Obalamy feministyczne mity: Kultura gwałtu w Polsce?

Kultura gwałtu

 
Czy w naszym kraju panuje jak to określają feministki „kultura gwałtu”? O tym w dzisiejszym odcinku mojej własnej serii „Myth Busters”.

 

Społeczny odbiór gwałtu

Określenie „kultura gwałtu” sugerowałoby, że sprawcy tego przestępstwa są gloryfikowani. Czy w takiej kulturze właśnie żyjemy? Czy gwałciciele zostają autorytetami moralnymi? Czy czerpią jakieś benefity z tego tytułu?

Rzeczywistość oczywiście wygląda dokładnie odwrotnie. To własnie przestępcy seksualni należą do najbardziej potępianych przez społeczeństwo grup ludzi. Nawet wśród innych przestępców znajdą się oni na dnie przestępczej hierarchii.

Jednocześnie ofiary gwałtów w naszej kulturze są przedstawiane wręcz jako metafora cierpienia, ktoś komu trzeba współczuć. Można się spotkać z określaniami, że np. coś „było jak gwałt”, w rozumieniu, że to było coś okropnego, krzywdzącego.

Feministki jako „dowód” na istnienie kultury gwałtu lubią przytaczać różne medialne wypowiedzi pasujące pod ich teorie o bagatelizowaniu gwałtu czy obwinianiu ofiary. Jednocześnie jednak ignorują, jaki jest społeczny odbiór takich wypowiedzi. Tymczasem to zawsze wygląda tak: ktoś coś „palnie” i zaczyna mieć przesrane z tego tytułu. Musi tysiąc razy przepraszać i tłumaczyć się przed społeczeństwem. I nawet po latach jest mu to wypominane. Temat gwałtu niewątpliwie jest tematem bardzo delikatnym, przez jedno nieostrożnie rzucone słowo można się wpakować na minę.

W dodatku to gwałt na mężczyźnie jest traktowany mnie poważnie niż gwałt na kobiecie, jest to temat tabu, więc tym bardziej feministyczne tezy nie wytrzymują tu zderzenia z rzeczywistością.

 

Częstotliwość przestępstwa zgwałcenia w Polsce

Każdy gwałt to o jeden za dużo. Jednak feministki próbują tu udowodnić, że gwałty są zjawiskiem powszechnym, bo żyjemy w kulturze gwałtu i jest to na przyzwolenie. Tu feministyczna machina propagandy przekracza wszelkie granice.

Najlepszy sposób to oczywiście do gwałtów dodać molestowanie, które według feministycznych definicji oznacza po prostu wszystko. Prymat wiodą rzecz jasna słynne badania Fundacji Ster. Według nich 87% Polek padło ofiarą „jakieś formy molestowania”. Ale w tym całe 77,5% przypadków zaliczonych tu jako „molestowanie” to…. opowiadanie nieprzyzwoitych dowcipów i włączanie podtekstów seksualnych do rozmowy. W dodatku badanie zostało przeprowadzone na zaledwie 451 kobietach (typowy błąd małej próby badawczej), a w samym raporcie możemy przeczytać, że „próba nie jest reprezentatywna”. Tego nawet nie można nazwać manipulacją, to jest dosłowne robienie sobie jaj z poważnego tematu.

Same autorki badania przyznały, że „inspiracją” do jego przeprowadzenia były wyniki badań Agencji Praw Podstawowych wg których Polska należy do krajów o najmniejszej liczbie przestępstw seksualnych wobec kobiet.

Ale to jeszcze nie wszystko. Według badań Fundacji Ster, 90% kobiecych ofiar „gwałtów i molestowań” nie zgłasza sprawy na policję. Tu mamy ważną rzecz do zrozumienia, za molestowanie nadal w tym badaniu uważa się głównie opowiadanie kawałów. Dlatego jeśli mamy taką sytuację: mężczyzna opowiedział kobiecie dowcip o seksie, kobieta następnie nie zgłosiła tego na policję, więc znajduje się w tych 90% „niezgłoszonych gwałtów i molestowań”. W ten sposób feministki próbują również wywierać wrażenie, że samych gwałtów jest tak naprawdę duża ilość, tylko umyka to statystykom policyjnym.

Co tymczasem tak naprawdę mówią nam badania? Według badań Agencji Praw Podstawowych, przeprowadzonych na 42 tys. kobiet z 28 krajów Europy w Polsce na policję jest zgłaszanych około 26% gwałtów, co daje Polsce drugie miejsce w Europie pod tym względem. Przy tym 26% są to same zgłoszenia na policję. Ofiary zgłaszają się także np. do szpitala (18%), czy do lekarza (22%). Tyle, że w tym pytaniu można było wybrać kilka opcji jednocześnie, więc te liczby nie dodają się do 100%. Wiadomo więc, że zgłaszanych jest co najmniej 26% gwałtów, ale ile dokładnie nie wiadomo.

OK, ale załóżmy nawet niewysoki odsetek, powiedzmy trzydziestu kilku procent, czyli np. 1/3. I teraz tak, według statystyk policyjnych, rocznie w Polsce stwierdzonych (odrzucamy przy okazji oskarżenia fałszywe) przestępstw zgwałcenia jest średnio 1,2 tys. rocznie. Jeśli nawet byłoby ich 3 razy więcej, to wyszłoby około 3,6 tys. rocznie. W dodatku w tych danych policyjnych to nie są tylko gwałty na kobietach, są w tym jeszcze gwałty na mężczyznach i dzieciach. Więc liczba samych gwałtów na kobietach byłaby mniejsza niż te 3,6 tys. 

Co mówią jeszcze inne badania? Np. badania OBOP wskazują, że około 3% kobiet pada ofiarą gwałtu. Dane Niebieskiej Linii mówią nam, że przy zgłaszaniu przemocy domowej w 91,22% przypadków jest to przemoc psychiczna; 57,07% przemoc fizyczna; 10,98% przemoc ekonomiczna; 6,83% przemoc seksualna; 1,95% zaniedbanie.

Polska w ogóle jest krajem bezpiecznym. Wśród mieszkańców naszego kraju 86% deklaruje, że czuje się w Polsce bezpiecznie, 93% że czuje się bezpiecznie w okolicy, w której mieszka

 

Rzekoma bezkarność sprawców

Paul Britton, największy na świecie specjalista od profilowania przestępców i prekursor tej dziedziny wiedzy w swoim bestsellerze „Profil mordercy” przedstawił jasny obraz przestępców seksualnych. Stanowią oni zaledwie niewielki odsetek społeczeństwa, ale większość z nich trafia do więzienia lub szpitala psychiatrycznego. Kiedy popełniają swoje pierwsze poważne przestępstwo jak gwałt zazwyczaj są już dobrze znani policji, jako że byli już wcześniej notowani za lżejsze przestępstwa, od których zaczynają jak ekshibicjonizm, podglądanie czy kradzieże bielizny.

W Polsce wykrywalność  gwałtów wynosi 95,8%, tak jest już od 2010 r. Jeszcze kilka lat wcześniej wynosiła ona 82%, w ciągu kilku lat wzrosła o prawie 14% i utrzymuje się na wysokim poziomie.

Jest to wynik stałego postępu w dziedzinie kryminalistyki. Jak można wyczytać w literaturze na ten temat, ciało reaguje zupełnie inaczej przy gwałcie niż przy dobrowolnym, nawet bardzo ostrym seksie, zupełnie inaczej zaciskają się mięśnie pochwy, zostają charakterystyczne ślady. Dzięki badaniu z włosa można ustalić co do dnia jakie substancje zostały podane danej osobie (jak np. pigułka gwałtu) nawet do kilku miesięcy od zdarzenia. Prawdziwa ofiara gwałtu zachowuje się inaczej niż osoba, która kłamie itd. itd. Przynajmniej tak jest przy gwałcie na kobiecie, jak to jest z gwałtem na mężczyźnie nie wiem, ale w sumie jak już kiedyś pisałem większość męskich ofiar gwałtu odnosi obrażenia, więc ślady również powinny zostać.

Kolejna kwestia to karanie przestępców seksualnych. Tutaj ulubionym argumentem feministek są wyroki w zawieszeniu. Szkoda tylko, że nie podają ludziom do wiadomości, że ten problem w Polsce został już rozwiązany. Nowelizacja kodeksu karnego z 1 lipca 2015 r. sprawiła, że wyrok w zawieszeniu może zostać wydany tylko dla przestępstwa, którego wymiar nie przekracza jednego roku. Tymczasem przestępstwo zgwałcenia jest zagrożone karą od 2 do 12 lat. Ba, zmiana prawa była właśnie głównie motywowana zbyt częstymi zawiasami właśnie za gwałty. Tak to argumentowali politycy.

Dodam tylko, że przed tym 2015 r. odsetek wyroków w zawieszeniu za gwałty wynosił około 30%. Również uważam, że to było za dużo. Tyle, że przyczyną nie była żadna „kultura gwałtu” a ogólnie wysoki odsetek wydawania wyroków w zawieszeniu, sięgający w Polsce 56%. Przyczyna to przepełnione więzienia, żeby rozwiązać ten problem potrzeba nam nowoczesnych rozwiązań jak dozór elektroniczny, areszt domowy, więcej kar grzywny i ograniczenia wolności dla lżejszych przestępców. Zamiast dalej pakować ludzi do więzienia za pierdoły typu jazda po pijaku na rowerze, czy alimenty. No i zauważmy, że to kobiety gwałcicielki i kobiety rzucające fałszywe oskarżenia są bardziej bezkarne względem przestępców seksualnych płci męskiej.

 

Przesłuchanie i ogólne traktowanie ofiary gwałtu w Polsce

Czy faktycznie wygląda to tak źle, jak opisują to feministyczne artykuły? Zacznę od tego, że dość długo szukałem źródła skąd właściwie one to biorą? I jak się okazało praktycznie jedynym źródłem używanym aż po dziś dzień jest…. raport Feminoteki z 2000 r. Dokładnie tak, nieaktualizowany od 18 lat, przedstawiający sytuację z lat 90-tych kiedy policja była wręcz w fatalnym stanie, brakowało specjalistów, zatrudniano po znajomości byłych milicjantów i SB-ków. Oczywiście o tym jak traktowało się mężczyzn zgłaszających przemoc, ani mru mru. 

Od tego czasu wielokrotnie w Polsce zmieniała się procedura przyjmowania ofiary gwałtu, działanie policji i innych służb było wielokrotnie monitorowane, a w samych tego typu szkoleniach regularnie biorą udział same organizacje feministyczne jak Centrum Praw Kobiet, czy Feminoteka.

 
I tak chronologicznie, co zrobiono w Polsce w tym zakresie:

  1. W 1999 r. Ministerstwo Sprawiedliwości we współpracy z instytucjami i organizacjami rządowymi i pozarządowymi przygotowało Polską Kartę Praw Ofiar.
  2. W 11 grudnia 2000 r. Prokurator Generalny wydał wytyczne , których celem było wypracowanie reguł postępowania z ofiarami zgwałceń zapobiegających wtórnej wiktymizacji. Zwrócono w nich uwagę na kwestię właściwego przesłuchania pokrzywdzonego i szczególną staranność przesłuchiwania w charakterze świadka ofiary zgwałcenia, w celu zapewnienia jej należytej ochrony przed zbędnymi dolegliwościami postępowania.
  3. W kolejnych Wytycznych z 9 kwietnia 2001 r. zalecono, aby przesłuchanie takie było jednorazowe, chyba że ujawnią się okoliczności uzasadniające konieczność przesłuchania uzupełniającego. Czas i miejsce przesłuchania należy ustalać w taki sposób, aby nie narażać osoby pokrzywdzonej na kontakt z osobą podejrzaną o popełnienie przestępstwa. 
  4. W najnowszych Wytycznych z 20 lutego 2009 r. zalecono zaś, aby stałą praktyką organów ścigania były działania zapewniające pokrzywdzonym korzystanie z przysługujących im uprawnień procesowych oraz istniejących form wspierania: finansowego, psychologicznego, terapeutycznego, socjalnego oraz każdego innego niezbędnego dla zapewnienia im ochrony i poczucia bezpieczeństwa osobistego.
  5. W 2003 r. z inicjatywy Towarzystwa Rodziny i Centrum Praw Kobiet przeprowadzono ogólnopolską akcję „Gwałt”. W programie prowadzonym przez przedstawicieli różnych zawodów: prokuratora, seksuologa, psychologa i psychoterapeutę uczestniczyli funkcjonariusze z większości komend wojewódzkich. Akcja miała na celu uwrażliwienie policjantów na potrzeby osób pokrzywdzonych tym przestępstwem, wskazanie metod postępowania wobec tej grupy ofiar, sposobu prowadzenia przesłuchań, a także przyczynienie się do przeprowadzenia szkoleń dla policjantów pod kątem zachowań w stosunku do ofiar.
  6. Na przełomie 2005 i 2006 r. przeprowadzono kolejny monitoring poświęcony przestrzeganiu praw ofiar zgwałcenia w postępowaniu przygotowawczym. Badaniem zostały objęte miejskie komendy, komisariaty gminne i wiejskie w województwie małopolskim, śląskim i podkarpackim.
  7. W 2009 r. powstał Krajowy Program na rzecz Ofiar Przestępstw na lata 2009-2013. Celem Programu było wypracowanie i wdrożenie systemowych rozwiązań służących udzieleniu pomocy ofiarom przestępstw oraz wzmocnieniu ich pozycji w systemie prawnym i społecznym.
  8. Z inicjatywy Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania oraz w wyniku prac międzyresortowych w ramach Platformy działania „Stop przemocy seksualnej w Polsce” została opracowana, a następnie 25 listopada 2010 r. podpisana „Procedura postępowania Policji i placówki medycznej z ofiarą przestępstw seksualnych”. Została ona upowszechniona w placówkach opieki medycznej i jednostkach Policji.
  9. W 2014 r. przestępstwo zgwałcenia stało się przestępstwem ściganym z urzędu, a nie jak wcześniej na wniosek ofiary. Wprowadzono również kolejne procedury dotyczące przesłuchania ofiary, jak nagrywanie składanych zeznań, aby przesłuchanie ofiary odbywało się tylko raz. Powtórne przesłuchanie ofiary odbywa się tylko w wyjątkowych okolicznościach, jeśli akurat wymaga tego śledztwo.

 
Obecnie procedura przesłuchania ofiary gwałtu w Polsce wygląda następująco:

  1. Na początku, kiedy ofiara zgłasza się na policję jest tylko wstępnie przesłuchiwana, udziela najważniejszych informacji. Ofiara ma prawo zażądać aby przyjęła ją osoba tej samej płci.
  2. Następnym krokiem, bardzo istotnym jest badanie lekarskie. Ofiara może samodzielnie udać się do ginekologa lub poprosić policję, aby zawiozła ją do szpitala. Badanie przeprowadza się w celu zebrania i zabezpieczenia materiału dowodowego, a także aby sprawdzić czy nie doszło do uszkodzenia ciała, choroby wenerycznej i jeśli potencjalna ofiara jest kobietą, czy nie zaszła w ciążę, i nie trzeba będzie podać pigułki „72 h po”.
  3. Dopiero po wykonaniu badania lekarskiego odbywa się właściwe przesłuchanie. Odbywa się ono w specjalnie do tego przygotowanym pomieszczeniu w budynku sądu zapewniającym komfort psychiczny i przy obecności psychologa. Przesłuchanie to jest nagrywane (obraz i dźwięk), aby można było jej odtworzyć na sprawie sądowej. Odbywa się ono tylko raz, chyba że zaszły jakieś wyjątkowe okoliczności wymagające jego powtórzenia. Konfrontacja potencjalnej ofiary z oskarżonym na późniejszej rozprawie sądowej nie jest konieczna, może się to odbyć za pomocą telekonferencji.

 
Na koniec dodam tylko, że nie twierdzę, że wszystkie posterunki policji i wszystkie sądy działają u nas idealnie, ale nie da się zwyczajnie nie zauważyć ile czasu poświęca się temu tematowi, ile nagromadziło się reform, szkoleń, zmian procedury itd. Nijak nie pasuje to do „kultury gwałtu”. Mam też nadzieję, że kolejnym krokiem będzie również wzrost świadomości, co do tego, że mężczyźni również padają ofiarami gwałtów.

Reklamy

Erin Pizzey ujawnia prawdę o przemocy domowej

Erin Pizzey to założycielka pierwszego na świecie schroniska dla kobiet doświadczających przemocy domowej w Chiswick w Londynie w 1971 r. Od początku wiedziała, że kobiety również potrafią stosować przemoc wobec mężczyzn i dzieci, a większość przypadków przemocy domowej to przemoc wzajemna (obie strony stosują przemoc wobec siebie nawzajem), dlatego chciała pomagać również męskim ofiarom. A także zwrócić uwagę, na to że dzieci doświadczające przemocy, gdy dorosną często same stosują przemoc, zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Za głoszenie niewygodnej prawdy od lat jest bojkotowana przez środowiska feministyczne. Za to udało się jej nawiązać owocną w współpracę z ruchami broniącymi praw mężczyzn, w celu wspólnego obalania stereotypów na temat przemocy domowej. Poniższy film to fragment filmu „The Red Pill”, autorstwa Cassie Jaye własnie na ten temat:

 
Polecam także przeczytać moje artykuły: o Erin Pizzey i filmie „The Red Pill”.

Wirtualna Kampania przeciwko przemocy kobiet wobec mężczyzn i dzieci – Sabina Gatti przełamuje temat tabu

Wirtualna Kampania przeciwko przemocy kobiet wobec mężczyzn i dzieci

 

Sabina Gatti, kobieta posiadająca dużą wiedzę i doświadczenie w temacie przemocy w rodzinie (i nie tylko), znana z poruszania tematu tabu jakim jest przemoc kobiet wobec mężczyzn i dzieci w ostatnim czasie rozpoczęła swój nowy projekt.

 
Wirtualna kampania przeciwko przemocy kobiet wobec mężczyzn i dzieci, którą możemy śledzić na Facebooku zbiera fakty na temat przemocy stosowanej przez kobiety zarówno wobec mężczyzn, jak i wobec dzieci.

 
Cytując u źródła celem kampanii jest dostarczenie społeczeństwu wiedzy, o tym że:

 
-Przemoc nie ma płci:

http://mediumpubliczne.pl/2017/04/feminizm-a-prawda-o-przemocy-domowej-wobec-mezczyzn/

 
-Problem przemocy nie zaczyna się dopiero w związku osób dorosłych, ale ma swoje korzenie w dzieciństwie partnerów:

https://mediacje-rodzinne.eu/2016/07/22/dziecinstwo-a-wybor-partnera-w-zyciu-doroslym/

https://www.youtube.com/watch?v=GlvsYebSu9Q

https://sabinagatti.blogspot.com/2015/04/tak-bylismy-kochani-i-tak-nadal-kocha.html

 
Celem kampanii jest również obalenie stereotypów o kobietach i mężczyznach, bo tylko znając prawdę o obu płciach a nie tylko jednej, możemy zacząć przerywać błędne koło przemocy, o którym pisała Alice Miller , i wyeliminować przemoc w rodzinie:

https://mediarodzina.pl/autorzy/281/Alice-Miller

https://sabinagatti.blogspot.com/2013/12/z-forum-alice-miller.html

 
Przemoc można wyeliminować tylko, jeżeli będziemy starali się jej zapobiegać, a nie leczyć jej skutki. Ta kampania ma na celu zwrócenie uwagi na konieczność wprowadzenia profilaktyki zdrowia psychicznego dorosłych i dzieci:

https://sabinagatti.blogspot.com/2017/06/wczoraj-by-dzien-dziecka.html

https://www.facebook.com/Trauma-z-dzieciństwa-choroby-w-dorosłym-życiu-Sabina-Gatti-757241914403491/

 
Kampania nie jest nagonką na kobiety tylko przedstawia prawdę o kobietach. O mężczyznach wiemy już wszystko o kobietach bardzo mało i cały czas nie chcemy, żeby o niej głośno mówiono.

W rodzinie sprawców przemocy jest dwóch a nie jeden. Intensywne nagłaśnianie tylko i wyłącznie przemocy jednego sprawcy , to znaczy tego płci męskiej, a milczenie o tej płci żeńskiej, jest równoznaczne z dawaniem cichego przyzwolenia kobietom do stosowania bezkarnie przemocy wobec mężczyzn i dzieci.

Celem kampanii jest dostarczenie WIEDZY, przedstawienie PRAWDY i ROZWIĄZAŃ jak przerwać błędne koło przemocy i wyeliminować przemoc w naszym społeczeństwie:

https://www.youtube.com/watch?v=H9B5mYfBPlY

http://fundacja22.org/pl/czy-powszechne-ksztalcenie-przyszlych-rodzicow-moze-byc-droga-do-ewolucji-mentalnej-spoleczenstwa/

Polowanie na czarownice w sprawach oskarżeń o gwałt na amerykańskich kampusach

Fałszywe oskarżenia o gwałt na kampusach

 

Jednym z największych mitów rozpowszechnianych przez organizacje feministyczne od wielu lat jest rzekoma epidemia gwałtów i molestowań na amerykańskich uczelniach (kampusach). Od całych dekad powtarza się kłamliwie, że 1 na 4 lub 1 na 5 studentek pada ofiarą przemocy seksualnej.

Żeby zorientować się jak wielką jest to bujdą, wystarczy zajrzeć do metodologii tychże feministycznych „badań”. Pisała o tym już przed laty Christina Hoff Sommers, w swojej słynnej książce „Who Stole Feminism?”. Autorka opisała dokładnie jak wyglądało badanie sponsorowane przez MS magazine (feministyczne czasopismo) w 1985 r. na studentach college’u w USA, które miało wykazać, że około 25% kobiet w wieku 20 lat było ofiarami gwałtu lub próby gwałtu. Jak się okazuje za „gwałt” w tym badaniu uznawało się nawet jeśli kobieta dobrowolnie zgodziła się na seks po odrobinie alkoholu, bo alkohol „osłabił jej racjonalny osąd”. W rzeczywistości 73% kobiet uznanych za „zgwałcone” nie czuło się ofiarami gwałtu, a 40% z nich ponownie zdecydowało się na seks ze „sprawcą”. 

Oczywiście takie manipulacje stosuje się do dzisiaj. I pani Hoff Sommers nadal je śledzi. Np. poniżej podaje w jaki sposób odsetek kobiecych ofiar zawyża się z 2,5% do 20%. Hoff Sommers też nie jest jedyną osobą, która podnosi ten temat. O tych feministycznych manipulacjach w sprawie przemocy seksualnej powstają już całe książki, jak np. „Rape Culture Hysteria”, Wendy McElroy czy „The Campus Rape Frenzy: The Attack on Due Process at America’s Universities”, KC Johnson, Stuart Taylor JR. Jeśli chodzi o tę drugą pozycję, można również zobaczyć prezentację na YouTube przedstawiającą najważniejsze dane z książki.

Pytanie zasadnicze, po co to wszystko? Czemu mają służyć aż takie kłamstwa i manipulacje? Jak już wiemy, celem feminizmu nie jest żadne równouprawnienie, tylko ciągła walka z płcią męską, co jest ładnie kamuflowane pod nazwą „walki z patriarchatem”. Manipulacje zmierzają do celu, jakim jest atak na domniemanie niewinności i rzetelne procesy przy oskarżeniach o gwałt, bo wiadomo że łatwiej jest fałszywie oskarżyć mężczyznę. Tu zaznaczam, że jaka by tak naprawdę nie była liczba przestępstw i tak w niczym nie usprawiedliwia to łamania fundamentów prawa jakimi są domniemanie niewinności i prawo do sprawiedliwego procesu. Są to jedne z najbardziej podstawowych praw człowieka. Jak wiemy z historii, brak tych zasad przynosi straszliwe konsekwencje. Przykładowo w ZSRR do łagrów zamknięto od 40 do 60 mln niewinnych ludzi, a pozostałe 300 mln mieszkańców żyło w ciągłych strachu, że każdego dnia może przyjść po nich NKWD i wysłać ich na Syberię. Takie życie jest gorsze od śmierci, dlatego mieszkańcy ZSRR próbowali masowo uciekać z kraju z narażeniem życia lub zwyczajnie popełniali samobójstwa. Podobnie wyglądało to w innych państwach totalitarnych, III Rzeszy Niemieckiej, maoistycznych Chinach, Kambodży za czasów Pol-Pota czy obecnie w Korei Północnej. Dlatego ludzi atakujących domniemanie niewinności i rzetelnie procesy trzeba nazywać po imieniu, zbrodniarzami, bo właśnie dokładnie nimi są.

Ale tak jak już mówiłem, te wszystkie manipulacje są robione po coś, a nie tak po prostu. Przejdźmy zatem konkretnie do tematu. 

 

Szalona i tragiczna w skutkach dyrektywa Departamentu Edukacji USA za czasów Obamy

W 2011 r. Russlynn H. Ali, sekretarz Departamentu Edukacji USA ds. Praw obywatelskich wydała specjalną dyrektywę skierowaną do uczelni wyższych dotyczącą przemocy seksualnej. Powołując się na tzw. Title IX (podstawowy akt prawny mówiący o tym, że studenci mają prawo do edukacji wolnej od dyskryminacji ze względu na płeć) nakazała uczelniom przyjąć specjalne wytyczne, których nieprzyjęcie skutkować będzie utratą funduszy z rządu federalnego. 

Uczelnie zostały zobowiązane do powoływanie komisji dyscyplinarnych, które mają sprawdzać każdą sprawę oskarżenia studenta o gwałt, niezależnie od działania lokalnej policji. Pomysł jest o tyle absurdalny, że takie komisje złożone z profesorów, studentów i dziekanów nie posiadają kompetencji aby badać tak poważnych spraw jaki są sprawy o gwałt, podobnie jak nie są w stanie przeprowadzić śledztwa w sprawach morderstw czy porwań. Takie komisje do tej pory powoływano w takich sprawach jak np. oskarżenie o ściąganie na egzaminach, czy plagiatu pracy dyplomowej, a nie w poważnych sprawach kryminalnych, które wymagają specyficznej wiedzy i narzędzi badawczych.

Co gorsza, uczelnie zostały zobowiązane do przyjęcia najniższego progu dowodowego jakim jest „przewaga dowodów”, czyli krótko mówiąc student może zostać uznany za winnego nie jeśli winę udowodni się „ponad wszelką wątpliwość” (co najmniej 98% szansy na winę), ani nawet przy „jasnym i przekonywującym dowodzie” (około 80%), tylko jeśli szansa na jego winę wynosi nieco ponad 50%, choćby było to zaledwie 50,01%. Wygląda to jak zamach na edukację młodych mężczyzn. Praktycznie można tak zniszczyć karierę każdego wybranego studenta. Jaki cudem więc wprowadzono takie rozwiązanie w oparciu o akt prawny mówiący o równości dla obojga płci? Jawna kpina.

Jakie skutki przyniósł taki obrót spraw? Nietrudno zgadnąć. Fala fałszywych oskarżeń studentów o gwałt. Fałszywe oskarżenie stało się bardzo prostą w wykonaniu zemstą np. na byłym chłopaku, czy formą racjonalizowania żałowanej decyzji o pójściu do łóżka z danym facetem lub po prostu próbą zdobycia atencji ze strony otoczenia. W tej chwili już nawet oficjalne dane na szczeblu rządowym mówią o tym, że 90% oskarżeń to oskarżenia fałszywe

Aczkolwiek mokry sen feministek nie spełnił się tak do końca. Otóż studenci płci męskiej nie dali się tak po prostu zniszczyć. Fałszywie oskarżeni studenci, którym odmówiono prawa do rzetelnego procesu, sami zaczęli powoływać się na Title IX i pozywać uczelnie. Sprawy zaczęły trafiać do wyższych instytucji, takich jak Sądy Federalne. W obronie rzetelnych procesów stanęło środowisko profesorskie, pisząc w tej sprawie listy otwarte, takie jak ten z 2014 r., czy ten z 2016 r.. Powstały także organizacje w obronie studentów, tworzone przez ich rodziny takie jak, Families Advocating for Campus Equality (FACE) czy Save Our Sons, tworzone swoją drogą głównie przez kobiety, matki poszkodowanych studentów. System ten powoli odchodzi już do lamusa, jednak zanim przejdę do końcowej konkluzji pozwolę sobie opisać kilka przykładowych spraw, które są oczywiście tylko wierzchołkiem góry lodowej, ale są na tyle znamienne, że dosłownie przejdą do historii.

 

Sprawa Emmy Sulkowicz (Mattress Girl)

W 2013 r. Emma Sulkowicz, studentka sztuki wizualnej na Columbia University oskarżyła o gwałt studenta Paula Nungessera, domagając się jego wyrzucenia z uczelni. Pomimo obniżonego kryterium dowodowego student ten został oczyszczony z zarzutów. Sulkowicz nie mogąc się pogodzić się z decyzją władz uczelni w ramach protestu zaczęła nosić 50-funtowy materac, mający symbolizować ciężar jakie muszą dźwigać ofiary gwałtów, ale tak po prawdzie to był po prostu jej projekt w ramach pracy dyplomowej, o nazwie Mattress Performance (Carry That Weight)

Pomimo braku dowodów, a nawet oficjalnego uniewinnienia Nungessera, Emma Sulkowicz dostała gigantyczne wsparcie od feministycznego establishmentu. Udzielała wielu wywiadów, feministki z uczelni zaczęły współuczestniczyć w jej akcji, a Narodowa Organizacja Kobiet (National Organization for Women), czołowa organizacja feministyczna w USA przyznała jej nagrodę: „Woman of Courage” w 2016 r.

Tymczasem sprawa od samego początku śmierdziała na kilometr. Oczyszczony z zarzutów Nungesser przedstawił serię prywatnych wiadomości jaką dostawał od Emmy. Zaledwie dwa dni po rzekomym gwałcie, dziewczyna wysyłała mu pełne miłości wiadomości na Facebooku, namawiające go do bycia jej chłopakiem. W ciągu najbliższych dni przychodziła cała masa kolejnych wiadomości tej treści. Ewidentnie oskarżenie o gwałt wyglądało jak zemsta za odrzucenie. W ogóle zeznania Emmy nie trzymały się kupy. Bardzo dobrze sprawa została omówiona w artykułach Cathy Young, polecam zwłaszcza ten, oraz ten. Dodam, że Sulkowicz w 2014 r. wniosła skargę także na policję, ale i tu Nungesser został oczyszczony z zarzutów. Dziewczyna ostatecznie sama przyznała się do kłamstwa, ale nadal taszczyła swój materac jako symbol ciężaru ofiar przemocy seksualnej. Feministki zaczęły głosić, że może to i nie była prawda, ale to jest „ich prawda”. Polecam także: podsumowanie najważniejszych faktów z tej sprawy.

 

Historia pewnego artykułu w „Rolling Stone”

W czasopiśmie „Rolling Stone” w 2014 r. ukazał się artykuł pt. „A Rape on Campus”, czyli „Gwałt na kampusie”. Opisywał on szokującą historię zbiorowego gwałtu na University of Virginia na studentce Jackie Coakley w ramach rytuału inicjującego przyjęcia do bractwa Phi Kappa Psi. Bractwo zostało zawieszone, a jego członkowie spotkali się z ostracyzmem społeczeństwa, a nawet z groźbami śmierci. Jednak jak wykazało śledztwo studentka całkowicie zmyśliła historię. Czasopismo wycofało swój artykuł, a po szeregu procesów sądowych wypłaciło poszkodowanemu bractwu odszkodowanie w wysokości 1,65 mln dolarów.

 

Przypadek Judith Grossman, czyli feminizm kończy się tam, gdzie zaczyna się krzywda twojego syna

Judith Grossman to feministka, która wspierała feministyczne porządki na kampusach, do czasu aż fałszywe oskarżenie o gwałt spotkało jej syna. Chłopak został oskarżony przez byłą dziewczynę o „niekonsensualny seks” sprzed kilku lat. Przeszedł przez piekło procesu przed komisją dyscyplinarną, która nie gwarantuje rzetelnego ani nawet profesjonalnego procesu, w dodatku nie kieruje się zasadą domniemania niewinności, tylko „przewagi dowodów”. Został bardzo szczęśliwie uniewinniony, dzięki właśnie pomocy matki, która akurat jest prawniczką z zawodu. Grossman zdała sobie sprawę z tego, że to co się dzieje na kampusach nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, a jest tylko zwykłą antymęską nagonką. Więcej o tej historii do poczytania pod tym linkiem.

 

Betsy DeVos i koniec ery polowania na czarownice na kampusach

Na jesieni 2016 r. w Ameryce nastąpił polityczny zwrot, nowym prezydentem został Donald Trump, który na stanowisko Sekretarza Edukacji Stanów Zjednoczonych powołał Betsy DeVos. Jedną z pierwszych rzeczy jaką zajęła się nowa pani minister, to właśnie wzięcie na tapet omawianej w tym tekście kwestii. W tym celu nawet spotkała się osobiście ze studentami poszkodowanymi przez fałszywe oskarżenia. Najbardziej absurdalne rozporządzenia administracji Obamy, jak to „przewadze dowodów” odchodzą do lamusa na rzecz uczciwych procesów. Możliwe, że w ogóle sprawy o gwałt na kampusach zostaną odebrane uczelniom i przekazane na rzecz organów właściwych, do tego przeznaczonych, czyli policji i prokuratury. Czas pokaże.

Dodam na koniec, że paradoksalnie to całe zamieszanie sprawiło, że jak nigdy dotąd problem fałszywych oskarżeń o gwałt przebił się do publicznej świadomości. A poparcie dla feminizmu i utożsamianie się z tym terminem w USA drastycznie spadło. Feministki zaczęły tym samym zjadać własny ogon. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się jeszcze więcej w omawianym temacie, polecam także: ten artykuł i ten film na YouTube.

Fala fałszywych oskarżeń o przemoc domową w Hiszpanii – prawo przeciwko mężczyznom

Fałszywe oskarżenia o przemoc domową w Hiszpanii

 

W Hiszpanii kobiety składają około 400 oskarżeń dziennie o przemoc domową przeciwko mężczyznom. Rocznie takich oskarżeń jest około 142 tys. z czego 90% stanowią oskarżenia fałszywe. Ponad 126 tys. mężczyzn rocznie pada ofiarą fałszywego oskarżenia o przemoc domową. Jak doszło do aż tak ogromnej skali nadużyć? Co dzieje się z fałszywie oskarżonymi mężczyznami? O tym mocno przemilczanym w mediach skandalu będzie dzisiejszy wpis.

 

Rząd Zapatero – początek nieszczęścia

Wszystko zaczęło się kiedy w 2004 r. do władzy doszła Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza, a jej lider José Luis Rodríguez Zapatero został premierem. Rządzący socjaliści wraz z współpracującymi z nimi feministkami powołali do życia nową instytucję o nazwie, (to nie żart): Ministerstwo ds. Równości – Instytut Kobiet. Tak, instytucja mająca dbać o rzekome równouprawnienie obojga płci została nazwana Instytutem Kobiet. Oryginalna nazwa to Ministerio de Igualdad – Instituto de la Mujer.

Socjalistyczno-feministyczny establishment wprowadził szereg reguł prawnych przeciwko „przemocy ze względu na płeć”. Ano właśnie, nowy porządek prawny z góry zakłada, że ofiarą przemocy domowej może być tylko kobieta. System działa tak, że wystarczy, że kobieta złoży zawiadomienie o rzekomej przemocy w związku, mężczyzna zostaje automatycznie aresztowany na co najmniej 48 godzin, po czym staje przed uprzedzonym do mężczyzn sądem jako oskarżony. W dodatku nie może już wrócić do domu, bo kobieta może składać kolejne fałszywe zawiadomienia o przemocy i ponownie wysłać go do aresztu. Przykładowo mężczyzna o nazwisku José Manuel Tome, był tak oskarżany 22 razy z rzędu, co 2-3 weekend spędzał w areszcie, dlatego że jego żona nie chciała, że miał kontakt z ich córką. Jak widać, brakuje również kar za fałszywe oskarżenia.

Dodatkowo system oferuje szereg benefitów dla kobiet, podających się za ofiary przemocy. Są to duże świadczenia socjalne, darmowy dostęp do prawników, a nawet pierwszeństwo w sprawie ofert pracy. A więc system dosłownie zachęca do składania fałszywych oskarżeń. Z kolei mężczyźni będący ofiarami fałszywego oskarżenia nie mogą liczyć na żadne wsparcie, tracą mieszkania, pracę, lądują na bruku, popełniają samobójstwa, wpadają w depresję, tracą kontakt z dziećmi itd. Oprócz mężczyzn ofiarami systemu są też dzieci tracące kontakt z ojcami oraz dziadkowie i babcie tracące kontakt z wnukami. 

Więcej szczegółów można poznać w artykule na A Voice for Men oraz w poniższym filmie dokumentalnym na ten temat: 

 

Szansa na zmiany?

Zapetero i spółka pożegnali się z władzą w 2011 r. Świadomość problemu ogromnej ilości fałszywych oskarżeń i wadliwego systemu zaczęła trafiać do opinii publicznej. Są osoby, które bardzo aktywnie walczą w tej sprawie jak pani sędzia Maria Sanahuja, czy sędzia rodzinny Francisco Serrano Castro, zwykli Hiszpanie regularnie protestują w tej sprawie na ulicach. Ale nie jest to wszystko takie proste. Jak podaje artykuł z Avoice for Men z 2013 r., pomimo, że lewica już nie rządzi w Hiszpanii, wciąż ma sporo swoich przedstawicieli w parlamencie, Trybunale Konstytucyjnym, mediach i różnych innych instytucjach. Dlatego odkręcanie sytuacji wcale nie jest takie łatwe. Mówiąc prawdę w tej sprawie można podpaść wielu nadal wpływowym osobom. Od czasu powstania tego artykułu minęło kolejne 5 lat i nadal problem istnieje, co potwierdza ten artykuł z 2016 r., aktualizowany w lutym 2017 r. Miną jeszcze długie lata zanim realnie uda się naprawić sytuację.

O tzw. przemocy ekonomicznej

przemoc ekonomiczna

 

Żeby nie przedłużać zacznę od razu od tego czym przemoc ekonomiczna jest, a czym nie jest. Na pewno nie polega ona bynajmniej na tym jak sądzi wiele feministek, że mąż nie dał żonie pieniędzy na nową sukienkę. Swoją drogą, ciekawe czy według nich jak żona nie da pieniędzy na wódkę swojemu mężowi alkoholikowi, to też jest przemoc ekonomiczna?

Przemoc ekonomiczna to krótko mówiąc wykorzystywanie uzależnienia finansowego partnera w związku do upokarzania go, manipulacji, wymuszania różnych rzeczy, czy wydzielanie pieniędzy na zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych. To również trwonienie wspólnego majątku, zaciąganie pożyczek wbrew woli partnera, naciąganie go na duże koszty finansowe itd.

 

Przemoc ekonomiczna w polskim systemie prawnym

I teraz ważna kwestia, nie jest prawdą, że w polskim systemie prawnym nie ma pojęcia przemocy ekonomicznej. Według Ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie przemoc domowa to wszelkie incydenty gróźb, przemocy lub nękania (psychologicznego, fizycznego, seksualnego, ekonomicznego lub emocjonalnego) między osobami dorosłymi, którzy żyją w związku partnerskim lub są członkami tej samej rodziny, niezależnie od płci i orientacji seksualnej.

Przy zakładaniu Niebieskiej Karty również uwzględnia się ten termin. Można uznać, że ofiara przemocy doznawała przemocy fizycznej, psychicznej lub/i ekonomicznej.

 

Ponadto, Kodeks rodzinny i opiekuńczy stanowi, że: 

„Art. 27. Oboje małżonkowie obowiązani są, każdy według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych i majątkowych, przyczyniać się do zaspokajania potrzeb rodziny, którą przez swój związek założyli. Zadośćuczynienie temu obowiązkowi może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i na pracy we wspólnym gospodarstwie domowym.

Art. 28. § 1. Jeżeli jeden z małżonków pozostających we wspólnym pożyciu nie spełnia ciążącego na nim obowiązku przyczyniania się do zaspokajania potrzeb rodziny, sąd może nakazać, ażeby wynagrodzenie za pracę albo inne należności przypadające temu małżonkowi były w całości lub w części wypłacane do rąk drugiego małżonka.

Art. 43. § 1. Oboje małżonkowie mają równe udziały w majątku wspólnym.

§ 2. Jednakże z ważnych powodów każdy z małżonków może żądać, ażeby ustalenie udziałów w majątku wspólnym nastąpiło z uwzględnieniem stopnia, w którym każdy z nich przyczynił się do powstania tego majątku. Spadkobiercy małżonka mogą wystąpić z takim żądaniem tylko w wypadku, gdy spadkodawca wytoczył powództwo o unieważnienie małżeństwa albo o rozwód lub wystąpił o orzeczenie separacji.

§ 3. Przy ocenie, w jakim stopniu każdy z małżonków przyczynił się do powstania majątku wspólnego, uwzględnia się także nakład osobistej pracy przy wychowaniu dzieci i we wspólnym gospodarstwie domowym„.

 

Czyli w skrócie: oboje z małżonków muszą wnosić wkład albo poprzez pracę zarobkową i płacenie rachunków albo poprzez zajmowanie się domem i dziećmi co jest traktowane jako substytut pracy zarobkowej. W przypadku braku takiego wkładu ze strony męża/żony można wnieść o nierówny podział majątku przy rozwodzie. Można nawet pozwać małżonka „pasożytującego” o alimenty, jeszcze w czasie trwania małżeństwa

Tak więc wedle obecnego prawa nie można nie dawać pieniędzy na życie niepracującego małżonka, ani nie można pasożytować np. poprzez unikanie pracy zarobkowej przy równoczesnym zaniedbywaniu domu i dzieci, ani nie można trwonić wspólnego majątku. A wyjątkowo podłe wykorzystywanie zależności finansowej do znęcania się nad drugim małżonkiem traktuje się jako przemoc domową. Praktycznie wszystkie opcje są tu uwzględnione. Czyżby zatem takim feministkom, jak posłanki .Nowoczesnej z ich szalonymi pomysłami po prostu przeszkadzało, że obecne prawo uwzględnia prawa obojga płci?

Sprawa Jakuba Dymka, #MeToo i kompromitacja Codziennika Feministycznego

#MeToo

 

Wstrzymywałem się z opisaniem tej sprawy, do czasu aż sytuacja trochę się rozwinie. Obecnie wyszło już tyle wątków i niuansów, że serio jest o czym napisać. No to lecimy.

 

Tło sprawy: Akcja #MeToo i sprawa Janusza Rudnickiego

Tłem sprawy po pierwsze była oczywiście słynna akcja #MeToo. Która jest niczym innym jak kolejnym już w historii przykładem paniki moralnej, takiej jak niegdyś czas Makkartyzmu w USA, kiedy masę ludzi oskarżono o bycie sowieckim szpiegiem (niemal nikt nie okazał się być szpiegiem naprawdę), czy Satanic Panic, gdzie z tysięcy ludzi oskarżonych o wykorzystywanie dzieci do satanistycznych rytuałów jedynie kilka osób okazało się być przestępcami, w dodatku niepowiązanymi z okultystycznymi rytuałami. A wszystko w efekcie wybuchnięcia po latach afery Harveya Weinsteina, która jak to zwykle bywa, miała taką charakterystyczną cechę, że „wszyscy wszystko wiedzieli”. Ale mieli to gdzieś, dopóki tolerowanie wybryków tego pana było potrzebne do robienia kariery w Hollywood. Łącznie z Oprah Winfrey, przyjaciółką Weinsteina, którą już mainstream rozważa jako kandydatkę na prezydenta USA. Trochę śmieszno, trochę straszno. 

Jedyne rezultaty jakie przyniosło #MeToo to:

Ale to nie wszystko, drugą częścią tła, była sprawa Janusza Rudnickiego, pisarza i publicysty Gazety Wyborczej, który okazał się być wyjątkowo wulgarny i chamski w stosunku do kobiet, łącznie ze spokojnym nazywaniem ich określeniem na „k” prosto w oczy. Co niesamowite, wielu polskich celebrytów oraz znanych feministek, zaczęło go bronić. Spotkało się to wszystko z konsternacją opinii publicznej. I aż się prosiło, żeby te środowiska, głównie lewicowe i feministyczne jakoś postarały się zrehabilitować…. a no właśnie.

 

Artykuł o „papierowych feministach” na Codzienniku Feministycznym

I jak tu wybrnąć z takiej wpadki, jak z panem Rudnickim, która ośmieszyła środowisko lewicowo-feministyczne w Polsce? Próbę podjął Codziennik Feministyczny artykułem o „papierowych feministach”, gdzie kilka kobiet opisało jak to doświadczyły przemocy, molestowania czy chamstwa ze strony niby feministów, czyli mężczyzn, którzy są feministami tylko na papierze, dużo mówią o prawach kobiet, a w życiu postępują wobec pań dokładnie odwrotnie.

Tylko, że ten tekst został napisany w sposób całkowicie nierzetelny, bez jakiekolwiek weryfikacji zawartych w nim informacji. O ile oskarżony w nim Michał Wybieralski, piszący dla Gazety Wyborczej sam przyznał się do zarzucanych mu czynów (mobbing i molestowanie podległych mu pracownic) i publicznie przeprosił za swoje grzechy, o tyle publicysta Krytyki Politycznej Jakub Dymek, który został oskarżony o gwałt zaprzeczył temu zarzutowi. Oskarżenie o gwałt wystosowane przez jego byłą partnerkę Dominikę Dymińską jest tu bardzo wątpliwe, jako że po tym niby gwałcie, jak gdyby nigdy nic weszła z panem Dymkiem w związek, który trwał przez kilka miesięcy. Jednak pomimo braku jakichkolwiek dowodów, oraz wystąpieniu rażących wątpliwości natury logicznej, artykuł jednoznacznie wskazał Dymka jako gwałciciela. W dodatku Jakub Dymek dysponuje dowodem w postaci e-maila, który otrzymał kilka dni przed publikacją artykułu, w którym był szantażowany zostaniem nową twarzą polskiego #MeToo, zastępując Janusza Rudnickiego. Adres z którego przyszedł e-mail to adres, który jest kontaktem dla ofiar molestowania i został zamieszczony pod tekstem na CF o „papierowych feministach”.

Za kompletny brak rzetelności, etyki dziennikarskiej i w ogóle jakiejkolwiek etyki na Codziennik Feministyczny posypały się gromy. Wśród krytyków znalazła się nawet część stałych czytelników. Co zrobiła redakcja? Zamiast przyznać się do błędu, panie redaktorki zaczęły na ślepo atakować wszystkich, którzy ich krytykują, oskarżając ich o „wspieranie kultury gwałtu”. A co jeszcze bardziej absurdalne, zaczęły atakować domniemanie niewinności, pisać artykuły o tym jak to domniemanie niewinności jest „fikcją prawną”, w przypadku Dymka i Wybieralskiego „jest niestosowne”, itd. 

Sprawy zaczęły przybierać tak absurdalny obrót, że Codziennik Feministyczny zaczął być ostro krytykowany nawet przez inne lewicowe środowiska, jak np. portal Kultura Liberalna, czy przez Piotra Szumlewicza, którzy nie zostawili na tym feministycznym tabloidzie dosłownie suchej nitki. Powstał również list otwarty ludzi kultury, w którym ponad 90 różnych osób: pisarzy, redaktorów, tłumaczy, dziennikarzy, aktorów, reżyserów wystąpiło w obronie domniemania niewinności i w ramach sprzeciwu wobec stosowania linczu medialnego.

Jaka była odpowiedź od redaktorek Codziennika? Dalsze pójście w zapartę. Określiły tych ludzi mianem „ludzi kultury gwałtu” i wystosowały własny list otwarty, w którym znalazły się tak absurdalne sformułowania jak: „Utrwalaniem kultury gwałtu jest fetyszyzowanie domniemania niewinności i innych pojęć z porządku prawnego. Przenoszenie ich do sfery oceny etycznej, jakby mówienie o krzywdzie miało być możliwe jedynie po uzyskaniu wyroku sądu”. Czy leci z nami pilot?! 

Na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak, że ze względów prawnych fragment o rzekomym gwałcie został usunięty z artykułu o „papierowych feministach”, a Jakub Dymek wystąpił z pozwem przeciwko Codziennikowi Feministycznemu. Jak zakończy się ta sprawa, czas pokaże.

 

Żałosna i nieudolna próba ataku na prawicę

Kolejnym wątkiem związanym z całym tym zamieszaniem jest fakt, że wyjątkowo mocno na wizerunku straciła tu lewica. Co złego to wyszło na dziennikarzy lewicowych i feministycznych. Żeby jakoś zmyć te złe wrażenie ze strony lewicowej poszedł atak w stronę prawicy. Konkretnie niejaka Justyna Samolińska z Partii Razem, postanowiła nagle „ni z gruchy, ni z pietruchy” oskarżyć o molestowanie sprzed 2 lat Marka Jakubiaka, posła klubu Kukiz’15 w swoim naprawdę dennym tekście o „obłudzie pornoprawicy”, dla portalu WP opinie.

Zdenerwowany oszczerstwem pan Jakubiak złożył przeciwko niej pozew do sądu. Po czym pani Samolińska od razu przyznała się do kłamstwa, wyznając że żadnego molestowania nie było, całkowicie zmieniając wersję na to, że Jakubiak był dla niej tylko trochę niemiły: 

Justyna Samolińska

Pozostaje tylko czekać na wygraną posła Jakubiaka w sądzie. Trzymajmy za to kciuki.

Kobieca pedofilia – istnieje i zdarza się częściej, niż się powszechnie wydaje

Kobieca pedofilia

 

Pedofilem może być nie tylko mężczyzna, ale również kobieta. Jednak temat wykorzystania seksualnego dzieci przez kobiety był przez lata marginalizowany nawet przez samych seksuologów, psychologów i psychiatrów. Najnowsze badania seksuologiczne są tu jednak jednoznaczne: kobieca pedofilia nie jest dużo rzadszym zjawiskiem niż męska pedofilia. Pedofilki są po prostu rzadziej wyłapywane i dłużej działają bezkarnie. Przez lata pokutowało tu błędne koło, seksuolodzy sugerowali się statystykami sądowymi (wyroków skazujących), z kolei sądy przez długi czas nie dowierzały że pedofilem może być kobieta, sugerując się badaniami seksuologów. Przez to właśnie zjawisko kobiecej pedofilii pozostawało drastycznie niedoszacowane. 

 

Przełomowe odkrycie Michele Elliott

Michele Elliott to znana i ceniona brytyjska psycholog dziecięca specjalizująca się w temacie przemocy seksualnej wobec dzieci. Jest także założycielką Kidscape, organizacji charytatywnej zajmującej się ochroną dzieci przed przemocą, której programy nauczania trafiają do tysięcy szkół i innych organizacji. Za swojej zasługi dla pomocy dzieciom Michele Elliott odbierała z rąk brytyjskiej królowej Order Imperium Brytyjskiego.

Początkowo Elliott pisała głównie o męskiej pedofilii. Jednak pewnego dnia w czasie audycji radiowej prezenter poprosił ją aby powiedziała coś o przemocy seksualnej stosowanej przez kobiety. Dość niespodziewanie do radia zaczęła napływać ogromna ilość telefonów od dorosłych ludzi, którzy byli ofiarą kobiecej przemocy seksualnej w dzieciństwie. Po powrocie do biura pani Elliott odebrała kolejną falę zgłoszeń w tej sprawie, obie płcie informowały, że były molestowane przez matkę, ciocię, zakonnicę, czy nauczycielkę. Zdała sobie wówczas sprawę, że problem kobiecej pedofilii jest dużo powszechniejszy niż mogłoby się wydać na pierwszy rzut oka. Postawiła dokładniej zbadać ten temat.

O wynikach swoich badań i lat doświadczeń w sprawie zgłębiania tematu nad kobiecą pedofilią opowiedziała w poniższym wywiadzie (napisy PL):

 

Najważniejszy wniosek jaki nasuwa się z powyższego materiału to to, że kobieca pedofilia praktycznie niczym nie różni się od męskiej pedofilii. W obu przypadkach mamy do czynienia dokładnie z tą samą przyczyną, czyli zarówno pedofile, jak i pedofilki w większości przypadków sami doświadczali przemocy w swoim dzieciństwie. Czysto logicznym i matematycznym wnioskiem jest zatem to, że męskich pedofilów nie może być zdecydowanie więcej niż kobiecych. 

Kolejna sprawa, jak mówi Michele Elliott powszechne stereotypy sprawiają, że pedofilki są dużo bardziej bezkarne. Dłużej działają niezauważone. Pedofilki bardzo często wybierają pracę z dziećmi jako przedszkolanki, nauczycielki, opiekunki, pielęgniarki. Społeczeństwo same daje im tę broń, jaką jest praca z dziećmi, jako że prawie nikt nie podejrzewa kobiet o czyny pedofilskie. Najwięcej jednak ofiar kobiecej przemocy seksualnej to ofiary własnej matki. Kolejną bronią pedofilek jest tu powszechny stereotyp, że „każda matka kocha swoje dziecko”.

Jak widzimy na filmie, badania Michele Elliott są bardzo nie na rękę feministkom, jako że psuje im to teorie o rzekomej korelacji między płcią i przemocą, dlatego starają się bojkotować panią Elliott, która sama kiedyś uważała się za feministkę. Bardzo podobny schemat jak z Erin Pizzey. Więcej w temacie kobiecej pedofilli można przeczytać w książce Michele Elliott: „Female Sexual Abuse of Children The Last Taboo”

 

Inne badania również potwierdzają, że kobieca pedofilia występuje częściej niż się powszechnie wydaje

Na szczęście Wielka Brytania to niejedyny kraj, w którym przełamano ten temat tabu. Doszło do tego również w Niemczech, gdzie powstał wyemitowany przez tamtejszą telewizję publiczną ARD, film dokumentalny, pt. „Mamo przestań”, opowiadający o ludziach, którzy padli w dzieciństwie ofiarą przemocy seksualnej ze strony kobiety. 

To że kobieca pedofilia jest dużo powszechniejsza niż się wydaje opinii publicznej potwierdzają także znawcy tematu z Polski. Z tej strony polecam świetny wywiad z seksuologiem i biegłym sądowym Krzysztofem Koroną, specjalizującym się właśnie w temacie żeńskiej pedofilii.

Obszerny zbiór danych i faktów na temat kobiecej pedofilii, możemy również znaleźć w raporcie Charlotte Philby.

 

Błędne koło przemocy

Przypomnę parę podstawowych faktów. Według badań z Kanady, około 93% męskich gwałcicieli, którzy na swoje ofiary wybierają kobiety sami w przeszłości, zazwyczaj jeszcze w dzieciństwie byli ofiarami przemocy seksualnej ze strony kobiety, najczęściej własnej matki

Według badań z Włoch, około 78% męskich pedofilów było wykorzystywanych w dzieciństwie przez kobiety, także głównie swoje matki.

Kolejne badanie, tym razem z Polski: „Z badań przeprowadzonych w polskich więzieniach wypływa szokujący wniosek: dorośli mężczyźni, którzy w dzieciństwie byli molestowani seksualnie i nie zostali poddani terapii, później sami krzywdzili dzieci. Tylko dwóch na 50 gwałcicieli nie było ofiarami molestowania w dzieciństwie.” (tu również chodzi głównie o przemoc ze strony kobiet, polecam zresztą przeczytać cały artykuł). 

Jak mówiła Michele Elliott gwałcicielki i pedofilki to również są w większości kobiety, które padły w dzieciństwie ofiarą przemocy. Tak właśnie przemoc rodzi przemoc. 

Dlatego tak ważne jest aby starać się przełamywać te błędne koło. O ile męska pedofilia przestaje być tematem tabu, o tyle w kwestii uświadamiania społeczeństwa w temacie kobiecej pedofilii jest jeszcze wiele do zrobienia.  

Gwałty na mężczyznach – temat tabu

Zgwałceni mężczyźni

 

Zazwyczaj kiedy mowa o ofierze gwałtu ludzie automatycznie myślą o kobiecie, koniecznie zgwałconej przez mężczyznę. Tymczasem temat jest dużo bardziej skomplikowany, istnieje również gwałt kobiety na mężczyźnie, mężczyzny na mężczyźnie, jak i kobiety na kobiecie. Dziś pozwolę sobie wziąć na tapetę wyjątkowy temat tabu jakim są męskie ofiary gwałtów

 

Gwałty na mężczyznach to mocno niedoszacowane zjawisko

Podobnie jak z pozostałymi tematami dotyczącymi przemocy wobec mężczyzn mamy problem z niedoszacowaniem zjawiska w oficjalnych statystykach policyjnych i to w wersji skrajnej. Mężczyźni będący ofiarami gwałtów mają ogromne problemy zarówno w zgłaszaniu gwałtów homoseksualnych, jak i heteroseksualnych. To jedne z największych tematów tabu jakie funkcjonują w naszym społeczeństwie.

Tymczasem jak pokazują badania z USA, w samych tylko więzieniach więcej mężczyzn pada ofiarą gwałtu w ciągu roku, niż kobiet w całym społeczeństwie. A to dopiero wierzchołek góry lodowej, gwałty nie zdarzają się przecież tylko w więzieniach.

Jak się jednak okazuje głównymi sprawcami gwałtów na mężczyznach nie są inni mężczyźni, tylko kobiety. Odsyłam do bardzo interesujących badań przeprowadzonych przez Larę Stemple, prodziekan na wydziale prawa w Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. 

„Stemple w swoich badaniach od dłuższego czasu skupia się na tym, jak często przemoc seksualna wobec mężczyzn pozostaje utajona. W 2014 roku opublikowała pracę na temat męskich ofiar napaści, w której poddała analizie kilka ogólnokrajowych ankiet. Odkryła, że jeśli wziąć pod uwagę przypadki, gdy mężczyzna został „zmuszony do spenetrowania” drugiej osoby, wskaźniki kontaktów seksualnych odbytych bez obopólnej zgody były niemal takie same u obu płci. 1,267 miliona mężczyzn przyznało, że padło ofiarami przemocy seksualnej, w porównaniu do 1,270 miliona kobiet.

Kategoria „zmuszony do penetracji” nie przychodzi od razu na myśl, gdy mowa o napaści na tle seksualnym, jak napisała Hanna Rosin z magazynu „Slate” w komentarzu od pracy Stemple w 2014 roku. Może jednak nieść podobne psychologiczne i fizyczne skutki, w tym seksualne dysfunkcje, depresję, utratę poczucia własnej wartości i długoterminowe problemy z nawiązywaniem międzyludzkich relacji.” 

„Nowe, szeroko zakrojone studium Stemple ukazuje wyniki ostatniej telefonicznej ankiety CDC, która wykazała, że 68,6 procent męskich ofiar przemocy seksualnej jako sprawców wskazuje kobiety. Tak samo w przypadku 79,2 procent mężczyzn zmuszonych do penetracji (czyli „tej formy seksu przy braku obopólnej zgody, jakiej mężczyźni doświadczają w swoim życiu”, jak można przeczytać w pracy).”

Dalej w przytoczonym artykule na Vice.com na temat badań Lary Stemple możemy przeczytać, że więźniowie płci żeńskiej dużo częściej są wykorzystywane seksualnie przez współwięźniarki, niż mężczyzn zatrudnionych w więzieniu. W dodatku, pośród osadzonych mężczyzn zgłaszających nadużycia na tle seksualnym ze strony personelu, 80 procent wskazało jako sprawców wyłącznie kobiety, a w przypadku nieletnich ten odsetek wynosił aż 89,3 procent. Kolejny dowód na to, że gwałcicieli płci żeńskiej jest dużo więcej niż się powszechnie wydaje.

Przypominam również o badaniach z Kanady, które przytaczałem w artykule o błędnym kole przemocy. Otóż około 93% męskich gwałcicieli w przeszłości padło ofiarą przemocy seksualnej ze strony kobiety. Jest zatem matematycznie niemożliwe ażeby sprawców przemocy seksualnej było zdecydowanie więcej wśród płci męskiej, niż żeńskiej.  

 

Dlaczego kwestia gwałtu kobiety na mężczyźnie to tak wielki temat tabu?

Problemem jest to, że wielu ludzi (w tym również samych mężczyzn) nie bardzo potrafi sobie wyobrazić jak kobieta może zgwałcić mężczyznę. Pokutuje tu brak wiedzy o podstawowym fakcie, otóż większość gwałtów nie jest dokonywanych „dla seksu” tylko w celu skrzywdzenia i poniżenia ofiary. Tak samo jest z gwałtami dokonywanymi na kobietach, jak i na mężczyznach.

Większość gwałtów na mężczyznach ze strony kobiet ma charakter brutalny. W sytuacji gdy sprawcą gwałtu jest kobieta, 95,7% męskich ofiar i 47% kobiecych ofiar odnosi poważne obrażenia. Wynika to z faktu, że mężczyźni są silniejsi. Kiedy kobieta decyduje się na gwałt na mężczyźnie używa do tego czynu narzędzi. Więcej na ten temat w artykule na Newsweeku, a w nim dokładne ujęcie tematu przez znanego seksuologa prof. Lwa-Starowicza i kryminologa prof. Brunona Hołysta

Sprawa Boko Haram

Sprawa Boko Haram

 

Dziś pokażę wam wyjątkowo brutalne i obrzydliwe oblicze gynocentryzmu i feminizmu. Otóż rzecz ma się o Boko Haram, czyli organizacji terrorystycznej tworzonej przez islamskich ekstremistów,  którzy regularnie dokonują zamachów terrorystycznych na chrześcijan w Nigerii. 

O czym konkretnie będzie mowa? Oddaję głos Karen Straughan, poniżej w moim zdaniem najlepszym fragmencie filmu „The Red Pill” (polskie napisy): 


Pani Karen opisuje tutaj sprawę porwania 200 dziewczynek przez Boko Haram. Wówczas reakcja świata zachodniego była gwałtowna, w sprawę zaangażowali się Barack Obama, Michael Obama, ONZ, rząd Wielkiej Brytanii, Minister obrony Kanady, media, celebryci, feministki itd. 

Tyle, że ci sami terroryści wcześniej dokonywali całe mnóstwo ataków, w czasie których ofiarami byli głównie mężczyźni i chłopcy. Podczas poprzednich ataków na szkoły, to dziewczynki były wypuszczane na wolność, a chłopców brutalnie zamordowano poprzez spalenie żywcem. Wówczas mało kto z zachodnich mediów w ogóle o tym wspominał. Ba, jak słusznie zauważa Karen Straughan terroryści zaatakowali dziewczynki właśnie dlatego, że zdali sobie sprawę, że krzywdzenie chłopców nie wzbudza aż takiej uwagi zachodu, żeby zyskać rozgłos musieli uderzyć w płeć żeńską.

Polecam również artykuły w temacie:
https://www.mediaite.com/online/why-did-kidnapping-girls-but-not-burning-boys-alive-wake-media-up-to-boko-haram/
https://www.pbs.org/newshour/show/happened-10000-boys-kidnapped-boko-haram