Obalamy feministyczne mity: Kobiety boją się mężczyzn?

Strach przed przemocą

 
Dawno nie było nic z tej serii, no to przyszła pora na kolejny mit do obalenia. Czy kobiety naprawdę boją się na prawie każdym kroku męskiej przemocy, jak sugeruje wiele feministycznych przekazów? Przyjrzyjmy się faktom.

 

Co mówią na ten temat badania?

Z badań Agencji Praw Podstawowych, przeprowadzonych na 42 tys. kobiet z 28 krajów wynika, że Polki czują się bezpiecznie. Tylko 3% odczuwało często lęk przed staniem się ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej, a aż 86% nigdy się tego nie bało. Większość z nich (ponad 60%) nie unika określonych miejsc i sytuacji z powodu strachu przed staniem się ofiarą takich czynów.

 
Na przełomie października i listopada 2018 r. feministyczny Fanpage 3WF-Third Wave Feminism utworzył ankietę z pytaniem: „Czy ty też boisz się zostać sama z mężczyzną w pokoju?” Oto wyniki:

Ankieta

 
Jak widzimy, 78% odpowiedziało, że się nie boi. Liczba głosów w ankiecie to 8,5 tys. Taki wynik został uzyskany na stronie feministycznej. Gdyby to była strona bardziej neutralna (a pytanie mniej sugestywne), pewnie odsetek głosów na „nie” byłby nawet wyższy.

Skoro mowa o feminizmie. Wielokrotnie byłem świadkiem sytuacji na Facebooku, kiedy kobieta wypowiedziała się w jakieś znanej feministycznej grupie jak np. „Dziewuchy Dziewuchom” w taki mniej więcej sposób: „Jestem kobietą i nigdy nie byłam ofiarą seksizmu ani molestowania” lub „Nie czuję się ofiarą, sama pracuję w bardzo męskim zawodzie i panowie zawsze traktowali mnie z szacunkiem”. I reakcją jest… usunięcie posta i zablokowanie takiej kobiety na grupie. Nie odpowiedź na post, po prostu bah, i zamknięcie ust babie, bo jej poglądy nie pasują do ideologii. W Polsce tylko 5% kobiet utożsamia się feminizmem, ale ta grupa lubi się wypowiadać za pozostałe 95%.

 

Dlaczego jeśli już, to mężczyźni mają większe powody do obaw?

Na wstępie zaznaczam, że nie namawiam nikogo do strachu. Ale przypominam o kwestii, że to mężczyźni są główną ofiarą przestępstw z użyciem przemocy, stanowią średnio dobre 70-80% ofiar. W całym tym gadaniu o tym, że trzeba zatrzymać przemoc wobec kobiet, dość łatwo zapomina się, że jeśli mężczyzna już jest sprawcą, to jego ofiarą częściej jest drugi mężczyzna niż kobieta. To wynik zarówno naszej biologii, jak i kultury. Kobiety jako słabsze fizyczne są nie tylko pod ochroną prawną, ale także jakby pod dodatkową ochroną: „kobiety nie bije się nawet kwiatkiem”. Nawet wśród przestępców sprawcy przemocy wobec kobiet (i dzieci) są na najniższym szczeblu hierarchii.

Z kolei jeśli chodzi o przemoc kobiet wobec mężczyzn, tu mamy do czynienia z większym lekceważeniem ofiar, niż w odwrotnej konfiguracji, co wykorzystują niektóre panie, będąc bardziej bezkarnymi.

 
A teraz trochę statystyk. W praktycznie wszystkich krajach mężczyźni stanowią około 70%-80% ofiar zabójstw, średnia światowa to 78,7%, w Polsce jest to 73,2%.

Z kolei to zestawienie danych z Kanady, pokazuje że mężczyźni stanowią 80% ofiar przemocy ze strony nieznajomych. W tym mężczyźni są dwukrotnie bardziej narażeni na napaść drugiego stopnia oraz trzykrotnie bardziej narażeni na napaść trzeciego stopnia, niż kobiety. Młodzi mężczyźni poniżej 18 roku życia są 1,5 razy bardziej narażeni na fizyczną napaść niż młode dziewczyny.

Mężczyźni stanowią również 65% ofiar napadów rabunkowych oraz 74% ofiar zabójstw. Mężczyźni okazują się również być 2,5 razy bardziej narażeni na napaści seksualne w środowisku instytucjonalnym (szkoła, instytucje publiczne itp.) niż kobiety. To ostatnie może akurat zaskakiwać, ale prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że kobiety częściej są ofiarami przemocy ze strony członków rodziny, niż obcych ludzi, a u mężczyzn jest na odwrót, częściej są oni ofiarami ze strony nieznajomych, a do tego męskie ofiary przemocy seksualnej rzadziej to zgłaszają niż kobiety.

Panowie mogą się również obawiać fałszywych oskarżeń o przemoc. Jest to specyficzna forma ataku nie wprost, bez udziału ofiary, przez co nie ma żadnej możliwości obrony bezpośredniej jak np. posiadanie gazu pieprzowego, czy unikanie niebezpiecznych okolic po zmroku. Po prostu kobieta może oskarżyć mężczyznę i nie da się tego powstrzymać. Można już tylko liczyć na to, że wymiar sprawiedliwości i otoczenie zachowają się zgodnie z zasadami domniemania niewinności i rzetelnego procesu. Tak samo mężczyźni mogą się bać niesprawiedliwego potraktowania w sądzie rodzinnym, jak i zostania ofiarą alienacji rodzicielskiej. Do tego dochodzą jeszcze różne inne obawy w związku z relacjami z kobietami, takie jak np. oszukanie na ojcostwie, oszukanie na antykoncepcji i tym podobne.

 
Na koniec dodam tylko, że na zachodzie co raz popularniejszy staje się ruch Men Going Their Own Way (MGTOW), czyli Mężczyźni Podążający Własną Drogą. Polega on głównie na unikaniu małżeństw oraz w dużej mierze na możliwym unikaniu kontaktów z kobietami, ograniczenie ich do absolutnego minimum. Osobiście nie popieram MGTOW, ponieważ mam pewne zastrzeżenia co do podglądów głoszących przez jego czołowych przedstawicieli, ale sama postawa „Men on Strike”, w ogóle mnie nie dziwi. Pozostaje takie pytanie: Skoro to kobiety boją się mężczyzn, to dlaczego nie istnieje żeński odpowiednik MGTOW? Dlaczego to nie kobiety zaczynają unikać mężczyzn, tylko to mężczyźni zaczynają unikać kobiet?

Reklamy

A co z kobietami?

Prawa kobiet

 
Zbliża się Dzień Kobiet i z tej okazji postawiłem napisać tym razem o problemach dotykających kobiet.

 

Mówienie tylko o problemach jednej płci jest szkodliwe

Z powyższym zdaniem w zupełności się zgadzam. To jeden z największych błędów jakie popełniają feministki, nawet te które niby są liberalne i niemizoandryczne. Ciągłe skupianie się tylko na jednej stronie medalu sprzyja polaryzacji w myśleniu i fałszuje obraz rzeczywistości. Jak zatem mogę odpowiedzieć na zarzut: „Dlaczego więc sam to robisz”?

Otóż, faktycznie piszę głównie o problemach dotyczących mężczyzn, ale robię to na tym konkretnym blogu. To nie jest jedyna rzecz, którą się zajmuję, ani tym bardziej jedyna rzecz na temat której mam świadomość. Na dobre 4 lata zanim powstał ten blog założyłem bloga Liberum Cerebrum, na którym pisałem i w sumie do tej pory jeszcze piszę (choć już mniej aktywnie jak kiedyś) na temat wolności, praw człowieka i świadomości, obrony przed manipulacją. Tam żadnego podziału na płeć nigdy nie robiłem, wspominam o krzywdach, które ponoszą zarówno mężczyźni jak i kobiety. Z kolei swój profil na portalu Steemit prowadzę w sposób trochę bardziej wielotematyczny niż blog Men’s Rights Polska.

Temat dyskryminacji mężczyzn postanowiłem podjąć jako osobny wątek dlatego, że zorientowałem się, że istnieje taka potrzeba. O męskich problemach mówi się bardzo mało w stosunku do tematyki praw kobiet, a jak to mówią „samo się nie zrobi”. Paul Elam powiedział kiedyś, że celem Ruchu Praw Mężczyzn jest tak naprawdę to, żeby żaden ruch praw mężczyzn czy praw kobiet nie był już potrzebny, żeby wszyscy mieli równe prawa. I zasadniczo mniej więcej o to w tym wszystkim chodzi.

Natomiast nie zmienia to faktu, że mam świadomość co do problemów dotyczących kobiet. Powiedziałbym nawet, że mam świadomość w tematach, które pomijają organizacje feministyczne, jako że nie pasuje im do ideologii, jak np. przemoc kobiet wobec kobiet, czy tego że kobiety również padają ofiarami fałszywych oskarżeń o przemoc (zwłaszcza wobec dzieci). Tak samo mam świadomość, że grup pomijanych i dyskryminowanych jest więcej: dzieci jako ofiary przemocy i alienacji rodzicielskiej, rodzice, którym odebrano dzieci bez powodu, osoby starsze i niepełnosprawne jako ofiary przemocy domowej. Istnieje też np. dyskryminacja osób z depresją, nerwicą, lub fobią społeczną, które są bardzo często nierozumiane przez społeczeństwo.

 

Problemy kobiet i jak im zaradzić?

OK, przejdźmy zatem do tematu. Jak rozwiązać typowe problemy dotyczące kobiet?

 
Niższe zarobki

Co prawda różnice w zarobkach pomiędzy mężczyznami i kobietami wynikają z indywidualnych wyborów (mężczyźni częściej wybierają lepiej płatne zawody, pracują dłużej, biorą więcej nadgodzin, mniej zwolnień itd.), a tzw. wage gap to mit, to istnieje pewne zjawisko, które można by określić terminem „samospełniającej się przepowiedni”. Oznacza ono, że jeśli kobieta sama wierzy, że gorzej wykonuje daną pracę niż mężczyzna, faktycznie zaczyna robić to gorzej. To samo jest z edukacją. Dlatego potrzeba bardziej indywidualnego, nie stereotypowego podejścia do każdego człowieka i większej asertywności, odwagi w działaniu.

Powiedziałbym też, że rodzice powinni uczyć swoje córki zaradności, przedsiębiorczości i finansowej odpowiedzialności, a nie tylko jak zdobyć męża, który ją utrzyma. Rozumiem, że niektórzy są zwolennikami bardziej tradycyjnego modelu rodziny, ale dobrze by było, aby możliwie każda kobieta posiadała choćby samą umiejętność radzenia sobie z zarabianiem pieniędzy, która zawsze może się przydać.

 
Przemoc wobec kobiet

W kwestii przemocy domowej, jednym z większych problemów jest bardzo niska wiedza w społeczeństwie na temat psychologicznego aspektu tego zjawiska. Ludzie zazwyczaj nie mają pojęcia na czym polegają cykle przemocy domowej, syndrom sztokholmski, zespół współuzależnienia czy wyuczona bezradność. Przekłada się to na to, że sprawcom łatwiej jest manipulować ofiarami, a osoby postronne nie rozumieją np. dlaczego ofiara nie chce odejść z przemocowego związku. Utrudnia to wszystko skuteczne przeciwdziałanie przemocy. Dlatego jestem zwolennikiem zwiększenia edukacji z zakresu psychologii w szkołach, możemy również propagować taką wiedzę w społeczeństwie samodzielnie. Kolejna sprawa, trzeba w końcu przełamać błędne koło przemocy, a więc przeciwdziałać przemocy wobec dzieci i prowadzić profilaktykę zdrowia psychicznego, aby dzieci nie wyrastały na sprawców przemocy.

W kwestii przemocy seksualnej, wbrew pozorom ofiary w Polsce mają dużo praw. Ale nie zawsze mają tego świadomość. Np. ma się prawo wymagać aby przesłuchujący był osobą tej samej płci, czy obecności psychologa przy przesłuchaniu. Poniżej można się zapoznać jak wygląda procedura i jakie prawa przysługują ofiarom:
http://www.siedlce.po.gov.pl/przesluchanie-w-sprawach-o-zgwalcenie-lub-seksualne-wykorzystanie-art-197-199-kk-,120.html?sLang=pl

Oczywiście ważna jest również edukacja, zapobieganie przemocy, dokładnie to samo co pisałem powyżej na temat przemocy domowej.

 
Fałszywe stereotypy na temat kobiet

Na seksizm wobec kobiet, generalizowanie itd. sam staram się zawsze reagować i wszystkich do tego również namawiam. Polecam także mój stary artykuł w sprawie sprzeciwu wobec mizoginii.

Istnieją również stereotypy dotyczące np. kobiet wykonujących „męskie” zawody. Takie stereotypy najlepiej przełamywać własnym przykładem. Jeśli ludzi przestaje dziwić, że można spotkać kobietę w zawodzie X, to dlatego, że sami spotkali się już z tym wcześniej. Byle tylko robić to dobrze, nie pakować się na siłę do czegoś do czego się nie nadajemy, tu trzeba mieć pewność, że faktycznie wybrało się dla siebie odpowiednią ścieżkę.

Seksistowskie definicje gwałtu w feministycznych propozycjach

Definicja gwałtu

 
Działanie organizacji feministycznych potrafi być niekiedy naprawdę obrzydliwe. W ostatnim czasie po raz kolejny byliśmy tego świadkami w Polsce.

 

Posłanki Nowoczesnej i Feminoteka w natarciu

Zaczęło się od dwóch posłanek partii .Nowoczesna Moniki Rosy i Ewy Lieder i ich propozycji, aby za gwałt uznać „brak świadomej zgody na seks”. Tak poważne przestępstwo jak gwałt musi mieć jasną definicję, żeby nie wsadzać niewinnych ludzi do więzień, więc autorka tego wywiadu starała się uzyskać informację od posłanek na czym miałoby to polegać? Jak uniknąć absurdów jak podpisanie umowy przed stosunkiem, czy nagrywania się na kamerę/dyktafon?

Jednak najwyraźniej posłanki same nie wiedzą co tak naprawdę proponują. W artykule możemy znaleźć takie kwiatki jak: „Gdy przemoc wystąpi w stałym związku, bierze się pod uwagę to, że zgoda “może być bardziej dorozumiana, a nie wypowiedziana”, liczy się kontekst czy mowa ciała. Natomiast w przypadku przelotnych znajomości typu One Night Stand, udowodnienie przez domniemanego sprawcę otrzymania jednoznacznej zgody na współżycie będzie kluczowe dla zadecydowania o poniesieniu przez niego odpowiedzialności karnej”. I jednocześnie: „Zmiana definicji gwałtu nie oznacza zniesienia postępowania dowodowego czy domniemania niewinności. Chodzi o to, żeby zmieniło się podejście do ofiary przemocy seksualnej”. Widzimy logiczne sprzeczności i jakiś dziwny purytanizm, wedle którego seks w stałym związku jest OK, ale już przelotne przygody to jakby domniemany gwałt, wszystko z ust posłanki partii, nazywającej się „Nowoczesna”.

Podejrzewam, że posłankom chodzi o zmianę definicji gwałtu na taką, jaką wprowadzono w Szwecji, której efektem stało się (to nie żart), że ludzie zaczęli ściągać aplikację na telefon z potwierdzeniem zgody na seks, ale o tym więcej napiszę trochę później.

 
Kolejne uderzenie zaserwowała nam ostatnio Fundacja Feminoteka, umieszczając taką petycję w sieci. Tu mamy znowu propozycję, żeby za gwałt uważać niebyt jasne określenie jak „seks bez wyraźnej i świadomej zgody”. I dużą manipulację faktami, jeśli chodzi o podanie pigułki gwałtu, czy celowe upicie czy odurzenie ofiary w celu dokonania gwałtu to już teraz jest uważane za tzw. podstęp i karane jako gwałt z art. 197 KK. Z kolei wykorzystanie bezradności ofiary karane jest z art. 198 KK. Ustawodawca wprowadził dwa osobne paragrafy właśnie dlatego, żeby można było karać za każdy rodzaj przemocy. Czyli karane jest zarówno celowe odurzenie/upicie ofiary, jak i wykorzystanie, że ofiara była nieprzytomna, spała czy była kompletnie pijana. Zmiana prawa nie jest więc w tym względzie potrzebna. Że już nie wspomnę, że to że średnie kary za zgwałcenie są zbyt niskie to powód żeby je podnieść (zwłaszcza dolne granice), a nie zmieniać definicję, co ma w ogóle piernik do wiatraka?

A to jeszcze nie wszystko. W petycji znalazła się także sugestia, żeby gwałt definiować jako „seksualna penetracja bez zgody ofiary”. Oznaczałoby, że aby móc zostać uznanym za ofiarę gwałtu trzeba być stroną penetrowaną, ale już nie penetrującą. W skrócie gwałt kobiety na mężczyźnie nie byłby karany w większości przypadków. Jak pokazują badania z USA, większość gwałtów kobiet na mężczyznach polega właśnie na byciu zmuszonym do penetracji. W tym celu uwzględniono w badaniach takie pojęcie jak „made to penetrate”, czyli „zmuszenie do penetracji”, dzięki czemu odkryto, że liczba męskich ofiar gwałtu jest wyraźnie wyższa niż się powszechnie przypuszcza. Po polsku pisał o tym portal Vice (swoją drogą portal feministyczny) oraz ja w artykule o gwałtach na mężczyznach.

Z kolei w Wielkiej Brytanii funkcjonuje właśnie taka archaiczna definicja gwałtu sprowadzona do bycie penetrowanym wbrew swojej woli, ale nie uznaje za gwałt bycia przymuszonym do penetracji. Dlatego nawet jeśli mężczyzna zostanie zmuszony do seksu przez kobietę np. groźbami użycia niebezpiecznego narzędzia lub zostanie odurzony i wykorzystany, nie jest uznawany za ofiarę gwałtu. Więcej do poczytania na ten temat w poniższym artykule. Dodam tylko, że taka definicja uderza również w kobiety, które padły ofiarą gwałtu ze strony innej kobiety.

 

Wzór z zachodu? Raczej antywzór

Organizacje feministyczne mają w zwyczaju argumentować za danym rozwiązaniem, twierdząc, że przecież tak jest w jakimś innym kraju. Bez oceny jakie przynosi to skutki, bo po prostu inni tak mają, to musi być dobre. To rozumowanie typu: Łagry i psychuszki są złe? No przecież w ZSRR jakoś to funkcjonowało przez dobre kilkadziesiąt lat? OK, no to sprawdźmy jak takie definiowanie gwałtu jako „braku świadomej zgody” działa w praktyce.

Pierwszy wymowny przykład to Wielka Brytania. Pisałem już wcześniej, że definiowanie gwałtu tylko jako przymusowej penetracji utrudnia, a często wręcz uniemożliwia karanie kobiet jako sprawczyń gwałtów zarówno wobec mężczyzn, jak i innych kobiet. Ale to nie wszystko, na początku 2015 r. Alison Saunders, feministka będąca dyrektorką Prokuratury koronnej zaczęła wydawać specjalne wytyczne dla policjantów i prokuratorów, aby za gwałt uważać każdy stosunek bez „świadomej zgody”. Kluczowe jest tu słowo „świadomej”, wystarczy, że np. kobieta napiła się chociaż odrobiny alkoholu i już jej zgoda mogła zostać potraktowana jako „nieświadoma” (w drugą stronę to nie działa, jeśli mężczyzna też pił to nie może być ofiarą, bo nie został „spenetrowany”). Kolejna rzecz, policja i prokuratura zostały ogólnie rzecz mówiąc zindoktrynowane w duchu feministycznej ideologii.

Jakie przyniosło to wszystko efekty? Ano takie, że w styczniu 2018 r. Prokurator generalny Jeremy Wright zarządził aby wszystkie sprawy o gwałt z ostatnich lat zostały ponownie rozpatrzone. Wszystko ze względu na bardzo dużą liczbę fałszywych oskarżeń i skandaliczne błędny policji i prokuratury, które doprowadziły nawet do skazywania niewinnych ludzi. Pisałem już o tym bardzo dokładnie w tym artykule.

 
Kolejny przykład to Szwecja. W lipcu 2018 r. weszło w życie prawo według którego zgoda na seks musi być „jasno wyrażona” inaczej jest to traktowane jako gwałt. W efekcie… powstała aplikacja na telefon do wyrażania zgody na seks. I naprawdę znalazło się wielu ludzi, którzy zaczęli jej używać, popularność ciągle rośnie. Pokazuje to tylko jak ludzie czują się sterroryzowani zasadami prawnymi i kulturowymi w tym kraju.

 

Tymczasem definicja zgwałcenia w polskim prawie jest bardzo dobra

Art. 197 KK

§ 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

§ 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia:

1. wspólnie z inną osobą,
2. wobec małoletniego poniżej lat 15,
3. wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

§ 4. Jeśli sprawca czynu określonego w § 1-3 działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5.

 
Art. 198 KK

Kto, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

 
Te wszystkie definicje przestępstw seksualnych są bardzo dobre, ponieważ:

  1. Są neutralne pod względem płci
  2. Uwzględniają każdą formę przemocy, czyli doprowadzenie do obcowania płciowego wbrew woli ofiary zarówno poprzez przemoc fizyczną, groźbę bezprawną, jak i odurzenie, upicie ofiary, czy wykorzystanie jej bezradności.
  3. Są jasne i klarowne dla każdego, nie ma w nich niejasnych sformułowań typu „świadoma zgoda”, odchodzi problem kiedy obie strony po prostu wypiły trochę alkoholu, ale seks był dobrowolny, czy zgoda nie była wyrażona słownie, ale np. gestem itd.

 
Na koniec dodam tylko, że w ostatnich latach zaszły w Polsce takie zmiany, jak to, że gwałt jest ścigany z urzędu, ofiary muszą być przesłuchiwane w specjalnym pomieszczeniu w obecności psychologa, a całe przesłuchanie jest nagrywane, aby nie było konieczne jego powtórzenie, chyba że akurat wymaga tego postępowanie sądowe. Nie można też dać za gwałt wyroku w zawieszeniu, ponieważ po nowelizacji KK z 1 lipca 2015 r. zawiasy można dać tylko za przestępstwo do maksymalnie 1 roku więzienia. Chyba, że sąd w wyjątkowych okolicznościach takich jak pojednanie ze sprawcą zastosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, liczba takich przypadków spadła do 29 rocznie (z około 1200 wyroków). Ale uwaga, te wszystkie zmiany to nie był efekt przyjęcia Konwencji Stambulskiej, jak próbują wszystkim wmawiać organizacje feministyczne. Te zmiany wprowadził Jarosław Gowin, kiedy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Ten Gowin, który akurat w rządzie PO był całkowicie przeciwny przyjęciu wspomnianej konwencji.

Sylwia Spurek – Rzeczniczka od (nie)Równego Traktowania

Sylwia Spurek

 
Na jesieni 2015 r. nowym Rzecznikiem Praw Obywatelskich został Adam Bodnar. Człowiek od początku wzbudzający kontrowersje, m. in. zasłynął wypowiedzią: „Musimy pamiętać, że wiele narodów współuczestniczyło w realizowaniu Holokaustu. W tym także naród polski”. Za co później przeprosił.

Z kolei na swojego zastępcę ds. Równego Traktowania mianował feministkę dr Sylwię Spurek, której działanie to praktyczne zaprzeczenie pełnionego przez nią urzędu.

 

„Przemoc ma płeć”

Sylwia Spurek przez pierwsze 2 lata swojej działalności niezbyt zwracała się na siebie uwagę opinii publicznej. W zasadzie mało kto o niej słyszał. Zmieniło się to w 2017 roku. I od razu w negatywny sposób. Zaczęło się od wywiadu dla portalu Onet, gdzie stwierdziła: „Warto powiedzieć o kliku faktach. Przemoc ma płeć. Ofiarami są kobiety i dzieci, a sprawcami są mężczyźni”.

Tymczasem każdy rozsądny człowiek, wie że wśród sprawców przemocy w rodzinie są zarówno mężczyźni, jak i kobiety, więc to oczywiste, że przemoc nie ma płci. O tej wypowiedzi z 7 marca 2017 r. mało kto jednak wiedział przez dobre kilka miesięcy. Wieść rozeszła kiedy sam o tym napisałem na swoim Fanpage, wtedy jeszcze mało znanym, ale szczęśliwie w rozpowszechnieniu informacji wsparli mnie twórcy FP Partia Mężczyzn, którzy mieli wówczas dobre 10 tys. fanów. Zbiegło się to wszystko w czasie (jesień 2017 r.), kiedy Sylwia Spurek wsparła kampanię „16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet”, gdzie dodatkowo zaczęła utrwalać fałszywe stereotypy na temat przemocy domowej. I internauci mieli okazję przekonać, kto sprawuje funkcję zastępcy RPO ds. Równego Traktowania i w jaki sposób to czyni.

W kampanii firmowanej przez Sylwię Spurek absurdy były widoczne gołym okiem. Przykładowo w takim spocie. Na wstępie Spurek mówi, że 19% kobiet w Polsce doświadcza przemocy domowej, a potem jak gdyby nigdy nic dodaje, że skala problemu jest tak naprawdę większa, bo tylko 30% kobiet zgłasza to organom ścigania. Jest to całkowita bzdura, ponieważ te 19% to wynik badań przedstawionych przez Agencję Praw Podstawowych, oparty na podstawie anonimowych ankiet, a nie zgłoszonych spraw. W dodatku patrząc na metodologię tamtych badań, gdzie przyjęto bardzo szerokie definicje przemocy wynik tak na dobrą sprawę był zawyżony. Mało tego, pomimo tak restrykcyjnego podejścia, według tych badań Polska i tak odnotowała najmniej przemocy wobec kobiet w całej UE.

Co jeszcze bardziej bije po oczach, to twierdzenie, że 90% ofiar domowej to kobiety. Źródła informacji rzecz jasna brak. Społeczny Rzecznik Praw Mężczyzn pisał nawet w tej sprawie do samego Rzecznika Praw Obywatelskich dr Adama Bodnara z pytaniem o źródło tej informacji. I sam Bodnar nie był w stanie go podać. Jak widzimy w odpowiedzi podał tylko dane oparte na Niebieskich Kartach, wedle których kobiety stanowią 71-73% ofiar.

Tu się chwilę zatrzymajmy. Faktycznie nawet w statystykach NK nie ma żadnej informacji o 90%. Jak podaje nam najnowsze sprawozdanie z 2017 r., kobiety miały stanowić 73,47% ofiar, mężczyźni – 11,92%, małoletni – 14,61%.

Spotykam się czasami z manipulacją mówiącą, że 90% ofiar to „kobiety i dzieci”. Tak jakby dzieci nie miały płci. Tymczasem nawet w powyższym sprawozdaniu NK z 2017 r. mamy informację, że wśród małoletnich ofiar 6800 to dziewczęta, a 6715 to chłopcy.

Z kolei jeśli chodzi o same dorosłe ofiary przemocy domowej, według powyższego sprawozdania kobiety stanowiłyby 86% ofiar, a mężczyźni 14%.

I w końcu najważniejsze. Niebieskie Karty nie oddają nam pełnego obrazu na temat faktycznego rozkładu płci wśród ofiar przemocy domowej. Nawet nam go nie przybliżają, a właściwe to nas od niego oddalają. Po pierwsze mężczyźni rzadziej zgłaszają przemoc będąc ofiarami, bojąc się, że w zemście kobieta wytnie ich z kontaktu z dziećmi, sami padną ofiarą fałszywych oskarżeń albo zwyczajnie odczuwają wstyd, ze względu na panujące w społeczeństwie stereotypy. Sylwia Spurek sama wspomniała o „ciemnej liczbie” wskazując, że tylko 30% kobiet będących ofiarami zgłasza przemoc, ale całkowicie pominęła fakt, że tylko 15% męskich ofiar zgłasza przemoc.

Po drugie Niebieskie Karty nie wskazują jeszcze kto jest sprawcą przemocy, przedstawiają tylko podejrzenie, że mogło dojść do przemocy. Często są nadużywane, głównie przez kobiety przy sprawach rozwodowych. Co najmniej 30% przypadków założenia Niebieskiej Karty stanowią fałszywe oskarżenia. Tymczasem bardziej rzetelne badania na temat płci i przemocy istnieją i są powszechnie dostępne. Przejdźmy więc do ich omówienia.

 

Co naprawdę mówią badania na temat przemocy w rodzinie?

Wyniki badań TNS OBOP z 2010 r. przygotowane na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na temat przemocy domowej wskazały, że 61% ofiar to kobiety, a 39% to mężczyźni. Dokładniejsze wyniki możemy poczytać w tym dokumencie.

Do tych samych badań oraz kilku innych nawiązuje również to opracowanie, przygotowane przez Zakład Psychologii Stosowanej, Uniwersytet Medyczny w Lublinie z 2015 r. Poza tym, że mężczyźni stanowią około 39% ofiar, możemy również poczytać o tym, że na przemoc kobiet wobec mężczyzn istnieje większe społeczne przyzwolenie, niż w odwrotnej konfiguracji. Oraz, że dla mężczyzn jest to wstydliwy problem i przejawiają niechęć do zgłaszania takich spraw na policję.

 
Z kolei badania CBOS z 2012 r. pokazały, że, ze strony swoich partnerów:

  • przemocy fizycznej padło 11% kobiet i 10% mężczyzn
  • przemocy psychicznej padło 16% kobiet i 20% mężczyzn
  • przemocy fizycznej lub psychicznej padało 21% kobiet i 20% mężczyzn

 
W innych krajach zjawisko przemocy wobec mężczyzn zostało zbadane jeszcze dokładniej. Prym wiodą tu zwłaszcza Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, gdzie badania nad przemocą domową z uwzględnieniem obojga płci są przeprowadzane regularnie przez wielu badaczy.

Jednym z najbardziej znanych jest Murray Strauss z Uniwersytetu w New Hampshire, który już  w 1985 r. na podstawie Ogólnokrajowych Badań nad Przemocą w Rodzinie (National Family Violence Survey) przedstawił  obserwacje dotyczące ogólnych prawidłowości dotyczących tego rodzaju przemocy. W 1985 roku okazało się, że na 495 par, w których kobieta zgłaszała co najmniej jeden przypadek przemocy, mężczyzna był jej wyłącznym sprawcą w blisko 26% badanych par, z kolei kobieta – wyłączną sprawczynią w 25,6% par objętych badaniami. W 48,4% z nich do przemocy odwoływali się oboje partnerzy (przemoc fizyczna wzajemna). Autor wywnioskował, że minimalny szacunek przypadków przemocy, które nie mogły być działaniem w obronie własnej, ponieważ w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie przemoc stosowały wyłącznie kobiety, wynosi około 25–30%. Podobne wyniki co do przemocy wyłącznie ze strony kobiet wykazały sondaże przeprowadzone w ramach innego programu badawczego: Ogólnokrajowego Badania Rodzin i Gospodarstw Domowych (National Survey of Families and Households).

Skoro już mowa o przemocy wzajemnej, to przypomnę, że Erin Pizzey, założycielka pierwszego na świecie schroniska dla kobiet doświadczających przemocy w rodzinie w Chiswick podawała, że 62 na pierwsze 100 kobiet, które zgłosiły do jej ośrodka, była równie agresywna, co mężczyźni, od których odeszły. A kiedy ofiarą jest tylko jedna strona, ofiar po stronie kobiet, jak i mężczyzn jest mniej więcej po równo. Pisałem o niej już osobny artykuł.

Suzanne Steinmetz, autorka pojęcia „syndrom maltretowanego męża” w swojej książce „The battered husband syndrome” podała, że w USA co roku około 250 tysięcy mężów jest maltretowanych przez żony. Jej zdaniem mężczyźni równie często co kobiety padają ofiarą przemocy w rodzinie.

Prawdziwym wyjadaczem w temacie jest psycholog społeczny z Kalifornijskiego Uniwersytetu Stanowego, Martin S. Fiebert. Od ponad 30 lat prowadzi systematyczny przegląd amerykańskich i międzynarodowych badań dotyczących problematyki przemocy stosowanej przez kobiety. Jego metaanaliza nosi tytuł References examining assaults by women on their spouses or male partners: An annotated bibliography (Doniesienia z badań nad aktami przemocy fizycznej kobiet wobec mężów i męskich partnerów: bibliografia z przypisami). Opracowanie to obejmuje lata 1980–2011, omawiając 282 badania akademickie, 218 sondaży zrealizowanych przez inne podmioty niż uczelnie wyższe, a także 64 analizy i recenzje na ten temat. Wspólnym mianownikiem komentowanych przez M.S. Fieberta komunikatów naukowych jest teza, że kobiety w relacjach ze swoimi małżonkami i partnerami dopuszczają się przemocy fizycznej, a nawet bywają bardziej agresywne niż mężczyźni. W dniu 2 maja 2011 r. łączna wielkość próby we wszystkich przywołanych przez M.S. Fieberta badaniach przekroczyła już całe 369 800 osób.

Brytyjska organizacja pozarządowa monitorująca zjawiska związane z funkcjonowaniem rodzin, Campaign Group Parity w raporcie z 2010 r. przedstawiła dane, według których przemoc kobiet wobec mężczyzn stanowi więcej niż 40% przypadków przemocy domowej w Anglii. Podobny rezultat pokazują dane Office Home (brytyjski odpowiednik polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) oraz rezultaty ostatnich sondaży przeprowadzonych w ramach British Crime Survey.

Więcej przykładów tego typu badań można znaleźć w książce Mariana Cabalskiego, „Przemoc stosowana przez kobiety. Studium kryminologiczne”.

 

Inne przypały Sylwii Spurek

Będąc zastępczynią RPO ds. Równego Traktowania Sylwia Spurek nieustannie pisze w swoich social mediach pod hasztagiem #trzymamstronekobiet. I to nie tylko w czasie kampanii „16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet”, ale przez cały czas. Trudno o bardziej wymowny przykład kompromitowania sprawowanej przez siebie funkcji.

Mało tego w styczniu tego roku niejaka Karolina Hammer zamieściła swoje zdjęcie na Facebooku z Sylwią Spurek wzywając do wprowadzenia matriarchatu w ciągu 7 lat.

matriarchat

Sylwia Spurek w odpowiedzi pod tym zdjęciem niczego nie zdementowała, nie skrytykowała koleżanki. Odpowiedziała za to bardzo przychylnym komentarzem:

sylwia spurek

 
Spurek wspomina również często o potrzebie „natychmiastowej” izolacji „sprawcy” od „ofiary”. Według niej decyzję w tej sprawie powinien być podejmować nie tylko sąd jak jest teraz, ale także zwykły policjant, wydając nakaz opuszczenie lokalu np. na okres 14 dni. W jaki sposób miałoby się to odbywać, aby nie prowadziło to do nadużyć, gdzie fałszywa ofiara, sama będąca nierzadko sprawcą nie mogła tego wykorzystywać do krzywdzenia partnera „na legalu”? Nie wiadomo, Spurek powiedziała tylko w jednym z wywiadów, że takie rozwiązania byłoby stosowane jedynie „w wyjątkowych okolicznościach” (ale jakie to okoliczności i co je definiuje?) oraz, że takie rozwiązanie jest rzekomo standardem w Austrii.

Próbowałem szukać informacji na temat tego jak działa system przeciwdziałania przemocy domowej w Austrii, ale nic o tym rodzaju izolacji nie znalazłem. W zasadzie to w ogóle pierwsze słyszę żeby gdziekolwiek stosowano takie rozwiązania. W każdym cywilizowanym kraju normą jest sądowa kontrola nad działaniem policji, to jedna z podstaw demokratycznego państwa prawa i praw obywatelskich. To sąd wydaje decyzje w takich sprawach jak eksmisja z mieszkania, zakaz zbliżania czy nakaz przeszukania lokalu.

Wiem tylko, że jak w Hiszpanii przekombinowano, tak że niemal automatycznie można każdego zatrzymać na 48h pod zarzutem bycia sprawcą przemocy domowej, doprowadziło to do bardzo dużej liczby fałszywych oskarżeń, o czym pisałem w tym tekście, podobnie stało się również w Izraelu. A w Polsce nawet przy obecnych zasadach fałszywe oskarżenia o przemoc są powszechną zagrywką przy rozwodach, zwaną przez prawników „metodą na bitą żonę”. Takie pomysły jakie prezentuje Sylwia Spurek były już wcześniej przedstawiane przez Centrum Praw Kobiet, nie zostały przyjęte, ani nawet podjęte pod głosowanie nie tylko w czasie rządów PO, ale nawet SLD.

Trzeba również pamiętać, że to mogłoby nie tylko prowadzić do nadużywania fałszywych oskarżeń, ale także do nadużyć policji wobec obywateli. Sprawy Igora Stachowiaka, Tomasza Komendy czy Tomasza Krajewskiego z Nawsia Brzosteckiego pokazują do czego mogą prowadzić nadużycia funkcjonariuszów policji wobec zwykłych ludzi.

Tu też kłania się taka feministyczna „logika”. Według wielu feministek w policji na ogół pracują źli ludzie, podobno źle traktują np. ofiary gwałtów. Ale ci sami „źli ludzie” nie będą nadużywać uprawnień przy wyrzucaniu ludzi z mieszkań. Sama zresztą Sylwia Spurek dość często wrzuca na swoich social mediach informacje, że ktoś został niesłusznie aresztowany albo zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, bo dokładnie takim sprawami zajmuje się biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. A sam Adam Bodnar zaapelował ostatnio do Ministra Sprawiedliwości o potrzebę zmiany prawa, aby ludzie mogli łatwiej uzyskiwać odszkodowanie za niesłuszne oskarżenia.

Takich logicznych nieścisłości w działaniu pani Spurek jest więcej. Przykładowo prowadzi kampanie według których dawanie klapsa dziecku to przemoc. Ale nie przeszkadza jej to w twierdzeniu, że przemoc ma płeć męską, chociaż to matki dają dzieciom klapsy częściej od ojców. Potrafi w tym samym wywiadzie stwierdzić, że wielu mężczyzn nie zgłasza przemocy ze względu na społeczne stereotypy i jednocześnie powołać się na statystyki oparte na zgłoszonych sprawach (w dodatku z błędem, powielając mit 90%). Mówi o tym, że przemocy doświadczają kobiety, jak i dzieci, mężczyźni, osoby starsze i osoby niepełnosprawne. Ale wszystkie kampanie o przemocy domowej z jej strony poświęcone są tylko kobietom jako ofiarom. Potrafi odnieść się do mężczyzn w niby bardziej przyjazny sposób, mówiąc, że większość mężczyzn nie stosuje przemocy i zachęca ich do współdziałania przeciw przemocy, ale potem sama ich dyskryminuje i pomija, i dziwi się, że mężczyźni nie chcą z nią współpracować.

Na koniec dodam taki troszkę mniej istotny fakt. Sylwia Spurek była w przeszłości także wykładowczynią Gender studies na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Polskiej Akademii Nauk. O kontrowersjach tyczących się tej dziedziny wiedzy, pisałem w ostatnim artykule.

 

Społeczny odbiór i reakcja na działalność Sylwii Spurek

Jak już pisałem, mniej więcej w końcówce 2017 r. Spurek w końcu zwróciła na siebie uwagę opinii publicznej. Dużo ludzi zareagowało ostrym sprzeciwem. Zarówno w internecie, jak i realnym świecie. Początkowo głosy krytyki można było znaleźć na Facebooku. Następnie temat trafił na bardzo podatny grunt w serwisie Wykop. Znaleziska z nią w roli głównej (w negatywnym tego słowa znaczeniu) biją rekordy popularności. Dla przykładu ten wpis ma już ponad 4100 głosów na plus i zaledwie 34 na minus, a liczba wyświetleń przekroczyła liczbę 84 tys.

Poza internetem zostały również podjęte kroki w świecie rzeczywistym. Sabina Gatti, od lat zajmująca się obalaniem stereotypów dotyczących płci i przemocy domowej napisała list otwarty do samej Sylwii Spurek, a także pisma w tej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich i Ministra Sprawiedliwości. Następnie napisała również drugi list otwarty do Sylwii Spurek, jako że na pierwszy nie dostała odpowiedzi, pomimo upomnienia w tej sprawie ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości.

Maciej Wójcik, działający jako Społeczny Rzecznik Praw Mężczyzn w Polsce również podjął działanie w tej sprawie pisząc list otwarty do Rzecznika Praw Obywatelskich, z wnioskiem o odwołanie Sylwii Spurek. Adam Bodnar w odpowiedzi odmówił dymisji pani Spurek, udzielił też dość wymijających odpowiedzi na pytania dotyczące dyskryminacji mężczyzn w Polsce, które padły przy okazji.

W sieci można znaleźć również petycję w sprawie odwołania Sylwii Spurek, zachęcam wszystkich do jej podpisania.

Temat w pewnym stopniu przebił się również do mass mediów, wpierw wspomniał o tym dziennikarz RMF FM, a ostatnio o krytyce Spurek przez Społecznego Rzecznika Praw Mężczyzn napisał portal Wirtualna Polska.

 
Z kolei dnia 7 marca 2019 r. w Warszawie odbędzie się Manifestacja w sprawie odwołania Sylwii Spurek ze stanowiska. Więcej szczegółów poniżej:
https://www.facebook.com/events/258592068191344/

Obalamy feministyczne mity: Patriarchat w Polsce?

Patriarchat

 
Czy w Polsce panuje patriarchat? Sprawa w zasadzie jest prosta, słowo „patriarchat” pochodzi od łacińskiego pater, patris – czyli ojciec. Historycznie rzecz ujmując system patriarchalny „patria potestas” upadł już wraz z upadkiem Starożytnego Rzymu.

Natomiast we współczesnej Polsce rzeczywistość wygląda następująco: każde dziecko jest wpierw przez 9 miesięcy w brzuchu matki, kiedy przyjdzie na świat głównie zajmuje się nim matka, której pomagają zazwyczaj inne kobiety – babcia, niania, sąsiadka. Potem dziecko przechodzi przez poszczególne instytucje jak żłobek, przedszkole i szkoła, gdzie pracują głównie kobiety.

Ojców z kolei się marginalizuje i dyskryminuje. W przeważającej większości po rozstaniu rodziców opiekę przydziela się matce dziecka, a ojcowie są do tego stopnia dyskryminowani, że muszą walczyć, żeby mieć chociaż jakikolwiek kontakt z dziećmi. Tu zdecydowanie bardziej pasuje określenie matriarchat, niż patriarchat, ale pochylę się jeszcze nad potocznym aspektem tego określenia.

 

Czy kobiety w Polsce są dyskryminowane?

Trochę faktów. Jak podają statystyki, Polska jest na trzecim miejscu w UE, pod względem najmniejszych różnic w zarobkach między mężczyznami i kobietami. Jesteśmy również w światowej czołówce, pod względem odsetka kobiet na najwyższych stanowiskach. W Polsce najwyższe stanowiska w firmach w 40% przydają kobietom, co daje nam trzecie miejsce na świecie.

Według raportu agencji konsultingowej New World Wealth, Polska jest szóstym najbezpieczniejszym krajem dla kobiet na świecie.

Według badań Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej (European Union Agency for Fundamental Rights), w Polsce mamy najmniej przemocy domowej wobec kobiet ze wszystkich krajów UE. Tutaj trochę się zatrzymam. Badanie zostało przeprowadzone na podstawie anonimowych ankiet, więc nie można go tłumaczyć rzekomo niską zgłaszalnością. Próba badawcza bardzo duża, bo całe 42 tys. kobiet z 28 krajów. Definicje przemocy jakie przyjęto było bardzo szerokie, wyniki zostały wręcz zawyżone. Pomimo tak restrykcyjnego podejścia w badaniu, Polska i tak wypadła lepiej od innych krajów.

Polska należy również do krajów o najmniejszej przestępczości seksualnej na świecie, z wynikiem 3,2 na 100 tys. mieszkańców. W dodatku jak widzimy w tych danych liczba gwałtów ciągle się zmniejsza.

Jak widać Polka może się co najwyżej spotkać z seksizmem ze strony prywatnej osoby, jeśli trafi na jakiegoś seksistę. Natomiast ciężko dopatrzeć się jakiejś większej dyskryminacji ze strony prawnej, systemowej czy instytucjonalnej.

Obalamy feministyczne mity: Kultura gwałtu w Polsce?

Kultura gwałtu

 
Czy w naszym kraju panuje jak to określają feministki „kultura gwałtu”? O tym w dzisiejszym odcinku mojej własnej serii „Myth Busters”.

 

Społeczny odbiór gwałtu

Określenie „kultura gwałtu” sugerowałoby, że sprawcy tego przestępstwa są gloryfikowani. Czy w takiej kulturze właśnie żyjemy? Czy gwałciciele zostają autorytetami moralnymi? Czy czerpią jakieś benefity z tego tytułu?

Rzeczywistość oczywiście wygląda dokładnie odwrotnie. To własnie przestępcy seksualni należą do najbardziej potępianych przez społeczeństwo grup ludzi. Nawet wśród innych przestępców znajdą się oni na dnie przestępczej hierarchii.

Jednocześnie ofiary gwałtów w naszej kulturze są przedstawiane wręcz jako metafora cierpienia, ktoś komu trzeba współczuć. Można się spotkać z określaniami, że np. coś „było jak gwałt”, w rozumieniu, że to było coś okropnego, krzywdzącego.

Feministki jako „dowód” na istnienie kultury gwałtu lubią przytaczać różne medialne wypowiedzi pasujące pod ich teorie o bagatelizowaniu gwałtu czy obwinianiu ofiary. Jednocześnie jednak ignorują, jaki jest społeczny odbiór takich wypowiedzi. Tymczasem to zawsze wygląda tak: ktoś coś „palnie” i zaczyna mieć przesrane z tego tytułu. Musi tysiąc razy przepraszać i tłumaczyć się przed społeczeństwem. I nawet po latach jest mu to wypominane. Temat gwałtu niewątpliwie jest tematem bardzo delikatnym, przez jedno nieostrożnie rzucone słowo można się wpakować na minę.

W dodatku to gwałt na mężczyźnie jest traktowany mnie poważnie niż gwałt na kobiecie, jest to temat tabu, więc tym bardziej feministyczne tezy nie wytrzymują tu zderzenia z rzeczywistością.

 

Częstotliwość przestępstwa zgwałcenia w Polsce

Każdy gwałt to o jeden za dużo. Jednak feministki próbują tu udowodnić, że gwałty są zjawiskiem powszechnym, bo żyjemy w kulturze gwałtu i jest to na przyzwolenie. Tu feministyczna machina propagandy przekracza wszelkie granice.

Najlepszy sposób to oczywiście do gwałtów dodać molestowanie, które według feministycznych definicji oznacza po prostu wszystko. Prymat wiodą rzecz jasna słynne badania Fundacji Ster. Według nich 87% Polek padło ofiarą „jakieś formy molestowania”. Ale w tym całe 77,5% przypadków zaliczonych tu jako „molestowanie” to…. opowiadanie nieprzyzwoitych dowcipów i włączanie podtekstów seksualnych do rozmowy. W dodatku badanie zostało przeprowadzone na zaledwie 451 kobietach (typowy błąd małej próby badawczej), a w samym raporcie możemy przeczytać, że „próba nie jest reprezentatywna”. Tego nawet nie można nazwać manipulacją, to jest dosłowne robienie sobie jaj z poważnego tematu.

Same autorki badania przyznały, że „inspiracją” do jego przeprowadzenia były wyniki badań Agencji Praw Podstawowych wg których Polska należy do krajów o najmniejszej liczbie przestępstw seksualnych wobec kobiet.

Ale to jeszcze nie wszystko. Według badań Fundacji Ster, 90% kobiecych ofiar „gwałtów i molestowań” nie zgłasza sprawy na policję. Tu mamy ważną rzecz do zrozumienia, za molestowanie nadal w tym badaniu uważa się głównie opowiadanie kawałów. Dlatego jeśli mamy taką sytuację: mężczyzna opowiedział kobiecie dowcip o seksie, kobieta następnie nie zgłosiła tego na policję, więc znajduje się w tych 90% „niezgłoszonych gwałtów i molestowań”. W ten sposób feministki próbują również wywierać wrażenie, że samych gwałtów jest tak naprawdę duża ilość, tylko umyka to statystykom policyjnym.

Co tymczasem tak naprawdę mówią nam badania? Według badań Agencji Praw Podstawowych, przeprowadzonych na 42 tys. kobiet z 28 krajów Europy w Polsce na policję jest zgłaszanych około 26% gwałtów, co daje Polsce drugie miejsce w Europie pod tym względem. Przy tym 26% są to same zgłoszenia na policję. Ofiary zgłaszają się także np. do szpitala (18%), czy do lekarza (22%). Tyle, że w tym pytaniu można było wybrać kilka opcji jednocześnie, więc te liczby nie dodają się do 100%. Wiadomo więc, że zgłaszanych jest co najmniej 26% gwałtów, ale ile dokładnie nie wiadomo.

OK, ale załóżmy nawet niewysoki odsetek, powiedzmy trzydziestu kilku procent, czyli np. 1/3. I teraz tak, według statystyk policyjnych, rocznie w Polsce stwierdzonych (odrzucamy przy okazji oskarżenia fałszywe) przestępstw zgwałcenia jest średnio 1,2 tys. rocznie. Jeśli nawet byłoby ich 3 razy więcej, to wyszłoby około 3,6 tys. rocznie. W dodatku w tych danych policyjnych to nie są tylko gwałty na kobietach, są w tym jeszcze gwałty na mężczyznach i dzieciach. Więc liczba samych gwałtów na kobietach byłaby mniejsza niż te 3,6 tys.

Według tych samych badań, tylko 3% kobiet w Polsce odczuwa lęk przed staniem się ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej, a aż 86% nigdy się tego nie bało.

Co mówią jeszcze inne badania? Np. badania OBOP wskazują, że około 3% kobiet pada ofiarą gwałtu. Dane Niebieskiej Linii mówią nam, że przy zgłaszaniu przemocy domowej w 91,22% przypadków jest to przemoc psychiczna; 57,07% przemoc fizyczna; 10,98% przemoc ekonomiczna; 6,83% przemoc seksualna; 1,95% zaniedbanie.

Polska w ogóle jest krajem bezpiecznym. Wśród mieszkańców naszego kraju 86% deklaruje, że czuje się w Polsce bezpiecznie, 93% że czuje się bezpiecznie w okolicy, w której mieszka

 

Rzekoma bezkarność sprawców

Paul Britton, największy na świecie specjalista od profilowania przestępców i prekursor tej dziedziny wiedzy w swoim bestsellerze „Profil mordercy” przedstawił jasny obraz przestępców seksualnych. Stanowią oni zaledwie niewielki odsetek społeczeństwa, ale większość z nich trafia do więzienia lub szpitala psychiatrycznego. Kiedy popełniają swoje pierwsze poważne przestępstwo jak gwałt zazwyczaj są już dobrze znani policji, jako że byli już wcześniej notowani za lżejsze przestępstwa, od których zaczynają jak ekshibicjonizm, podglądanie czy kradzieże bielizny.

W Polsce wykrywalność  gwałtów wynosi 95,8%, tak jest już od 2010 r. Jeszcze kilka lat wcześniej wynosiła ona 82%, w ciągu kilku lat wzrosła o prawie 14% i utrzymuje się na wysokim poziomie.

Jest to wynik stałego postępu w dziedzinie kryminalistyki. Jak można wyczytać w literaturze na ten temat, ciało reaguje zupełnie inaczej przy gwałcie niż przy dobrowolnym, nawet bardzo ostrym seksie, zupełnie inaczej zaciskają się mięśnie pochwy, zostają charakterystyczne ślady. Dzięki badaniu z włosa można ustalić co do dnia jakie substancje zostały podane danej osobie (jak np. pigułka gwałtu) nawet do kilku miesięcy od zdarzenia. Prawdziwa ofiara gwałtu zachowuje się inaczej niż osoba, która kłamie itd. itd. Przynajmniej tak jest przy gwałcie na kobiecie, jak to jest z gwałtem na mężczyźnie nie wiem, ale w sumie jak już kiedyś pisałem większość męskich ofiar gwałtu odnosi obrażenia, więc ślady również powinny zostać.

Kolejna kwestia to karanie przestępców seksualnych. Tutaj ulubionym argumentem feministek są wyroki w zawieszeniu. Szkoda tylko, że nie podają ludziom do wiadomości, że ten problem w Polsce został już rozwiązany. Nowelizacja kodeksu karnego z 1 lipca 2015 r. sprawiła, że wyrok w zawieszeniu może zostać wydany tylko dla przestępstwa, którego wymiar nie przekracza jednego roku. Tymczasem przestępstwo zgwałcenia jest zagrożone karą od 2 do 12 lat. Ba, zmiana prawa była właśnie głównie motywowana zbyt częstymi zawiasami właśnie za gwałty. Tak to argumentowali politycy.

Dodam tylko, że przed tym 2015 r. odsetek wyroków w zawieszeniu za gwałty wynosił około 30%. Również uważam, że to było za dużo. Tyle, że przyczyną nie była żadna „kultura gwałtu” a ogólnie wysoki odsetek wydawania wyroków w zawieszeniu, sięgający w Polsce 56%. Przyczyna to przepełnione więzienia, żeby rozwiązać ten problem potrzeba nam nowoczesnych rozwiązań jak dozór elektroniczny, areszt domowy, więcej kar grzywny i ograniczenia wolności dla lżejszych przestępców. Zamiast dalej pakować ludzi do więzienia za pierdoły typu jazda po pijaku na rowerze, czy alimenty. No i zauważmy, że to kobiety gwałcicielki i kobiety rzucające fałszywe oskarżenia są bardziej bezkarne względem przestępców seksualnych płci męskiej.

 

Przesłuchanie i ogólne traktowanie ofiary gwałtu w Polsce

Czy faktycznie wygląda to tak źle, jak opisują to feministyczne artykuły? Zacznę od tego, że dość długo szukałem źródła skąd właściwie one to biorą? I jak się okazało praktycznie jedynym źródłem używanym aż po dziś dzień jest…. raport Feminoteki z 2000 r. Dokładnie tak, nieaktualizowany od 18 lat, przedstawiający sytuację z lat 90-tych kiedy policja była wręcz w fatalnym stanie, brakowało specjalistów, zatrudniano po znajomości byłych milicjantów i SB-ków. Oczywiście o tym jak traktowało się mężczyzn zgłaszających przemoc, ani mru mru. 

Od tego czasu wielokrotnie w Polsce zmieniała się procedura przyjmowania ofiary gwałtu, działanie policji i innych służb było wielokrotnie monitorowane, a w samych tego typu szkoleniach regularnie biorą udział same organizacje feministyczne jak Centrum Praw Kobiet, czy Feminoteka.

 
I tak chronologicznie, co zrobiono w Polsce w tym zakresie:

  1. W 1999 r. Ministerstwo Sprawiedliwości we współpracy z instytucjami i organizacjami rządowymi i pozarządowymi przygotowało Polską Kartę Praw Ofiar.
  2. W 11 grudnia 2000 r. Prokurator Generalny wydał wytyczne , których celem było wypracowanie reguł postępowania z ofiarami zgwałceń zapobiegających wtórnej wiktymizacji. Zwrócono w nich uwagę na kwestię właściwego przesłuchania pokrzywdzonego i szczególną staranność przesłuchiwania w charakterze świadka ofiary zgwałcenia, w celu zapewnienia jej należytej ochrony przed zbędnymi dolegliwościami postępowania.
  3. W kolejnych Wytycznych z 9 kwietnia 2001 r. zalecono, aby przesłuchanie takie było jednorazowe, chyba że ujawnią się okoliczności uzasadniające konieczność przesłuchania uzupełniającego. Czas i miejsce przesłuchania należy ustalać w taki sposób, aby nie narażać osoby pokrzywdzonej na kontakt z osobą podejrzaną o popełnienie przestępstwa. 
  4. W najnowszych Wytycznych z 20 lutego 2009 r. zalecono zaś, aby stałą praktyką organów ścigania były działania zapewniające pokrzywdzonym korzystanie z przysługujących im uprawnień procesowych oraz istniejących form wspierania: finansowego, psychologicznego, terapeutycznego, socjalnego oraz każdego innego niezbędnego dla zapewnienia im ochrony i poczucia bezpieczeństwa osobistego.
  5. W 2003 r. z inicjatywy Towarzystwa Rodziny i Centrum Praw Kobiet przeprowadzono ogólnopolską akcję „Gwałt”. W programie prowadzonym przez przedstawicieli różnych zawodów: prokuratora, seksuologa, psychologa i psychoterapeutę uczestniczyli funkcjonariusze z większości komend wojewódzkich. Akcja miała na celu uwrażliwienie policjantów na potrzeby osób pokrzywdzonych tym przestępstwem, wskazanie metod postępowania wobec tej grupy ofiar, sposobu prowadzenia przesłuchań, a także przyczynienie się do przeprowadzenia szkoleń dla policjantów pod kątem zachowań w stosunku do ofiar.
  6. Na przełomie 2005 i 2006 r. przeprowadzono kolejny monitoring poświęcony przestrzeganiu praw ofiar zgwałcenia w postępowaniu przygotowawczym. Badaniem zostały objęte miejskie komendy, komisariaty gminne i wiejskie w województwie małopolskim, śląskim i podkarpackim.
  7. W 2009 r. powstał Krajowy Program na rzecz Ofiar Przestępstw na lata 2009-2013. Celem Programu było wypracowanie i wdrożenie systemowych rozwiązań służących udzieleniu pomocy ofiarom przestępstw oraz wzmocnieniu ich pozycji w systemie prawnym i społecznym.
  8. Z inicjatywy Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania oraz w wyniku prac międzyresortowych w ramach Platformy działania „Stop przemocy seksualnej w Polsce” została opracowana, a następnie 25 listopada 2010 r. podpisana „Procedura postępowania Policji i placówki medycznej z ofiarą przestępstw seksualnych”. Została ona upowszechniona w placówkach opieki medycznej i jednostkach Policji.
  9. W 2014 r. przestępstwo zgwałcenia stało się przestępstwem ściganym z urzędu, a nie jak wcześniej na wniosek ofiary. Wprowadzono również kolejne procedury dotyczące przesłuchania ofiary, jak nagrywanie składanych zeznań, aby przesłuchanie ofiary odbywało się tylko raz. Powtórne przesłuchanie ofiary odbywa się tylko w wyjątkowych okolicznościach, jeśli akurat wymaga tego śledztwo.

 
Obecnie procedura przesłuchania ofiary gwałtu w Polsce wygląda następująco:

  1. Na początku, kiedy ofiara zgłasza się na policję jest tylko wstępnie przesłuchiwana, udziela najważniejszych informacji. Ofiara ma prawo zażądać aby przyjęła ją osoba tej samej płci.
  2. Następnym krokiem, bardzo istotnym jest badanie lekarskie. Ofiara może samodzielnie udać się do ginekologa lub poprosić policję, aby zawiozła ją do szpitala. Badanie przeprowadza się w celu zebrania i zabezpieczenia materiału dowodowego, a także aby sprawdzić czy nie doszło do uszkodzenia ciała, choroby wenerycznej i jeśli potencjalna ofiara jest kobietą, czy nie zaszła w ciążę, i nie trzeba będzie podać pigułki „72 h po”.
  3. Dopiero po wykonaniu badania lekarskiego odbywa się właściwe przesłuchanie. Odbywa się ono w specjalnie do tego przygotowanym pomieszczeniu w budynku sądu zapewniającym komfort psychiczny i przy obecności psychologa. Przesłuchanie to jest nagrywane (obraz i dźwięk), aby można było jej odtworzyć na sprawie sądowej. Odbywa się ono tylko raz, chyba że zaszły jakieś wyjątkowe okoliczności wymagające jego powtórzenia. Konfrontacja potencjalnej ofiary z oskarżonym na późniejszej rozprawie sądowej nie jest konieczna, może się to odbyć za pomocą telekonferencji.

 
Na koniec dodam tylko, że nie twierdzę, że wszystkie posterunki policji i wszystkie sądy działają u nas idealnie, ale nie da się zwyczajnie nie zauważyć ile czasu poświęca się temu tematowi, ile nagromadziło się reform, szkoleń, zmian procedury itd. Nijak nie pasuje to do „kultury gwałtu”. Mam też nadzieję, że kolejnym krokiem będzie również wzrost świadomości, co do tego, że mężczyźni również padają ofiarami gwałtów.

Erin Pizzey ujawnia prawdę o przemocy domowej

Erin Pizzey to założycielka pierwszego na świecie schroniska dla kobiet doświadczających przemocy domowej w Chiswick w Londynie w 1971 r. Od początku wiedziała, że kobiety również potrafią stosować przemoc wobec mężczyzn i dzieci, a większość przypadków przemocy domowej to przemoc wzajemna (obie strony stosują przemoc wobec siebie nawzajem), dlatego chciała pomagać również męskim ofiarom. A także zwrócić uwagę, na to że dzieci doświadczające przemocy, gdy dorosną często same stosują przemoc, zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Za głoszenie niewygodnej prawdy od lat jest bojkotowana przez środowiska feministyczne. Za to udało się jej nawiązać owocną w współpracę z ruchami broniącymi praw mężczyzn, w celu wspólnego obalania stereotypów na temat przemocy domowej. Poniższy film to fragment filmu „The Red Pill”, autorstwa Cassie Jaye własnie na ten temat:

 
Polecam także przeczytać moje artykuły: o Erin Pizzey i filmie „The Red Pill”.

Fala fałszywych oskarżeń o przemoc domową w Hiszpanii – prawo przeciwko mężczyznom

Fałszywe oskarżenia o przemoc domową w Hiszpanii

 

W Hiszpanii kobiety składają około 400 oskarżeń dziennie o przemoc domową przeciwko mężczyznom. Rocznie takich oskarżeń jest około 142 tys. z czego 90% stanowią oskarżenia fałszywe. Ponad 126 tys. mężczyzn rocznie pada ofiarą fałszywego oskarżenia o przemoc domową. Jak doszło do aż tak wielkiej skali nadużyć? Co dzieje się z fałszywie oskarżonymi mężczyznami? O tym mocno przemilczanym w mediach skandalu będzie dzisiejszy wpis.

 

Rząd Zapatero – początek nieszczęścia

Wszystko zaczęło się kiedy w 2004 r. do władzy doszła Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza, a jej lider José Luis Rodríguez Zapatero został premierem. Rządzący socjaliści wraz z współpracującymi z nimi feministkami powołali do życia nową instytucję o nazwie, (to nie żart): Ministerstwo ds. Równości – Instytut Kobiet. Tak, instytucja mająca dbać o rzekome równouprawnienie obojga płci została nazwana Instytutem Kobiet. Oryginalna nazwa to Ministerio de Igualdad – Instituto de la Mujer.

Socjalistyczno-feministyczny establishment wprowadził szereg reguł prawnych przeciwko „przemocy ze względu na płeć”. Ano właśnie, nowy porządek prawny z góry zakłada, że ofiarą przemocy domowej może być tylko kobieta. System działa tak, że wystarczy, że kobieta złoży zawiadomienie o rzekomej przemocy w związku, mężczyzna zostaje automatycznie aresztowany na co najmniej 48 godzin, po czym staje przed uprzedzonym do mężczyzn sądem jako oskarżony. W dodatku nie może już wrócić do domu, bo kobieta może składać kolejne fałszywe zawiadomienia o przemocy i ponownie wysłać go do aresztu. Przykładowo mężczyzna o nazwisku José Manuel Tome, był tak oskarżany 22 razy z rzędu, co 2-3 weekend spędzał w areszcie, dlatego że jego żona nie chciała, że miał kontakt z ich córką. Jak widać, brakuje również kar za fałszywe oskarżenia.

Dodatkowo system oferuje szereg benefitów dla kobiet, podających się za ofiary przemocy. Są to duże świadczenia socjalne, darmowy dostęp do prawników, a nawet pierwszeństwo w sprawie ofert pracy. A więc system dosłownie zachęca do składania fałszywych oskarżeń. Z kolei mężczyźni będący ofiarami fałszywego oskarżenia nie mogą liczyć na żadne wsparcie, tracą mieszkania, pracę, lądują na bruku, popełniają samobójstwa, wpadają w depresję, tracą kontakt z dziećmi itd. Oprócz mężczyzn ofiarami systemu są też dzieci tracące kontakt z ojcami oraz dziadkowie i babcie tracące kontakt z wnukami. 

Więcej szczegółów można poznać w artykule na A Voice for Men oraz w poniższym filmie dokumentalnym na ten temat: 

 

Szansa na zmiany?

Zapetero i spółka pożegnali się z władzą w 2011 r. Świadomość problemu dużej ilości fałszywych oskarżeń i wadliwego systemu zaczęła trafiać do opinii publicznej. Są osoby, które bardzo aktywnie walczą w tej sprawie jak pani sędzia Maria Sanahuja, czy sędzia rodzinny Francisco Serrano Castro, zwykli Hiszpanie regularnie protestują w tej sprawie na ulicach. Ale nie jest to wszystko takie proste. Jak podaje artykuł z Avoice for Men z 2013 r., pomimo, że lewica już nie rządzi w Hiszpanii, wciąż ma sporo swoich przedstawicieli w parlamencie, Trybunale Konstytucyjnym, mediach i różnych innych instytucjach. Dlatego odkręcanie sytuacji wcale nie jest takie łatwe. Mówiąc prawdę w tej sprawie można podpaść wielu nadal wpływowym osobom. Od czasu powstania tego artykułu minęło kolejne 5 lat i nadal problem istnieje, co potwierdza ten artykuł z 2016 r., aktualizowany w lutym 2017 r. Miną jeszcze długie lata zanim realnie uda się naprawić sytuację.

O tzw. przemocy ekonomicznej

przemoc ekonomiczna

 

Żeby nie przedłużać zacznę od razu od tego czym przemoc ekonomiczna jest, a czym nie jest. Na pewno nie polega ona bynajmniej na tym jak sądzi wiele feministek, że mąż nie dał żonie pieniędzy na nową sukienkę. Swoją drogą, ciekawe czy według nich jak żona nie da pieniędzy na wódkę swojemu mężowi alkoholikowi, to też jest przemoc ekonomiczna?

Przemoc ekonomiczna to krótko mówiąc wykorzystywanie uzależnienia finansowego partnera w związku do upokarzania go, manipulacji, wymuszania różnych rzeczy, czy wydzielanie pieniędzy na zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych. To również trwonienie wspólnego majątku, zaciąganie pożyczek wbrew woli partnera, naciąganie go na duże koszty finansowe itd.

 

Przemoc ekonomiczna w polskim systemie prawnym

I teraz ważna kwestia, nie jest prawdą, że w polskim systemie prawnym nie ma pojęcia przemocy ekonomicznej. Według Ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie przemoc domowa to wszelkie incydenty gróźb, przemocy lub nękania (psychologicznego, fizycznego, seksualnego, ekonomicznego lub emocjonalnego) między osobami dorosłymi, którzy żyją w związku partnerskim lub są członkami tej samej rodziny, niezależnie od płci i orientacji seksualnej.

Przy zakładaniu Niebieskiej Karty również uwzględnia się ten termin. Można uznać, że ofiara przemocy doznawała przemocy fizycznej, psychicznej lub/i ekonomicznej.

 

Ponadto, Kodeks rodzinny i opiekuńczy stanowi, że: 

„Art. 27. Oboje małżonkowie obowiązani są, każdy według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych i majątkowych, przyczyniać się do zaspokajania potrzeb rodziny, którą przez swój związek założyli. Zadośćuczynienie temu obowiązkowi może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i na pracy we wspólnym gospodarstwie domowym.

Art. 28. § 1. Jeżeli jeden z małżonków pozostających we wspólnym pożyciu nie spełnia ciążącego na nim obowiązku przyczyniania się do zaspokajania potrzeb rodziny, sąd może nakazać, ażeby wynagrodzenie za pracę albo inne należności przypadające temu małżonkowi były w całości lub w części wypłacane do rąk drugiego małżonka.

Art. 43. § 1. Oboje małżonkowie mają równe udziały w majątku wspólnym.

§ 2. Jednakże z ważnych powodów każdy z małżonków może żądać, ażeby ustalenie udziałów w majątku wspólnym nastąpiło z uwzględnieniem stopnia, w którym każdy z nich przyczynił się do powstania tego majątku. Spadkobiercy małżonka mogą wystąpić z takim żądaniem tylko w wypadku, gdy spadkodawca wytoczył powództwo o unieważnienie małżeństwa albo o rozwód lub wystąpił o orzeczenie separacji.

§ 3. Przy ocenie, w jakim stopniu każdy z małżonków przyczynił się do powstania majątku wspólnego, uwzględnia się także nakład osobistej pracy przy wychowaniu dzieci i we wspólnym gospodarstwie domowym„.

 

Czyli w skrócie: oboje z małżonków muszą wnosić wkład albo poprzez pracę zarobkową i płacenie rachunków albo poprzez zajmowanie się domem i dziećmi co jest traktowane jako substytut pracy zarobkowej. W przypadku braku takiego wkładu ze strony męża/żony można wnieść o nierówny podział majątku przy rozwodzie. Można nawet pozwać małżonka „pasożytującego” o alimenty, jeszcze w czasie trwania małżeństwa

Tak więc wedle obecnego prawa nie można nie dawać pieniędzy na życie niepracującego małżonka, ani nie można pasożytować np. poprzez unikanie pracy zarobkowej przy równoczesnym zaniedbywaniu domu i dzieci, ani nie można trwonić wspólnego majątku. A wyjątkowo podłe wykorzystywanie zależności finansowej do znęcania się nad drugim małżonkiem traktuje się jako przemoc domową. Praktycznie wszystkie opcje są tu uwzględnione. Czyżby zatem takim feministkom, jak posłanki .Nowoczesnej z ich szalonymi pomysłami po prostu przeszkadzało, że obecne prawo uwzględnia prawa obojga płci?

Erin Pizzey – kobieta walcząca od 40 lat z mitami dotyczącymi przemocy domowej

Erin Pizzey

 

Erin Pizzey to brytyjska pisarka i działaczka na rzecz walki z przemocą domową. W 1971 r. założyła w Chiswick (okolice Londynu) pierwsze na świecie schronisko dla kobiet padających ofiarą przemocy domowej. Prowadząc ośrodek zauważyła coś bardzo interesującego. Wśród pierwszych 100 kobiet, które zgłosiło się do jej ośrodka 62 było bardzo agresywnych. Niektóre nawet bardziej od swoich partnerów. 

Pizzey zdała sobie sprawę, że kobiety również potrafią być agresywne. Poza tym, że kobieta może być ofiarą w związku z ręki mężczyzny, występuje również przemoc wzajemna, gdzie obie strony stosują przemoc, jak i sytuacja gdzie to kobieta jest sprawcą a mężczyzna tylko ofiarą. I należy odróżnić autentycznie maltretowane kobiety, od kobiet skłonnych do przemocy. Przeprowadzając wspólne badanie wraz z Johnem Gayfordem z Warlingham Hospital udało jej się ustalić, że w około 62% przypadków mamy do czynienia właśnie z przemocą wzajemną.

Erin Pizzey udało się również ustalić, że mężczyźni padają ofiarą przemocy ze strony kobiet niemal równie często co kobiety ze strony mężczyzn. Dlatego podjęła działania na rzecz założenia takiego samego ośrodka dla męskich ofiar. Okazało się to być jednak o wiele trudniejsze, prawie nikt nie chciał poprzeć tego projektu finansowo itd.

Pizzey zauważyła również, że mało kto pochyla się nad zagadnieniem, jakie są przyczyny tego, że niektórzy ludzie dopuszczają się przemocy. W swojej książce „Prone to Violence” opisała dokładnie w jaki sposób ludzkie hormony, wyuczone wzorce z domu rodzinnego i traumy z dzieciństwa wpływają na ludzką skłonność do agresji i stosowania przemocy. Dotyczy to oczywiście ludzi obojga płci.

Jako że badania i działania Erin Pizzey były bardzo nie na rękę silnie rozwijających się ruchów feministycznych, została przez nie całkowicie zbojkotowana i zaszczuta. Zabroniono jej publicznie przemawiać, jej książki były bojkotowane, zabrano jej ośrodek z Chiswick, a nawet zaczęła dostawać listy z pogróżkami, w tym grożenie jej śmiercią.

 

Wyprowadzka do USA

W 1981 r. Erin Pizzey przeprowadziła się do Santa Fe w Nowym Meksyku, tam również działała na rzecz walki z przemocą, a także w zwalczanie przestępców seksualnych i pedofilów. W swoich badaniach dokonała kolejnego odkrycia, jak się okazało kobiet pedofilów jest prawie tyle samo co mężczyzn pedofilów, jednak ze względu na powszechne stereotypy pedofilki dłużej pozostają bezkarne, ich liczba pozostaje w dużej mierze niedoszacowana w oficjalnych statystykach. Tu również działalność pani Pizzey spotkała się z negatywnym odbiorem ze strony feministek i innych nieprzychylnych jej osób. Z tego względu przeprowadziła się wpierw do Cayman Brac na Kajmanach, a następnie do Sieny we Włoszech. 

 

Powrót do Londynu i wsparcie dla ruchów Men’s Rights

Erin Pizzey wróciła do Londynu pod koniec lat 90-tych. Nadal działa na rzecz walki z przemocą. Od 2004 roku jest patronką ManKind Initiative, organizacji pomagającej męskim ofiarom przemocy domowej. W marcu 2007 r. wzięła udział jako gość w ceremonii otwarcia pierwszego arabskiego schroniska dla ofiar przemocy domowej w Bahrajnie. W latach 2007-2011 pisała dla gazety Daily Mail. Od 2013 r. należy do redakcji A Voice for Men i ogólnie mocno wspiera działanie organizacji typu Men’s Rights w zwalczaniu mitów dotyczących płci i przemocy. O swojej historii, temacie przemocy domowej i prawach mężczyzn opowiedziała również w filmie „The Red Pill”. Prowadzi także stronę Honest-ribbon.org/

 

Polecam również zajrzeć:

Erin Pizzey na Wikipedii (ang.)

Wywiad z Erin Pizzey

Rozmowa Cassie Jaye z Erin Pizzey: