prostu równe prawa dla każdego człowieka.

 

Indywidualizm

Jest to zasada etyki i polityki społecznej traktująca ludzką jednostkę jako najwyższe dobro. Jest przeciwieństwem kolektywizmu, który za ważniejsze od jednostki uważa cele i dobro grup i zbiorowości. Dlaczego indywidualizm? Dlatego że tylko jednostka ma rozum, uczucia, cele w działaniu, tylko jednostka myśli, może odczuwać szczęście lub cierpienie itd.

Każda grupa, każda zbiorowość jest niczym innym jak zbiorem jednostek. Dlatego lekceważąc prawa ludzkiej jednostki tworzy się zbiorowość złożoną z niemal samych nieszczęśliwych jednostek. Właśnie ten paradoks sprawia, że fiaskiem a nawet masowymi zbrodniami skończyły się tak silnie kolektywistyczne nurty w polityce jak komunizm, socjalizm, czy nazizm. 

Feminizm również jest nurtem kolektywistycznym (choć oczywiście nie tak ekstremalnym) i to również tłumaczy jego absurdy i wewnętrzne sprzeczności. W dodatku jest również nurtem marksistowskim, przenoszącym klasyczną walkę klas na relacje męsko-damskie. Co prawda istnieje tzw. feminizm indywidualistyczny, jak również powiązany z nim equity feminism, których przedstawicielki faktycznie akcentują istotę praw ludzkiej jednostki oraz sprzeciwiają się mizoandrii, popierając autentyczne równouprawnienie płci. Jednak stety, niestety te nurty są bardzo niszowe, istnieją praktycznie tylko w USA. W dodatku powstały w dużej mierze, właśnie jako wyraz sprzeciwu wobec pozostałych nurtów feministycznych, zwłaszcza feminizmu socjalistycznego i feminizmu radykalnego. Duży wpływ na ich powstanie miały idee klasycznego liberalizmu i libertarianizmu. 

A skoro już o tym wspomniałem, z filozofią indywidualizmu powiązane są również poglądy wolnościowe, opiewające wokół klasycznego liberalizmu, libertarianizmu czy konserwatywnego liberalizmu. Doktryny te kojarzone są głównie z poparciem dla wolnorynkowej gospodarki. Jednak należy pamiętać, że jest to nic innego jak logiczna konsekwencja poglądów na temat praw jednostki ludzkiej. A więc uznanie, że każda ludzka jednostka może podejmować dowolne działanie dopóki nie krzywdzi tym innych ludzkich jednostek, a przemoc może zostać użyta tylko i wyłącznie do obrony przed przemocą kogoś innego, proporcjonalnie do danej sytuacji. „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. Dlatego każdy człowiek ma prawo do życia, wolności, własności, sprawiedliwości itd. Jak już pisałem same prawa człowieka opierają się na podejściu indywidualnym, dotyczą każdego człowieka.

Podsumowując cały temat: jakich by się nie miało poglądów i jakby się ich nie nazywało, należy zawsze stawać po stronie praw człowieka, każdego człowieka, bez względu na jego płeć i cokolwiek innego.

Społeczeństwo popiera równouprawnienie płci, ale feminizm mocno traci na poparciu

równość tak, feminizm nie

 

Z tym, że mężczyźni i kobiety powinny mieć równe prawa nie będzie się kłócił żaden rozsądny człowiek. Przynajmniej jeśli chodzi o równość wobec prawa. Bo wiadomo, że wbrew wszelkim teoriom gender, obie płcie różnią się między sobą. Jednak prawa człowieka jak prawo do życia, wolności, własności, bezpieczeństwa, sprawiedliwości itd. dotyczą się wszystkich bez względu na płeć, wiek, rasę, czy cokolwiek innego. 

Jednak sam feminizm, który rzekomo miał działać na rzecz równouprawnienia płci, w praktyce co i już wygląda na coś przeciwnego, zamiast równości – seksizm, mizoandria i bezpardonowy atak wymierzony w płeć męską. W dodatku potrafi również działać na szkodę także płci żeńskiej. I ludzie zaczynają to w końcu zauważać.  

 

Trochę danych statystycznych

Pozwolę sobie wziąć na szpicę dwa kraje, w których feminizm zawsze miał najsilniejszą pozycję, czyli USA i Wielką Brytanię.

Najpierw Stany Zjednoczone. Według badań z 2015 r., 85% Amerykanów wierzy w ideę równouprawnienia płci, ale tylko 18% określa swoje poglądy jako feministyczne

Według tych samych badań z 2013 r., pod feminizmem podpisywało się 28% Amerykanów. Krótko mówiąc, w ciągu zaledwie dwóch lat poparcie dla feminizmu spadło o całe 10 punktów procentowych. Biorąc pod uwagę populację Amerykanów, liczbowo jest to spadek o dobre 30 mln ludzi. A są to dane z 2015 r., czyli jeszcze zanim na dobre rozwinęły się akcje typu Women Against Feminism, popularność zyskały filmy na YT krytykujące feminizm, modne stały się hasztagi i hasła typu „Feminism is cancer”, o powstaniu filmu „The Red Pill” nawet nie wspominając.

Jeszcze bardziej jest to widoczne w Wielkiej Brytanii. Grubo ponad 2/3 Brytyjczyków wspiera ideę równouprawnienia płci, ale tylko 7% społeczeństwa określa swoje poglądy jako feministyczne. U kobiet odsetek ten wynosi 9%, u mężczyzn 4%.

 

Internet i młode pokolenie nie zostawiają na feministkach suchej nitki

Najbardziej jest to widoczne w USA, gdzie w ostatnich kilku latach niesamowitą popularność zyskali blogerzy i youtuberzy poddający feminizm ostrej krytyce, tacy jak Steven Crowder, Ben Shapiro, Milo Yiannopoulos, Paul Joseph Watson i wielu innych. 

Regularnie powstają także zupełnie spontanicznie kompilacje z feministycznymi „przypałami”, cieszące się niezwykłą popularnością, zyskując nawet po kilka milionów wyświetleń. Przykładowo, taki film ma już ponad 5,1 mln odsłon i 40 tys. łapek w górę:

 
W Polsce „bekę z feministek” możemy zobaczyć przykładowo w materiałach „Pyta.pl”. Taki przykład:

 
Można powiedzieć, że wykształciła się już swego rodzaju antyfeministyczna popkultura. 

 

Women Against Feminism, kobiety również są na nie

W 2014 r. rozpoczęła się akcja pod tytułem „Women Against Feminism”, czyli kobiet które zaczęły się sprzeciwiać działaniu feministek i ich toksycznej kulturze. Polega to na tym, że kobiety wrzucają do sieci swoje fotki z napisem „I don’t need feminism because….” lub „I’m not a feminist because….” i podają swoje dalsze argumenty, dlaczego sprzeciwiają się działaniu współczesnych feministek. Całą galerię można zobaczyć poniżej:
http://womenagainstfeminism.tumblr.com/

Na chwilę obecną uzbierało się już grube tysiące takich zdjęć. A fanpage całej akcji liczy ponad 45 tys. polubień. 

Poza tym zaczęły powstać całe portale tego typu:
http://womenagainstfeminism.com/
https://womenagainstfeminismuk.wordpress.com/

Oraz zaczęły się również pojawiać filmiki pt. „Why I’m not a feminist”. Czyli krótkie filmy, gdzie kobiety tłumaczą dlaczego nie uważają się za feministki i co nie podoba im się w współczesnym feminizmie. Przykładowo takie video wygląda tak:

 
W Polsce ostatnio, dosłownie na dniach została zorganizowana akcja #NieJestemFeministką , gdzie polskie kobiety wrzucają swoje zdjęcia, tudzież filmy z tłumaczeniem dlaczego nie uważają się za feministki. Akcja została zorganizowana przez stronę Idź pod prąd. Przyznam szczerze, że wolałbym żeby wypłynęło to z jakiegoś innego środowiska. Ale z drugiej strony dobrze, że ta globalna tendencja dociera także do naszego kraju. 

Polecam natomiast bez żadnego wahania, stronę Antyfeministyczna.

PS. W następnym wpisie będzie o tym, co zamiast feminizmu? Humanizm? Egalitaryzm? Indywidualizm?